środa, 6 marca 2013

Wściekłość


Draco leżał na mokrej od deszczu trawie, mając u swojego boku dziewczynę, która wtulała się w jego pierś. Oddychała ze spokojem wpatrując się w migoczące nad nimi gwiazdy. Nigdy nie był tak szczęśliwy. W końcu udało mu się ją zdobyć. Co z tego, że tylko na jedną noc. No i ten pocałunek. Ten żar i namiętność jakie w niej obudził. Nie mógł o tym zapomnieć. Czuł satysfakcję, że mu się udało, i że Gryfonka nie protestowała. Wręcz przeciwnie. Pożądała. Niebo stopniowo zaczęło się rozjaśniać, a nad wodospadem zalśnił pierwszy promień słońca. Granger chciała się podnieść, ale Draco ją powstrzymał.
- Gdzie idziesz?
- Już świta. Musimy wrócić do szkoły – odparła całkowicie wstając. Draco niechętnie zrobił to samo. Popatrzył na zmęczoną twarz dziewczyny i nachylił się, by ją pocałować, ale ta delikatnie odsunęła go od siebie uśmiechając się.
- Co znowu…? – zaczął.
- Byliśmy parą na jedną noc, która już minęła. Dzięki za poświęcony czas – przerwała mu i odwróciła się idąc pod górkę między kwiatami. Draco poczuł irytację.
- Nie powiesz mi, że nie chcesz tego pocałunku – warknął chwytając ją za nadgarstek. Wiedział, że jest zbyt zmęczona, by się wyrywać. Popatrzyła mu prosto w oczy.
- Nie muszę być już z tobą szczera, więc nie odpowiem ci na tą zaczepkę.
- Jeszcze parę godzin temu mnie pożądałaś, a teraz znów zachowujesz się jak zwykle – kontynuował.
- Czyli jak? – spytała wyzywająco.
- Jak drętwa, oschła kujonka! – warknął. Nagle poczuł szarpnięcie i ciepło na swoich wargach, by po chwili wszystko minęło tak szybko jak się zaczęło. Popatrzył zdumiony na dziewczynę.
- Ostatni raz – syknęła i wyrwała nadgarstek idąc szybko pod górę, by za chwilę zniknąć w gęstych krzakach. Draco pobiegł za nią. To, co się zdarzyło tej nocy i to co mu zaoferowała nie zniknie mu tak łatwo z pamięci. Wątpił, by kiedykolwiek zniknęło. Nie miał zamiaru poprzestać tylko na tej jednej nocy i jednym pocałunku. Zbyt bardzo jej pragnął i nie wiedział skąd to uczucie, ale będzie się starać. Wybiegł z gęstwiny krzaków wołając ją, by zaczekała. Gdy tylko to usłyszała przyśpieszyła zgarniając po drodze szpilki, które zrzuciła gdy jeszcze parę godzin temu przed nim uciekała.
- Granger, czekaj! – warknął, a dziewczyna niespodziewanie stanęła i odwróciła się w jego stronę.
- Malfoy, proszę cię daj mi spokój. To był tylko jeden pocałunek…
- Którego bardzo pragnęłaś prawda…? – wtrącił z uśmieszkiem. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Popatrzyła na niego gniewnie.
- …Zapomnijmy o tym. Malfoy, tego nie było i nigdy więcej się nie powtórzy – powiedziała po chwili. Draco wiedział jednak, że nie wierzy w swoje słowa, ponieważ unikała jego wzroku.
- Granger... - przerwał jej - Nie wierzysz w to, co mówisz. Wiem, że nie chcesz zapomnieć, bo ja też nie chcę. Granger, jestem facetem, a żaden facet nie poddałby się po tym, co mi zaoferowałaś – podniósł znacząco brew.
- Dlatego właśnie nie chcę… To znaczy… Zakład… Ale też nie o to chodzi… Och, cholera! – warknęła – Malfoy, ty ciągle jesteś Ślizgonem, a ja jestem szlamą!
- Ja już cię tak nie postrzegam – wtrącił i uśmiechnął się w duchu widząc jej zmieszanie.
- Nawet jeśli. Ja wiem, co ty masz na myśli i nie zgadzam się – powiedziała stanowczo i popatrzyła niepewnie na zbliżającego się Ślizgona – Naprawdę, jeśli sądzisz, że dołączę do szeregów dziewczyn, z którymi byłeś to się mylisz – objął ją w talii, słysząc jak z jej głosu ucieka powoli stanowczość – Co ty robisz? Przestań…
- Dlaczego? - Na pewno nie pozwoli aby to się tak skończyło. Nie pozwoli by zabito to, co dopiero się rodzi.
- Koniec tej durnej zabawy Malfoy, to już nawet nie jest śmieszne to, to… Ostrzegam, proszę nie zbliżaj się, bo nie ręczę za swoje odruchy - jej ton głosu był wręcz błagalny.
- Jakie?- zapytał prowokacyjnie.
- Malfoy, odsuń się… - zaczęła.
Nie dokończyła, ponieważ Malfoy zatkał jej usta całując ją. Już myślał, że poddała mu się, kiedy poczuł szarpnięcie.
- Świnia! – Granger oddalała się w stronę zamku. Ten tylko się uśmiechnął widząc jej reakcję. Tym razem pozwolił jej odejść, żeby myślała, że dał sobie spokój.

Hermiona zdjęła z siebie sukienkę cała roztrzęsiona i zdenerwowana. Teraz, gdy była sama w pokoju wreszcie mogła ściągnąć maskę opanowania. Myślała, że Malfoy da jej spokój i odczepi się, gdy powie mu, żeby więcej jej nie całował, ale ten najwidoczniej nie zrozumiał. Był taki sam jak każdy inny facet! Nie żałowała pocałunku. Nie żałowała tego, co się stało, ani każdej chwili z nim spędzonej. Teraz tylko trzeba będzie mu wbić do rozumu, że nie chcę więcej. Ale czy na pewno? – usłyszała w głowie cichutki głosik.
- Na pewno! – krzyknęła, a jej głos rozniósł się echem po łazience. Narzuciła na siebie koszulę i wyszła z łazienki padając na łóżko ze zmęczenia. Zakryła się baldachimem i narzuciła na siebie kołdrę wtulając głowę w poduszkę. Miała mętlik w głowie. Świadomość, że dopuściła się zdrady. Nie powie Danielowi o tym, że spędziła czas z Malfoyem. Nie da rady. Bała się reakcji chłopaka. Powie mu, że zepsuł jej wieczór i poszła obrażona do dormitorium dla dziewcząt, gdy tylko do niej podejdzie. Nie chciała teraz jego bliskości, ponieważ będzie się źle z tym czuła. Ciągle czuła dotyk i usta Malfoya na swoich wargach i źle jej się robiło na myśl, że Daniel będzie chciał ją pocałować. W ogóle nie powinno dojść do takiej sytuacji. To wszystko było jakieś pokręcone i nieprawdopodobne. Co się stało z Malfoyem? Gdzie jego podłość i duma wobec niej? Dlaczego ciągle nie traktował jej jak robaka? Nie chciała, by ciągle tak było, ale może wtedy byłoby łatwiej? Przewróciła się na drugi bok i z takimi pytaniami w głowie poddała się objęciom Morfeusza.

Brązowowłosa ruszyła z Ginny w stronę lochów. Znów poniedziałek i znów eliksiry. Całą niedzielę unikała Daniela i przede wszystkim Malfoya, ale dziś już nie mogła się ukrywać. Kiedy weszła w korytarz kątem oka ujrzała tak znajomą jej sylwetkę i niesfornie ułożone włosy. Powstrzymała się od spojrzenia w tamtą stronę. Czuła się lekko upokorzona i jakby zraniona, ponieważ odrzuciła wszelką dumę i prosiła go, by jej nie pocałował, by się nie zbliżał, a w końcu i tak to zrobił. Był podły i nie miała zamiaru się do niego odzywać. Poczuła na sobie wzrok Ślizgona i nie wiedziała czemu zachciało jej się płakać. W co ona się w ogóle wpakowała? Całą siłą woli powstrzymywała się od spojrzenia w te szaroniebieskie tęczówki. Rozmawiała z Ginny, gdy nagle zabrzmiał dzwonek na lekcje, a drzwi otworzył im Slughorn zapraszający do klasy. Uczniowie niechętnie weszli to środka. Hermiona zajęła miejsce i zaczęła wypakowywać książki.
