niedziela, 17 lutego 2013

Zaproszenie


Draco wyszedł z Pokoju Wspólnego Slytherinu i ruszył z Blaisem do Wielkiej Sali. Od obudzenia bolała go głowa, więc postanowił wyjść i zjeść śniadanie wcześniej, kiedy Sala nie była jeszcze tak bardzo zatłoczona uczniami. Dziś rano znalazł na etażerce obok łóżka swoją różdżkę i drugą, brązową i smuklejszą. Z początku zastanawiał się, do kogo należy, jednak szybko przypomniał sobie, że nie oddał wczoraj Granger różdżki, bo poleciała szybko na górę, by jak najszybciej od niego zwiać. Draco miał nadzieję, że dziewczyna będzie dziś wcześniej na śniadaniu, bo chciał oddać Gryfonce jej własność. Nie miał zamiaru później za nią latać po całym zamku, tak jak ostatnio. Była nieprzewidywalna i mogłaby być wszędzie. Przekroczył próg Wielkiej Sali i spojrzał w stronę stołu Gryffindoru. Podziękował w duchu Slyterinowi, gdy ujrzał Granger. Miała dziś na sobie zwykłą, białą i luźną koszulę i niebieskie rurki. Włosy miała związane w warkocza upiętego jasnoróżową wstążką. Najwyraźniej czytała jakiś niezwykle interesujący artykuł w Proroku Codziennym, ponieważ łyżka z owsianką zawisła w połowie drogi do jej ust. Draconowi nie uszło uwadze, że miała je pomalowane różową pomadką koloru wstążki. Usiadł z Zabinim przy stole Ślizgonów i nalał sobie kawy do złotej filiżanki. Różdżkę odda Granger później.
- Ej, Draco, co ty dzisiaj jakiś taki nieprzytomny? – usłyszał głos Blaise’a.
- Głowa mnie boli i nie mów teraz do mnie. Potrzebuję ciszy z rana – odparł zmęczonym głosem.
- A to dlaczego? Co wczoraj takiego robiłeś?
- Gdybyś wczoraj spędził parę godzin z wrzeszczącą Granger, też by cię bolała – wycedził zmęczonym głosem, a Blaise uśmiechnął się ze zrozumieniem.
- W takim razie to ci się nie dziwię, stary. Aż taka jest wredna?
- Gorzej… - odpowiedział i stanął mu przed oczami obraz Granger rozsypującej dookoła kolce jeżozwierza, gdy nie chciał jej puścić.
- Może i charakter ma paskudny, ale muszę przyznać, że się wyrobiła. Mogłaby usatysfakcjonować nawet ciebie… - zaczął chłopak patrząc kątem oka na Draco.
- Blaise, skończ. Ona ciągle pozostaje Gryfonką i przyjaciółką Pottera.
- No i co z tego? Twój ojciec siedzi w Azkabanie, a matka zawsze akceptowała twoje zdanie. Z Potterem zacząłeś się, jako tako dogadywać.
- Słuchaj, o co ci chodzi? – spytał Draco wkurzony. Zawsze denerwował się przy wzmiance o ojcu. Nienawidził go. Zepsuł mu całe dzieciństwo. Kiedyś szczycił się tym, że ma ojca bardzo cenionego i szanowanego w Ministerstwie. Był dla niego autorytetem. Wzorem do naśladowania. Dopóki nie pojawił się Voldemort. Ojciec nie potrafił mu odmówić. Wiedział oczywiście, że Voldemortowi się nie odmawiało, ale mógł się bronić. A jego ojciec,ten którego wszyscy w Ministerstwie szanowali i drżeli pod jego groźbami okazał się zwykłym zerem. Znienawidził go, kiedy pozwalał na torturowanie, więzienie i zabijanie w ich domu. Brzydził się nim. On nigdy nie był do końca posłuszny Voldemortowi. Owszem cenił sobie w nim to, że tępił szlamy. On też uważał się za wyższego od tych z poza magicznej rodziny. Aż do tamtej nocy, kiedy do Malfoy Manor przybyli szmalcownicy z Potterem, Weasleyem i Granger. Kiedy zamknięto chłopaków w ich piwnicy przyglądał się bezczynnie Granger. Jego ciotka Bellatriks torturowała ją, a on nic nie mógł zrobić. Nie mógł patrzeć na łzy i bezsilność Granger. Nie potrafił słuchać jej krzyku i bólu jaki jej zadawano. Mimo tych wszystkich lat spędzonych we wzajemnej nienawiści i niechęci do siebie chciał krzyczeć, by ciotka przestała i pobiec do Granger. Wtedy zrozumiał, że nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Wtedy status krwi przestał mieć dla niego znaczenie. Każdy był czarodziejem niezależnie od pochodzenia. Draco przekonał się, że czystość krwi nie wcale nie decyduje o wyższości. Granger była najlepsza w nauce. Biła na głowę każdego w zamku.. A w tamtej chwili mimo tortur i bólu nie zdradziła przyjaciół ani nie wyjawiła tajemnicy Bellatriks. Poczuł do niej w jakimś sensie szacunek. Ona przeżywała takie coś, a on bał się wychylić, by zapobiec jej cierpieniom. Od tamtej pory nigdy nie nazwał jej szlamą. Nagle z rozmyślań wyrwała go Pansy, która usiadła obok niego i pocałowała go w policzek.
