sobota, 22 czerwca 2013

Chwile Grozy



Hermiona stała jak sparaliżowana. Bała się, że nawet najmniejszy ruch może się źle dla niej skończyć. Czyjś niezbyt mocny uścisk krępował jej ręce. Nie miała jednak odwagi się wyrywać.
- Słodkich snów, szlamo – usłyszała nad swoim uchem i nagle ktoś przycisnął jej do ust mokrą szmatę. Starała się nie wdychać oparów znajdujących się w materiale, ale nie mogła tak długo wytrzymać. Brakowało jej powietrza. W końcu przeklinając sama siebie wzięła trochę powietrza, co od razu poskutkowało tym, że jej ciało osunęło się na zimną posadzkę wieży astronomicznej.
Ostatnim, co zauważyła to mężczyzna pochylający się nad nią. Nie rozpoznała jego twarzy. Zapadła w głęboki sen.

Tępy ból pulsował w jej głowie, w miejscu, gdzie się uderzyła o chłodną posadzkę. Kręciło jej się w głowie od eliksiru usypiającego. Chciała przetrzeć oczy, ale nie mogła podnieść rąk. Rozejrzała się po słabo oświetlonym pomieszczeniu. Nie miała pojęcia, gdzie się znajduje. To przypominało jakieś opuszczone lochy. Z sufitu obficie zwisały kępy pajęczyn z obrzydliwymi, czarnymi pająkami. Wzdrygnęła się. Siedziała na krześle, ze związanymi rękami, a w ustach miała szmatkę, która uniemożliwiała jej mowę.
Czy została uprowadzona? O co tutaj chodziło? Czy znów coś złego zrobiła i przez to jest teraz porwana i przetrzymywana w tym pomieszczeniu? Próbowała oswobodzić nadgarstki z lin. Szarpnęła mocno i od razu zawyła z bólu. Jedna łezka poleciała po jej policzku. Odwróciła głowę, by zobaczyć swoje ręce. Ciekła po nich świeża krew. Liny miały ostre druty, żeby nie próbowała tak często się wyrywać. Zaklęła pod nosem.
Nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem. Do pomieszczenia weszło trzech mężczyzn. Podniosła głowę, by zobaczyć, kim byli, ale nie rozpoznała ich twarzy. Na pewno byli Ślizgonami, ponieważ nosili plakietki w kształcie węża na piersi. Obrzuciła uważnie spojrzeniem jednego chłopaka, który starał się unikać jej wzroku. Wydawało jej się, że już go gdzieś kiedyś widziała. Próbowała szukać w pamięci. I nagle sobie przypomniała. Spotkała i rozmawiała z nim przed przesłuchaniem związanym z Ronem. Zupełnie o nim zapomniała. Wspomnienia jak żywe nawiedziły jej głowę.
„- Jak się nazywasz? – spytała.
- Bill, a ty?
- Hermiona – uśmiechnęła się delikatnie.
- Ach, no tak! Gryfonka – podał jej rękę. Uścisnęła ją niepewnie, a chłopak ucałował jej dłoń. Mile się zdziwiła. Takie maniery są bardzo rzadko spotykane.
- A ty z jakiego domu jesteś? – spytała.
- Slytherin – odpowiedział chłopak.”
            Teraz już go pamiętała. Poczuła gorzki smak w ustach. Powiedział jej, że nie wszyscy Ślizgoni są źli, a tutaj najwidoczniej maczał palce w jej uprowadzeniu. Niezły aktor z niego. Sprawiał wrażenie miłego, porządnego chłopaka. Zaczynała wątpić w dobroć Ślizgonów. Czy każdy z nich musiał mieć coś na sumieniu?
- Szlama się obudziła – oznajmił tubalnym głosem jeden z mężczyzn. Hermiona obrzuciła go wrogim spojrzeniem.
- Xander, daruj sobie takie określenia – powiedział cicho Bill. Środkowy uczeń wciąż siedział cicho.
- Zaraz tutaj będzie – oznajmił. Hermiona zmarszczyła brwi. O co tutaj do jasnej cholery chodziło? Znalazła się w niebezpieczeństwie, to wiedziała, ale kompletnie nie znała odpowiedzi, dlaczego. Specjalnie cały czas gapiła się na Billa, chłopaka, który ją pocieszał w niedalekiej przeszłości. Unikał jej wzroku jakby czuł, że się na niego patrzy. Usłyszała ciche kroki i nagle ktoś wszedł do lochów. Zacisnęła mocniej zęby, gdy zobaczyła wysokiego, żylastego Notta. Jego szare oczy zwęziły się, kiedy ją dostrzegł. Uśmiechnął się dość przerażająco.
- Dobra robota, Bill – powiedział cicho. Ślizgon lekko się zaczerwienił – Ja bym nie miał ochoty dotknąć tej brudnej szlamy.
Hermiona poczuła jak wszystkie mięśnie na jej ciele drętwieją. A więc to Bill ją złapał i tutaj przyprowadził. I jak ona mogła mieć zaufanie do ludzi? Dobrze myślała, że powinna ufać tylko tym, którzy byli z nią przez długi czas i nigdy nie zawiedli. Nott dał znać Ślizgonom, by opuścili pokój. Wykonali polecenie, jakby był ich szefem i zamknęli za sobą drzwi. Nott poprawił krawat i podszedł do niej. Wyciągnął z kieszeni sztylet. Hermiona była pewna, że to ten sam, który miała Bellatriks. Ślizgon zaśmiał się śmiechem, w którym nie było ani krzty poczucia humoru. Zimny, bezlitosny. Widział jej przerażenie na twarzy mimo tego, że starała się być dzielna. Hermiona zamknęła powieki, szykując się do mocnego ciosu. Poczuła chłód ostrza na policzku i szmata, która miała w ustach rozluźniła się. Otworzyła zdziwiona oczy. Obrzuciła czujnym spojrzeniem przystojną twarz chłopaka. Nie wiedziała dlaczego, ale było w nim coś pociągającego. Był przerażający, cichy i tajemniczy, ale miał w sobie to „coś”, czego nie mogła zrozumieć. Nie bawił się kobiecymi sercami tak jak Malfoy, ale była pewna, że gdyby chciał to potrafiłby się tak zabawić.
- Co się tak gapisz? – warknął.
- Możesz mi wyjaśnić, co do cholery znaczy to całe przedstawienie? – odparła groźnie. Kąciki ust chłopaka uniosły się delikatnie do góry.
- Mam robotę do wykonania – podwinął rękawy od czarnej koszuli. Hermiona od razu zauważyła, że nie miał Mrocznego Znaku na skórze.
- Nie byłeś śmierciożercą? – zachłysnęła się powietrzem. Obrzucił ją wściekłym spojrzeniem. Uniósł już rękę, by uderzyć ją w policzek, ale się powstrzymał.
- Nie twoja sprawa, szlamo. Muszę się pozbyć ciebie jak najszybciej – oznajmił, a Hermionie przeszedł nieprzyjemny dreszcz po plecach – Wstawaj! – krzyknął.
- Może mi powiesz jak mam to na Merlina zrobić?! – wrzasnęła i obrzuciła go zabójczym spojrzeniem. Zdziwił się lekko jej reakcją. Hermiona domyśliła się, że raczej pozytywnie. Pewnie nie spodziewał się, że w takiej sytuacji będzie jeszcze krzyczeć i pyskować. Stanął za nią i rozciął sztyletem liny. Nie omieszkał się przy okazji zadać jej sporo bólu drutami, które paskudnie rozcięły skórę. Spojrzała na swoje czerwone od krwi ręce i pokręciła dla rozluźnienia nadgarstkami. Zacisnęła zęby z bólu.