- Wypad, Ruda. Dzisiaj tu nie siedzisz – usłyszała nad sobą chłodny głos i podniosła wzrok. Ich oczy spotkały się. Jedne szare i rozbawione, drugie brązowe i chłodne.
- O nie, Malfoy. To TY tu nie siedzisz – podniosła się z krzesła.
- Siedzę, Granger, nie widzisz? – wskazał na plecak i książki leżące na ławce.
- Ups… - Hermiona jednym ruchem ręki zrzuciła wszystko na podłogę i popatrzyła na niego mrużąc oczy z podłym uśmiechem na twarzy.
- Pożałujesz – warknął i podniósł swoją własność z podłogi i ponownie położył na ławce.
- Chyba się nie zrozumieliśmy. Wypad – Hermiona wskazała palcem na wolną nieopodal ławkę. Malfoy nie wytrzymał i złapał ją za nadgarstek.
- Nie mów mi, co mam robić
- Będę, ponieważ nie mam zamiaru z tobą siedzieć – warknęła nie wyrywając się.
- Hej, uspokójcie się! – usłyszała obok siebie głos Harry’ego – Malfoy, od kiedy ty tutaj siedzisz?
- Nie wtrącaj się, Bliznowaty – syknął, a Hermiona posłała przyjacielowi spojrzenie mówiące, że da sobie radę ze Ślizgonem.
- Ciekawe, jak zareagowaliby twoi przyjaciele, gdyby dowiedzieli się, do czego między nami doszło tamtej nocy. Albo gdyby cię teraz pocałował…
- Nie zszargasz swojej opinii i nie przyznałbyś się – powiedziała ściszając głos.
- Jesteś pewna? – szepnął. Hermiona poczuła skurcz w żołądku.
- Czego chcesz?
- Tylko tutaj usiąść…
- Nie. Masz swoją ławkę – syknęła.
- Ale nie mam w niej ciebie – mruknął, a Hermionę przeszły dreszcze, które nie miały nic wspólnego z chłodem panującym w lochach.
- Panno Granger, panie Malfoy proszę zająć miejsca. Lekcja się już zaczęła – usłyszeli głos profesora i wzrok całej klasy skierował się na nich. Hermiona rozejrzała się za Ginny, która siedziała w ławce z Blaisem. Chwila. Z Blaisem? Popatrzyła na Rudą, a ta posłała jej przepraszające spojrzenie. Hermiona westchnęła zrezygnowana i zajęła swoje miejsce. Obok niej usiadł najwyraźniej zadowolony Malfoy. Schowała wzrok za kurtyną gęstych, brązowych włosów i otworzyła książkę, by przeczytać rozdział. Przewróciła kartkę na drugą stronę, kiedy poczuła na swoim kolanie dłoń Malfoya. Zepchnęła ją brutalnie i ponownie spróbowała się skupić. Ślizgon najwidoczniej świetnie się bawił. Niespodziewanie zadał jej kuksańca w bok. Zwróciła na niego oburzone spojrzenie.
- Na Merlina, ależ ty jesteś dziecinny – szepnęła.
- Ja się po prostu nudzę.
- To czytaj rozdział
- Nie chcę mi się, jest nudny – uśmiechnął się, a ona przewróciła oczami.
- W takim razie mi nie przeszkadzaj, bo mnie interesuje – warknęła i ponownie wzięła się za czytanie. Nagle usłyszeli stłumiony chichot i wszyscy odwrócili się w stronę czerwonej od śmiechu Ginny i zadowolonego Zabiniego. Hermiona podniosła znacząco brew, patrząc na przyjaciółkę, ale ta tylko odwróciła wzrok jeszcze bardziej czerwona. Reszta lekcji minęła dość spokojnie jeśli nie licząc kolejnych, irytujących zaczepek ze strony chłopaka. Kiedy zabrzmiał dzwonek Hermiona szybko wrzuciła książki do torby i jako pierwsza dobiegła do drzwi. Wyszła z lochów, a przy wejściu czekał na nią Daniel. Poczuła nieprzyjemne ukłucie w żołądku, kiedy przywołał ją do siebie gestem. Ruszyła powoli w jego stronę i stanęła udając obrażoną. Musiała trzymać się planu.
- O co chodzi? – spytała.
- Przepraszam, za zepsucie ci zabawy na balu. Po prostu byłem zazdrosny
- Nie ufasz mi…
- Nie, Hermiona. Tobie ufam, ale nie ufam facetom, którzy się wokół ciebie kręcą – przerwał jej, a gdy ciągle stała z obrażoną miną dodał – Wybaczysz mi? Postaram ci się to wynagrodzić
- Na przykład? – odparła nieporuszona. Dziwnie się czuła. Daniel przeprasza ją za to, że zepsuł jej bal, podczas gdy ona świetnie się wtedy bawiła na dodatek całując się z innym. Wyrzuty sumienia zaczęły palić jej wnętrze. Ufał jej. A ona go zdradziła. Poczuła jak jedna gorąca łza spłynęła jej po policzku. Daniel przytulił ją i podniósł podbródek tak, by spojrzała mu w oczy.
- Powiedziałem coś nie tak? Hermiona, przepraszam…
- Nie, Daniel, nie o to chodzi.
- A o co? – spytał.
- Ja… - chciała wyrzucić z siebie wszystko, ale nie potrafiła. Głos utkwił jej w gardle.
- Hej, skarbie, spokojnie przecież ty niczemu nie jesteś winna – odparł uśmiechając się pocieszająco, a ona poczuła jeszcze większe ukłucie. Chciała wykrzyczeć, że to właśnie ona jest wszystkiemu winna, że to tylko i wyłącznie jej wina, że teraz się tak czuje – Co chciałaś mi powiedzieć?
- Ja… Kocham cię – powiedziawszy to zarzuciła dłonie za szyję i pocałowała. Przeklinała już siebie w duchu. Co ona robi? Dlaczego mu to powiedziała? Nie chciała robić mu żadnych nadziei. Czuła do niego sympatię, ale czy aby na pewno go kochała?
- Ja ciebie też, Hermiona. Co powiesz na to, by się przejść? – spytał, gdy tylko przerwali pocałunek.
- W porządku – rzekła i z ciężkim sercem wyszła na dziedziniec z Krukonem.

Draco wyszedł z sali od eliksirów. Sceny z dnia balu ciągle przelatywały mu przed oczami. Dlaczego Granger tak się zachowywała? Przecież sama chciała tego pocałunku, a teraz zachowuje się tak, jakby do niczego między nimi nie doszło i ciągle była wredna i oschła dla niego. Spodziewał się, że jak tylko wyjdą z tej magicznej krainy wszystko wróci do normy, ale w głębi duszy miał nadzieję, że Granger zerwie z Danielem na jego oczach, a następnie rzuci mu się w ramiona i namiętnie pocałuje. Prychnął. Kim on był, że chciał w to wierzyć. Najwidoczniej miało tak być. Miał wchodzić właśnie do Wielkiej Sali, kiedy zobaczył Granger, która z własnej woli zaczęła całować Krukona. Odwrócił wzrok wściekły. Ona jest dla niego niedostępna i tak ma pozostać. On już miał swoje pięć minut, ale wszystko minęło i najwidoczniej nigdy nie wróci. Usiadł przy stole Ślizgonów doskonale maskując swoje zdenerwowanie. Blaise był w świetnym humorze i poczuł lekką irytację.