- Mogę wiedzieć, co ty najlepszego wyrabiasz, Pansy? – zwrócił się do niej oburzony.
- Witam się z moim Smokiem – odparła i nałożyła sobie na talerz naleśniki polane gorącą czekoladą.
- Po pierwsze nie twoim, a po drugie nie rób tego więcej.
- Draco, dlaczego nie chcesz dać mi drugiej szansy? – spytała z pretensją w głosie.
- Dałem już Pansy. Przestań mi się narzucać, bo to się staje jeszcze bardziej irytujące – warknął.
- Ale, Draco…
- Blaise, skończyłem. Jak coś wiesz gdzie mnie znaleźć – przerwał jej zwracając się do kumpla. Miał właśnie wyjść z Wielkiej Sali, kiedy przypomniał sobie, że nie oddał jeszcze Granger różdżki. Zawrócił więc i ruszył ku Gryfonce, która rozmawiała z Potterem i Weasleyówną. Rozejrzał się w poszukiwaniu jej brata. Ujrzał go parę metrów dalej z tą wilą. Doszedł do Granger i zajął miejsce obok niej. Dziewczyna popatrzyła na niego zaskoczona.
- Chyba pomyliłeś stoły, Malfoy – powiedziała.
- Chyba zapomniałaś o swojej różdżce, Granger – uśmiechnął się z satysfakcją. Dziewczyna zaczęła przetrząsać kieszenie leżącego na ławce sweterka. Malfoy wyjął różdżkę z kieszeni i pomachał jej przed nosem.
- Kiedy ją zabrałeś? – wyciągnęła rękę po swoją własność, ale Draco odsunął rękę na tyle, by dziewczyna nie mogła sięgnąć.
- Nie zabrałem, tylko nie wzięłaś jej wczoraj po szlabanie.
- Dobra, a teraz ją oddaj
- Magiczne słowo, Granger - nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Nadarzyła się okazja podroczenia się z Granger, więc jak mógł tak po prostu jej oddać? Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił.
- Człowieku jesteśmy w Hogwarcie tutaj dużo jest magicznych słów…
- Wiesz, Granger, że chodzi mi o to szczególne
- Och, nie. Na pewno ode mnie go nie usłyszysz – zaprotestowała.
- W takim razie sobie ją zatrzymam – zaczął.
- Tego nie zrobisz – uśmiechnęła się z powątpieniem.
- Zrobię. No dobra, skoro nie chcesz to idę – już miał wstać, kiedy poczuł jak Granger szarpie go za koszulę i usadza z powrotem na ławce.
- Oddaj ją – w jej głosie zaczął słyszeć  nutkę zdenerwowania.
- Oddam pod jednym warunkiem i doskonale wiesz jakim – uśmiechnął się podle.
- Hermiono? – usłyszeli za sobą głos Ginny Weasley. Trzymała w ręku czarną, długą różdżkę. Jego różdżkę – Masz – podała przyjaciółce jego własność. Jak mógł być tak nieuważny i nie poczuć jak ta wiewióra wyciąga mu ją z kieszeni?
- Dziękuję, Ginny – posłały sobie porozumiewawcze uśmieszki i Hermiona zwróciła na niego spojrzenie swoich czekoladowych oczu.
- No to jak, Malfoy? Oddasz ją w zamian za twoją? – zaczęła kręcić różdżką między palcami, cały czas patrząc mu wyzywająco w oczy.
- Więc tak masz zamiar się bawić? – spytał, by zyskać na czasie. Kompletnie nie wiedział jak ma zabrać Granger różdżkę tak, by nie oddać zarazem jej.
- Sądzę, że to będzie najlepsze wyjście. Zamiana.
- Tyle, że ja nadal oczekuję tego jednego słowa, Granger.