- Masz – Nott rzucił jej ścierkę nasączoną wyciągiem z czułków szczuroszczeta.
- Najpierw specjalnie zadajesz mi tyle bólu, a teraz niby chcesz mi ulżyć? – warknęła. Rzuciła w niego szmatą i wstała z krzesła.
- Narcyza powiedziała, że mogę zrobić cokolwiek chcę, byle byś tylko zapamiętała, że ze Ślizgonami nie można się zadawać – szepnął cicho, aż się przestraszyła - Przynajmniej nie może ktoś taki jak ty. Nic nie warta szlama. Zachowuj się w towarzystwie lepszych od ciebie – uśmiechnął się ironicznie. Hermiona zdała sobie sprawę, że kiedy ktoś mówił do niej szlama, nie przejmowała się tym. Tylko jeden Ślizgon zadawał jej ból od samego początku. Malfoy. Może to jednak coś znaczyło? Zawsze mówiła, że nie przejmuje się już tym określeniem i rzeczywiście tak było. Bolało tylko wtedy, gdy mówił tak do niej Draco.
Otrząsnęła się z myśli, ponieważ Nott podszedł do niej niebezpiecznie blisko. Widział odrętwienie malujące się na jej twarzy.
- Szczerze to się nie dziwię, dlaczego Draco stracił dla ciebie głowę – oznajmił. Hermiona zdrętwiała. Zimno wypełniło każdy skrawek jej ciała. Wyciągnął sztylet i delikatnie zaczął jeździć po jej szyi. Psychopata – pomyślała Hermiona.
- Nie możesz mnie zabić – powiedziała drżącym głosem. Skarciła się, ponieważ nie chciała pokazywać tego, jak bardzo się boi. Była Gryfonką, ale przecież takie sytuacje, gdzie w każdej chwili może ci się stać coś złego, sprawiają, że strach opanowuje twój umysł.
- Zabić nie, ale skrzywdzić owszem – mówił niezwykle cicho.
- Mówiłeś, że Narcyza kazała się mnie pozbyć, dlaczego?
Zaśmiał się.
- To Draco nic ci jeszcze nie powiedział? – podniósł brwi. Hermiona poczuła ucisk w sercu. Czyżby chodziło o te listy? Czyżby to były listy od matki Dracona, w której mówiła mu, że ma zerwać z nią wszelkie kontakty? A więc dlatego mówił, że wszystko będzie dobrze i nie pozwoli, by ktoś ich rozdzielił. Najwidoczniej nie będzie dobrze. Nie powinien trzymać tego w tajemnicy przed nią. Tutaj chodziło o jej osobę, która przez to była w niebezpieczeństwie.
- Po tym milczeniu uznaję, że nic ci nie powiedział – zgadł z satysfakcją w głosie – Coś mi się wydaje, że Draco nie daruje sobie, jeśli przez niego coś ci się stanie.
Jego głos był przesycony taki jadem, że Hermiona wywnioskowała tylko jedno. Nienawidzili się. Malfoy nigdy jej o tym nie mówił. Myślała, że to tylko wzajemna niechęć, a tutaj chodziło o coś większego. Nagle Nott rozciął materiał jej sweterka na ramieniu. Pisnęła przerażona. Kawałek materiału zsunął się, pokazując kawałek jej stanika.
- Gryfonka staje nam się powoli Ślizgonką – zadrwił Nott widząc jej szmaragdowe ramiączko. Hermionie żołądek zacisnął się ze strachu. Jeśli zamierzał ją skrzywdzić w taki sposób jaki już pojawił się w jej głowie, to walała umrzeć, niż żyć z takim wspomnieniem do końca życia. Rozejrzała się po pokoju. Dostrzegła zegar na zagraconym stoliku. Wskazywał godzinę trzecią w nocy. Tyle była nieprzytomna?
- Co ja Narcyzie zrobiłam? – szepnęła.
- Gdybyś nie kręciła się obok jej syna, szlamo, to nic by ci nie groziło – odparł wrednie.
- Draco jest dorosły i sam może decydować o swoim życiu!
- Draco jest arystokratą, a w starych rodzinach obowiązują zasady – wyjaśnił jej, jakby była małym dzieckiem – Niektórym z nas od początku są już przeznaczone partnerki.
Hermiona zamarła.
- To znaczy…? – urwała.
- Malfoyowi przytrafiła się Astoria – uśmiechnął się ironicznie – Wiedział o tym, ale nic jakoś go nie powstrzymywało, by się zabawić z tobą przez rok szkolny.
- Kłamiesz! – słyszała w swoim głosie tyle bólu, że sama by się tego nie spodziewała. To niemożliwe, by Malfoy bawił się jej uczuciami. Nie wierzyła Nottowi. Draco powtarzał jej, że zrobi wszystko, by byli razem. Teraz zrozumiała, że dawał jej wiarę.
- Jesteś naiwna, szlamo – syknął. Włożył jej sztylet pod ramiączko i je rozciął.
- Przestań – rozkazała, chociaż wiedziała, że to nic nie da.
- Nikt nie powiedział, że arystokraci nie mogą mieć kogoś na boku…
- Nie jestem dziwką! – krzyknęła. Nie wytrzymała i trzasnęła go w twarz. Ledwo to zrobiła już pożałowała swojego czynu. Oczy Notta zwęziły się niebezpiecznie. Przypominał jej trochę Voldemorta. Nie była to pocieszająca myśl. Chłopak popchnął ją mocno. Poleciała na ścianę i osunęła się na podłogę. Podszedł do niej, chcąc ją gwałtownie podnieść, ale ona zręcznie go wyminęła. Podcięła go i chłopak przewrócił się na posadzkę. Wykorzystała sytuację i podbiegła do drzwi. Szarpnęła za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Zaczęła się szarpać. Łzy bezsilności poleciały jej po policzkach. Błagała Merlina w myślach, by jej pomógł. Nagle poczuła jak ktoś łapie ją w pasie i szarpnięciem odciąga od klamki. Krzyczała, wyrywając się i drapiąc. Nott rzucił ją na krzesło i szybko związał jej nadgarstki. Druty na linach jeszcze bardziej pogłębiły jej rany. Obszedł krzesło i stanął naprzeciw niej. Złapał za sztylet i całkowicie rozciął jej sweterek. Hermiona z bezsilności podniosła nogę i kopnęła go z całej siły w krocze.
Nott odsunął się i rzucał pod jej adresem potok obraźliwych wyzwisk. Hermiona cała się trzęsła. Nott wyciągnął różdżkę i wycelował w nią. Grube liny oplotły jej nogi.
- Psy trzeba przywiązywać – kucnął naprzeciw niej. Hermiona obrzucała go nienawistnym spojrzeniem – Wiedziałem, że jest na co popatrzeć – otaksował jej ciało.
- To ty mnie cały czas obserwowałeś? By mnie złapać dla Narcyzy? Czekałeś, aż w końcu będę sama? – warknęła.
- I tak i nie – odparł wymijająco.
- Psychopata – syknęła. Nott zaśmiał się zimno.
- Jeszcze mnie popamiętasz.
Podniósł się i podszedł do drzwi. Otworzył je bez problemu i trzasnął, wychodząc. Hermiona została sama w zimnych lochach. Ciekawe, kiedy ktoś w końcu zauważy jej nieobecność. Miała nadzieję, że Malfoy pojawi się i pomoże jej, ale to były tylko marzenia. Była więźniem w Hogwarcie. Nott wszystko to sobie zaplanował. Narcyza chciała się jej pozbyć, bo zagrażała honorowi rodu Malfoyów. Miała ochotę go przekląć. Dlaczego jej o tym nie powiedział?! Na Merlina przecież razem na pewno by coś wymyślili. Zaczęli znów się ukrywać, by zatuszować ich związek. Przełknęła łzy. Czuła się taka bezsilna. Och, weź się w garść, Hermiono!