- Co ci tak poprawiło humor, Diable?
- Raczej kto – odparł – Wiewióra.
- WEASLEY?! – warknął. Zabini spojrzał na niego zdziwiony.
- No tak, a co nie wolno mi z nią rozmawiać? Sam siadłeś z Granger, więc o co ci chodzi?
- O nic
- A jednak – zauważył z uśmieszkiem – Czyżby nie ugięła się pod twoimi metodami?
- Dlaczego ty mnie zawsze potrafisz rozszyfrować?- warknął niezadowolony.
- Zapominasz, że jestem w tym mistrzem – uśmiechnął się szelmowsko – Ale wracając do Granger… Czym cię tak dobiła?
- Jest wredna – odparł wymijająco.
- Coś jeszcze?
- Jest wredna, oschła i nigdy nie zareagowała tak, jak powinna!
- Coś jeszcze? – powtórzył nieporuszony Blaise, patrząc na kumpla z rozbawieniem.
- Tak, nie liczy się z uczuciami innych! Na balu całowała się ze mną, a teraz bez wyrzutów sumienia całuje się z innym! – warknął wyprowadzony z równowagi. Nagle doszło do niego to, co powiedział i spojrzał na Blaise’a.
- Całowałeś się z Granger i nic mi nie powiedziałeś? – spytał oburzony. Draco przeklął siebie w myślach. Że też się wygadał! No, ale skoro Granger tak pogrywa to czemu on nie może?
- Wiesz – zaczął z uśmiechem – Chciałem zachować to dla siebie, ale skoro tak wyszło…
- Jak było? Dobra jest?
- Stary, nie spodziewałbyś się nigdy jej zachowania. Zupełnie inna osoba. Kiedy ją pocałowałem nie zaprotestowała, a co najlepsze sama później kontynuowała – uśmiechnął się szyderczo na widok niedowierzającej miny Diabła – Wybacz, ale nie skończę, stary.
Wstał z ławki zostawiając Blaise’a w osłupieniu i wyszedł z Wielkiej Sali. Poczuł dziwną satysfakcję i znów był tym samym, podłym Malfoyem, co zawsze. Warknął na paru pierwszorocznych jeszcze bardziej zadowolony i wyszedł na dziedziniec. Skoro Granger tak z nim postępuje i go odtrąca, to nie ma przebacz. Zamierzał ją zdobyć, a Draconowi zawsze się to udaje. I nikt nie ma prawa go odtrącać, nawet Granger.

Słońce zaczęło powoli chować się za horyzontem rzucając na błonia przyjemne, ciepłe kolory. Mimo wszystko listopadowy dzień był chłodny i Hermiona ciaśniej opatuliła się swetrem i przytuliła do Krukona. Posadził ją sobie na kolanach i pocałował w szyję. To było bardzo przyjemne, ale dziewczynie mignął obraz tak bardzo podobnej sytuacji, która wydarzyła się na balu i przez chwile zamiast ciemnoniebieskich tęczówek Krukona ujrzała stalowoszare, które patrzyły na nią wtedy z takim pożądaniem. Miała ochotę się wyrwać, ale szybko oprzytomniała. To wciąż jest Daniel.
- Jesteś piękna – usłyszała jego głos i zarumieniła się.
- Przesadzasz. Po tym zamku chodzą o wiele ładniejsze i atrakcyjniejsze dziewczyny – uśmiechnęła się nieśmiało.
- Ale nie są one tobą – pocałował ją delikatnie w policzek, a Hermiona poddała się bezwiednie jego pieszczotom. Nie potrafiła wyzbyć się obrazu Ślizgona. Zawiodła się na nim. W pewnym sensie mu zaufała i czuła się przy nim bezpiecznie, a on zawalił sprawę. Nie posłuchał i zrobił coś wbrew niej. No cóż, mogła się tego spodziewać. W końcu mieli za sobą siedem pełnych lat wzajemnej nienawiści i niechęci, a on pozostawał Ślizgonem. A na nich nie można liczyć, ani im ufać. Ona to zrobiła i się zawiodła.
- Co się z tobą dzisiaj dzieje? – usłyszała głos Krukona i ocknęła się. Przez ten cały czas siedziała wpatrując się nieprzytomnym wzrokiem w zachód słońca.
- Nic
- Przecież widzę, Hermiona.
- Chcę wrócić do zamku – odparła stanowczo po chwili.
- Źle ci jest tutaj? – spytał, a dziewczyna zeszła z jego kolan.
- Nie, wszystko jest cudowne, ale ja się źle czuję i chcę się położyć – powiedziała i ruszyła w stronę zamku. Potrzebowała spokoju i samotności. Nie potrzebowała teraz towarzystwa żadnego z tych chłopaków, którzy tak bardzo zajmowali ostatnio jej myśli. Weszła właśnie z powrotem na dziedziniec, kiedy usłyszała znajomy głos i od razu pożałowała swojej decyzji. Chciała się pozbyć jednego, a teraz ma na karku dwóch.
- Proszę, proszę zakochana para – zadrwił i zeskoczył z kamiennego murka. Spojrzała na Malfoya i dostrzegła w jego oczach czystą podłość – Pogodziliście się po balu?
- Nie powinno cię to obchodzić – usłyszała oschły głos Krukona.
- Ciekawe jaką historyjkę ci wcisnęła – jego głos był jadowity. Hermiona popatrzyła mu błagalnie w oczy, ale wiedziała, że to nie pomoże. Teraz nie był tym chłopakiem, który tak czule się do niej zwracał i żartował z nią.
- Hermiona jest ze mną szczera i nie wcisnęła mi, jak to powiedziałeś żadnej historyjki.
- A co, pewnie poszła obrażona do swojego dormitorium? Zapomnij, stary – wyszydził.
- Nie wierz mu – Hermiona rozpaczliwie szepnęła do ucha Krukonowi. To nie może się tak wydać. Daniel nie może się dowiedzieć tego z ust Ślizgona.
- Ja wiem, gdzie była tej nocy i co robiła i powiem ci jeszcze jedno. Z pewnością nie była sama – Malfoy popatrzył znacząco na Krukona, który powoli stawał się coraz mniej ufny.
- Co masz na myśli?
- Nic – powiedział obojętnie – Zastanawiało mnie to, co byś zrobił, gdyby cię zdradziła – kontynuował, a Hermiona popatrzyła na niego z niedowierzaniem. Jak mógł… Oderwała się od boku Krukona i ruszyła szybkim krokiem do zamku.
- Coś ty zrobił? Nie widzisz, że ona ma ciebie dość? – usłyszała jeszcze głos Daniela i kroki obojga mężczyzn. Pobiegła po schodach i skręciła w pierwszy lepszy korytarz. Nie chciała by ją znaleźli. Potrzebowała samotności. Była wściekła na Malfoya. Spodziewała się po nim wszystkiego, ale nie tego. Nie takiej podłości z jego strony. Ponowie skręciła w korytarz i ruszyła na górę po schodach. Poczuła szarpnięcie i nagle została wepchnięta do łazienki, obok której przechodziła. Następnie uderzyła plecami w ścianę i ktoś zaczął ją całować. Doskonale znała smak tych ust i powoli zaczęła się rozpływać. Nie! Nie może się tak dać! Otworzyła oczy przerażona.
- Malfoy, puszczaj mnie! Nie pozwalaj sobie! Nienawidzę cię rozumiesz?! – zaczęła krzyczeć i się wyrywać.
- Nie pogrywaj ze mną, Granger. Ja zawsze zdobędę to, co chcę – warknął trzymając ją boleśnie za ręce. Może kiedyś ta uwaga by ją przestraszyła, ale teraz nienawidziła go całym sercem. Przywołała siłę swoich zdolności manualnych i mocno popchnęła chłopaka. Uderzył z hukiem o ścianę i popatrzył na nią wściekły.
