piątek, 14 czerwca 2013

Szansa



Draco od godziny chodził i przeszukiwał każdy kąt zamku. Nigdzie nie mógł znaleźć Granger. Był nieobecny myślami. Wciąż nie mógł uwierzyć w to, że taka czarownica jak Hermiona naprawdę się w nim zakochała. A więc i z nią mu się udało. Nie chciał jednak traktować jej jako dziewczyny, którą rozkocha, a później porzuci zaliczając do swojej obszernej kolekcji. To zabrzmiało dziwnie nawet w jego myślach, kiedy zdał sobie sprawę, że jest dumny, że zakochał się w nim ktoś taki jak ta dziewczyna i – co jeszcze bardziej go otępiło – on chciał być dłużej z tą dziewczyną. Chciał, by dała mu szansę. Miał zamiar przyznać się do swoich uczuć. Dlatego też szukał Granger w całym zamku i na błoniach. Nie było jej nawet w bibliotece, a to oznaczało, że może być tylko w dwóch miejscach. Albo w Pokoju Życzeń, albo w swoim dormitorium. Obstawia raczej tą drugą opcję. Pewnie poszła myśleć do swojego pokoju. Gorzej z tym jak się tam dostać. Musiał iść po Pottera, a najlepiej po Rudą, ale Gryfonka była w tej chwili z Blaisem. Polecieli gdzieś na jakąś wyspę z Blaisem. Draco zdał sobie sprawę, że wampirza natura dziewczyny bardzo kręciła jego przyjaciela. Szedł przez korytarz na drugim piętrze, kiedy w końcu ujrzał kogoś, kto mógłby mu pomóc. Święty Potter w towarzystwie tej całej wili. Draco przypomniał sobie o tym, co razem z Granger widział w kawiarni podczas Walentynek. Podszedł do nich gotów się zniżyć nawet do tego, by poprosić Złotego Chłopca o pomoc.
- Ej, Potter – przerwał im jakże interesującą rozmowę. Harry popatrzył na niego lekko zirytowany.
- A ty tu czego, Malfoy? – warknął nieuprzejmie.
- Grzeczniej, Bliznowaty, nie mam zamiaru tracić na jakąś głupią wymianę zdań swojego cennego czasu – oznajmił. Harry obrzucił go podejrzliwym spojrzeniem.
- To o co chodzi?
- Pomożesz mi się dostać do Granger? – wypalił od razu bez zbędnych wyjaśnień.
- Nie – odpowiedział od razu – Skoro nie chce cię widzieć, to…
Draco się wkurzył i przeczesał swoje włosy niecierpliwie.
- Słuchaj no – przerwał czarnowłosemu – Tutaj chodzi o szczęście Hermiony. Mam jej coś ważnego do powiedzenia i nie wiem, gdzie ona jest, więc pewnie ryczy w…
- Ryczy? – warknął Harry i się podniósł z ławki – Coś ty jej znów zrobił, Malfoy?
- Nic, absolutnie – machnął lekceważąco ręką – To jak pomożesz mi się do niej dostać?
- Nie ma mowy, ja chcę żyć – wzruszył ramionami – Jeśli naprawdę jest w tak podłym nastroju jak sądzisz, to nie masz co się wysilać, stary.
- Salazarze! Otwórz mi tylko te cholerne wejście do Gryffindoru i będzie spokój! – zdenerwował się już Malfoy. Zaczynał powoli uznawać, że rozmowa ze Złotym Chłopcem, to kompletna strata czasu. Miał już się właśnie wycofać, kiedy odezwał się Harry.
- Jeśli tutaj chodzi o jej szczęście – zmierzył go podejrzliwym spojrzeniem – To pomogę ci tam się dostać, ale – tutaj podkreślił – jeśli coś jej zrobić, to nie żyjesz, Malfoy.
I ruszył nic nie mówiąc. Draco podążył za nim, a Clemense dogoniła Harry’ego. Szedł z lewej strony Pottera nic się nie odzywając. Zastanawiał się jak dobrać odpowiednio słowa, by Granger nie odebrała tego źle. Nie zauważył nawet jak dotarli już pod portret Grubej Damy i tego jak Potter podał hasło.
- Właź – powiedział – Jak coś, to nie ja ci pozwoliłem tutaj wejść.
Draco tylko kiwnął głową, a Potter z dziewczyną zniknął za zakrętem. Draco wszedł do środka i ruszył prosto w stronę pokoju Prefekt Naczelnej. U nich Prefektem Naczelnym został Teodor Nott, po tym jak on zbytnio nadużywał swojego stanowiska. Ale nie przeszkadzało mu to. Nie chciał mieć na swoich ramionach takich obowiązków. To nie było dla niego. Zapukał do drzwi. Kiedy cichy, stłumiony głos powiedział ciche „Proszę” nacisnął na klamkę w kształcie gryfa. W jej pokoju panował niezwykły porządek. Tylko książki leżały porozrzucane po podłodze, łóżku i biurku. Jednym słowem były wszędzie. Granger leżała na łóżku. Nie płakała, ale jej policzki żłobiły ślady niedawnych łez. Delikatnie głaskała białe futerko jej pupila, Śnieżynki. Zauważył na jej palcu srebrny pierścionek z czerwonym oczkiem. Rzeczywiście nosiła go przez ten cały czas odkąd jej go dał. Ani razu go nie zdjęła. Nawet jak byli pokłóceni. Zamknął drzwi, a ona odwróciła się w jego stronę. Spodziewał się wszystkiego. Tego, że wybuchnie płaczem i zakryje twarz dłońmi, tego, że dostanie książką, kiedy dziewczyna wpadnie w ślepą furię, ale na pewno nie spodziewał się obojętności z jej strony. Hermiona spojrzała na niego i z westchnieniem usiadła na łóżku po turecku. Przysiadł się obok niej.
- Przyszedłeś mi wypomnieć, jaka to panna Granger jest głupia, że przegrała zakład? – powiedziała spokojnie, ale w jej głosie dało się wyczuć wszystkie emocje jakie nią targały.
- Przeszedłem porozmawiać – odparł szczerze z prawdą – Chciałbym ci coś powiedzieć. Coś, co dawno powinnaś była już wiedzieć. Nie miałem odwagi ci tego wyjawić, bo nie miałem pojęcia, jak na to zareagujesz.
Hermiona zmarszczyła delikatnie brwi. Spojrzała na niego z zaciekawieniem kryjącym się w tych cudownych, czekoladowych oczach. Odgarnęła swoje loki na jedną stronę.
- Czekam, Draco – dała znak, że oczekuje tego, co ma zamiar jej powiedzieć. Draco przysunął się i złapał ją za dłoń. Nie cofnęła jej, ale lekko się skrzywiła. Nie chciała, by jej dotykał. Jego dotyk sprawiał jej ból. Tego było za wiele. Chciała z tym skończyć, więc dlaczego po prostu nie wyrzuciła go teraz z jej dormitorium? Och, nie znała odpowiedzi na to pytanie. W głębi duszy pragnęła jego obecności. Żeby był. Tylko tyle. Nie musieli się dotykać, całować. Nie musieli nawet rozmawiać. Po prostu starczyła jej tylko jego obecność.
- Hermiono, ja również cię kocham. Pewnie mi teraz nie wierzysz… - wyznał z trudem, ale poczuł ulgę na sercu. Hermiona natychmiast zaczęła się trząść. Tyle emocji ogarnęło ją za tym jednym słowem: kocham. Jak to pięknie brzmiało w jego ustach. Mogłaby słuchać go wiecznie, ale przecież to Malfoy. Na pewno coś knuł. Ma zamiar wykorzystać to, że się przed nim wygadała i zdradziła.
- Masz rację, nie wierzę ci. Pewnie teraz chcesz mnie zaciągnąć taką gadkę do łóżka? – zironizowała i uśmiechnęła się kpiąco. Draco westchnął, ale i zdenerwował się. Czy rozmowa z nią zawsze musi być taka trudna? Popchnął ją na łóżko i związał ręce nad jej głową, pochylając się nad nią. Zauważył w jej oczach tajemnicze iskierki, które również zatańczyły w jego oczach.
- Znam inne sposoby niż wyznawanie dziewczynie miłość, by zaciągnąć ją do łóżka, możesz wierzyć – warknął.
- Tutaj akurat jestem pewna – zdmuchnęła gniewnie z twarzy parę loków.
- Więc nie myśl, że mam zamiar to samo testować na tobie. Zależy mi na tobie, Granger i ty zdajesz sobie z tego sprawę.
- To, że ci zależy, nie oznacza, że od razu kochasz – syknęła – Miłość zdecydowanie dała mi o sobie znać i dała potężnego kopa, więc nie żartuj sobie z tego przy mnie, bo mnie najzwyczajniej w świecie obrażasz – powiedziała z cierpieniem w głosie. Draco uznał, że ma rację. Tyle razu już się zawiodła. Ale on jej tego nie zrobi. Nie może być aż takim dupkiem i złamać jej serce jak robią to inni. Nachylił się, by ją pocałować, ale ona zręcznie odchyliła głowę.
- Nie waż się – zagroziła mu i popatrzyła zabójczym wzrokiem.
- Pamiętasz jak mnie pocałowałaś po balu? Miał być to ten ostatni raz – przypomniał jej. W jego głosie słychać było pewność siebie.
- Żałuję, że dałam się jeszcze bardziej później w to wciągnąć – szepnęła i odwróciła wzrok.