- Rozumiem więc, że ja mam je powiedzieć, a ty już nie?
- Oczywiście, że nie.
- I gdzie tu sprawiedliwość? – syknęła.
- A kto powiedział, że interesy ze Ślizgonem są sprawiedliwe? – powiedział cały czas obserwując swoją różdżkę.
- Właśnie się o tym przekonałam. W takim razie nie jej nie odzyskasz – wskazała na czarne drewienko, które trzymała w dłoni.
- Wiesz, że tym samym ty nie odzyskasz swojej?
- Wiem… - zaczęła – Tyle, że ja znajdę sposób, by ci ją odebrać.
Nie kłamała. Draco wiedział, że zawsze znajdzie wyjście z trudnej dla niej sytuacji.
- Chciałbym to zobaczyć – powiedział ostrożnie dobierając słowa.
- I zobaczysz, a tym czasem pożegnaj się ze swoją różdżką – powiedziawszy to zrzuciła ją do torby.
- A ty ze swoją – wsadził sobie jej różdżkę do kieszeni. Przysunął się do Hermiony i szepnął do ucha.
- Mówiłaś wczoraj, że nie ma już żadnych granic?
- No tak… - zaczęła ostrożnie i spojrzała na niego uważnie. Draco nie powiedział już nic tylko odszedł zadowolony od stołu zostawiając ją samą, zapewne z tysiącami myśli, które zarodziły się po tym pytaniu.

Dni mijały spokojnie. Burze coraz częściej witały ich na niebie. Słoneczne dni skończyły się na dobre. Hermiona wyszła z pokoju dla dziewczyn i ujrzała sporą grupkę Gryfonów stojących przy tablicy ogłoszeń. Podeszła zaciekawiona i zobaczyła nową karteczkę z pochyłym pismem.

Niniejszym zapowiadam, że dnia 15 listopada tego roku o godzinie 19 odbędzie się uroczysty bal na cześć wygranej II Bitwy o Hogwart. Na bal zaproszeni są wszyscy uczniowie szóstej i siódmej klasy. Prosimy przygotować ubrania wizytowe na tę okazję.

Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart
Minerwa McGonagall

Hermiona uśmiechnęła się pod nosem. Już słyszała te wszystkie wzmianki dziewczyn na temat ich kreacji i chłopców, którzy je zaprosili. Ona już postanowiła, że pójdzie tylko na rozpoczęcie, by po chwili ulotnić się i skryć w Wieży Gryffindoru. Schodziła właśnie po schodach na drugie piętro, gdy zaskoczyła ją Ginny.
- Hermiona, Hermiona widziałaś?! – dziewczyna aż tryskała radością – Informacja o balu!
- Tak, Ginny widziałam – uśmiechnęła się do rozpromienionej dziewczyny.
- To już niedługo. Matko, zachowuję się jak te wszystkie głupie dziewczyny, ale nie mogę się doczekać. Wiesz już z kim idziesz?
- Hej, spokojnie dzisiaj dopiero zawisła karteczka. Zresztą zauważ, że moja sytuacja nie przedstawia się tak dobrze jak twoja. Ja nie mam już chłopaka pod ręką.
- Jesteś śliczna i przede wszystkim znana, więc na pewno niedługo cię ktoś zaprosi – zaświergotała.
- Ja sławna i śliczna? Opanuj się lepiej.