            Rozejrzała się dokładnie po pomieszczeniu. Na stole leżało sporo narzędzi. Może coś jej się przydać. Najgorsze były to, że miała skrępowane ręce. Wszystkimi siłami starała się poruszyć krzesłem. Przesunęła się zaledwie dziesięć cali, kiedy usłyszała kroki na korytarzu. Zamarła. Wyobraziła sobie Notta i cała się spięła. Jeśli zauważy, co chciała zrobić…
            Do pokoju wszedł Bill. Po jego minie zauważyła, że bardzo nie chciał tutaj być. Cóż, szczerze mu się nie dziwiła. Chciała się nie odzywać, ale nie wytrzymała.
- Istnieją całkiem porządni Ślizgoni, co? – zironizowała, cytując jego słowa. Popatrzył na nią smutnym wzrokiem.
- Zostałem do tego zmuszony, Hermiono – powiedział. Spojrzała na niego niedowierzając. Na jej twarzy malowała się czysta niechęć.
- Teodor jest moim bratem przyrodnim – oznajmił.
- Jakoś mało mnie to obchodzi – syknęła.
- To on mnie do tego zmusił. Wykorzystał to, że się zaczęłaś kolegować z Carmen…
- A co ona ma do tego?! – krzyknęła. Próbowała wyjąć ręce, ale ostry ból ją odwrócił od tej czynności.
- Carmen jest moją dziewczyną – powiedział. Hermiona zaniemówiła. A więc Carmen jako Gryfonka też chodzi ze Ślizgonem? Świat stoi do góry nogami. Nagle poczuła złość. To znaczy, że Carmen spiskowała przeciw niej?
- Wy wszyscy działaliście przeciw mnie? – warknęła. I jak tutaj ufać ludziom.
- Carmen nie, nie mieszaj jej w to. Powiedziała mi wczoraj, zanim poszła na patrol, że zastąpiłaś ją w oglądaniu nocnego nieba – tłumaczył Bill. Hermiona przyglądała mu się uważnie, jakby chciała odnaleźć cień kłamstwa na jego twarzy.
- A ty powiedziałeś wszystko Nottowi? – zniesmaczyła się.
- Przepraszam, ale on jest starszy…
- A ty masz swój rozum i życie! Nie musisz robić tego, co on ci każe! – krzyknęła. Jak ludzie nie mogą tak myśleć! Obiecała sobie, że zrobi krzywdę Nottowi jak tylko go spotka. I tak nieźle mu już dokopała z czego czuła się dumna.
- On powiedział, że skrzywdzi Carmen, jeśli mu nie pomogę.
- Żmija – oburzyła się Hermiona – Bill, błagam pomóż mi przynajmniej zdjąć więzy z rąk.
Pokręcił przecząco głową. Popatrzyła na niego błagalnym wzrokiem.
- Proszę cię, Bill – szepnęła – Albo podaj mi coś ostrego do rąk, a ja sobie jakoś poradzę. Pomogę ci z Nottem, obiecuję.
Chłopak wyglądał jakby bił się ze swoimi myślami. W końcu z pewnością siebie na twarzy podszedł do stołu, by po chwili przeszukiwać go w celu znalezienia czegoś ostrego. Znalazł złamany gwóźdź. Hermiona ponagliła go ręką. Usłyszeli kroki na korytarzu. Bill wetknął jej gwoździa w rękę i przybrał groźbą minę. Nagle w drzwiach pojawił się Nott. Obrzucił ich czujnym spojrzeniem i kazał wyjść Billowi. Kiedy drzwi za chłopakiem się zamknęły, Hermiona znów poczuła przerażenie.
- Darowałem ci to, co zrobiłaś, szlamo – oznajmił – Masz do wykonania robotę.
            Stanął za nią, by odwiązać jej ręce. Hermiona wcześniej wyrzuciła gwóźdź z ciężkim sercem. Wiedziała, że nie byłoby dobrze, gdyby Nott go dostrzegł. Niestety, kiedy chłopak rozwiązał za pomocą różdżki więzy, dostrzegł coś ostrego pod jej krzesłem. Podniósł to z podłogi i stanął przed nią.
- Skąd to masz? – spytał. Hermiona próbowała przybrać zdumiony wyraz twarzy.
- Nie mam pojęcia, skąd to się tam wzięło – powiedziała.
- Sprytna jesteś, ale mnie nie okłamiesz – warknął. Odrzucił gwóźdź w daleki kąt. Hermiona nagle poczuła ból głowy. Nie! Próbował się dostać do jej myśli i wspomnień. Dziękowała w duszy, że nauczyła się do perfekcji oklumencji. Odpierała ataki od strony chłopaka. W końcu wściekły zaprzestał.
- Przynajmniej jesteś godną przeciwniczką – Hermiona doszukała się w jego głosie pochwały. Wiedział przecież, że ma do czynienia z niezwykle mądrą czarownicą. Hermiona nagle przypomniała sobie o swojej animagii i zdolnościach manualnych. Bała się, że Nott mógł dostrzec ten błysk w jej oczach. Hermiona skoncentrowała się na zdolności animagii. Błagam, błagam, niech mi to coś pomoże.
            Nagle poczuła jak jej mięśnie stają się bardziej twarde. Jak się napinają. Zaczęła lepiej widzieć i wyczuwać odór pomieszczenia. Ucieszyła się, kiedy pomyślała, że może właśnie uda jej się go zaskoczyć i wziąć nogi za pas, ale niestety przeliczyła się.
- Nie próbuj sztuczek z animagią – zadrwił – Rzuciłem na to pomieszczenie i liny parę skomplikowanych zaklęć czaronomagicznych jak i tych dobrych – uśmiechnął się wrednie. Hermiona przeklęła w myślach. Nott machnął różdżką, a krzesło Hermiony podjechało aż pod samo biurko.
- Co mam robić? – spytała, bo pamiętała słowa Ślizgona, że ma robotę do wykonania.
- Napisać list Malfoyowi, że wszystko dobrze, żeby cię nie szukał ani się nie obawiał, bo źle się poczułaś i poleżysz trochę w swoim dormitorium.
- Nie ma mowy! – zaprotestowała. Parę kosmyków osunęło się jej na twarz. Zdmuchnęła je gniewnie.
- Zrobisz to, co mówię, jasne?! – krzyknął. Wcisnął jej pióro w ręce i dał pergamin. Hermiona ledwo zaczęła pisać, a na pergaminie pojawiła się jej własna krew z nadgarstka. Próbowała nic nie mówić. Może jak Malfoy zobaczy plamy krwi to domyśli się, że jest w niebezpieczeństwie. Spojrzała na zegarek. Było parę minut po czwartej.
- Daj ręce – rozkazał jej nagle Nott. Szarpnął nią. Wziął jej rękę i, co ją wprawiło w szok, delikatnie zaczął wycierać jej rany wyciągiem ze szczuroszczeta. Przyjemny dreszcz przebiegł po jej ciele, kiedy dotknął jej drugiej ręki. Przeraziła się. Dlaczego tak reagowała na dotyk tego sadysty?!
- Bierz się do roboty – oznajmił, kiedy skończył bandażować jej rany. Hermiona lekko otumaniona napisała krótki liścik. Wiedziała, że nie ma sensu ukrywać tam żadnych tajnych wiadomości. To by jej nic nie dało. Nott był niezwykle mądrym uczniem. Najmądrzejszym w Slytherinie.