- Hermiono, ten pocałunek, którego nie powinnaś mi była wtedy dać wciąż mnie prześladuje. I mimo, że mieliśmy tysiące lepszych akcji, to twoje słowa, że to ostatni raz, bardzo zapamiętałem. Od tamtej chwili moje serce żyło nadzieją, że ta pieszczota nie stanie się tylko blizną, ale na nowo będzie otwierać moje serce – wyznał. Patrzyli sobie prosto w oczy. Hermiona z niedowierzaniem słuchała tego, co mówi. Nie potrafiła mu uwierzyć. Ale dlaczego miałby kłamać? Dlaczego była taka podejrzliwa wobec niego? Czyż nie udowodnił wiele razy, że jemu zależy? Wykonywał tyle gestów, które mogłyby świadczyć o jego uczuciach. Ale została już tyle razy zraniona. Nie każdemu jest łatwo tak po prostu komuś zaufać. A jej ufność wobec ludzi znacznie się zmniejszyła po wojnie i przeżyciach miłosnych.
- Umierałam po trochu każdego dnia odkąd pojawiłeś się w moim życiu w tym roku... Kocham cię i chcę abyś o tym wiedział – powiedziała nieświadomie. W jej oczach zaświeciły łzy. Draco pocałował ją delikatnie. Nie namiętnie, ale czule i z pasją. Chciał ją uspokoić. Nie chciał, żeby znów płakała. Robiła to zdecydowanie za często. Nie zamierza już jej doprowadzać do płaczu. Nie teraz. I miał nadzieję, że już nigdy nie będzie tego przyczyną.
- Nie płacz – szepnął, kiedy jedna łza potoczyła się po jej policzku i zniknęła w kasztanowych lokach – Hermiono, daj nam szansę – zaproponował cicho. Ich twarze dzieliły milimetry. Prawie stykali się ustami. Niepewność w oczach Hermiony była zbyt wielka. Nie tylko ją widział, ale i wyczuł.
- Draco… - wyszeptała – Jak to „szansę”?
- Jako para. I nie tylko na jedną noc. Cholera, Granger kocham cię, jesteś nienormalna, zwariowana, zabawna, urocza i uparta, wredna – oznajmił mocniej przyciskając ją do łóżka – A ja jestem głupim chłopcem, który właśnie odkrył czym jest prawdziwa miłość.
Uśmiechnęła się delikatnie. Cmoknęła go w usta, ale kiedy chciał pogłębić pocałunek, cofnęła się.
- Ja nie jestem pewna, Draco.
Wyswobodziła nadgarstki z jego uścisku i usiadła na rogu łóżka. Zajął miejsce obok niej. Było trudno. Ale on lubił wyzwania. A jeśli mu się uda może być naprawdę dobrze. Nie miał zamiaru tego schrzanić. Za nic w świecie. Nawet jakby mu podstawiono najseksowniejszą kobietę, to on był zaślepiony Granger. Ta dziewczyna zajmowała każdy skrawek jego umysłu.
- Dlaczego nie możemy chociaż spróbować? – naciskał – Przecież mi ufasz – dodał. Westchnęła z trudem i spojrzała prosto w jego szare oczy.
- Nie jestem tego pewna. Tutaj chodziłoby o związek, Malfoy – odparła – Ja traktuję związki poważnie, a nie jako zabawę.
- Ja też nie traktuję tego jako zabawę – oznajmił natychmiast.
- Och, czyżby? – warknęła, ale szybko się opanowała – Nie wiem, Malfoy, nie sądzę, by to był dobry pomysł. Ja po prostu mam dość cierpienia.
Ujął jej dłoń.
- Przysięgam, że nigdy cię nie skrzywdzę, Granger – powiedział patrząc jej prosto w oczy, jakby chcąc nadać większą wiarygodność swemu słowu – Obiecuję – dodał. Pokiwała głową. Odgarnęła ręką parę luźnych kosmyków z jego twarzy.
- Daj mi trochę czasu – dodała. Złożył jej przysięgę i obiecywał. On nie łamał przecież danego słowa. Tego mogła być pewna. Gdyby ją złamał, ucierpiałby jego honor, a dla Malfoya honor był podstawą.
- Do kiedy? – podniósł się z łóżka.
- Do jutra dam ci odpowiedź – powiedziała. Odprowadziła go do drzwi i portretu, a kiedy zamykała go za sobą dodała – Przepraszam, ale ja nie mogę wiecznie czekać, aż będę mogła ci zaufać.

Zamknęła za sobą portret i oparła o niego plecami. Złapała się za głowę. Ta sytuacja ją przerastała. Kiedy Malfoy powiedział, że ją kocha i jest dla niego ważna, miała ochotę skakać z radości i go pocałować, ale przecież nie mogła mu całkowicie w to uwierzyć. Co się stało z Hermioną Granger? Przecież to Malfoy uratował ich i oddał jej z powrotem duszę. Potrafił poświęcić swoje życie dla niej. Troszczył się o nią i tak czule traktował. Kiedy była naćpana nie wykorzystał sytuacji, ale zajął się nią i dał eliksir, by jej ulżyć. Był kochany. Nigdy nie spodziewała się, że pod warstwą tego cynicznego, chłodnego i egoistycznego arystokraty może kryć się ktoś tak uroczy i kochany. Dochodziła siedemnasta. Niedługo powinna zacząć się kolacja, ale ona jakoś niespecjalnie miała na nią ochotę. Popatrzyła w okno i dostrzegła chatkę Hagrida. Zrobiło jej się ciepło na sercu. Stary, kochany Hagrid. Tak bardzo go zaniedbała. Nie wiedziała jak to było z Harrym i Ronem, ale ona naprawdę bardzo dawno temu się z nim widziała. Musi go odwiedzić. Najlepiej teraz. Nie zwlekając dłużej nałożyła płaszczyk, ponieważ wieczór był dość chłodny i wilgotny i wyszła samotnie z zamku. Ginny gdzieś poleciała na miotłach. Wolała nie wiedzieć, co oni mogli robić na jakiejś samotnej, oddalonej polanie, ale miała nadzieję, że Blaise nie skończy jako posiłek Ginny. Na szczęście ta potrafiła się hamować. Musi jutro porozmawiać z Malfoyem na temat eliksiru. Nie mogła pozwolić przecież, by Ginny pozostała istotą nocy i żyła w świetle księżyca jako nieumarła. Szła właśnie lekki, żwawym krokiem po mokrej trawie do chatki Hagrida. Z kominka unosiła się smuga dymu. Kiedy dotarła pod drzwi dopadł ją zapach spalonych ciasteczek. Nagle okno otworzyło się gwałtownie i wyjrzała z niego kudłata głowa gajowego. Wyganiał swąd dymu swoją czerwoną chustą w grochy, która równie dobrze mogłaby być obrusem. Zauważył Hermionę i rozpromieniony otworzył jej drzwi. Weszła do środka. Hagrid rozradowany uścisnął ją mocno tak, że poczuła jakby pękły jej wszystkie kości.
- Hermiona! Jak ja cię dawno nie widziałem, cholibka! – wyjął z piekarnika czarne jak węgiel ciasteczka – Zapomniało się o starym Hagridzie, co? – nastawił wody na herbatę. Hermiona powitała się z kłem, który obślinił jej cały płaszczyk. Zdjęła go i powiesiła obok kominka. Oczyściła płaszcz paroma zaklęciami i zasiadła przy wielkim stole. Hagrid postawił przed nią kubek wielkości garnka rozradowany, wciąż gadając na temat magicznych stworzeń. Z tego entuzjazmu ledwo co nie wylał wrzątku na Hermionę. Dziewczyna dopiero po chwili ostudziła jego zapał. Zrobiło jej się trochę przykro. Najwidoczniej chłopcy również zapomnieli o ich olbrzymim przyjacielu i nie odwiedzali go tak często. Nawet Harry. Hermiona obiecała sobie, że będzie odwiedzać Hagrida przynajmniej raz w tygodniu, a nawet więcej razy. Siedzieli z Hagridem i rozmawiali o nowościach w Hogwarcie oraz o czasach, kiedy to ledwie zawitali do Hogwartu.
- Mam taki długi jęzor. A wy byliście najbardziej ciekawskimi dzieciakami z jakimi miałem okazję się spotkać, cholibka – zachichotał – Do tej pory pamiętam jak powiedzieliście mi o Puszku…
Niedługo później herbatę zastąpiła szklanka brandy. Hermiona piła umiarkowanie. Nagle Hagrid zaczął nawijać o miłości. Był nieźle wstawiony. Jej też zaczynało kręcić się w głowie. No cóż, w końcu to było brandy bardzo mocne, po którym nawet taki ktoś jak Hagrid się upijał. Hermiona wygadała się przez alkohol o niej i Malfoyu. Ucieszyła się, że Hagrid nie wydawał się zaskoczony. Dał jej nawet pewne wskazówki i rady niczym dobry ojciec. Kiedy wstał i rozbił szklankę, Hermiona uznała, że pora zakończyć to spotkanie. Kazała gajowemu się położyć i podziękowała mu za rozmowę. Wyszła z chatki, gdzie powitało ją świeże, nocne powietrze. Jej niezbyt dobrze, pracujący logicznie przez alkohol umysł odetchnął głęboko. Powoli ruszyła przez błonia. Zakazany Las wyglądał groźnie w każdej porze dnia, ale w nocy wyglądał doprawdy przerażająco. Jednak Hermiona się nie bała. Miała umiejętności Królowej Elfów i wiedziała, że żadna żywa istota w tym lesie nie zrobi jej krzywdy. Dochodziła właśnie do zamku, gdy nagle po obu jej stronach wylądowali Ginny i Zabini. Wyglądali na naprawdę zadowolonych. Spojrzeli na Hermionę i zdziwili się.