- No, a nie? Pomagałaś Harry’emu w tym wszystkim. Ten bal będzie też po części jakby na twoją cześć. Na Merlina, Hermiona dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Musimy cię wyszykować na tę uroczystość – gdakała Ruda, a Hermiona tylko wywróciła oczami. Nie chciała mówić Ginny, że nie ma zamiaru iść na ten bal, bo już słyszała wykład przyjaciółki. Dotarły pod salę zaklęć i czekały na dzwonek. Hermiona słyszała strzępki rozmów uczniów, a w szczególności dziewczyn o balu. Nie wiedziała czemu, ale jeszcze się nie zaczął, a już miała tego dość. Miała nadzieję, że opanują się w ciągu kilkunastu dni. Zachciało jej się śmiać na widok min tych wszystkich chłopaków, którzy będą musieli wziąć się w garść i zaprosić w końcu jakąś dziewczynę. Usłyszała dzwonek i jako pierwsza weszła do klasy z Ginny. Lekcje minęły jej dość spokojnie. Nauczyciele musieli parę razy upominać klasę, by przestała chociaż na chwile myśleć o balu i skupić się na nauce. Hermionie nawet o tym nie myślała. Jak zwykle robiła notatki i uważnie słuchała nauczyciela. Kiedy skończyła się ostatnia lekcja wyszła na błonia i zajęła jakąś ławkę w najbardziej odległym zakątku. Wyjęła z torby książkę i od razu zatopiła się w lekturze. Tak bardzo pogrążyła się w czytaniu, że nie poczuła jak pojedyncza kropla spadła jej na rękę. Nagle niebo pociemniało i zaczął dąć chłodny wiatr. Liście zaszumiały i po chwili usłyszała szum nadchodzącego deszczu. Schowała książkę, jednak nie opuściła swojego miejsca. Uwielbiała burzę i czyste powietrze, które jej towarzyszyło. Zaczerpnęła go i odetchnęła ze spokojem. Wstała z ławki i zaczęła powoli iść w stronę zamku nie kryjąc się przed deszczem. Uczniowie zaczęli wbiegać do zamku. Zobaczyła jak jakieś dziewczyny pokazują ją palcami i mówią, że jest dziwaczką. Nie obchodziło jej to. Może i była dziwaczką chodzącą po błoniach w czasie burzy i czytającej w zaułkach biblioteki, ale w porównaniu z nimi miała rozum i potrafiła go używać do wszystkiego, a nie tak jak one tylko i wyłącznie do metod podrywania chłopaków. Po chwili poszła do murów Hogwartu i otworzyła mosiężne drzwi. Uczniowie obrzucili ją spojrzeniem. Osuszyła ubrania różdżką i ruszyła w stronę Wieży Gryffindoru. Podała Grubej Damie hasło i siadła na fotelu przed kominkiem głaszcząc Krzywołapa. Deszcz rozpadał się na dobre i nic nie zapowiadało tego, że niedługo przestanie. Po namowie z Ginny wysłały Lunie sowę z karteczką zawierającą hasło do Wieży Gryffindoru i zaproszenie na dziewczęcy wieczór. Kiedy blondynka pojawiła się w ich pokoju zaczęły grać w eksplodującego durnia i gargulki, które pożyczyły od Harry’ego. Hermionie dzień minął bardzo przyjemnie. Przed zmrokiem odprowadziły z Ginny Lunę do Pokoju Wspólnego Krukonów. Hermiona nigdy tu nie była. W pokoju stał posąg Roweny Ravenclaw, a cały pokój był w niebiesko-brązowych kolorach Ravenclawu. Przyjaciółki pożegnały się i już miały wychodzić, kiedy Hermiona usłyszała znajomy głos.
- Hermiona, poczekaj chwilę – odwróciła się i spojrzała prosto w ciemnoniebieskie tęczówki Daniela. Ostatnimi czasy bardzo często się z nim spotykała po lekcjach. I to już nie w samych przypadkach. Chłopak czasami zapraszał ją na błonia na przechadzkę lub po prostu siadywali na jakimś dziedzińcu. Kiedy wymieniali się uwagami często wpatrywała się w jego oczy. Były dla niej niczym otchłań oceanu. Tajemnicze i piękne. Trudno było jej oderwać od nich wzrok. Tak było i tym razem. Opanowała się jednak szybko.
- O co chodzi?
- Hermiono, ja poczekam na zewnątrz – Ginny uśmiechnęła się widząc tę sytuację i wyszła z Pokoju Wspólnego Krukonów.
- Chciałem się spytać, czy nie zechciałabyś pójść ze mną na bal. Wiem, że dopiero dzisiaj pojawiła się o nim wzmianka, ale bardzo mi zależy, by wybrać się na niego właśnie z tobą – wydukał z siebie zmieszany. Hermiona uznała, że to słodkie. Zawsze był taki delikatny w stosunku do niej. Czasami jak pomagał jej zeskoczyć z kamiennego murka brał delikatnie jej dłoń w swoją. Obchodził się z nią jakby była zrobiona z kruchego szkła. To było bardzo urocze. Hermiona często myślała wtedy o Malfoyu i o jego sile. Był przeciwieństwem Daniela w każdym calu. Kiedy odchodziła od niego z zadartym nosem często łapał ją za nadgarstek i siłą przyciągał, by została. Daniel nigdy, by się na to nie odważył, bo bałby się jej reakcji. Ale Malfoy? On nigdy jej się nie bał i nic nie powstrzymywało go od takiego zachowania. Szczerze to podobało jej się to w nim. Jego siła nigdy w żaden sposób nie zrobiła jej krzywdy, kiedy chwytał ją za nadgarstek zdenerwowany, albo popychał na ścianę i opierał ręce po jej obu stronach, kiedy nie chciała go słuchać. To dziwne, ale nie bała się go nawet wtedy. Co dziwniejsze czuła się przy nim całkiem bezpiecznie, co ją trochę niepokoiło.