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj – warknęła – A kiedy mówię nie, to nie chcę rozumiesz? Nie posłuchałeś mnie i straciłeś moje zaufanie.
- Chodzi ci o to, co się wydarzyło po balu? Daj spokój.
- Dla ciebie to może błahostka, ale nie pomyślałeś o tym jak ja się czułam? Nie chciałam twojego dotyku i pocałunku. Wręcz błagałam cię, byś przestał, a ty mimo wszystko zrobiłeś to – wyrzuciła z siebie na jednym tchu. Wściekłość zaczęła uchodzić z oczu Malfoya. Ruszył powoli w jej stronę otwierając usta, by coś powiedzieć.
- Nie podchodź. Już za późno – odparła i zdecydowanym krokiem wyszła z łazienki zostawiając go samego. Draco popatrzył w lusterko i poczuł do siebie obrzydzenie. Jednym ruchem uderzył w swoje odbicie, a kawałki szkła rozleciały się po łazience. Oparł się o ścianę i osunął po niej, nie zważając na zakrwawioną dłoń. Wszystko spieprzył.

~~~~~~~~~~~~~~~
Możecie już bić za złamane serducho Dracona xd Miało tak nie wejść, a jednak tak wyszło. Ach to moje nie trzymanie się planów! Tak czy inaczej kolejna notka jest skończona. Nie było mi łatwo, ponieważ jestem chora i chęć do pisania podczas okropnego bólu głowy jest niewielka, ale udało mi się. Chciałam Wam podziękować za ponad 10000 wyświetleń. To naprawdę bardzo dużo jak dla mnie, w końcu to mój pierwszy blog. Wasze komentarze i wyczekiwanie bardzo motywują do pisania. 
Pozdrawiam
Sheireen ♥

sobota, 2 marca 2013

Bal



Dni w Hogwarcie mijały powoli. Nauczyciele przykładali niezwykłą wagę do ich nauki, mimo iż był to zaledwie środek pierwszego semestru. Hermiona jednak zawsze szybko odrabiała prace i wyrabiała się z obowiązkami szkolnymi. Miała również czas na spotykanie się z Danielem, który przeprosił ją za swoje zachowanie na imprezie. Polepszyły się jej również kontakty z Malfoyem, co uznała za osobisty sukces, ponieważ nigdy przedtem, by się tego nie spodziewała. Hermiona leżała na łóżku wpatrując się w czerwony baldachim, a jej brązowe loki leżały dookoła niej w artystycznym nieładzie. Nagle usłyszała pukanie w okno i niechętnie się podniosła. Kiedy tylko zobaczyła, że za szybą znajdują się cztery duże sowy trzymające spory pakunek od razu otworzyła okno i pozwoliła puchaczom na wylądowanie. Szybko znalazła miseczkę i nalała do niej wody, by zmęczone sówki mogły się napić i zabrała się za pakunek. Rozplątała srebrną kokardę i rozerwała zielony papier. Oniemiała. Dosłownie siedziała tam wpatrując się w najśliczniejszą sukienkę jaką kiedykolwiek widziała. Tą samą, która była w sklepie Madame Malkin. Odsunęła dłoń od ust, które odruchowo zasłoniła z zaskoczenia i przejechała palcami po miękkim, zwiewnym materiale. Kryształki zabłyszczały pod wpływem słonecznego światła i rzuciły miliony blasków na czerwone ściany dormitorium. Hermiona delikatnie wzięła sukienkę i rozłożyła ją na łóżku. Nagle na podłogę spadła kartka. Dziewczyna schyliła się i podniosła ją. Nie musiała spoglądać na podpis, ponieważ poczuła perfumy pewnego ślizgońskiego chłopaka. Spojrzała na czarne, schludne pismo.

Skoro nie idziemy ze sobą na bal,
to może skusisz się i przynajmniej założysz
dla mnie tę sukienkę, Granger?
Jest dla Ciebie, skarbie. Taki mały prezent.
D.M

- Chciałbyś – mruknęła Hermiona. Przez ten czas Malfoy ciągle sugerował jej, by poszła z nim na bal, ale ona zostawała nieugięta i nigdy się na to nie godziła. Może nawet w głębi duszy chciała z nim pójść, ale to ją właśnie powstrzymywało. Przecież się założyli, a ona nigdy nie przegrała. Gdyby poszła z nim na bal z pewnością świetnie by spędzili te chwile tak jak ostatnimi czasy. Malfoy często ją rozśmieszał, a jeszcze częściej sugerował takie rzeczy, że nie potrafiła się nie zaczerwienić i ostro go rugała z lekkim uśmiechem na twarzy. Podeszła do biurka i złapała nieopodal leżące pióro i zanurzyła je w atramencie. Odwróciła kartkę, skrobiąc na niej pierwsze litery.

Naprawdę myślisz, że uda ci się mnie
przekupić sukienką, Malfoy? Nie powiem
jest śliczna, ale wybacz zawiodę cię
 i nie dam ci tej satysfakcji.
Hermiona

Uśmiechnęła się pod nosem i przywiązała liścik do nóżki brązowej sowy, która od razu wyleciała, a w ślad za nią pozostałe. Zamknęła okno, ponieważ do pokoju zdążyło wlecieć sporo chłodnego powietrza i ponownie spojrzała na beżową sukienkę. Kryształki ciągle rzucały na ściany malutkie światełka. Podeszła ostrożnie jakby za chwilę sukienka miała ją zaatakować i delikatnie wzięła ją w ręce. Odkąd skończyła 17 lat, czyli wiek pełnoletni w świecie czarodziejów zaczęła zwracać szczególną uwagę na swój wygląd i styl. Nigdy przedtem nie przykładała do tego większej wagi i chodziła w tym, co jej się nawinęło. Znów popatrzyła na sukienkę i uśmiechnęła się szeroko. Była jej, mimo iż nigdy o tym nie myślała. Nawet nie marzyła. Trochę ją to skrępowało, że Malfoy kupił jej tak drogi prezent. W ogóle zdziwiło ją to, że kupił jej jakikolwiek prezent. No cóż, pewnie myśli, że mnie tym przekupi. Czy on naprawdę uważa, że można zdobyć serce kobiety kupując jej ciuchy? Zaśmiała się krótko. Malfoy nigdy nie wygra tego zakładu, choćby nie wiem co. Weszła do łazienki i rozebrała się do czarnej, koronkowej bielizny. Narzuciła na siebie sukienkę i spojrzała w lustro. Nigdy wcześniej nie zachwycała się tym jak wygląda, ale teraz naprawdę wyglądała świetnie. Dekolt w serduszko uwydatniał jej pełne i krągłe piersi, a jasny kolor podkreślał jej naturalną opaleniznę. Krótki przód odsłaniał jej długie, zgrabne nogi. Przejrzała się z uśmiechem na twarzy, a oczy jej błyszczały. Wyszła z łazienki, ponieważ usłyszała pukanie do okna i szybko podbiegła otworzyć brązowej sowie. Odczepiła od jej nóżki świstek pergaminu i przeczytała.

Skąd myśl, że chcę cię przekupić?
Jak mógłbym, Hermiono. Nie podejrzewaj mnie
o takie zamiary.
DRACO, nie Malfoy, słońce.

Hermiona przewróciła oczami i nic nie odpisała. Nie miała zamiaru wdawać się w tą rozmówkę. Nagle do dormitorium weszła Ginny i Hermiona odwróciła się gwałtownie, jakby właśnie została przyłapana na gorącym uczynku. Spojrzała na Ginny, która stanęła w drzwiach osłupiała.
- S-Skąd to masz? – wyksztusiła po chwili wskazując na sukienkę, która ciągle swobodnie leżała na ciele brązowowłosej.
- Taki mały prezent – powiedziała tylko i odwróciła się odsyłając sowę.
- MAŁY? Hermiona ty wiesz ile ona kosztowała? Od kogo? Od Daniela? – spytała podekscytowana.