            Wziął od niej skończony list i go przeczytał.
- Masz szczęście, że nic nie kombinowałaś, szlamo – schował do kieszeni spodni zwitek pergaminu.
- Swoją drogą ciekawe jak zareaguje Pansy jak się dowie, że jest mi przeznaczona…
- CO?! – krzyknęła Hermiona robiąc wielkie oczy. Pansy i Teodor razem?! To jakiś żart, biedna Pansy. Być z takim sadystą i psychopatą. Musi jej powiedzieć jak tylko wyjdzie z tego cała. Wiedziała, że Pansy nie da sobie tak w kaszę dmuchać. Była stanowcza i sama kierowała własnym życiem (chociaż można i powiedzieć, że lubiła kierować innymi). Na pewno nie będzie chciała wyjść za kogoś takiego jak Nott. Hermiona pomyślała o Astorii Greengrass. Jej to pewnie bardzo na rękę, że ma przypisanego takiego Malfoya.
- Też nie jestem z tego zadowolony – odparł Nott – Nie jest w moim typie, ale… – popatrzył na nią z wrednym uśmiechem – Możesz sobie zapamiętać, że z chęcią będę chciał mieć kogoś na boku.
- Nigdy – syknęła – Powiedziałam ci już, co na ten temat uważam.
Szarpnął ją za ramiona i podniósł z krzesła. Był od niej o wiele wyższy. Wyższy nawet niż Malfoy. Hermiona zaczęła szybko oddychać. Miała ochotę go odepchnąć, bo był zdecydowanie za blisko niej. Nie przejmowałaby się tak tym, gdyby nie to, że niekorzystnie na nią wpływał. Spojrzała mu prosto w oczy.
- Jesteś tylko szlamą, która nie ma nic do gadania – przypomniał jej – Jeśli będę coś chciał, to dostanę to jak najszybciej.
- Słyszałam to już od Malfoya – warknęła.
- On jest słaby – syknął Nott – Jeszcze cię zrani, bo nie będzie miał odwagi sprzeciwić się matce.
Jego głos był bardzo przekonujący. Mówił tak, jakby już o tym wiedział. Jakby wiedział, co może się stać w najbliższej przyszłości. Nie podobało jej się to. Ale czy rzeczywiście Malfoy znajdzie w sobie tyle siły, by sprzeciwić się matce? Gorzej by było, gdyby miał też do czynienia z Lucjuszem. Przecież Narcyza też nie była z nim zbytnio szczęśliwa. Może zrozumie decyzję syna i ważniejsze będzie dla niej jego szczęście.
- Draco jest większym facetem od ciebie, więc na pewno da sobie radę. Nie musisz się martwić – odpyskowała. Nott uśmiechnął się złośliwie.
- Och, nie, ja się nie martwię. W końcu dzięki jego wyborom może jeszcze trafisz w moje ręce.
Hermiona popatrzyła na niego jak na najbardziej obślizgłego gada. Co on sobie wyobrażał?
- Przecież jestem szlamą, a ty nie tykasz szlamu – próbowała podejść go z tej strony.
- Jeśli chodzi o kochankę, to raczej mniej ważne – odparł, wiedząc, o co jej chodzi.
- Ty bezczelna żmijo! – wzięła głęboki oddech. Poprawiła swoje falowane włosy, które opadły jej na twarz i ramiona. Pisnęła cicho, ponieważ Nott popchnął ją na ścianę. Dobył swojego ostrza i przeciął jej drugie ramiączko. Hermiona z przerażeniem zacisnęła ramiona, by udaremnić stanikowi zsunięcie się. I tak miał jeszcze zapinkę z tyłu, ale nie czuła się bezpieczna. Miała ochotę uderzyć Notta, wygarnąć mu i zrobić krzywdę, ale najzwyczajniej w świecie się bała. Nagle Nott przejechał jej delikatnie sztyletem po piersiach. Nachylił się i pocałował w szyję.
- Nie! – odepchnęła go z całej siły od siebie – Nie waż się mnie dotykać ty psychopato!
Nott tylko się zaśmiał i podszedł do drzwi. Zanim wyszedł odwrócił się do niej i powiedział.
- Ubierz się lepiej, ty brudna szlamo, bo jeszcze sobie coś pomyślę.
Trzasnął głośno, aż się wzdrygnęła. Popatrzyła na swój biust. Widniała na nim całkiem długa, zaróżowiona kreska. Osunęła się po ścianie i ukryła twarz w dłoniach. Jak mogło do tego w ogóle dojść. Obiecała sobie, że Nott jej za to zapłaci. Nikt nie miał prawa jej tak traktować. W końcu jej głośny szloch ucichł. Zegarek wskazywał piątą. Dziewczyna zasnęła.

Rano Draco obudził się wypoczęty i gotowy na śniadanie i lekcje. Odwrócił się, gotów zobaczyć Hermionę, ale nie było jej. Miejsce, na którym zawsze spała było starannie pościelone. Dokładnie tak samo jak wczoraj, kiedy kładł się spać. Zaniepokoił się. Wstał i rozejrzał się po pokoju. Wszystko było dokładnie takie samo jak wtedy, kiedy Hermiona wychodziła. Żadnych śladów jej obecności. Nagle dostrzegł na biurku kartkę. Zapamiętał, że jej tam nie było. Podszedł i przeczytał liścik.

Draco, nie wracam na noc. Nie masz co się obawiać, nocowałam u Luny. Była niezła zabawa, ale trochę za bardzo balowałyśmy. Nie czuję się za dobrze, więc Luna udostępniła mi swój pokój. Jak coś jestem u Krukonów. Nie będzie mnie na zajęciach.

Hermiona

Draco zmarszczył brwi. Szkoda, że mu wcześniej o tym nie powiedziała, że idzie na babski wieczór do Lovegood. No, ale przecież mogła sobie robić co chciała z przyjaciółkami. Nawet ona ma prawo trochę się upić i mieć kaca. No, ale żeby tak od razu nie iść na zajęcia? Upijanie się i nie przychodzenie do szkoły nie było do niej podobne. Najwidoczniej kiedyś musiało to się zdarzyć. Miał nadzieję zobaczyć ją przynajmniej na jakimś posiłku i dzisiaj wieczorem. Ubrał się i ogarnął. Zamknął dormitorium Hermiony i za pomocą proszku Fiuu, teleportował się do swojego dormitorium, by spakować książki na lekcje. Wyszedł z dormitorium. W Pokoju Wspólnym nie było nikogo. Tylko jedna, drobna, czarnowłosa osóbka siedziała w kącie. Draco ją rozpoznał. To była jego przyjaciółka, Pansy. Podszedł do niej i zdziwił się, widząc ją całą zapłakaną.
- Hej, Pan, co się stało? – spytał, siadając obok niej. Dziewczyna zakrztusiła się łzami. Podała mu zwitek pergaminu. Wziął go i szybko przeczytał. Było tam zaledwie parę słów, ale wiedział już, dlaczego Pansy jest taka załamana. Miała taką samą sytuację jak on. Miała już wybranego partnera życiowego. Współczuł jej z całego serca. Nienawidził tego kolesia. Jeśli zrobi jej krzywdę w przyszłości… Tak, Teodor Nott jeszcze go zapamięta.