- Rozumiem, że to milczenie jest odmową? Przepraszam w takim razie… - usłyszała zrezygnowany głos Daniela. Zorientowała się, że stała przed nim milcząc i będąc sam na sam z rozmyślaniami.
- Och, nie oczywiście, że z tobą pójdę. To ja przepraszam, ale zamyśliłam się – uśmiechnęła się do chłopaka, a ten odwzajemnił uśmiech.
- Dziękuję, Hermiono – podszedł do niej i przytulił ją – Nigdy normalnie bym tego nie powiedział, ale idź już, bo za chwilę Filch będzie łapać każdego kto błąka się po korytarzach.
- Tak, jasne już idę. Ginny czeka. I dziękuję za zaproszenie – pocałowała go w policzek i wyszła. Ginny zapewne zaczęłaby ją już teraz odpytywać na temat tego, o co mu chodziło, ale Hermiona wolała porozmawiać już na miejscu, więc pognały do Wieży Gryffindoru. W pokoju zastały Clemense która siedziała przy lusterku i bezskutecznie starała się pozbyć krost, które zafundowała jej Hermiona. Dziewczyna uśmiechnęła się w duchu na ten widok i usiadła z Ginny na łóżku.
- No i o co mu chodziło? – zaczęła się dopytywać Ruda, gdy tylko wygodnie usiadła.
- Spytał się, czy moglibyśmy się spotkać jutro po lekcjach – odparła. Nie chciała jeszcze mówić Ginny o tym, że Daniel zaprosił ją na bal. Nie dałaby jej wtedy spokoju. Powie jej później w sowim czasie.
- Tylko tyle? – spytała lekko zawiedzionym głosem.
- No tak, a czego oczekiwałaś? – spytała z uśmiechem.
- Sama nie wiem… Może tego, że zaprosi cię na bal? Harry mnie już zaprosił.
- Hermiona nigdy nie znajdzie partnera na bal. Kto by chciał pójść z nudną kujonką… - usłyszały uradowany głos Clemense – Mnie zaprosił już Ron. Zgodziłam się, bo go kocham, ale jestem pewna, że dostałabym jeszcze setki zaproszeń od innych chłopców…
- Z taką twarzyczką na pewno – odgryzła jej się Hermiona z podłym uśmieszkiem. Nie wierzyła w głupotę wili. Chyba nie jest z nią tak źle? W końcu dostała zaproszenie już w pierwszym dniu. I nie wierzyła jej w to, że kocha Rona. Znała go zdecydowanie zbyt krótko.
- I tak jestem ładniejsza od ciebie – wycedziła Clemense.
- A czy ciebie, jakże wielka ślicznotko ktoś pytał o zdanie? Wierz mi Hermiona jeszcze znajdzie sobie kogoś o wiele lepszego i przystojniejszego od mojego tępego brata. W końcu ma na swoim koncie przed moim bratem Wiktora Kruma i Cormaca McLaggena, więc się zamknij – syknęła do niej Ginny.
- Wiktora Kruma? Tego Wiktora Kruma? – spytała podekscytowana Clemense.
- Tak tego Wiktora Kruma – przedrzeźniła ją Ginny.
- Ale jak to możliwe, że ona go uwiodła?
- Może dlatego, że nie jest pustą panienką tak jak ty – warknęła Ginny – A teraz odwróć się i więcej nie odzywaj, bo nasze rozmowy to nie twój zasrany interes.
Clemense odwróciła się urażona i z jeszcze większą zachłannością przyglądała się swojej twarzy i zaczęła smarować ją jakimś kremem. Hermiona popatrzyła rozbawiona na Ginny, po czym zerknęła na zegarek. Za pięć 19!
- Na Merlina! – Hermiona zerwała się z łóżka – Ginny pożyczysz mi swoją różdżkę?
- Jasne, Hermiono, ale o co chodzi? – spytała zdezorientowana nagłym wybuchem przyjaciółki.
- O 19 mam szlaban! Zupełnie zapomniałam! Proszę dasz mi swoją różdżkę? Błagam nie każ mi teraz wyjaśniać – odparła i złapała różdżkę, którą rzuciła jej Ginny – Dziękuję, jesteś cudowna!