- Hermiona, ty jesteś pijana! – zauważyła Ginny – Co się stało? – zaniepokoiła się. Jej blada skóra wręcz lśniła w księżycowym świetle. Wyglądała niezwykle kusząco. Dziwiła się jak Blaise może się powstrzymywać od rzucenia się na jej przyjaciółkę.
- Och, szczera rozmowa z Hagridem i trochę alkoholu, nic takiego – powiedziała.
- No pięknie – skomentowała Ruda – Jeszcze tego brakowało, by Hagrid rozpijał uczniów.
- Daj spokój – czknęła Hermiona i dopiero teraz odczuła skutki brandy. Zakręciło jej się w głowie. Blaise ją podtrzymał. Hermiona zaklęła pod nosem. Nienawidziła być pijana. Dwójka przyjaciół odprowadziła ją pod sam portret Grubej Damy. Zanim weszła zwróciła się do Blaise’a.
- Diable? Możesz nie mówić Malfoyowi o tym, że się upiłam? – poprosiła go. Nie chciała, by Malfoy się dowiedział. Dla niej pijane kobiety były bardzo nieatrakcyjne. Nie lubiła być w takim stanie. Czuła się wtedy bardzo niekomfortowo. Poszła do łazienki i nalała sobie wody do wanny. Nalała olejku o zapachu kwiatów maciejki i zrzuciła z siebie ciuchy. Weszła do wanny pełnej piany i gorącej wody. Postanowiła pomyśleć. W końcu jutro ma dać odpowiedź Malfoyowi. Od niej zależało, czy da im szansę. Owszem, wiele razy marzyła o tym, że są szczęśliwą parą, ale to były tylko marzenia. Nigdy nie sądziła, że mogą się one sprawdzić. Teraz uznała, że wcale nie będzie to takie piękne jak sobie wyobrażała. Zamoczyła głowę i umyła włosy. Hagrid dał jej dzisiaj wiele do zrozumienia. Powiedział, że warto dać szansę miłości, bo nigdy nie wiadomo, co może się stać, a nawet jeśli to nie będzie trwać wiecznie, to może przeżyć wiele cudownych chwil. Powiedział, że warto cierpieć w imię miłości. To dziwne jak wiele pomógł jej Hagrid. Była pewna, że nawet jej młodsi przyjaciele nie daliby takich rad. Wyszła z wanny i otuliła się ręcznikiem. Stanęła przed lustrem i osuszyła włosy różdżką. Musi się zmienić. Wojna zawsze zostawi na nas swoje piętno, ale ona nie powinna się tak zachowywać. Powinna bardziej ufać ludziom. Mimo tego, jak bardzo ją krzywdzili. Chciała się znów stać tą prawdziwą panną Granger. Oczywiście z drobnymi zmianami. Nigdy nie będzie taka sama. Zbyt wiele się działo. Zbyt wiele przeżyła. Spojrzała w swoje odbicie. Odbicie ładnej, młodej kobiety. Wcześniej myślała, że może śmiało powiedzieć, że wie, czym jest życie, ale teraz wiedziała, że się pomyliła. Ona dopiero skończyła pewien etap. Zaczynała nowy, kolejny etap dorosłej kobiety, a nie nastolatki. Uśmiechnęła się do swojego odbicia. Wiedziała, że nic nie wie. Ale miała całe życie. Może nawet z osobą, którą pokochała.

Następnego dnia rano Hermiona poszła na śniadanie. Czuła się jak nowo narodzona. Nie miała pojęcia, czy podjęła słuszny wybór, ale nawet jeśli będzie kiedyś żałować, to nie obchodziło ją to. Przecież może być dobrze. Nie musi być wszystko szare i ponure. Ostatnio tylko płakała i cierpiała, użalając się nad sobą. Tak nie mogło być. Żwawym krokiem, tryskając energią i optymizmem, który przenosił się na innych, ruszyła do Wielkiej Sali i usiadła przy stole Gryfonów. Posmarowała bułkę masłem jakby robiła właśnie najbardziej interesującą rzecz w jej życiu i zrobiła sobie kanapkę. Piła poranną kawę i rozmawiała z dziewczyną o karmelowych oczach i piwnych oczach. Była z szóstego roku i była jedną z najmądrzejszych dziewczyn w Gryffindorze, więc od razu znalazły wspólny temat. Dyskutowały żywo na temat wykorzystywania astronomii i zielarstwa. Ostatnio bardzo to zainteresowało Hermionę i okazało się, że Carmen przynajmniej raz w tygodniu chodzi na Wieżę Astronomiczną i sprawdza rozstawienie gwiazd, tym samym wyszukując na ziemi położenia najbardziej dziwnych i wyjątkowych roślin. Hermiona właśnie mówiła o czerwonej gwieździe, która pojawia się tylko raz w miesiącu na niebie podczas pełni księżyca. Nazywana była krwawą gwiazdą. Miało to oznaczać wszystkie niebezpieczeństwa czyhające na czarodziejów o północy na dworze. Powszechnie było wiadomo, że stworzenia i istoty, najpotężniejszą magię i właściwości magiczne mają podczas pełni. Nagle dostrzegła Malfoya wchodzącego do Wielkiej Sali. Przeprosiła swoją koleżankę z Domu Lwa i wstała od stołu. Draco zauważając ją stanął w miejscu. Hermiona ucieszyła się widząc go. Serce zabiło jej mocniej. Nie myśląc dłużej ruszyła ku niemu szybkim krokiem. Kiedy spodziewał się, że zatrzyma się i powie mu stanowczo „nie”, ona zarzuciła mu się na szyję i wpiła namiętnie w jego usta. W Wielkiej Sali rozległy się brawa i gwizdy. Poczuła jak tryumfuje. Euforia jaka ją ogarnęła, była nie do opisania. Czuła się cudownie. Hermiona uśmiechnęła się i odsunęła od Malfoya. Popatrzył na nią zdezorientowany, ale zdecydowanie bardzo zadowolony.
- Zaskakujesz mnie – mruknął – Czyli to oznacza, że…
- Tak, Malfoy, to właśnie to oznacza, nie podniecaj się tak – roześmiała się. Malfoy objął ją w talii i zaprowadził do swojego stołu. Trochę niepewnie usiadła obok niego i Pansy. Dziewczyna mile ją powitała.
- Nie przejmuj się nimi – wskazała na Ślizgonki, które patrzyły na nią zabójczym wzrokiem – Są najzwyczajniej w świecie zazdrosne.
Hermiona obrzuciła wyzywającym wzrokiem grupę Ślizgonek i wdała się w rozmowę z Pansy. Niektórzy w Sali pokazywali ją sobie palcami, ale nie pisnęli ani słówka na ten temat. Chociaż i tak była pewna, że będą tematem głównych plotek. Pansy nawijała na temat magicznych stworzeń. Hermiona nigdy nie spodziewała się, że może się nimi interesować. Pansy miała niezwykle obszerną wiedzę na ten temat. Nagle poczuła jak ktoś szepcze jej do ucha. Przyjemne dreszcze przeszły po jej ciele.
- Nie zapominasz tutaj o kimś? – Draco uśmiechnął się do niej flirciarsko i puścił oczko. Zarumieniła się.
- Sądzę, że będziesz miał dzisiaj swój czas – uśmiechnęła się – No, chyba, że masz dzisiaj zajęte popołudnie… - przejechała palcem po krawędzi kryształowego kubka.
- Tak właściwie to nic nie robię – powiedział niby obojętnie.
- To świetnie – odparła – Będziemy musieli sobie porozmawiać.
- Brzmi poważnie – zauważył.
- I takie też jest – zagryzła wargę i zauważyła, że do Wielkiej Sali wchodzą jej przyjaciele. Rozejrzeli się i spostrzegli ją przy stole Ślizgonów. Harry zmarszczył brwi i nic nie powiedział. Natomiast Ron zrobił się czerwony na twarzy i usiadł tyłem do niej. Westchnęła ciężko.
- Co jest? – spytał Draco.
- Wiedziałam, że tego nie zaakceptuje – mruknęła i odstawiła szklankę na stół – Wiesz, co? Nie chce mi się tutaj siedzieć.
Wstała od stołu razem z chłopakiem i razem wyszli z Wielkiej Sali. Ruszyli na błonia i usiedli na drewnianym pomoście. Hermiona czuła się trochę nieswojo. Rozmawiali, śmiali się i wygłupiali bez żadnej kłótni. To nie było normalne, ale podobało jej się to. Jeśli taką parę mają razem tworzyć to czemu nie? Powoli przestała mieć jakiekolwiek wątpliwości, co do Malfoya. Był naprawdę świetnym facetem, chociaż irytującym. Oczywiście w ten lepszy sposób. Irytował ją tym jego szelmowskim uśmiechem i wzmiankami zwykle dotyczącymi ich dwojga.