- No właśnie nie – Hermiona usiadła bezradnie na łóżko – Od Malfoya
- Nie wierze… - Ginny zrobiła wielkie oczy. Popatrzyła na zielone pudełko na łóżku Hermiony i zobaczyła malutką szkatułkę – A to co?
Hermiona, która wcześniej nie zauważyła ręcznie zdobionej szkatułki otworzyła ją lekko drżącymi dłońmi. Uchyliła delikatnie wieczko i wzięła głęboki oddech. W środku znajdowały się kolczyki i wytworny naszyjnik wysadzany tysiącem malutkich…
- Czy to są brylanty? – Rudej powoli zaczynało brakować słów.
- Owszem, są… - odezwała się słabym głosem. To wszystko musiało kosztować majątek. Czuła się strasznie dziwnie widząc tak drogie prezenty od jej byłego wroga. Czy takie rzeczy mają miejsce na świecie? Najwidoczniej tak, skoro dostała naszyjnik i kolczyki wysadzane brylantami! Nie wiedziała czemu, ale poczuła jak robi jej się słabo. Odłożyła delikatnie szkatułkę na pościel. O tak, Malfoy potrafił być przekonujący, ale żeby posunąć się do takiego stopnia? Nie, ona się nie ugnie. Wstała zdecydowanie i poszła do łazienki. Zdjęła z siebie sukienkę i szybkim ruchem narzuciła na ciało zwykłą, dłuższą koszulę. Wyszła z toalety i zdecydowanym ruchem włożyła sukienkę do pudełka.
- Mogę wiedzieć, co ty znów robisz? – spytała Ginny.
- Nie nałożę jej.
- Że co? – odparła zdezorientowana.
- Dobrze słyszałaś. On tego ode mnie oczekuje, a ja nie sprawię mu tej przyjemności. Nigdy – wyrzuciła z siebie.
- Hermiono Jean Granger, zabraniam ci odsyłania tej paczki – najmłodsza latorośl Weasleyów podniosła się z łóżka, gdy zobaczyła jak Hermiona pakuje sukienkę i biżuterię.
- Ginny… - zaczęła.
- Nie, Hermiona nie będę słuchać, tym razem to ty posłuchaj. Co ci szkodzi iść w tej sukience? Jest śliczna, a ty i tak idziesz na bal z Danielem.
- Ale ciągle będę myśleć o tym, że ona jest od Malfoya…
- To nie zwracaj na to uwagi. Na pewno będziesz się świetnie bawić i zapomnisz o tym – Ruda nie ustępowała. Hermiona odłożyła z powrotem paczkę na łóżko i wyjęła z niej sukienkę. Popatrzyła na nią parę sekund i już była przekonana. Spojrzała na Ginny z lekkim uśmiechem, a Ruda odwzajemniła się promiennie.

Hermiona popatrzyła na kalendarz. Była sobota 15 listopada. Bal. Wiedziała, że to nie będzie spokojny dzień i przekonała się o tym, gdy tylko wyszła z Wieży Gryffindoru. Na korytarzach, aż wrzało od uczniów rozmawiających i wymieniających się uwagami na temat balu. Dziewczyny z przejęciem pokazywały na swoje włosy i gestykulowały szybko zapewne opisując swoje suknie. Weszła do Wielkiej Sali i zajęła swoje stałe miejsce. Posmarowała tost dżemem i wypiła trochę mleka. Właśnie rozmawiała z jedną uczennicą z szóstego roku, kiedy niespodziewanie obok niej usiadł Malfoy i pocałował ją w policzek. Hermiona zakrztusiła się mlekiem i popatrzyła na niego srogo.
- Nigdy więcej tego nie rób. Jeszcze sobie inni coś pomyślą.
- Niech sobie myślą, co chcą. Mnie opinia innych nie obchodzi – odpowiedział wzruszając ramionami.
- Ale mnie może obchodzi, nie pomyślałeś? – syknęła – No ale mniejsza z tym. O co chodzi?
- Nakładasz dziś tę sukienkę?
- Tak, a skąd to pytanie? – odpowiedziała spokojnie.
- Nic tak po prostu. A pójdziesz ze mną na bal? – uśmiechnął się szelmowsko.
- Wiesz, że nie, głupku – odrzekła pieszczotliwie i roześmiała się.
- Jak możesz mnie tak ranić, ty niedobra kobieto – Malfoy udawał śmiertelnie zranionego.
- Idź już lepiej – powiedziała tylko ciągle z uśmiechem na twarzy. Malfoy nachylił się ku niej, by znów ją pocałować w policzek, ale ta zręcznie się wymigała – Ej, mówiłam, żebyś tego nie robił – warknęła udając wkurzoną, choć trudno jej było zmyć rozbawienie z twarzy.
- Niedostępna cnotka – dokuczył jej i uchylił się przed nadlatującym tostem śmiejąc się. Kiedy już usiadł przy stole Ślizgonów, Hermiona ponownie odwróciła się w stronę stołu Gryfonów, gdzie spojrzała prosto w czekoladowe oczy Ginny. Miała podniesioną brew i tajemniczy uśmiech na twarzy.
- No co? – spytała.
- Nic, nic – odpowiedziała rozbawiona. Hermiona dokończyła śniadanie i wyszła na błonia. Pogoda była śliczna, mimo iż był środek listopada. Czerwone liście tańczyły na wietrze, który smagał blade już źdźbła trawy. Wrony latały z kamienia na kamień w poszukiwaniu jedzenia. Przez chłodne, niebieskie niebo przechadzało się mocno grzejące słońce. Odetchnęła świeżym powietrzem rozkoszując się widokiem górskich krajobrazów. Nagle ktoś zasłonił jej oczy i usłyszała szept przy uchu.
- Zgadnij, skarbie, kto to.
- Daniel? – dziewczyna uśmiechnęła się i znów ujrzała światło dzienne. Usiadła z Krukonem na wielkim kamieniu, a on pocałował ją delikatnie w usta.
- To jak dzisiaj widzimy się na balu?
- No, a jakże inaczej – uśmiechnęła się.
- Zdradzisz mi jak będziesz wyglądać, czy będę musiał się pomęczyć? – spytał.
- Będziesz musiał się pomęczyć – mruknęła i pocałowała go. Siedzieli tak dobre dwie godziny, kiedy Hermiona w końcu oznajmiła, że musi iść wszystko przygotować i pomóc Ginny w wyszykowaniu się. Ruszyła w stronę zamku, którego tak kochała i który był jej domem. Miejscem, w którym czuła się lepiej niż gdziekolwiek indziej.

- Zaprosiłeś w końcu kogoś, Smoku? – spytał Zabini wiążąc muszkę pod szyją.
- Nie. Mam zamiar podrywać każdą na balu i nie wdawać się w dłuższe związki, a jeśli bym jakąś zaprosił, to od razu miałaby dziewczyna nadzieję. A ty z kim idziesz? – spytał opierając się o kolumnę wykonaną z czarnego marmuru.
- Sam. Ruszam na podbój kobiecych serc – odpowiedział Blaise, a Draco spojrzał na niego z podniesioną brwią.
- Szybciej, stoisz przed tym lustrem dłużej niż baba. Wierz mi stary, ale nawet jeśli stałbyś cały dzień to nie będziesz wyglądać nawet w połowie tak dobrze jak ja – Draco uśmiechnął się szyderczo, a Blaise popatrzył na niego z rozbawieniem.
- Zakład o to, kto więcej lasek wyrwie na balu?
- Przegrasz – mruknął.