- To wiem – roześmiała się. Hermiona złapała torbę i rzuciła się biegiem do portretu. Biegła po schodach od siódmego piętra, aż do najniższych stref Hogwartu. Kiedy wreszcie dotarła do lochów ledwo oddychała ze zmęczenia. Wpadła do gabinetu profesora Slughorna.
- Przepraszam! Przepraszam, panie profesorze to już się nigdy więcej nie powtórzy! – wykrzyczała, gdy tylko otworzyła drzwi.
- Spokojnie, panno Granger, to tylko 3 minuty spóźnienia. Proszę oddać różdżkę, pan Malfoy już na panią czeka w magazynie.
- Hermiona oddała mu różdżkę Malfoya, którą mu dzisiaj zabrała i pognała do magazynu.
- No nareszcie! Myślałem, że już się nie pojawisz – Malfoy siedział na krześle najwyraźniej jej wyczekując – Masz zapasową różdżkę? – dodał po chwili.
- Mam – powiedziała tylko.
- Przynajmniej o tym nie zapomniałaś.
- Oj siedź już cicho, okej? Zachowujesz się tak, jakbyś ty się nigdy nie spóźnił i był święty – machnęła różdżką wysuwając szafki na samym dole. Machnęła drugi raz i wyleciały z nich składniki, które umieściła na stole.
- Może pomożesz? – warknęła. Malfoy podniósł różdżkę i zrobił to samo co ona. Zaczął uporządkowywać składniki, kiedy…
- Nie, nie i jeszcze raz nie! – Hermiona złapała się za głowę.
- Co znowu, Granger?! – spytał wkurzony Malfoy.
- Czy ty nie potrafisz rozróżniać składników? Wiesz ty lepiej wykładaj ja będę uporządkowywać.
- Dobra, niech ci będzie, Granger. Jesteś okropna.
- Wal się.
- Grzeczniej! Nie zapominaj się – dokuczył jej uśmiechając się w ten irytujący dla niej sposób. Nie skomentowała tego i za pomocą różdżki szybko zaczęła rozdzielać składniki. Po 2 godzinach pracy wszystko było posegregowane. Hermiona nie wdawała się w głupie gadki z Malfoyem, który próbował ją zaczepiać, bo to by tylko zajęło jej cenny czas.
- Dobra. Teraz wystarczy tylko to powkładać na odpowiednie miejsca i skończone. Jutro zajmujemy się magazynem z eliksirami i próbkami.
- Mamy jeszcze sporo czasu – powiedział Malfoy spoglądając na zegarek.
- W takim razie teraz możesz zajmować mi głowę tym, czym chciałeś w czasie pracy – odparła siadając na stole. Draco popatrzył na nią i podniósł brew
- Zadziwiasz mnie, Granger – powiedział opierając się na gablocie naprzeciwko niej.
- Czuję się dumna – uśmiechnęła się z sarkazmem.
- A to dlaczego?
- Kto by pomyślał, że cokolwiek może zdziwić Dracona Malfoya – odparła, a ten uśmiechnął się i usiadł obok niej na wielkim stole.
- Widziałaś już informacje o balu? – spytał. Popatrzyła na niego zdziwiona.
- Jasne, że tak. Nie dało się nie widzieć. Zresztą każdy od rana mówi tylko o tym.
- Denerwujące – rzekł, a ona roześmiała się szczerze.
- Po raz pierwszy chyba przyznaję ci rację. Ty pewnie idziesz z Parkinson? Widziałam, że nie daje ci spokoju – powiedziała od niechcenia.
- Jeszcze jej nie zaprosiłem. Szczerze to mam nadzieję, że nie będę wcale musiał.
- Dziwne, myślałam, że ją lubisz.
- Lubiłem. Od kiedy z nią zerwałem strasznie się narzuca.
- Może jej to w końcu jakoś wytłumaczysz? – odparła i odwróciła się w jego stronę.
- Tłumaczyłem i to wiele razy. Zresztą mam ją gdzieś.
- Nie powinieneś tak mówić. Ona ciągle w jakimś sensie pozostaje twoją byłą i przyjaciółką.
- Ona nigdy nie była przyjaciółką. Można powiedzieć, że ją w jakimś sensie wykorzystywałem.
- Świnia – powiedziała Hermiona nawet nie zastanawiając się. Malfoy popchnął ją delikatnie, ale stanowczo na stół i złączył ręce nad głową, żeby się nie wyrywała.
- Co powiedziałaś? – syknął.
- Że jesteś świnią – wycedziła.
- Dlaczego tak sądzisz? – pochylił się nad wściekła twarzą Gryfonki.