- Co ty na to, żeby polatać? – zaproponował. Zobaczył powątpiewanie w jej oczach, ale zgodziła się, na wspomnienie tych uczuć, które jej towarzyszyły wraz z wzniesieniem się w powietrze. Ruszyli przez błonia prosto na boisko. Zauważyli, że latał tam już jakiś chłopak. Zleciał, kiedy tylko ich zauważył. Obrzucił Hermionę tajemniczym spojrzeniem. Poczuła lekki niepokój. Wiedziała, kim jest ten chłopak. Teodor Nott. Wyjątkowo mieli parę wspólnych dyżurów. Nie rozmawiali wtedy ani razu. Jako Ślizgon traktował ją jak nic nie wartą szlamę. Jego czarne włosy lekko opadały mu na czoło. Zbudowana szczęka, szare, przerażające oczy. Delikatny zarost malujący się na jego twarzy. Był przystojny, nie mogła powiedzieć, że nie, ale wzbudzał w niej mieszane uczucia.
- Draco, kiedy mamy trening? – spytał zaciskając żylastą rękę na wypolerowanej rączce miotły.
- Zrobię jutro o siedemnastej – odparł i obrzucił go chłodnym spojrzeniem. Hermiona od razu wywnioskowała, że między nimi dwoma nie jest chyba za dobrze. Czasami widywała Notta w towarzystwie Malfoya, ale Teodor był raczej skrytą osobą. Często widziała go w bibliotece. Chłopak był bardzo mądry. Niestety znał się równie dobrze na czarnej magii.
- W związku ze szlamą – prychnął i obrzucił ją kolejnym tajemniczym spojrzeniem. Draco zacisnął gniewnie szczękę.
- Uważaj na słowa, Nott. Nie zapominaj, że ja jestem kapitanem drużyny i mogę ci zaszkodzić.
- Co na to matka? – uśmiechnął się szyderczo – Chyba nie poprze twojego związku z dziewczyną. Ma krew jeszcze bardziej brudną niż wszystkie szlamy jakie chodzą po tym głupim zamku – Nott wyciągnął rękę i dotknął jej rumianego policzka. Zanim Malfoy zdążył zareagować, Hermiona uderzyła Ślizgona w rękę.
- Nic ci do mojego pochodzenia – warknęła. Ten tylko uśmiechnął się i odszedł zadowolony. Draco splunął i pokazał w jego stronę obraźliwy w świecie czarodziejów znak. Hermiona wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę boiska. Draco przez cały czas wydawał się jakiś przygaszony. Jego zachowanie obniżyło nawet entuzjazm Hermiony.
- Co jest? – spytała z pretensją. Popatrzył na nią pytająco – Draco, o co chodziło Nottowi z twoją mamą? Czy ty naprawdę wciąż przejmujesz się jej zdaniem? – jej głos stał się chłodniejszy.
- Nie, Granger, nie przesadzaj, wszystko jest dobrze – zapewnił ją. Ona jednak mu nie uwierzyła.
- Nie kłam – odparła, twardo patrząc mu w oczy.
- Granger, daj spokój, to nic takiego, Nott to fałszywy gad – warknął. Dała sobie za wygraną i nie spytała o nic więcej. Odwróciła się od niego i udała zainteresowanie miotłą. Właściwie to nie myślała o tej czarnej, wypolerowanej rączce jaką miała przed nosem. Zastanawiała się nad tym, co powiedział Teodor. Poczuła jak miejsce na policzku zapiekło. Zdała sobie sprawę, że wzbudzał w niej strach. Był taki tajemniczy, mroczny i małomówny. Zastanawiało ją to, czy Malfoy naprawdę nie dałby rady postawić się matce. Czyżby był pod jej władzą i nie miał własnego zdania? Ależ to absurdalne! Był dorosły, jego ojciec nie żył. Sądziła, że jego matka jest całkiem normalna. Przecież uratowała życie Harryemu, by ratować syna. Poczuła jak Malfoy obejmuje ją w talii.
- Granger, przepraszam za moje zachowanie – szepnął jej do ucha – Chcesz jeszcze polatać?
- Nie, dzięki – powiedziała oddając mu miotłę – Jakoś straciłam zapał. Możemy iść do ciebie lub do mnie, chyba, że nie mogę iść do ciebie, bo twoja mama ci zabroni – jej głos był suchy. Draco nie wytrzymał i się roześmiał. Spojrzała na niego oburzona.
- I z czego się cieszysz? – warknęła.
- Jesteś głupiutka – skomentował. Jej oburzenie jeszcze bardziej wzrosło. Chciał ją pocałować, ale ta opuściła głowę tak, że pocałował czubek jej nosa.
- Zaczynasz? – spytał zmęczony tą sytuacją.
- Nie, ale… - szukała odpowiedniego słowa.
- Ale?
- Ale… ty jesteś taki… taki… nieznośny! Nie denerwuj mnie już i chodźmy do ciebie .
Uśmiechnął się na widok jej reakcji. Widać, że nie potrafiła sobie poradzić z myślą, że są parą. To było dla niej za wiele, ale postara się, by nieźle zapamiętała ich początki. Wziął ją za rękę, na co lekko się skrzywiła, ale nic nie powiedziała. Dopiero kiedy weszli do jego dormitorium padła na łóżko.
- To zbyt wiele dla mnie – złapała się za głowę i odgarnęła włosy do tyłu. Malfoy odstawił swoją miotłę.
- Nie jesteśmy ze sobą nawet dnia, a ty już jęczysz – skomentował – Aż taki jestem okropny? – spytał, kładąc się obok niej na łóżku. Hermiona uśmiechnęła się.
- Nie, nie jest źle, ale to jest takie dziwne! Kto o zdrowych zmysłach pomyślałby o nas jako parze? – przewróciła się na plecy i spojrzała na oświetlony przez promienie słoneczne pokój, przeciskające się przez wodę jeziora. Nagle przed oknem przepłynęła syrena z różowawym ogonem i niebieskich włosach.
- Na przykład ja – powiedział Malfoy.
- Oj, ale ty nie jesteś normalny umysłowo… - dostała poduszką w głowę. Spojrzała na niego zirytowana.
- Że co, Granger? – spytał z udawaną ciekawością w głosie.
- Jesteś nienormalny – pokazała mu język, za co dostała ponownie poduszką. Szybko wzięła pierwszą, lepszą poduszkę, która leżała na łóżku i zdzieliła nią Malfoya.
- Nie dosłyszałem, Granger – krzyknął i uśmiechnął się.
- I nie dosłyszysz, kretynie! – zdzieliła go poduszką, parę razy z całej siły.
- Kobieto, opanuj się! – wyrwał jej poduszkę i odrzucił w kąt pokoju. Uderzyła w wazon stojący na komodzie. Przewrócił się i zbił na podłodze. Hermiona wywróciła oczami.
- Nawet nie potrafi normalnie odrzucić poduszki, bo od razu coś zbije. Kaleka – uśmiechnęła się szyderczo. Malfoy zrobił tajemniczą minę i przez chwilę się zastanowiła, czy nie przesadziła ze słowami. W ułamku sekundy znalazła się plecami do chłopaka. Ręce krępował jej jego uścisk. Odgarnął jej włosy z szyi.
- Wypluj te słowa, Granger – syknął jej do ucha. Dreszcz przebiegł jej po ciele, kiedy poczuła jego chłodny oddech na swojej rozgrzanej skórze. Hermiona uparcie milczała.
- I kto tu jest kaleką? Nie potrafisz się wyrwać z mojego uścisku, kochanie? – spytał ironicznie. Ku jego zdziwieniu Hermiona ni drgnęła. Nagle jednak całymi siłami wyrwała swoje nadgarstki i dzięki zdolnościom manualnym przewróciła go na plecy. Skrępowała jego ręce i usiadła w rozkroku na jego klatce piersiowej. Uśmiechnęła się zwycięsko i zagryzła dolną wargę.
- Nie zadzieraj lepiej ze mną, kochanie – syknęła mu prosto w twarz i z niezmiernym zadowoleniem na twarzy po prostu niego zeszła. Machnęła różdżką i naprawiła zbity wazon. W tej samej chwili obok Malfoya pojawiła się koperta. Wziął ją w rękę i rozerwał. Zaczął czytać. Hermiona usiadł obok niego starając się cokolwiek odczytać z jego miny, ale ta była nieodgadniona. Kiedy skończył odrzucił list na podłogę. Hermiona oczekiwała na to, żeby jej coś powiedział, ale Malfoy nic nie odrzekł. Draco nie chciał mówić Granger o tym, że właśnie dostał list od matki, w którym znów napisała mu na jej temat. Miał natychmiast zerwać z nią kontakt, bo to zagrażało honorowi słynnemu rodowi Malfoyów. Spojrzał na dziewczynę, która przyglądała mu się z zaciekawieniem. Pomyślał o tym, co nagadała mu matka. Honor rodziny, jego przyszłość z Greengrass i życie jako wredny arystokrata. Jak mógł być takim egoistą i zaproponować Granger chodzenie, kiedy wie, że nic nie może poradzić z jego przeznaczeniem? Matka oznajmiła mu, że nie ma wyjścia i nie może wziąć za żonę kogoś innego, a już na pewno nie szlamę. Okropne słowo. Brzydził się nim i nienawidził go.
- Draco? – cichy, aksamitny głos Granger wyrwał go z zamyślenia – Co się stało?
Przysunął się do niej i przytulił ją. Zdziwiła się, ale odwzajemniła uścisk. Czuł się jak największy egoista i oszust, ale nie potrafił wytrzymać bez jej dotyku.