~~~~~~~~~~~~~~~
 No i jest :D Wiem, że trochę się porobiło, ale wszystko się rozwiąże w swoim czasie. Krótszym, dłuższym, nieważne. Rozwiąże się. Mam nadzieję, że rozdział jest dobry i nie zwaliłam go. Wczoraj byłam w kinie na Bling Ring. Cóż, szczerze to spodziewałam się czegoś lepszego, ale czego się nie robi dla zobaczenia genialnej Emmy w takiej roli *.*
Kto z Was zrobił już sobie wakacje? ;) 
Pozdrawiam
Sheireen ♥

środa, 19 czerwca 2013

Chłód Ostrza



Tygodnie mijały bardzo szybko. Na ogołoconych gałęziach drzew zaczęły się pojawiać pierwsze listki. Ptaki zbudziły się do życia i coraz bardziej dawały o sobie znać wczesnym rankiem. Pierwsze promienie słoneczne wyjrzały zza gór i oświetliły mury zamku. Światło dostało się przez szyby okien i zaczęło ogrzewać młodą twarzyczkę pewnej brązowowłosej osóbki. Hermiona otworzyła oczy, ale natychmiast je zamknęła, by chronić się przed niezwykle jasnym słońcem. Podniosła się do pozycji siedzącej i przetarła oczy. Przeciągnęła się z rozkoszą. Była całkowicie wyspana. Rozejrzała się po pokoju. Na podłodze leżała kołdra i większość poduszek. Wstała i powolnym krokiem podeszła do okna, by wpuścić do dormitorium świeżego powietrza. Odwróciła się i spojrzała w stronę łóżka, na którym grzecznie spał Malfoy. Wywróciła oczami, ale się uśmiechnęła. Odkąd chodzili razem Draco nie opuszczał jej na krok. Nawet z nią spał. To było urocze, ale czasami stawało się nieznośne. W końcu żeby aż wchodzić do łóżka i spać z nią? A co ona miała niby gdzieś mu zwiać? Jakby go wyprosiła, to wcale by się nie zdziwiła jakby spał pod jej drzwiami. Poszła do łazienki i skorzystała z porannej toalety. Nałożyła na siebie zwykłą, białą bluzkę na ramiączkach i wysoką spódniczkę w kwiecisty wzór. Włosy związała w wysokiego kucyka i wypuściła parę pasemek. Wiosna natchnęła ją powiewem świeżości. Hermiona od czasu, kiedy zaczęła chodzić z Draconem, wręcz tryskała radością. Wyglądała bardzo kwitnąco, a nawet jej oceny stały się lepsze na tyle, że z każdej pracy dostawała ”Wybitny”. Malfoy również wyglądał na szczęśliwego, ale Hermiona wiedziała, że coś go trapi. Zawsze, gdy wchodziła do pomieszczenia, w którym się znajdywał podrywał głowę i uśmiechał się dopiero wtedy, gdy ją zobaczył. Chciała poruszyć ten temat, ale spławił ją i kazał o to nie pytać. Powiedział, że to jego problem i sam go rozwiąże. Zawsze stawał się wtedy taki czuły i powtarzał jej, że wszystko będzie dobrze. Zaczynało ją to coraz bardziej zastanawiać. Przecież nie była głupia i zdawała sobie sprawę z tego, że te listy, które dostawał muszą dotyczyć jej osoby. Nie była jednak wścibska i nie miała ochoty czytać jego korespondencji bez jego wiedzy. Jeśli będzie jej chciał o tym powiedzieć, to w końcu powie. Miała taką nadzieję. Skończyła malować rzęsy i wyszła z łazienki. Spojrzała na zegarek. Dochodziła dopiero ósma. Było bardzo wcześnie, ale zamierzała się przejść. Szybko napisała karteczkę dla Malfoya, by nie wpadł w paranoję, gdy zobaczy, że jej nie ma. Zachichotała na samą myśl o Malfoyu zastanawiającego się, gdzie jest i szukającego jej po całej szkole. Przyczepiła karteczkę do lusterka, mając nadzieję, że blondyn ją zauważy i wyszła, cichutko zamykając za sobą drzwi. Pokój Wspólny był prawie pusty. Zdziwił ją widok aż pięciu osób siedzących o tej porze i rozmawiających po cichu. Niedługo pewnie będą się zbierać na śniadanie. Hermiona skręciła w korytarz, gdzie mieściło się dormitorium dziewcząt z siódmego roku. Otworzyła cichutko drzwi. Pokój w odcieniach czerwieni, oświetlony ciepłymi promieniami słońca wyglądał jakby stał w płomieniach. Poczuła ucisk w sercu. Tak dawno nie spała w tym dormitorium. Jej dwie przyjaciółki leżały obok siebie na dwóch, złączonych łóżkach. Po podłodze walały się jakieś ubrania, poduszki. Na stolikach leżały przekąski i napoje. W pościeli porozwalane były lakiery i kosmetyki. Najwidoczniej zrobiły sobie tutaj niezłą noc. Przypomniała sobie, że ją na nią zapraszały. Miała też być Luna i, o dziwo, Pansy, która ostatnio zaczęła się z nimi kolegować. Hermiona nie skorzystała z zaproszenia, bo musiała się uczyć. Ostatnio przez Malfoya dostała Powyżej Oczekiwań ze sprawdzianu z OPCM. Wiadomo, to nie była zła ocena, ale ona przecież powinna dostać W! Pamiętała, że zrobiła wtedy Malfoyowi wykład na temat, że odciąga ją od nauki. Uśmiechnął się wrednie i zamknął usta pocałunkiem. Tym zawsze ją przekonywał. Starała się przed tym bronić, ale był zbyt przekonujący. Nagle Ginny drgnęła i się zbudziła. Jej włosy sterczały pod naprawdę dziwnymi kątami. Hermiona nie powstrzymała się i zaśmiała.
- Wyglądasz komicznie – skomentowała wygląd Rudej. Ta popatrzyła na nią nieobecnym wzrokiem i spojrzała w stronę lustra. Gdy tylko zobaczyła swoje odbicie, aż krzyknęła, tym samym budząc Clemense. Blondynka z gracją godną damy dworu zakryła usta przy delikatnym śmiechu. Ginny zerwała się i podbiegła do lustra.
- Co z nimi do cholery jest?! – krzyknęła rozpaczliwie przygładzając swoje włosy, które nieposłusznie unosiły się pod dziwnymi kątami. Wyglądała jakby ją walnął piorun. Hermiona złapała się za brzuch i powstrzymała śmiech. Podeszła do Ginny i wyjęła różdżkę. Próbowała wszystkiego. Nic z tego. Ginny zrezygnowana usiadła na łóżku podczas gdy Clemense ubierała jakąś błękitną, zwiewną sukienkę, idealnie pasującą do jej urody.
- I jak ja wyjdę do ludzi? – westchnęła Ginny.
- Nie marudź. Lepiej powiedz mi, co wczoraj z nimi robiłaś – odparła Hermiona i usiadła na łóżku naprzeciw przyjaciółki.
- Nic specjalnego. Siedziałyśmy z dziewczynami i gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Właśnie, żałuj, że cię nie było…
- Uczyłam się – wpadła jej w słowo Hermiona. Ginny nie zwróciła na to uwagi. Nagle odezwała się wila.
- Ginny, czy ty brałaś wczoraj tę odżywkę do włosów, którą dała ci Pansy? – popatrzyła na nią podejrzliwie. Ginny kiwnęła głową i w ułamku sekundy zdrętwiała. Zerwała się z łóżka i w ekspresowym tempie wpadła do łazienki, by po chwili wyleźć z niej cała ubrana. Przez ten czas ciągle wykrzykiwała obraźliwe rzeczy na Pansy.