- W takim razie zgoda – odpowiedział Zabini pogodnie i ruszył z przyjacielem w stronę Wielkiej Sali. Draco wszedł na korytarz, gdzie było już słychać głośną muzykę. Wszędzie było tłoczno od wystrojonych par. Poczuł na sobie spojrzenia innych dziewczyn, ale zignorował je. Kiedy wszedł do Sali poczuł się jak w jakiejś magicznej krainie. Wszędzie były kwiaty i drzewa o wyrazistych, tęczowych kolorach. Stoły i krzesła były zrobione z fantazyjnie powykręcanego drewna, a nieopodal bufetu były kamienie, z których spływała kaskadami woda i tworzyła się w mały strumyk. Na kamieniach siedziały wodne nimfy, które spoglądały spod swoich długich, wodnych rzęs na męską płeć Hogwartu. Wokół tłumu uczniów zauważył też elfy o mieniących się różnymi kolorami skrzydłach, które roznosiły przekąski. Nagle podeszła do niego dziewczyna o zielonkawej skórze i szpiczastych uszach proponując mu szampana i uśmiechając się z wdziękiem. Odmówił ignorując spojrzenie elfa i doszedł do grupki Ślizgonów. Parę metrów dalej Zabini podrywał już inne dziewczyny, które rumieniły się i chichotały. Blaise posłał mu wyzywające spojrzenie i uśmiechnął się szyderczo. Draco spojrzał na Pansy. Miała szmaragdową sukienkę z głębokim dekoltem i odsłoniętymi plecami. Z uszu zwisały czarne kolczyki. Oczy miała pomalowane srebrnymi cieniami. Włosy miała upięte w warkocza, który wił się wzdłuż pleców. Draco uznał, że wyglądała całkiem ładnie.
- Świetnie wyglądasz – skomentował, a dziewczyna popatrzyła na niego chłodnym wzrokiem.
- Daruj sobie, Draco. Nikogo nie zaprosiłeś?
- Nie – odpowiedział tylko.
- Szczerze to miałam nadzieję, ale widzę, że się pomyliłam. Jesteś uroczy i ciągle będę cię wspierać jak przyjaciela, ale tylko i wyłącznie jak przyjaciela – powiedziała Pansy i odeszła.
- Pansy, zaczekaj! – zawołał za nią. Ślizgonka odwróciła się i popatrzyła na niego dziwnie – Może zatańczysz?
- Żartujesz? – uśmiechnęła się do niego i odgarnęła kosmyki włosów za ucho.
- Ani trochę, Pansy – odpowiedział jej i podał rękę. Przyjaciółka ujęła ją i zaciągnęła na parkiet. Po chwili kołysali się w wolnym tańcu przytulając do siebie. Oni nie nadawali się na parę. Zawsze w pewien sposób będą do siebie należeć, ale Pansy była jego przyjaciółką i nie chciał tego zmieniać. Cieszył się, że w końcu to zrozumiała. Dziewczyna była wtulona w jego ramię, a on podniósł wzrok i rozejrzał się po sali. I nagle ją dostrzegł. Stała tam śmiejąc się i pokazując rząd białych zębów. Usta miała pomalowane na krwistoczerwony kolor, a na oczach miała grube kreski i przedłużone rzęsy. Sukienka błyszczała przy każdym jej ruchu, a góra dokładnie podkreślała jej biust. Na zgrabnej szyi miała diamentowy naszyjnik i takie same kolczyki. Włosy miała spięte w niesfornego, ale wytwornego koka. Przedłużany tył sukienki falował za każdym razem, gdy wykonywała delikatny ruch. Na nogach miała wysokie obcasy w kolorze sukienki. Granger. Była śliczna i nie mógł oderwać od niej wzroku. Stała tam w towarzystwie Pottera i Weasleyównej śmiejąc się serdecznie. Nie sposób było nie zauważyć spojrzeń innych chłopców, które kierowali ku Granger. Odsunął od siebie Pansy.
- Przepraszam cię na chwilę – odparł. Dziewczyna zobaczyła dokąd zmierza.
- Draco? – zawołała za nim, a kiedy się odwrócił dodała – Nie spieprz tego – puścił jej oczko, a ona się uśmiechnęła. Nagle podszedł do niej jakiś wysoki Gryfon i spytał się czy z nią zatańczy. Nigdy wcześniej nie zgodziłaby się na tą propozycję, ale zamierzała się dobrze bawić. Ujęła rękę chłopaka i została porwana na zatłoczony parkiet. Draco natomiast, który podążał w stronę Granger stanął obok niej.
- Wyglądasz olśniewająco – powiedział, a dziewczyna się zarumieniła.
- Dzięki, Malfoy, ty też niczego sobie.
- Gdzie Daniel? – spytał bardziej chłodno niż chciał.
- Och, powiedział, że niedługo przyjdzie – odparła i rozejrzała się w poszukiwaniu Krukona. Malfoy spojrzał na Ginny. Ta też wyglądała całkiem ładnie. Miała niebieską, długą i zwiewną sukienkę z posrebrzanym gorsetem, a na uszach delikatne kolczyki. Długie rude włosy opadały jej falami na ramiona. Po chwili Ruda oddaliła się do bufetu i nalała płynnej czekolady wytryskającej z fontanny. Nagle w Wielkiej Sali zabrzmiała jakaś szybka piosenka, a Draco popatrzył na podekscytowaną Hermionę, która zaś patrzyła na Harry’ego.
- O Boże! Grają DOBRĄ muzykę! – powiedziała z niedowierzaniem.
- A niech to… Oni naprawdę to robią! Grają dobrą muzykę! – Potter również był przejęty.
- Nasz układ taneczny… - zaczęła i zanim Draco spytał się, o co im chodzi Hermiona złapała Harry’ego za rękę i ciągnęła w stronę parkietu. Harry krzyczał do ludzi żeby zeszli im z drogi i po chwili zaczęli tańczyć wspólny, dość szalony jak dla Dracona układ, ale nie mógł powiedzieć, że mu się nie podoba. Zwłaszcza, że Granger wyglądała świetnie i najwyraźniej doskonale się bawiła. Przyglądał się jak sukienka faluje i błyszczy pod wpływem jej szybkich ruchów. Nagle uchwycił jej roześmiane spojrzenie i po chwili pokazała mu, by podszedł. Ruszył niepewnym krokiem obawiając się trochę tego, co ma zamiar zrobić. Gdy tylko doszedł od razu zaciągnęła go do tańca.
- Rozluźnij się! – wykrzyczała przez głośną muzykę.
- Granger, ten układ był świetny – zdołał tylko powiedzieć.
- No przecież wiem – roześmiała się – Ja i Harry wymyśliliśmy go podczas wspólnych wakacji z Weasleyami.
- Mówiłem ci już, że świetnie tańczysz? – spytał.
- Jasne, ty też – roześmiała się i odwróciła, odchodząc i ciągle tańcząc, kiedy ruszył za nią ponownie się obróciła w jego stronę i zmusiła do powrotu na miejsce zmysłowymi ruchami. Tańczyli razem wygłupiając się i dobrze bawiąc. Kiedy skończyła się piosenka Hermiona była dość zmęczona i podeszła do bufetu się napić. Tam zaskoczył ją Daniel.
- O jesteś, gdzieś ty się podziewał? – spytała, a Krukon popatrzył na nią chłodnym wzrokiem.
- Ledwo cię spuszczam z oka, a ty już tańczysz z Potterem, a później z tym całym Malfoyem – wyrzucił z siebie oburzony.
- Jej, nie bądź zły. Nie chciałam czekać i się nudzić. Z przyjacielem nie mogę już zatańczyć? – spytała niewinnie patrząc mu w niebieskie oczy.
- Nie no do Pottera nic nie mam, ale Malfoy za bardzo się wokół ciebie kręci i niezbyt mi to odpowiada – odpowiedział ciągle niezadowolony. Hermiona westchnęła i wspięła się na palce, by pocałować Daniela w policzek.
- Nie masz o kogo być zazdrosnym, chodźmy zatańczyć – zaproponowała. Krukon niechętnie zgodził się na propozycję. Nie przetańczyli nawet dwóch piosenek, kiedy oznajmił, że schodzi. Odszedł w stronę stołu, a Hermiona poszła na nim stanowczym krokiem podenerwowana.