- Kocham cię, Hermiono – pocałował ją – I postaram się zrobić wszystko, nawet jeśli mi się to nie uda. Obiecuję. 


~~~~~~~~~~~~~~~

 Rozdział słodki i nic szczególnego się w nim nie dzieje, ale mam taki cudowny humor, że nie potrafiłam jakoś napisać czegoś przykrego. Przepraszam za opóźnienia, ale ten tydzień dostarczył tyle emocji! Jest już ciepło na dworze, a szkoła się kończy. Korzystam z każdej wolnej chwili na słońcu z przyjaciółmi oraz poprawiłam dwie oceny, w tym mam szansę poprawić jeszcze jedną. Mam nadzieję, że mi się uda. Swoją drogą jak jest u Was z tym końcem roku szkolnego? ;)
Pozdrawiam
Sheireen ♥

sobota, 8 czerwca 2013

Wyznania



Hermiona szła przez błonia w stronę boiska zaciskając pięści. Odetchnęła głęboko. To tylko miotła. To tylko Malfoy. To tylko cała godzina w jego towarzystwie. Och, Godryku AŻ godzina! Poczuła jak od głębokiego oddychania zaschło jej w gardle. Zupełnie zapomniała o lekcji z Malfoyem, bo spędziła naprawdę cudowny czas z Harrym, Ronem i Ginny. Zaczęła wierzyć, że Ron się zmienił. Dzisiejsze parę godzin mogła zdecydowanie porównać do minionych lat. Wiedziała, że rudzielec się starał. Chciał sprawić, by zapomniała o tych wszystkich przykrościach jakie jej wyrządził. To było naprawdę miłe z jego strony. Hermiona nigdy nie spodziewałaby się po nim tak wielkiego kroku. Przeprosił ją przy całej szkole. To takie urocze. Czuła lekkość na duchu. Nie straciła go jako przyjaciela. Nie wiedziała, czy uda im się wrócić do tego, co było kiedyś. W końcu mają za sobą parę miesięcy szczęśliwego związku i kolejne miesiące mocnych kłótni. Trawa była wilgotna od wieczornej rosy i zmoczyła cienkie baletki Hermiony, która w końcu doszła na stadion quidditcha. Rozejrzała się dookoła. Było tutaj bardzo ciemno i nieprzyjemnie. Malfoy najwidoczniej jeszcze nie przybył. Nie wiedząc, co robić udała się na środek boiska i dokładniej przyjrzała stadionowi. Kolory hogwarckich domów wyglądały ponuro w jasnym świetle księżyca. Lekki, nocy wiatr muskał jej ramiona, które ukryła pod błękitnym, grubym swetrem. Była przygotowana na to, że jak wzbije się w powietrze to będzie jej bardzo zimno. Dlatego nie lubiła latać. Zdecydowanie była zwolenniczką ciepłych kątów. Najlepiej tych przy kominkach w fotelu. Najchętniej nie przychodziłaby na te głupie lekcje, ale przecież obiecała, że będzie. Ona nigdy nie łamała danego słowa. Nagle, nie wiadomo skąd wylądował obok niej Malfoy ze swoim czarnym Nimbusem w ręce. Miał czarny podkoszulek i kurtkę. Obrzucił ją wzrokiem. Zatrzymał się na jej mokrych baletkach i uśmiechnął się lekko. Spojrzała na niego wyzywająco.
- To zaczynamy, czy będziesz się tak gapić?
- Tak szybko? – zdziwił się. Spojrzał na jej twarz. Była zdeterminowana. Hermiona mimo swojego strachu wiedziała, że może teraz się czegoś nauczyć i w końcu zrozumieć miotły. A jeśli chodzi o wiedzę to nigdy nią nie gardziła. Pragnęła opanować sztukę latania na miotle. Harry i Ron nigdy nie mieli do niej cierpliwości i tego się też obawiała. Malfoy na pewno będzie się śmiać z jej nieporadności.
- Oczywiście – starała się powiedzieć jak najbardziej pewnym siebie głosem.
- Masz miotłę – podaj jej swojego Nimbusa. Zawahała się. Zauważył to – Coś nie tak?
- Nie… po prostu… - zagryzła wargę wciąż gapiąc się niepewnie na czarną miotłę – Ona jest za dobra. Przeznaczona dla najlepszych graczy.
- Dasz radę – zapewnił ją, ale i uśmiechnął się – Swoją drogą dzięki, że uważasz mnie za najlepszego gracza.
Prychnęła i związała włosy w wysokiego kucyka. Wzięła od niego miotłę z większą pewnością siebie.
- No dobra, co mam robić.
- Wsiądź na nią – powiedział niby normalnie, ale Hermiona zauważyła, że sobie z niej lekko kpił. Och nie! Ona mu pokaże już. Nie będzie z niej kpić. Za nic w życiu. Jeszcze zetrze mu tego nosa. Uśmiechnęła się w duchu drwiąco i wsiadła na miotłę. Przypomniała sobie wszystko, co czytała w książce „Quidditch przez wieki”. Wydawało jej się, że jej pozycja siedzenia na miotle jest nienaganna. Miała dobrze wyprostowane plecy, idealnie ułożone ręce na trzonie miotły. Spojrzała na Malfoya, który starał się ukryć zdziwienie. Podszedł do niej.
- Nie tak, Granger.
Złapał ją za rękę i zrobił lekkie poprawki.
- Och, rzeczywiście dużo się pomyliłam – powiedziała z sarkazmem. Była pewna, że siedziała bardzo dobre, a Malfoy tylko wykorzystywał sytuację. Co za świnia.
- Żebyś wiedziała, Granger, że to dużo… I tak jesteś dziewczyną i nie pojmiesz tego jak my, mężczyźni… - zmrużyła oczy, kiedy kontynuował – Dlatego w swoim składzie w drużynie nie mamy ani jednej dziewczyny.
- Co za seksizm! – skrzywiła się – My, Gryfoni mamy naprawdę dużo dobrych dziewczyn. Wystarczy popatrzeć na Ginny.
- To nie zmienia faktu, że… - chciał ją dotknąć, ale ta odbiła się od ziemi i uniosła pięć metrów w górę. Chłopak się uśmiechnął i pokręcił głową – Zlatuj na dół.
- A kim ty jesteś, by mi mówić, co mam robić? – warknęła, patrząc na niego z góry.
- Siedzisz na mojej miotle, Granger – odparł i lekko się zdenerwował.
- Och, rzeczywiście – powiedziała jakby dopiero teraz zauważyła i uśmiechnęła się podle – Skoro jako mężczyzna jesteś taki dobry to sam sobie weź swoją miotłę.
- Mam lecieć na jakimś szajsie, kiedy ty masz jedną z lepszych mioteł na świecie? – spytał i popatrzył na nią ze złością.
- Skarbie, przecież ja jestem kobietą, która dopiero się uczy, a ty jesteś mężczyzną. Nie mów, że nie dasz rady z kobietą nawet mając słabą miotłę – jej usta wykrzywił paskudny uśmiech, a w oczach błysnęły iskierki. Draco zastanawiał się, czy ona go nie wrabia. A jeśli potrafi dobrze latać na miotle? Nie, przecież widział jej marne umiejętności. Książka to nie wszystko. Wiedzę trzeba stosować w praktyce, a ona robiła to pierwszy raz, podczas gdy on wygrał już mnóstwo meczy.
- Dobra, Granger. Niech ci będzie – odparł – Ale co będę mieć, kiedy cię dogonię?
- Cokolwiek sobie zażyczysz – zmrużyła flirciarsko oczy i od razu się ugryzła język. Było jednak za późno. Malfoy uśmiechnął się szelmowsko.
- Zgoda.
Chwilę później miał już w ręce jedną z szkolnych mioteł. Hermiona dla bezpieczeństwa oddaliła się i wzniosła jeszcze wyżej w powietrzu. To zadziwiające, ale czuła się całkiem dobrze na miotle. Wiaterek rozwiewał jej włosy i sprawiał, że czuła się… wolna. A ona kochała wolność. Niezależność. Zrozumiała, co Harry tak bardzo kochał w lataniu. To uczucie było cudowne. Odkrywała coś nowego. Coś, z czym nigdy nie miała do czynienia. Uśmiechnęła się wesoło. To było dla niej wyzwanie, ale ona kochała wyzwania. Szybko to opanuje. Była pewna. Na dodatek miała jedną z najlepszych mioteł, co jeszcze bardziej jej ułatwiało. Malfoy wzbił się w powietrze i podleciał do niej, ale ona uciekła jak najdalej i jeszcze wyżej. Roześmiała się wesoło.
- Im wyżej, tym twój strach przed wysokościami się zwiększa, Granger – przypomniał jej Malfoy. Dlaczego ta dziewczyna się cieszy? Powinna piszczeć ze strachu i błagać go, żeby zniósł ją na dół. O co tutaj chodziło?
- Co tak wolno, Malfoy? – przedrzeźniła go i zaczęła się kręcić obok bramek. Draco nie wytrzymał i zaczął ją gonić. Zaklinał w myślach szkolną miotłę. Znosiła za bardzo w prawo, co go niezmiernie irytowało. Był jednak coraz bliżej dziewczyny, która radziła sobie niezwykle dobrze. Ścigał ją dobre dziesięć minut. W końcu, kiedy była już bardzo blisko, zastosował coś nielegalnego w grze. Złapał miotłę za witki i pociągnął Hermionę do tyłu. Krzyknęła oburzona. Zrównali się. Nie puszczał jej miotły, by nie mogła mu odlecieć.