- Ja jej dam taki żart! Jeszcze tego pożałuje jak się na niej odegram to nie będzie fajnie – gadała jak najęta. Spięła włosy w kucyka, który choć trochę ukrywał dziwne włosy Rudej. Nagle usłyszały krzyki dobiegające zza drzwi. Hermiona opuściła szybko z dziewczynami pokój i wyjrzały na zewnątrz, chcąc się przekonać, kto z Gryfonów tak głośno kłóci się o tej porze. Nogi się pod nią ugięły, kiedy zdała sobie sprawę, że krzyki dobiegają z jej prywatnego dormitorium. Pobiegła w tamtą stronę, a Ginny z Clemense za nią. Drzwi do jej pokoju były otwarte. Stał w nich Malfoy, nonszalancko opierając się o framugę, a przed nim rozwścieczony Ron. Hermiona obrzuciła ich bacznym spojrzeniem. Malfoy miał na sobie tylko czarne, długie spodnie i narzuconą koszulę, która była rozpięta. Uśmiechnęłaby się na ten widok, gdyby nie to, że miała przed sobą do rozwiązania pewien konflikt.
- Hej, hej, co się tutaj dzieje?! – spytała. Malfoy mrugnął do niej z szelmowskim uśmieszkiem, a Ron cały czerwony na twarzy zwrócił się w jej stronę. Obrzucił ją szybkim spojrzeniem i po chwili ponownie rzucił się na Malfoya z krzykiem.
- Przebrzydły kłamca!
- Zamknij się, Weasley, bo obudzisz cały dom – skomentował Draco.
- To jest mój dom, a nie twój, Malfoy.
- Och, no tak rzeczywiście – zakpił Malfoy – Przecież tego, gdzie mieszka twoja rodzina nie można nazwać domem.
- DOŚĆ – syknęła Hermiona i wepchnęła Malfoya do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Usłyszała tylko cichy śmiech Ślizgona, który najwidoczniej miał niezły ubaw z całej tej sytuacji. Natknęła się na brązowe oczy Rona.
- Co ty wyprawiasz, Hermiono? – powiedział cicho – Przychodzę do ciebie, pukam, a tutaj otwiera mi półnagi Ślizgon, na dodatek Malfoy i mówi, że zaraz będziesz, bo musisz się ubrać.
Hermiona z niedowierzaniem słuchała jego słów. Zdziwiło ją wypowiedź Malfoya, ale miała ochotę się roześmiać. Draco robił wszystko, by zdenerwować Rona. Cóż, widziała jak w Ronie się gotuje. Od samego początku nie mógł zaakceptować jej związku z Malfoyem.
- Do twojej wiadomości, Ron, to nie jest tak jak myślisz. Przecież mnie znasz i znasz Malfoya. On chciał cię zdenerwować i udało mu się… Swoją drogą po co do mnie przychodziłeś o takiej porze? – dodała na koniec. Ron trochę ochłonął, słysząc jej słowa. Wierzył jej. Wiedziała to.
- Spotkałem na korytarzu Notta, który źle się na twój temat wypowiadał – oznajmił Ron.
- Och, Ron, serio? Prawie każdy Ślizgon w tym zamku uważa mnie za szlamę. Zdążyłam się przyzwyczaić… - zaczęła, ale jej przerwał.
- Tutaj nie chodziło o takie wyzywanie, Miona – szepnął, jakby bojąc się, że ktoś może usłyszeć, mimo tego, że Ginny i Clemense dawno już poszły, by odnaleźć na śniadaniu Pansy Parkinson. Hermiona zmarszczyła brwi, słysząc jego słowa.
- Co masz na myśli?
- Teodor mówił, że jesteś tylko naiwną zabawką i szlamowatą szmatą w rękach Malfoya…
- Ron, przestań! – przerwała mu Hermiona stanowczo. Nie wiedziała, czy ma mu wierzyć, ale nie chciała tego słuchać. Samo to, że wypowiedziane przez Notta słowa mogą być prawdą były nie do zniesienia. Ale to było niemożliwe. Była z Malfoyem ponad dwa tygodnie. Codziennie spędzali ze sobą dużo czasu. Codziennie mówił jej, że wszystko będzie dobrze i nic i nie zaszkodzi, a teraz niby słyszy takie coś. Przecież Malfoy najdłużej był w związku tydzień. Wierzyła mu i nie miała podstaw, by tego nie robić. Wiele razy udowodnił, że jest godny jej zaufania.
- Hermiono, nie mów, że ciebie to nie interesuje – nalegał Ron.
- Nawet jeśli to mój wybór. Jeśli będę w przyszłości cierpieć to tylko i wyłącznie moja wina, bo to ja mogłam podjąć złą decyzję. Mogłam, nie oznacza, że podjęłam. Malfoy wcale nie jest taki zły, na jakiego wygląda. Wierz mi, Ron – powiedziała cicho. Rudzielec posmutniał na twarzy.
- Wierzę ci, Hermiono, ale jemu za nic – odparł ponuro. Hermiona uśmiechnęła się delikatnie.
- Nie martw się o nie, jestem dorosła – uścisnęła go krótko – Spotkamy się na śniadaniu.
I nic więcej nie mówiąc weszła do swojego dormitorium. Pierwsze, co zauważyła to Malfoy leżący z książką w ręce na nienagannie pościelonym łóżku. Jego szara koszula była już zapięta.
- Ciekawe pisemko, Granger – uśmiechnął się ironicznie i spojrzał na nią rozbawionymi, szarymi oczami. Hermiona przyjrzała się gazecie i aż się zadławiła. Ruszyła w stronę Malfoya z zamiarem zabrania od niego kolorowego magazynu. To nie było żadne, czarodziejskie pisemko, ale mugolski magazyn dla kobiet.
- Oddaj to – próbowała wyrwać Malfoyowi gazetę z rąk, ale ten skutecznie unikał jej ciosów.
- Co my tu mamy, popatrzmy „Jak uwieść faceta” i „Zaskocz go na 30 sposobów tej nocy”. – zagwizdał – Ty się nawet takich rzeczy uczysz z magazynów?
- Nie twoja sprawa! – Hermiona była cała czerwona – Oddaj to, bo nie ręczę za siebie!
Malfoy się roześmiał.
- W porządku, możemy spróbować dzisiaj w nocy tych 30 sposobów, zobaczymy, czy wykułaś to bardzo dokładnie tak jak daty na historię magii – zażartował.
- Draco! – oburzyła się. Rumieńce na jej policzkach przybrały już kolor dojrzałej wiśni – Jesteś niewyżyty – stwierdziła.
- I kto to mówi – odpyskował jej – To nie ja mam takie gazetki w szafce nocnej.
- Chodziło tutaj o ciuchy, jakie można kupić w mugolskich sklepach – upierała się Hermiona, łapiąc go za rękę, ale ten zręcznie przerzucił gazetkę do drugiej. Straciła równowagę i upadła na łóżko. Odrzucił gazetkę na szafkę i przyciągnął Gryfonkę do siebie.
- Uczysz się takich rzeczy z gazet? – niedowierzał. Wywróciła oczyma.
- Malfoy, ty chyba nie wierzysz w moje możliwości – odgryzła się. Podniósł brwi ze zdziwienia, ale uśmiechnął się szelmowsko.
- Pokażesz mi? – zażartował, starając się nadać swojemu głosowi poważny ton. Efekt gwarantowany. Hermiona znów się zmieszała i zaczerwieniła.
- Jestem głodna – zmieniła temat i wyrwała się z jego objęć – Chodźmy do Wielkiej Sali na śniadanie.