- Bo wykorzystujesz kobiety, a później porzucasz. Puszczaj mnie, Malfoy! Ciągle się powtarzasz. Naprawdę nie potrafisz inaczej z dziewczynami niż tylko je unieruchamiać i wyciągać z nich słowa siłą?
- Robię tak tylko z tobą – odparł i uśmiechnął się irytująco.
- Jak ja cię nienawidzę – zmrużyła oczy delektując się tymi słowami.
- Ten etap mamy już za sobą – szepnął i ją puścił. Podniosła się szybko, zdziwiona tym nagłym odpuszczeniem z jego strony. To nie było do niego podobne.
- A ty wiesz może z kim będziesz chciała pójść? – spytał ją patrząc prosto w oczy. Hermiona zastanowiła się i odpowiedziała.
- Ja już mam partnera.
- Kogo? – spytał, a Hermiona zobaczyła jak jego oczy stają się bardziej szare niż zwykle.
- Daniela – odpowiedziała spokojnie wiedząc, że ryzykuje.
- Że co?! – Malfoy zerwał się ze stołu. Gryfonka popatrzyła na niego z lekkim strachem.
- Malfoy, o co ci chodzi?
- Granger, czy ty nie widzisz, jaki on jest natrętny?! Narzuca ci się za każdym razem!
- Wcale nie! – syknęła – On jest nieśmiały, czuły i delikatny! – wyrzuciła z siebie. Malfoy odwrócił się w jej stronę wściekły, kiedy usłyszał jak mówi o Krukonie. Hermiona wstała ze stołu.
- Granger, czy ty na pewno zgodziłaś się na jego zaproszenie?!
- Tak! Nie miałam powodów, by tego nie robić!
- Powiedz mu, że jednak z nim nie idziesz!
- Malfoy, opanuj się! Nie powiem mu tego, już się zgodziłam i podziękowałam!
- Jak podziękowałaś temu kretynowi?! – krzyknął. Hermiona nigdy nie widziała go w takim stanie i wolała nie ryzykować, ale on nie będzie obrażać Daniela! Ten chłopak był dla niej miły i czuły i nie miała powodów, by mu odmawiać.
- On mnie przytulił, a ja pocałowałam go w policzek – syknęła delektując się każdym słowem.
- ŻE CO?! – Malfoy złapał ją za nadgarstki. Hermiona popatrzyła mu twardo w oczy.
- To co słyszałeś, Malfoy. Opanuj się! Co się z tobą do cholery jasnej dzieje?!
Stała przed nim nie wyrywając się. Malfoy rozluźnił uścisk, ale jej nie puścił. Najwidoczniej jej krzyk coś zdziałał.
- Powiedziałaś mi, że nie ma już żadnych granic? – spytał.
- Tak, ale Malfoy powiedz mi, o co chodzi? - spojrzała na niego błagalnie.
- O nic, Granger – powiedział i pocałował ją w policzek, po czym wyszedł z magazynu trzaskając drzwiami i zostawiając ją samą z mętlikiem w głowie.
 
~~~~~~~~~~~~~~~
Jest już strasznie późno, ale moja wola była silniejsza, więc zdecydowałam się, że skończę tę notkę już dzisiaj. Nie spodziewałam się, że tyle mi to zejdzie. Notka jest dość długa i mam nadzieję, że Wam się spodoba. Jestem teraz zbyt zmęczona na poprawę i sprawdzanie błędów, więc od razu przepraszam jeśli taki się znajdzie. Postaram się poprawić przy najbliższej okazji.
Pozdrawiam
Sheireen ♥

środa, 13 lutego 2013

Szlaban


Weszła do zimnych, przesyconych zapachem wilgoci lochów. Płomienie z pochodni oświetlały jej bladą twarz. Słabo jej się robiło na myśl, że będzie musiała siedzieć tam z Malfoyem przez parę godzin. Na dodatek nie wiedziała, jaki mają szlaban. Normalnie może i nie narzekała na towarzystwo Ślizgona, ponieważ pogodzili się, ale jego dzisiejsze zachowanie było dla niej bardzo niezrozumiałe. W ogóle, co on sobie wyobrażał łapiąc ją za dłoń? Na dodatek przy Danielu. Hermiona zastanawiała się, w co on pogrywa. Zatrzymała się przed drewnianymi drzwiami gabinetu profesora Slughorna i wzięła głęboki oddech. Położyła rękę na zimnej, mosiężnej klamce i otworzyła drzwi wchodząc do środka. Gabinet Slughorna nie zmienił się od czasów, kiedy chodziła tu razem z Harrym na przyjęcia. Teraz tylko nie było wielkich stołów z potrawami, kelnerów podających drinki ani tłumu uczniów. Hermionie gabinet wydawał się strasznie pusty. Zajęta oglądaniem pokoju nie zauważyła nawet dwóch postaci. Malfoy siedział rozwalony na krześle przed profesorem. Prychnęła. Czy on nie ma w ogóle kultury? Zajęła miejsce obok chłopaka i usiadła prostując się i zakładając nogę na nogę. Malfoy uśmiechnął się ironicznie widząc z jaką godnością usiadła. No cóż. Ona po prostu miała szacunek do nauczycieli. Nawet jeśli dali jej szlaban. Popatrzyła na profesora.