- Złapana – przypomniał jej. Dostrzegł uśmiech na jej twarzy i euforię w oczach. Wiedział jedno. Na pewno nie była spowodowana tym, że ją złapał, bo gdy tylko się odezwał, Granger speszyła się.
- To jest cudowne… Czułam się taka wolna. Tak dawno nie miałam przygód. Myślałam, że nie będzie mi tego brakować po tym wszystkim, co przeszłam, ale jednak.
Sprawiała wrażenie jakby za czymś tęskniła. Wiedział za czym. Hermiona była niezależna. Nienawidziła być w jednym miejscu. Dusiła się w nim. Lubiła nowości. Nienawidziła nudy. Nie wiedział, że gdy z nią był, to dziewczyna zawsze świetnie się bawiła. Codziennie odkrywała go na nowo. A on codziennie zakochiwał się w niej jeszcze mocniej. Ponownie.
- Granger? – spytał. Spojrzała na niego. Unosili się w powietrzu. Miotły były zatrzymane. Pod nimi było około dziesięciu metrów.
- Słucham, Malfoy. Nie zamyślaj się tak – uśmiechnęła się.
- Gdzie nauczyłaś się latać? – wiedział, że w tym pytaniu ukryty był podziw. Zarumieniła się.
- Nigdy nie uczyłam się latać. Była tylko jedna lekcja w pierwszej klasie. Czasami grałam w quidditcha w wakacje u Rona…
- Co z nim? – wpadł jej w słowo.
- Och, dobrze. Nasze relacje się poprawiły – starała się dokładnie dobierać słowa. W końcu była w towarzystwie Malfoya. To, że Ron ją przeprosił chyba nijak nie wpłynęło na ich relację.
- Przeprosił cię przy całej szkole – mruknął.
- To bardzo dobrze z jego strony. Nie wiem, czy bym mu wybaczyła, gdyby schował się i nie słyszałby go nikt prócz mnie – skomentowała i przybrała wygodniejszą pozycję na miotle – Wiesz, że mamy jakieś 40 minut? Co zamierzamy robić? – spytała patrząc na zegarek. Ich zachowanie było dziwne. Skreśliła Malfoya, ale potrafili normalnie rozmawiać. Może dlatego, że między nimi była też przyjaźń. Jej się nie pozbyła. Z nieba powoli zaczęły spadać malutkie kropelki deszczu. Ta marcowa pogoda. Jednak oni się tym nie przejęli.
- Mógłbym ci pozwolić iść do zamku…
- Coś ty? – zdziwiła się – Nieee, na pewno tak łatwo nie odpuścisz 40 minut. Znam cię chociaż na tyle, by to wiedzieć.
- I zgadłaś – uśmiechnął się szelmowsko. Wiesz ile może się zdarzyć w ciągu takiego czasu?
- Te miotły są niewygodne – skrzywiła się i poprawiła ponownie.
- Pamiętasz, co powiedziałaś, kiedy spytałem się, co będzie jak cię złapię – w jego oczach płonęły ogniki. Uśmiechnął się szelmowsko. Hermiona uwielbiała ten uśmiech w jego wykonaniu. Dodawał mu uroku niegrzecznego chłopca. Czasami był taki czuły i delikatny. Nigdy nie spodziewałaby się tego po nim. Ten rok dał jej wiele do zrozumienia.
- Pamiętam – mimo wszystko uśmiechnęła się i zakryła twarz – Nie odpuścisz mi tego, prawda?
- Nigdy, Granger – puścił jej oczko. Pokręciła głową.
- Dobra, mów czego chcesz – odparła spokojnie. Im szybciej tym lepiej. Będzie miała już to za sobą, cokolwiek to będzie.
- Proste do wykonania – odparł i podleciał bliżej niej – Po prostu mnie pocałuj.
Westchnęła. No tak. W końcu czego mógł chcieć Malfoy jak nie tego.
- Nie wystarczyły ci dzisiejsze?
- Nigdy za wiele – mruknął.
- Zginąłbyś, gdyby nie ja – zażartowała. Wiedziała, że nie będzie mieć spokoju, póki tego nie zrobi. Przeklinała siebie samą za to, co robi, ale ona po prostu tego potrzebowała. Lek na jej cierpienie. A może to jeszcze bardziej je potęgowało? Podleciała do niego najbliżej jak się dało. Zarzuciła mu ręce na barki i delikatnie całowała. To było takie urocze. Delikatne i czułe. Malfoy nie mógł narzekać. Bardzo mu się spodobało.
- Trzymaj się – szepnął. Zdezorientowana spojrzała na niego. Chłopak przeskoczył z miotły na miotłę. Pisnęła głośno.
- Co ty robisz do cholery?! – patrzyła z przerażeniem w dół, kiedy miotła niebezpiecznie się przechyliła. Roześmiał się – Jesteś szalony! – skwitowała to.
- Nie krzycz tylko się mnie trzymaj. Dziewczyna objęła go od tyłu w pasie.
- Draco? – dał znak, że słucha – Ufam ci.
Nawet nie zdawał sobie sprawy ile te słowa dla niego w tej chwili znaczyły. Ale taka była prawda. Już nie czuła strachu. Był obok, a jego obecność zawsze tak na nią działała. Draco zmusił miotłę do lotu.
- Gdzie lecimy? – patrzyła na mijające pod nimi drzewa. Zbliżali się właśnie do jeziora. Serce zaczęło jej mocniej bić. Ten widok był tak bardzo podobny do tego, kiedy leciała na grzbiecie smoka. Ta woda, w którą spadali była taka czarna. Zupełnie jak teraz. Odwróciła wzrok i wtuliła się w ramię chłopaka. Chciała go teraz traktować jak przyjaciela, ale cóż poradzić jak nie potrafiła. To było niemożliwe. Wpadła zakochując się w nim. Ciemny raj. Zdała sobie sprawę, że lądują obok jakiegoś wodospadu. Malfoy pomógł jej zsiąść z miotły. Serce jej się ścisnęło. To była ich polanka. Ta, którą odkryli podczas balu. Zapomniała o niej. Kwiaty lśniły w blasku księżyca. Zerwała jednego i powąchała. Pachniał jak nadmorska bryza. Wplotła go we włosy i nie wiedząc czemu, zaśmiała się. Draco objął ją od tyłu i przytulił do siebie. Była silną kobietą, a teraz była taka krucha. Nie wiedział jaką jej naturę wolał bardziej. Kochał ją całą. Niezależnie od tego, co robiła.
- Tutaj się wszystko zaczęło – szepnęła – Dlaczego mnie tutaj przyprowadziłeś?
Spojrzał na nią szarymi oczami, które wydawały jej się niemal srebrne na tle czarnego nieba. Deszcz przestał padać. Byli lekko przemoczeni. Niektóre mokre kosmyki jej włosów powiewały na lekkim wietrze. Usiedli na trawie obok. Draco zerwał lekko różową trawę, która rosła w niewielkiej kupce. Hermiona zrobiła to samo. Poczuła jej słodki zapach. Nie wiedząc dlaczego to robi, ale spróbowała kawałek. Był niezwykle słodki. Jak cukier. Zdziwiła się. Spojrzała na Malfoya. Ten najwidoczniej też się zdziwił.
- Jesteśmy nienormalni – roześmiała się i położyła na wyczarowanym kocu – Kto normalny je trawę?
- Nie wiem, ale wiesz, co powiem? Mam zamiar ją dalej jeść.
Wybuchła śmiechem. Zakręciło jej się w głowie, ale była niezwykle rozweselona. Po zjedzeniu paru źdźbeł różowawej trawy, nawet świat stał się bardziej różowy. Miała niezwykle dobry humor. Leżała z Malfoyem na kocu i pokazywała na gwiazdy.
- To zupełnie wygląda jak ten twój głupi królik – powiedział Ślizgon i wskazał na pewną konstelację.
- Nie jest głupi – roześmiała się Hermiona. Zachowywali się nienormalnie. Było im naprawdę lekko na duszy. Hermiona nigdy nie czuła takiej chęci do zabawy. Wyszalenia się. Wstała z koca i – ku niezmiernemu zdziwieniu Malfoya, któremu zabrakło powietrza przez ten widok – zdjęła bluzkę i spodnie i weszła do wody w samej bieliźnie.
Hermiona położyła się na skale obok wodospadu i czuła jak ziemny wiatr kąsa jej mokrą skórę. Zaczęła śpiewać i śmiać się jednocześnie. Malfoy zastanawiał się, skąd u niej to zachowanie. Merlinie, przecież było tak zimno! Zmarszczył brwi. W głowie zaczynało mu się kręcić. Zerwał kawałek różowej trawy i przełamał ją. Ulotnił się słodkawy zapach i wypłynął przeźroczysty płyn. Powąchał go dokładniej. Coś tu było nie tak. Dotknął cieczy. Była lepka. No tak! Jak mógł tego nie rozpoznać! Co za idiota z niego. Przecież to trawa, której dodaje się do eliksirów rozśmieszających. Eliksirów na stres. Oho, a oni się tyle tego naćpali. Dosłownie. Ten płyn działał jak narkotyk. Dlatego z Granger jest tak źle. Oczywiście nie mógł powiedzieć, że widok półnagiej dziewczyny nie był dla niego przyjemny, ale ona może się przeziębić. Nawet nieźle pochorować. Podszedł do niej i wziął na ręce.