Draco wciąż z uśmiechem na twarzy wstał z łóżka i, łącząc swoją rękę z ręką Hermiony, wyszedł na korytarz. W pokoju nikogo nie było, więc śmiało mógł tędy wyjść bez obaw, że zostanie zauważony. Hermiona zamknęła swoje dormitorium i ruszyli po schodach na dół. Nagle dała Malfoyowi kuksańca w bok.
- Ałć, za co?! – złapał się za żebra, bo cios dziewczyny był na serio mocny. Uśmiechnęła się wrednie.
- Nigdy więcej nie waż się przeglądać moich rzeczy – skomentowała i z podniesioną głową i satysfakcją na twarzy podeszła do stołu Gryfonów.

Sobota minęła jej bardzo przyjemnie. Malfoy oczywiście wciąż sobie żartował z pisemka, które znalazł w jej szafce nocnej i był irytujący, ale dało się to przeżyć. Rozmawiała dużo z Carmen, dziewczyną o karmelowych włosach z szóstego roku. Znalazły ze sobą sporo nowych tematów, a najgłówniejszym z nich było odkrywanie nowych roślin o różnych fazach księżyca. Przesiadywały wspólnie w bibliotece i czytały o mitycznych roślinach. Hermiona czytając „mityczne” wiedziała, że takich roślin nie ma i są po prostu zmyślone, ale Carmen bardzo zależało na odnalezieniu magicznego Mniszka Lekarskiego, dzięki któremu można było się unosić niczym dmuchawce na wietrze. Siedziały właśnie w bibliotece tym razem rozmawiając o swoim życiu. Carmen okazała się dorastać w rodzinie mugolskiej jako wybitna uczennica, w ogóle nie mająca świadomości swojego pochodzenia. Kiedy dowiedziała się prawdy uznała, że to jakiś głupi żart i dopiero sam profesor Dumbledore musiał się pojawić w jej domu, by uwierzyła, że magia istnieje. Carmen była chyba jedyną dziewczyną (poza samą Hermioną oczywiście), która jako czarodziejka uczyła się również przedmiotów występujących w szkole mugolskiej, czyli matematyki, biologii, fizyki i chemii. Obydwie uważały, że taka wiedza z mugolskiego świata może się naprawdę przydać nawet w świecie czarodziejów. Hermiona poczuła czyjś wzrok na plecach i się odwróciła. Nikogo jednak nie zobaczyła. Znów ją to zaniepokoiła. Od jakiegoś tygodnia ciągle czuła na sobie czyjś wzrok i nie mogła dostrzec, kto ją obserwuje. Oczywiście starała się wmówić, że to tylko jej wyobraźnia i nic takiego się nie dzieje, ale zawsze, gdy była sama nie mogła się pozbyć tego uczucia. Biblioteka była jednak całkowicie pusta, nie licząc ich samych. A jednak Hermionie wciąż zdawało się, że ktoś na nią patrzy. Jakby regały i te wszystkie książki miały oczy. Potrząsnęła głową i wróciła do rozmowy z nowo poznaną Carmen. Ostatnio coraz więcej czasu z nią spędzała. Przesiadując w bibliotece szukała też przepisu na eliksir dla Ginny. Szperała prawie we wszystkich Księgach Zakazanych, ale wciąż nie trafiła na jego ślad. Ale przecież musieli z Malfoyem zrobić ten eliksir zanim skończą szkołę. Ginny rzadko kiedy widywała, bo Ruda wciąż przesiadywała z Blaisem lub Parkinson. Nie miała jej tego za złe, ale odczuwała brak przyjaciółki. Odkąd Ginny zemściła się na Pansy za magiczną odżywkę do włosów cały czas robiły sobie żarty, o których huczało w szkole. Hermiona bała się osłabić tę cenną dla niej więź z przyjaciółką, ale sama nie miała zbytnio czasu. Postanowiła sobie, że kiedy szkoła się skończy poświęci przyjaciółce większość swojego czasu. Zamierzały razem wynająć jakieś małe mieszkanie i w nim zamieszkać, bo Ginny chciała wynieść się od rodziców i utrzymywać się samodzielnie. Doceniała jej decyzję.
- Hermiono, mam prośbę – powiedziała Carmen.
- O co chodzi? – spytała, zamykając książkę od numerologii i kończąc swoją pracę domową.
- Ja mam dzisiaj dyżur jako prefekt i nie będę w stanie udać się w nocy na obserwację faz księżyca – oznajmiła – Chciałam się spytać, czy nie mogłabyś dzisiaj w nocy udać się na wieżę astronomiczną i…
- Chodzenie tam w nocy jest zakazane – wtrąciła Hermiona. Carmen zrobiła błagającą minę.
- Och, Hermiono tylko dzisiaj, obiecuję, że nigdy więcej cię o to nie poproszę.
Hermiona starała się zrobić stanowczą minę, ale spojrzenie piwnych, błagających oczu dziewczyny zbiło ją z nóg.
- No dobrze, ale tylko ten jeden raz – zgodziła się Hermiona i związała włosy w szybkiego warkocza, bo wpadały jej do oczu. Carmen uśmiechnęła się i wrzuciła swoje książki do torby.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję – mówiła raz po raz i przytuliła szybko Hermionę, która mile się zdziwiła. Carmen zawsze we wszystkim była taka szczera i naturalna. Miała bzika na punkcie patrolowania nocnego nieba, ale i tak Hermiona bardzo przywiązała się do tej dziewczyny. W końcu starała się bardziej ufać ludziom i dopuszczać ich do siebie. Nie chciała mieć wiecznie wokół siebie tej bariery, przez którą żadna nieznana jej osoba nie może się przedostać. Spakowała swoje książki to torby i razem z Carmen wyszły z biblioteki.

- Nie powinnaś iść tam sama – burknął Malfoy słysząc jej słowa. Hermiona tylko potrząsnęła głową i się uśmiechnęła.
- Nie spędzę przecież wieczności na tej wieży – oznajmiła – Na pewno beze mnie przeżyjesz.
Chłopak wciąż wydawał się niezbyt zadowolony tym faktem.
- Nie podoba mi się to… - zaczął.
- Och, przestań! – warknęła. Obrzuciła go wściekłym spojrzeniem – Wszędzie byś za mną chodził i nie opuszczasz mnie na krok. Może niedługo wejdziesz mi pod prysznic tak samo jak wlazłeś mi do łóżka?!
- Bardzo chętnie – uśmiechnął się perfidnie, a Hermiona odwróciła się wściekła. Miała ochotę wygarnąć mu wszystko to, co jej od pewnego czasu przeszkadzało. Zaczęła chodzić wściekła po pokoju.
- Malfoy, czy ty nie możesz przyswoić wiadomości w tym twoim pustym łbie, że ja potrzebuję prywatności w swoim pokoju? – popatrzyła na niego z furią. Przechodząc obok łóżka usiadła na nim dość gwałtownie i wbiła w niego wściekłe spojrzenie.
- Granger, nie przesadzaj i tak nie spędzamy ze sobą wiele czasu, bo ja przesiaduje z Blaisem, a ty z tą całą Carmen, czy jak jej tam – zaczął się tłumaczyć Draco.
- Ale z nią mogę siedzieć jakąś godzinę, a ty mi siedzisz na głowie kolejne 23 godziny!
- O przepraszam, ostatnio siedziałaś z nią prawie cały dzień!