- Co ty wyprawiasz? Mamy się dobrze bawić, czyż nie? – syknęła
- Mieliśmy, Hermiona. Ale ja jakoś nie mam humoru, więc idź zabawić się z Malfoyem.
- Jak możesz, przecież jestem tutaj z tobą! Mam się źle bawić, bo ty nie masz humoru?
- Mówiłem już idź do kogoś innego – wzruszył ramionami, a Hermiona odeszła wściekła jak osa. Siadła na kamieniu, smaganym przez malutki strumyk i przyjęła drinka od nimfy. Obserwowała tańczące szybko pary. Nagle w oddali zobaczyła Rona, który kłóci się z Clemense i dziewczyna odchodzi wściekła od zobojętniałego chłopaka. Była teraz w podobnej sytuacji. Wila wyglądała bardzo ładnie. Miała różową, delikatną, podkreślającą talię, krótką sukienkę z zarysowanym biustem, a długie, blond włosy miała rozpuszczone i mocno pokręcone. Zobaczyła jak dziewczyna idzie w jej stronę i po chwili siada obok. Hermionę trochę to zdziwiło zwłaszcza, że nie były w najlepszych kontaktach.
- Tobie też partner ma zamiar zepsuć zabawę? – spytała poważnym i lekko załamanym głosem.
- Dokładnie tak – odparła tylko zdziwiona tym pytaniem.
- Dlaczego on jest taki w stosunku do mnie? Po co mnie w ogóle zapraszał na ten głupi bal?
- Wiesz… Clemense – dziwnie się czuła wypowiadając jej imię, ale ciągnęła dalej – Ron zawsze taki był. Na balu, który mieliśmy w 4 klasie zaprosił dziewczynę, z którą później w ogóle nie tańczył. Zaprosił tylko dlatego, by nie pójść sam na bal i nie wyjść na idiotę, którym i tak jest – odparła, a wila popatrzyła na nią swoimi niebieskimi oczami.
- Nie wiedziałam, że taki jest…
- Cóż, znam go znacznie dłużej i się na nim poznałam, ale nie trać lepiej czasu i idź się bawić sama. Na pewno wyrwiesz jakiegoś chłopaka, bo wyglądasz bardzo ładnie – skomentowała Hermiona chcąc pocieszyć dziewczynę.
- Ty o wiele lepiej, Hermiono, więc jak? Idziemy razem na łowy? – uśmiechnęła się, a Hermiona po chwili przytaknęła i obydwie dziewczyny ku zdziwieniu Ginny i ich partnerów ruszyły na scenę, gdzie zaczęły samotnie tańczyć. Już po chwili wokół Clemense i Hermiony zaczęła się zbierać spora grupka, jednak żaden nie miał odwagi podejść bliżej. Nagle z tłumu wyszedł Zabini z Malfoyem, a ten ostatni podszedł do Hermiony.
- Co tak piękna dziewczyna robi sama? – spytał z uśmiechem.
- Nie zawstydzaj mnie – roześmiała się i po chwili przybrała poważny wyraz twarzy – Daniel nie ma humoru, bo tańczyłam z tobą i już mu się nie chce tańczyć, ani rozmawiać – prychnęła.
- Więc go jeszcze bardziej zdenerwujmy – podsunął jej pomysł, a ta popatrzyła na niego rozbawiona.
- Niech będzie, bo nie mam zamiaru być przez cały czas wolna
- A więc…? – zaczął.
- A więc oficjalnie jesteśmy parą na jedną noc, ale nie wygrałeś zakładu, bo to tylko na pewne potrzeby – skomentowała szybko. Zobaczyła jak Clemense patrzy nieufnie na Zabiniego, który najzwyczajniej w świecie do niej podszedł i… podrywał? Najwidoczniej! Hermiona ucieszyła się w duchu widząc jak blondynka niepewnie ujmuje rękę Ślizgona i idzie z nim na parkiet. Po chwili również i Hermiona zaczęła tańczyć w kolejnym wolnym tańcu z blondynem. Czuła się pewnie i bezpiecznie w jego ramionach. Wiedziała, że jeśli Daniel to zobaczy, to będzie miała niezłą awanturę, ale sam jej powiedział, by poszła do kogoś innego i wykorzystała to. I nie miała żadnych wyrzutów sumienia. Z każdą wolną piosenką odległość między nią, a Malfoyem malała i po chwili Ślizgon pewnie obejmował ją w talii, a ona była przytulona do jego klatki piersiowej wsłuchując się w powolne bicie jego serca i wdychając zapach jego męskich perfum. Nagle poczuła jak podnosi ją w powietrze i okręca się wokół własnej osi, a następnie znów stawia na ziemi. Krótkie spojrzenie w oczy i ciepło rozchodzące się po całym ciele dziewczyny. Nagle zaczęła lecieć jakaś szybka piosenka i pary wokół nich zaczęły skakać i tańczyć z uśmiechami na twarzy. Było cudownie. Na dodatek ten wystrój doskonale trafił w jej gust. Uwielbiała takie baśniowe rzeczy. Tańczyła z Malfoyem dobrych parę godzin, co jakiś czas podchodząc z nim do barku i popijając drinki. Doskonale się czuli w swoim towarzystwie. Nie wiedziała kiedy zaczęli się tak dobrze dogadywać. To z pewnością była zasługa ich szlabanu, na którym się kłócili, a później normalnie rozmawiali śmiejąc się i dowcipkując. Stali właśnie przy bufecie, gdy nagle Malfoy nachylił się do niej i szepnął do ucha.
- Wyrwijmy się stąd
Popatrzyła na niego i po chwili dała mu się prowadzić za rękę. Wyszli z Wielkiej Sali prosto na błonia, które również były ozdobione fontannami i kolorowymi kwiatami. Usiedli na białej ławce nieopodal zamku. Malfoy usadził Hermionę na swoich kolanach.
- Kto by pomyślał, że ten wieczór się tak potoczy – dziewczyna odetchnęła świeżym, nocnym powietrzem.
- Masz na myśli gorszy, czy lepszy obrót spraw?
- Sama jeszcze nie wiem, ale z pewnością jest bardzo ciekawie – popatrzyli sobie w oczy, a Malfoy objął ją w talii. Położył ją delikatnie na ławce i pochylił nad nią. Dostrzegł w jej oczach iskierki niepewności, ale też zaintrygowania. Była piękna. Nie potrafił wyrazić tego, co czuł, gdy na nią patrzył. Te duże, czekoladowe oczy otoczone grubymi i długimi rzęsami, te czerwone kuszące usta i najbardziej czarujący i najpiękniejszy uśmiech. Nigdy przedtem tak jej nie postrzegał. Nachylił się i delikatnie pocałował dziewczynę w szyję, kiedy ta nie zaprotestowała ponowił pocałunki powoli zbliżając się do ust. Musnął delikatnie kącik jej warg i już miał się zabrać za pocałowanie jej, kiedy usłyszeli jakieś chichoty w krzakach. Hermiona szybko odepchnęła od siebie Malfoya i podniosła się z ławki przybierając pozycję siedzącą. Nie mogła się pozbyć tych cudownych dreszczów, które przechodziły przez jej ciało, kiedy całował ją w szyję. Czuła się cudownie i już wiedziała, że sprawy potoczyły się o niebo lepiej, niż jakby miała spędzić ten wieczór z Danielem. Najbardziej zdziwiło ją to, że nie miała wyrzutów sumienia. Chodziła z Danielem, a teraz prawie całowała się z Malfoyem. Odrzuciła od siebie myśli i wytężyła wzrok. Przez błonia przechadzali się ramię w ramię Blaise i Clemense. Jak widać nie tylko jej dobrze ułożył się ten wieczór. Z pewnością dziewczyna spędzała go lepiej, niż jakby miała spędzić go z Ronem i trochę ją to ucieszyło, mimo ich kontaktów. Zobaczyła jak siadają na pomoście i rozmawiają. Z daleka słychać było ich śmiechy. Popatrzyła na równie zdumionego Malfoya i uśmiechnęła się.