- Ubieraj się, Granger – rozkazał. Hermiona popatrzyła na niego oburzona. To była dziwna sytuacja. Po pierwsze Hermiona nigdy by się nie rozebrała do bielizny, a on nigdy nie kazałby się jej ubierać. To doskonale go upewniało, że są upici tą cieczą z trawy.
- Nie bądź taki poważny – odparła –Draco, rozśmiesz mnie – zrobiła minę oburzonego dziecka – Albo się zjarajmy – zaproponowała i się roześmiała. Z nią to dopiero jest źle. Nażarła się tyle tej trawy i teraz musi ją znosić.
- Ty już jesteś zjarana, Granger – powiedział i się skrzywił. Podał jej ciuchy. Westchnęła i ubrała się w nie. Spojrzała na niego z zaciekawieniem. W jej brązowych oczach dostrzegł lekką mgłę. Zawsze tak miała, gdy odpływała. Zastanawiał się, o czym ta dziewczyna może myśleć. Mogła mieć tyle tematów, o których on w ogóle nie miał pojęcia. Ale przecież ona też nie miała pojęcia o jego myślach. On bez problemu mógłby wedrzeć się w jej wspomnienia, ale nie chciał tego. Wolał je odkryć sam. Stopniowo za jej zgodą. Musieli już się zbierać. W pokoju przygotuje dla niej eliksir, który wyrwie ją z tego odrętwienia. Podał jej rękę. Ujęła ją i podniosła się. Nic nie mówiła. Wciąż obrzucała go dziwnym wzrokiem jakby był niezwykle interesującym okazem w zoo. Niespecjalnie mu się to podobało. Nagle dziewczyna rzuciła mu się w ramiona i mocno przytuliła. To było tak nagłe i dziwne, że nie wiedział, co się dzieje. O co tutaj chodzi?! Chyba nigdy się nie dowie, co jej chodzi po głowie i co może zrobić. Ona jest dziwna. Usłyszał urywany oddech dziewczyny. Po chwili powiedziała przez łzy.
- Draco? – usłyszał jej cichy głos.
- Co, słońce?
- Bądź przy mnie – wtuliła się w niego. Stała na palcach, by móc go objąć ramionami.
- Przecież jestem – zdziwił się.
- Zawsze, Draco. Nie opuszczaj mnie i nigdy nie pozwól mi odejść…
Zasmucił się w duchu. Nie mógł jej tego obiecać. Będzie walczyć to wiedział. Ale czy wygra walkę z przeznaczeniem? Miał nadzieję. Ona zawsze umierała ostatnia.
- Chodź, Hermiono – powiedział cicho. Weszli na miotłę. Dziewczyna wydawała się nieobecna. Leciała spokojnie wtulając się w niego i patrząc się nieobecnym wzrokiem w gwiazdy. Draco doleciał do okna jej dormitorium prywatnego. Otworzył okno i wleciał do środka. Hermiona weszła z miotły i padła na łóżko, łapiąc się za głowę.
- Cholerne zielsko – skomentowała i syknęła. Oparła się wygodnie o poduszkę i wpatrywała tępo w baldachim.
- Postaram się pomóc, Granger. Poczekaj.
Zniknął w kominku, w którym buchnęły zielone płomienie wyższe od człowieka. Kominki w Hogwarcie były naprawdę duże. Hermiona milcząc leżała na łóżku. Wstała, by wziąć szybką kąpiel. Narzuciła na siebie swoją ulubioną piżamę. Była zupełnie skołowana. Nie myślała normalnie, ale była też zbyt szczera i wylewna. Chciała mieć Malfoya przy sobie. Chciała, by przysiągł, że nigdy jej nie opuści. Że będą razem ze względu na wszystko. Nie obiecał jej tego. Bardzo ją to zraniło. Nie wiedziała, dlaczego. Pewnie przeraziła go perspektywa bycia z nią tyle lat. Miała więc rację. Bawili się tylko przez rok szkolny. Rozpłakała się jak małe dziecko. Wtuliła głowę w złotą poduszkę. Usłyszała jak chłopak wchodzi do jej dormitorium. Usiadł na jej łóżku.
- Kochanie, wypij to. Ta roślina… Następnym razem trzeba uważać – odpowiedział. Czuł się niepewnie. Granger wtulała głowę w poduszkę i się nie odzywała. Poczuł się jeszcze gorzej, kiedy na niego spojrzała. Miała opuchnięte, czerwone oczy. Wzięła od niego eliksir, którego zapas miał w swoim dormitorium. Zawsze pomagał mu wytrzeźwieć z pewnego stanu otępienia.
- Co to? – spytała i czknęła. Otarła twarz z łez. Podniosła się do pozycji siedzącej.
- Wypij, to pomoże.
Posłuchała grzecznie i powoli wypiła całą zawartość małej fiolki. Odrzuciła ją na bok. Odwróciła się od niego i położyła na miękką pościel.
- Dziękuję za to – szepnęła wciąż odwrócona. Położył się obok niej i delikatnie odwrócił w swoją stronę. Nienawidził jak płakała. Dlaczego tak często robiła to przez niego? Powinna cały czas się śmiać w jego towarzystwie. Powinna być szczęśliwa. Nie potrafił o to zadbać. Czuł się okropnie z tą myślą. Dziewczyna zamknęła oczy i przytuliła się do niego. Odgarnął niesforne loki z jej twarzy. Zasnęła. Spokój wymalowany na jej zapłakanej twarzy... Tego pragnął. Dlatego dodał do eliksiru trochę kropel Słodkiego Snu. Dlatego tak szybko zapadła w sen. Cieszył się, że choć na chwilę pomógł jej przestać myśleć i odetchnąć. Nawet się nie obejrzał, a sam zasnął obok Gryfonki.

Hermiona otworzyła delikatnie oczy. Oślepiło ją trochę słońce wpadające do pokoju przez okno. Przeciągnęła się. Głowa leciutko pulsowała bólem, który powoli przechodził. Spojrzała na Ślizgona, który spał smacznie obok niej. Niesforne kosmyki włosów opadły mu na twarz. Uśmiechnęła się delikatnie. Niegrzeczny chłopiec wyglądający jak anioł. Niecodzienny widok. Wstała z łóżka i poszła do łazienki się wykąpać. Opary o zapachu egzotycznych owoców uniosły się w powietrzu, kiedy brała prysznic. Owinęła się ręcznikiem i stanęła przed lustrem. Za pomocą paru łatwych zaklęć sprawiła, że jej gęste loki stały się lekkimi falami opadającymi na jej ramiona. Nałożyła na siebie zwykłą czarną koszulę na ramiączkach i czerwoną, plisowaną spódniczkę. Wyszła z łazienki. Draco jeszcze spał. Uśmiechnęła się czule na ten widok. Postanowiła, że dobrze będzie, jeśli zjedzą śniadanie w swoim towarzystwie. Zmieniła okno w drzwi balkonowe i wyczarowała na tarasie stół i parę krzeseł. Pstryknęła palcami i przed nią pojawił się skrzat. Nie lubiła ich wykorzystywać, ale raz na jakiś czas nic się nie stało. Poprosiła skrzata o herbatę i kanapki. Ten ukłonił się, co skwitowała komentarzem, że nie trzeba i zniknął z cichym pyknięciem. Oparła się o framugę drzwi i spojrzała na Malfoya. Trzy minuty później pojawił się skrzat z tacą kanapek i gorącą herbatą. Podziękowała mu i uśmiechnęła się przyjaźnie. Chyba należało obudzić Malfoya. Usiadła na rogu łóżka i potrząsnęła lekko jego ramieniem.
- Hej, wstawaj – powiedziała spokojnym głosem. Chłopak mruknął coś w stylu „Odwal się Diable, jest weekend”. Powstrzymała śmiech ręką.
- To ja, Malfoy. Hermiona Granger – ponownie nim potrząsnęła – Wstawaj, śpiochu!
Chłopak się przeciągnął i na nią spojrzał.
- Granger, dlaczego tak rano? Daj człowiekowi spać – mruknął i wtulił się w poduszkę.
- Nie ma mowy, śniadanie czeka – wywróciła oczami i zaatakowała go dzióbiąc go w bok. Chłopak zwinął się i spojrzał na nią oburzony.
- Nie dasz się wyspać?
Potrząsnęła głową. Złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Położyła się obok niego, ale tylko na minutę. Po chwili odwróciła się w jego stronę. Chłopak zdążył już znów przysnąć. Położyła mu się na brzuchu. Spojrzał na nią zdziwiony. Podobało mu się, że dziewczyna tak stara się go obudzić, ale wciąż mu się chciało spać.
- Wstałeś już? – spytała.
- Chwila – odparł. Chciała z niego zejść, ale jej nie pozwolił.
- Herbata stygnie, Malfoy – przypomniała sobie, ale ten najwidoczniej nie przejął się faktem, że będzie miał na śniadanie zimną herbatę. Potrząsnęła głową. Całymi siłami wysunęła się z jego objęć. Nie wstał. Lekko się zdenerwowała. Skoro nie można po dobroci, to trzeba inaczej spróbować. Złapała za kołdrę i ściągnęła ją z łóżka.
- Granger! Oddaj kołdrę – jęknął.