- Należy mi się odpoczynek od ciebie! – krzyknęła i założyła ręce na piersiach. Rozjuszona wzięła gwałtownie pierwszą, lepszą książkę i zaczęła wertować jej pierwszą stronę. Musiała się uspokoić. Teraz była zdenerwowana, bo cały czas chciał być obok niej, mówił jej, co jest złe, a dobre, ale przecież ogólnie nie przeszkadzała jej jego obecność, a nawet bardzo ją lubiła, ale tego była zdecydowanie za wiele! Poczuła jak Malfoy siada obok niej.
- Co się tak pieklisz? Było mi powiedzieć, że nie chcesz mnie tutaj widzieć, a nie teraz się drzesz – skomentował jej zachowanie. Westchnęła i odłożyła książkę.
- To nie tak – odparła – Przepraszam, za ten wybuch, po prostu już nie wytrzymywałam. Nie denerwuje mnie twoja obecność, ale… - zawahała się tutaj. Draco dostrzegł jej niezdecydowanie.
- Ale, co? – dopytywał się. Musiał się dowiedzieć, co trapi jego dziewczynę.
- Draco, jest coś, o czym ci nie powiedziałam – Hermiona nerwowo zaczęła się bawić pierścionkiem jaki jej podarował. Zdejmowała go i nakładała na palec, zagryzając wargę. Zawsze tak robiła, gdy myślała lub była zdenerwowana. Draco czekał cierpliwie, aż się zdecyduje i mu to wyjawi.
- Od około tygodnia wydaje mi się, że ktoś cały czas mnie obserwuje – wyznała – Nie wiem, może to jakaś moja chora wyobraźnia, może uznasz, że histeryzuje, ale ja naprawdę nie czuję się z tym komfortowo. Najgorsze jest to, że nie mam pojęcia, kto to. Często tak się zdarza w bibliotece, ale przecież tam nikogo wtedy nie było – zakończyła dość żałosnym tonem. Draco zmarszczył brwi. Wierzył jej. Na pewno jej się nie wydawało. Było to niepokojące. Dlaczego ktoś miałby czyhać na Granger? I kim był ten ktoś? Nie podobało mu się to.
- Teraz jestem całkowicie pewny, że nie mogę cię puścić samej na wieżę astronomiczną – powiedział – Musimy coś z tym zrobić, Hermiono, nie pozwolę, byś była podglądana przez jakiegoś zboczeńca.
- Przesadzasz – wywróciła oczami – Mówiłam, to może być tylko moja wyobraźnia – próbowała jakoś się tłumaczyć. Położyła się na łóżku i podłożyła miękką, czerwoną poduszkę pod głowę. Najchętniej poszłaby spać, ale musiała jeszcze iść poobserwować niebo dzisiejszej nocy. Przecież obiecała Carmen to zrobić, a nie mogła złamać obietnicy. Zresztą to tylko jakieś pół godzinki, najwyżej cała godzina i jest z powrotem.
- Lecę – oznajmiła i podniosła się szybko z wygodnego łóżka, które przyciągało ją jak magnez. Nie teraz – pomyślała. Zapakowała swój teleskop, pergamin i pióro oraz książkę o mitycznych roślinach. Spojrzała na Malfoya, który miał kwaśną minę. Wiedziała, że ten cały pomysł wydaje mu się absurdalny i głupi, zwłaszcza teraz, kiedy powiedziała mu, że ktoś ją obserwuje, ale uśmiechnęła się. Podeszła do niego i pocałowała krótko w usta.
- Nie bądź zły – odparła. Wstał i na chwilę przytulił ją do siebie.
- Wracaj szybko – pocałował ją – Bo zajmę lepszą część łóżka i większość poduszek dla siebie – zażartował. Uśmiechnęła się pokazując rząd ładnych ząbków.
- Nie odchodzę na zawsze – oznajmiła i wyswobodziła się z jego ścisku. Podeszła do drzwi i otworzyła je. Przed wyjściem z pokoju zahaczyła jeszcze o pokój chłopców. Poprosiła Harry’ego o jego pelerynę niewidkę, bo nie chciała, by ktoś z nauczycieli zauważył ją o tej porze w zakazanym miejscu. Czarnowłosy bez pytań pożyczył jej pelerynę i Hermiona wyszła z Wieży Gryffindoru prosto w ciemne korytarze Hogwartu.

Kiedy dotarła w końcu na wieżę miała ochotę wycałować pelerynę niewidkę. Bardzo jej się przydała. Minęła po drodze dwóch nauczycieli i panią Norris. Czerwonooka kotka gapiła się na nią jak spetryfikowana i miauczała gniewnie, co ściągnęło na korytarz Filcha. Nie mógł jej jednak zobaczyć, więc dziewczyna z wstrzymanym oddechem przemknęła jak najdalej niego i ruszyła schodami w stronę wieży. Zrzuciła z siebie płaszcz i schowała do torby. Wyjęła z niej teleskop i pozostałe przyrządy. Rozłożyła teleskop i spojrzała w niego. Księżyc był dopiero w pierwszym cyklu rozwojowym. Było bardzo zimno. Wiatr smagał jej policzki i ramiona, które mimo iż były pod swetrem, pokryły się gęsią skórką. Przedmioty na wieży rzucały straszne cienie, a z Lasu dobiegały ciche, nieprzyjazne odgłosy. Zdała sobie sprawę, że z takiej wysokości zleciał Dumbledore, kiedy go zabito. Wzdrygnęła się, widząc odległość jaka ją dzieliła od ziemi. Odgoniła od siebie myśli i wróciła do czytania rozdziału. Następnie nakreśliła na pergaminie cykl księżycowy i napisała parę notatek. Księżyc bardziej oświetlał zachodnią część błoni, więc było znaczne prawdopodobieństwo, że w tamtą stronę powinna szukać mitycznego kwiatu. Zamknęła oczy, próbując skupić się na wróżbiarstwie. Chciała dostać jakiejś wizji, która pomogłaby jej odszukać roślinę. Wiedziała, że to bzdura, ale obiecała jej przyjaciółce i posuwała się nawet do czegoś takiego bezsensownego jak wróżbiarstwo. Teraz, kiedy żadna wizja nie nasuwała jej się na oczy, zaczynała żałować, że nie przykładała się tak do tego przedmiotu i z niego zrezygnowała. Powinna to jakoś nadrobić. Otworzyła oczy. Poczuła świerzbienie na karku i zaniepokojona odwróciła się. Nie zauważyła nic poza paroma starymi teleskopami i układem słonecznym. Zmarszczyła brwi i nakreśliła parę nowych notatek na pergaminie. Spojrzała w teleskop i zamknęła znów oczy. Przez chwilę zauważyła jak coś zaczyna pojawiać się przed jej oczyma. Jakieś zamazane widoki, które układały się w całość. Lśniące w księżycowym świetle jezioro, dużo wierzb i cudowny, świeży zapach. Była zachwycona widokiem. Zaparło jej dech w piersiach. Miała już zapisać wszystko, co zobaczyła, kiedy poczuła chłód na swojej szyi. Rozpoznała to uczucie. Ktoś przystawił jej sztylet do ciała. Jakaś zimna ręka odgarnęła jej włosy i usłyszała zimny i ostry szept.
- Spróbuj choćby pisnąć, szlamo, a skończysz tak, jak dawno powinnaś…


~~~~~~~~~~~~~~~ 
Hej :D Udało mi się wstawić dzisiaj i jestem zadowolona C; Jak na razie rozdział nie jest sprawdzany, ale zajmę się tym jutro, bo dzisiaj jestem zmęczona, a rano muszę wstawać. Mam nadzieję, że Wam się spodobał ;) Jeśli wyszukaliście jakieś błędy, to powiadamiajcie śmiało w komentarzach, a szybko je jutro poprawię ;3
Pozdrawiam
Sheireen ♥