- Przejdźmy się – zaproponowała.
- Nie dokończymy tego, co zaczęliśmy? – uśmiechnął się szelmowsko, a kiedy dostrzegł jej spojrzenie westchnął – Dobra, więc przejdźmy się.
Złapał ją za rękę i zaczęli powoli chodzić po błoniach dookoła jeziora. Sukienka Hermiony falowała na wietrze, a kryształki błyszczały jak gwiazdy w świetle księżyca.
- Dobrze ci w garniturach – zagadała go zagryzając wargi w uśmiechu. Rzeczywiście dobrze wyglądał. Był rozbudowany i wysoki, a czarny, drogi garnitur doskonale na nim leżał.
- Dzięki, Granger, ale tobie i tak nikt nie dorówna.
- Pansy bardzo ładnie wyglądała… - zasugerowała.
- Wiem, widziałem
- No i?
- No i co? – spytał zdziwiony.
- Malfoy dasz odejść takiej dziewczynie?
- Granger, ja i Pansy dzisiaj dogadaliśmy się i stwierdziliśmy, że lepiej będzie jak będziemy dla siebie tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Nikim więcej.
- Och, racja… - odparła – Sorry, że się wtrącam w nie swoje sprawy.
- Mnie to nie przeszkadza – wyciągnął różdżkę i wyczarował szampana i dwa kieliszki, a następnie otworzył, a korek wyleciał z hukiem.
- Za tą noc, w której jesteśmy parą – uśmiechnął się szelmowsko.
- Ale chyba nie piję za twoją wygraną? Bo wiesz, że nie wygrałeś zakładu… - zaczęła niepewnie biorąc od niego kieliszek.
- Oczywiście, że nie Granger. Niedługo będziemy za to pić – spojrzał na nią kątem oka, a ona powstrzymała się, by nie wylać na niego szampana.
- Nigdy – wyszeptała tylko i upiła szampana i ruszyła powoli przed siebie.
- Granger? – usłyszała po chwili dziwny głos Malfoya i odwróciła się. Gdy tylko to zrobiła fala tryskającego, wzburzonego szampana poleciała na jej sukienkę.
- Osz ty! – wściekła wyczarowała szampana i potrząsnęła butelką. Korek wyleciał, a strumień napoju wylądował na drogim garniturze Malfoya. Ten spojrzał na nią z podniesioną brwią.
- Co to było, Granger?
- To samo, do czego ty się przyczyniłeś – odparła i gdy tylko zobaczyła jego minę rzuciła się biegiem, wiedząc, że tego nie przeżyje. Zrzuciła po drodze szpilki. Malfoyowi nie łatwo było ją dogonić.
- Szybka jesteś, ale i tak ze mną nie wygrasz – usłyszała za sobą jego głos i roześmiała się przyśpieszając. Przecisnęła się przez niekończący się gąszcz krzaków i nagle znalazła się na polance pełnej kwiatów świecących w świetle księżyca nad stromym brzegiem. Obok niej z hukiem spadał ogromny wodospad, do jeziora znajdującego się w dole. Nagle poczuła jak ląduje na ziemi przygnieciona przez Malfoya.
- Mówiłem, że cię dogonię – dodał z satysfakcją widząc jej minę.
- Nie o to chodzi, Malfoy. Rozejrzyj się. Byłeś tutaj kiedykolwiek? – powiedziała, a chłopak rozejrzał się wokół ze zdziwieniem.
- Nigdy. W ogóle nie zapuszczałem się tak daleko na tereny Hogwartu. Chodź zejdziemy tam na dół – podniósł się z niej i podał rękę pomagając wstać. Schodzili ostrożnie po stromym brzegu i dotarli do polanki nad jeziorem.
- Tu jest magicznie – wyszeptała zachwycona pięknem Hermiona, dotykając płatków lśniących kwiatów. Zobaczyła jak Malfoy wchodzi do jeziora i pokazuje jej, by weszła za nim. Nie zważając na to, że ciągle ma na sobie strój wizytowy weszła do czystego jeziora. Woda była przyjemnie ciepła i od razu zanurzyła się czując na ciele rozkoszne ciepło. Malfoy patrzył na nią. Była piękniejsza od wszystkiego, co go otaczało. Wyglądała jak bogini i czuł się jak szczęściarz z myślą, że jest tutaj z Granger sam na sam. Kiedy podeszła ochlapał ją wodą. Ona nie pozostała mu dłużna. Śmiali się w tej magicznej, oddzielonej od świata krainie zapominając o świecie znajdującym się tak niedaleko nich. Zaczął ją gonić w wodzie, a ona szybko uciekła na brzeg z ociekającą od wody sukienką, zostawiając go w tyle. Miała na sobie piękną sukienkę i włosy upięte w stylu prawdziwej królowej piękności. Tańczyła w świetle księżyca, czując, że żyje. Nagle poczuła jak Malfoy bierze ją w ramiona i kładzie na soczyście zielonej trawie, pochylając się nad nią. Po chwili delikatnie ją pocałował, a kiedy nie zaprotestowała pogłębił pocałunek. Przez ciało Hermiony przeszło miliony dreszczy. Czuła na swoich wargach jego usta, które mimo swojej naturalnej chłodności rozpaliły jej ciało. Kiedy ją pocałował czuła się, jakby uderzyła ją wielka fala orzeźwiającej wody. Po chwili zaczął padać deszcz. Całowali się w strugach deszczu, a kiedy Malfoy chciał się odsunąć przyciągnęła go do siebie za krawat i pocałowała. Istnieli tylko oni i tylko oni się liczyli. Malfoy nigdy nie przypuszczał, że jakaś dziewczyna może w nim rozpalić takie uczucia. Miał na nią szaleńczą ochotę i wiedział, że ona także. Hermiona wiedziała, że całuje się z byłym wrogiem, który był śmierciożercą, ale nie przeszkadzało jej to. To było jak ciemny raj, w którym byli tylko oni. Strugi deszczy spływały po jej nagich ramionach, chłodząc rozpaloną skórę. Kiedy skończyli, Malfoy popatrzył jej w oczy i roześmiali się wykończeni. Opadł obok niej, a ona położyła głowę na jego umięśnionym torsie. Wiedziała, że zrobiła właśnie coś szalonego i niebezpiecznego, ale nie żałowała. I była pewna, że nigdy nie będzie żałować. Starała się korzystać z chwili, ponieważ kiedy wrócą do zamku, wszystko będzie jak dawniej. Jakby nic nigdy nie zaszło, jakby ciągle byli byłymi wrogami, którzy dokuczają sobie na każdym kroku. On będzie podrywać inne dziewczyny, a ona będzie trwać u boku Daniela. A jednak czuła, że żadne z nich tego nie zapomni i zawsze będzie o tym pamiętać, gdy tylko spojrzą sobie w oczy. To właśnie było niebezpieczne i tak podniecające. Malfoy objął ją w talii, a ona popatrzyła na tysiące gwiazd i jasny księżyc. Nic nie będzie jak dawniej i oboje tego nie żałowali.

~~~~~~~~~~~~~~~
Tak więc i jest po dość długiej nieobecności. Starałam się napisać jak najdłuższy rozdział i napisałam na 7  pełnych stron. Pozwoliłam sobie dodać link do układu tanecznego Hermiony i Harry'ego, byście mieli taki sam podgląd na tą scenę jak ja ją sobie wyobraziłam. Dodałam też pocałunek, bo moja chęć wprowadzenia go tutaj była o wiele silniejsza niż moje plany i jestem trochę na siebie zła, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba. Postaram się napisać kolejną notkę jak najszybciej.
Pozdrawiam
Sheireen ♥