- Nie ma mowy! Wstawaj mi i to natychmiast, leniu! – krzyknęła i się roześmiała. Draco popatrzył na nią spode łba i zwlókł się prosto do łazienki.
- I to mi się podoba – odparła, kiedy przechodził obok. Kiedy chłopak był w łazience, wzięła się za sprzątanie pokoju. Pościeliła łóżko i ogarnęła swoje ciuchy. Wyszedł mając na sobie zwykłą, szarą koszulę z jednym podwiniętym rękawem. Wyglądał dobrze nawet w zwykłych, niebieskich jeansach. Hermiona podeszła do niego i wzięła jego rękę. Podwinęła opuszczony rękaw. Nie protestował, ale skrzywił się. Dostrzegła na nim Mroczny Znak. Nie tak widoczny jak kiedyś. Właściwie to już ledwo widoczny. Wyblakły. Voldemorta już nie było. Zniknął z tego świata całkowicie, ale zniszczenia i piętna jakie po sobie zostawiał wciąż były widocznie. Draco spojrzał na jej dłoń. Już prawie niewidoczne blizny szpeciły jej piękną cerę. „Szlama”. Oboje mieli swoje piętna z czasów wojny. Obydwa niesłuszne. Ona nie była szlamą, a on nie był śmierciożercą. Miał nadzieję, że z czasem to zaniknie. Przynajmniej na skórze, bo z pamięci nigdy nie pozbędą się tych ciężkich czasów.
- Chodźmy jeść – zaproponowała cicho Hermiona, przestając sunąć palcem po Mrocznym Znaku. Chętnie się zgodził. Dopiero kiedy zasiadł przy stole, odczuł, jak bardzo jest głodny. Zjedli rozmawiając i śmiejąc się. Świetna przyjaciółka. Świetny przyjaciel. Szkoda, że tylko tyle. Takie myśli chodziły im obojgu po głowie. Cały dzień spędzili razem w jej pokoju i na balkonie. Dokuczali sobie nawzajem i śmieli się. Hermiona tym razem nie dopuszczała do siebie miłosnych zalotów Dracona, a starał się on je stosować. Sama nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Najpierw mówi mu, że wszystko z nimi skończone, później przy Cormacu się z nim całuje. Następnie rzuca mu się w ramiona i mówi, by nie odchodził, a teraz znów go odtrąca. To się wydawało absurdalne, ale było jej naprawdę trudno. Cała ta sytuacja ją przerastała. Całą sobotę przesiedziała z Malfoyem. Dopiero po północy zniknął on w kominku, by przenieść się do swojego dormitorium.
Tak minął weekend. Hermiona i Ron wciąż odnawiali i dbali o swoją ponownie świeżo upieczoną przyjaźń. Ginny potrafiła opanowywać powoli największe zachcianki wampira i znów przekonała się do dyniowego soku i kanapek, co ucieszyło Hermionę. Nikt oprócz niej, Blaise’a i Malfoya nie miał pojęcia o jej wampiryzmie. Harry dziwnie czasami na nią spoglądał, ale szybko się opanowywał. Ron natomiast był tak zajęty Hermioną, że nie zauważył żadnej zmiany w swojej siostrze. Nie wiedziała, czy to dobrze, czy też źle. Modliła się tylko, by Ronowi nie uderzyło do głowy znów to, by się o nią starać jako o dziewczynę. Nie chciała kolejny raz tego niszczyć.
Tydzień szkolny przyniósł za sobą nowe sprawdziany i przygotowania do egzaminów. Stosy pracy domowej udaremniały spędzanie swobodnego, wolnego czasu. Jakoś wyrabiała, ale miała szczerze dość nauki. Nigdy by się tego nie spodziewała, że może tak myśleć. No i ponownie było to samo. Malfoy znów grał. Podchodził do niej, obejmował ją i całował. Zachowywał się tak jakby byli parą. Na początku starała się to ignorować, ale po paru dniach zapiekło ją coś w środku. Bolało ją to. Chciała, by przestał, ale jednocześnie pragnęła więcej. Jego dotyk przynosił jej ból i przyjemność. Okropna mieszanka. Nie do wytrzymania. Czasami, kiedy to robił, to z trudem powstrzymywała łzy. Na dodatek ich lekcje latania na miotle. Wykorzystywał każdą chwilę, by ją dotykać. By być jak najbliżej niej. Nie wiedziała, dlaczego jej to robi. Czy nie widział jak wielki ból sprawia jej swoim dotykiem? Ona przez niego szalała. Wychodziła właśnie z ostatniej, piątkowej lekcji i odetchnęła wolnością. Znów mają weekend. Znów ma wolne od nauki i prac domowych. Powinna odetchnąć. I wtedy to się stało.
- Co tam, śliczna? – Malfoy pojawił się przed nią. Pocałował ją z takim entuzjazmem, że nogi Hermiony przez chwilę zawisły w powietrzu. Puścił jej oczko. Odsunęła się od niego szybko. Poczuła to cholerne ukłucie w sercu. To samo, któro towarzyszyło jej za każdym razem, kiedy tak robił. Chłopak przycisnął ją do ściany i pocałował w szyję.
- Dzisiaj kolejny wieczór spędzamy na miotłach, pamiętasz? – spojrzał jej w oczy. Były zimne. Pełne bólu. Dopiero teraz to zauważył. Dziewczyna odepchnęła go z całej siły. Popatrzyła na niego chłodno.
- Nigdy. Więcej. Tego. Nie. Rób – wycedziła. Jedna, zdradliwa łza potoczyła się po jej policzku. Draco zdał sobie sprawę, że znów ją zranił. Znowu płacze przez niego.
- Granger, ja…
Ale ona go już nie słuchała. Ruszyła przed siebie i znalazła pusty, zimny korytarz bez okien. Oparła się o ścianę i dała upust łzom. Czuła się taka słaba. Dlaczego płakała? Dlaczego nie mogła tego powstrzymać?! Na darmo wycierała łzy. Usłyszała kroki na korytarzu. Po chwili zobaczyła przy sobie Malfoya.
- Odejdź – wyszeptała. Otarł jej łzę z policzka, ale ta strzepnęła jego dłoń.
- Cokolwiek zrobiłem, przepraszam.
Rozpłakała się na dobre.
- Mogę coś zrobić? – spytał spokojnie, patrząc z bólem na jej łzy. Spojrzała mu głęboko w oczy.
- Nigdy więcej nie baw się moimi uczuciami… - wyszeptała ledwo słyszalnie.
- Nie bawię…
- Bawisz! – warknęła i się wyprostowała. Nie liczyła się już ze słowami. Miała dość tajemnic – Nigdy się z nimi nie liczyłeś. Do cholery, Malfoy jestem tylko dziewczyną. Nie jestem chłopakiem. Nie mam tak silnej psychiki. Nawet nie wiesz jak na mnie działasz. Za każdym razem, gdy mnie dotykasz! Nie wiesz jak mnie to boli! – wydarła się na niego. Łzy spływały potokami po jej policzkach. Ślizgona wmurowało. Nigdy nie spodziewał się po niej aż takich wyznań.
- Kochanie, nie wiedziałem – wyjąkał.
- Nigdy nic nie wiesz! – warknęła – Mam tego dość.
- Powiedz, dlaczego mam tego nie robić – ujął jej podbródek, by spojrzała mu w oczy. Przełknęła łzy.
- Bo przegrałam zakład… - powiedziała cichutko i odetchnęła głęboko – I nie ucierpiała tutaj moja duma. Tutaj ucierpiały moje uczucia, Draco.
Spojrzeli sobie w oczy. Chwila ciszy. I Draco zrozumiał. Przypomniał sobie, o co jej chodziło. O ten zakład z samego początku roku. Zakładali się o…
- Zakochałam się w tobie na zabój, Draco – szepnęła – I nienawidzę siebie za to.
Powiedziawszy to wyrwała się i szybko mu zniknęła. Próbował ją gonić, ale ona rozpłynęła się w powietrzu. To, co mu powiedziała… Nie mógł w to uwierzyć. Zakochała się w nim. Przyznała się. Musi zrobić coś z jego przeznaczeniem. Musi być z kobietą, którą kocha. Będzie o nią walczyć. Bo do cholery kochał ją. Kochał tak samo jak ona go. Na zabój. Od tej pory brał wszystkie sprawy w swoje ręce.

Nawet jeśli czasem trochę się skarżę - mówiło serce -
to tylko dlatego,
że jestem sercem ludzkim, a one są właśnie takie.
Obawiają się sięgnąć po swoje najwyższe marzenia,
ponieważ wydaje im się że nie są ich godne,
albo że nigdy im się to nie uda.
My, serca, umieramy na samą myśl o miłościach,
które przepadły na zawsze,
o chwilach, które mogły być piękne,
a nie były, o skarbach, które mogły być odkryte,
ale pozostają na zawsze niewidoczne pod piaskiem.
Gdy tak się dzieje,
zawsze na koniec cierpimy straszliwe męki.
~~~~~~~~~~~~~~~ 
Zaskoczeni wyznaniem Hermiony? ;] Mam nadzieję xd Ja sama się go nie spodziewałam dopóki naprawdę tego nie napisałam. Nie było to tak czy inaczej planowane i dobrze by było, gdybym tym wyznaniem nic nie zepsuła :D Kolejną notkę sama nie wiem, kiedy przewiduję, ale postaram się wyrobić w czasie.
Pozdrawiam
Sheireen ♥