- No dobrze, skoro już wszyscy jesteśmy na miejscu, podam wam dokładne informacje na temat waszego szlabanu. Razem z profesor McGonagall uznaliśmy, że uporządkujecie magazyn z eliksirami i składnikami. Ostatnimi czasy wszystko się ze sobą pomieszało, a ja nie mam czasu, by poukładać to na swoje miejsca. Niektóre zioła i składniki są ze sobą pomieszane, co stanowi pewien kłopot, ale sądzę, że jako uczniowie 7 klasy doskonale odróżnicie je od siebie. Eliksiry i ich próbki poukładacie alfabetycznie do odpowiednich półek – powiedział i popatrzył na ich oniemiałe twarze.
- Mamy uporządkować CAŁY magazyn? – Malfoy odezwał się pierwszy.
- Panie profesorze przecież to nam zajmie cały semestr – żaliła się Hermiona.
- Myślałem, że nie będzie problemu. W końcu dzisiaj na lekcji okazaliście wielkie zainteresowanie poszczególnym składnikom – spojrzał rozbawiony na siedzących przed nim uczniów obrzucających się spojrzeniami, jakby chcieli obydwoje powiedzieć sobie, że to ich wina – Myślę, że to by było na tyle. Możecie zaczynać, tylko najpierw oddajcie różdżki
- Nie ma mowy – Malfoy podniósł się z fotela. Hermionie też się to nie spodobało, ale w końcu położyła różdżkę.
- Panie Malfoy, różdżka – Slughorn wyciągnął rękę w stronę Ślizgona. Ten popatrzył mu chłodno w oczy i powoli oddał swoją własność – Otrzymacie je z powrotem jak skończycie dzisiaj sprzątać – oznajmił i wstał z fotela, a Hermiona poszli za nim w ślad. Wyszli na korytarz i zostali odprowadzeni przez Slughorna do klasy eliksirów.
- Tam jest magazyn – wskazał grubym paluchem w stronę kolejnych, mosiężnych drzwi – Skończcie o 22:45, by wyrobić się i wrócić z powrotem do dormitorium przed ciszą nocną – powiedział i już miał wyjść, kiedy zatrzymał się w pół kroku – I postarajcie się nie rzucać w siebie składnikami – zachichotał spod krzaczastych wąsów i trzasnął drzwiami. Hermiona popatrzyła na Malfoya i dostrzegła w jego oczach dziwne błyski. Wolała tego nie komentować.
- Chodźmy. Musimy się jak najszybciej z tym uporać, nie mam zamiaru porządkować magazynu cały semestr – oznajmiła Hermiona i weszła do magazynu. Kiedyś już tutaj była jak musiała ukraść składniki w drugiej klasie do eliksiru wielosokowego. Teraz zdawał się być sto razy większy. Popatrzyła do szufladek i złapała się za głowę. Przecież tutaj jest wszystko pomieszane! Nawet nie wiedziała od czego zacząć. Po chwili zdecydowała się, że będzie wyjmować składniki z każdej półki i układać je grupami na pobliskim stole.
- Pomóż mi – powiedziała tylko do Malfoya zajęta wykładaniem rzeczy na stół.
- Spokojnie, co się tak tym wszystkim przejmujesz – uśmiechnął się widząc jej zdeterminowanie. Usiadł na krześle obok stołu. Popatrzyła na niego jakby zwariował.
- Wstawaj! Nie będę robić wszystkiego sama. A przejmuję się dlatego, bo chcę skończyć to jak najszybciej.
- Tak bardzo przeraża cię perspektywa wieczorów ze mną? – szyderczy uśmiech wpełzł na jego twarz, a w oczach zatańczyły wesołe iskierki. Hermiona popatrzyła na niego beznamiętnie.
- Może tak, a może i nie – wycedziła wymijająco.
- A dokładniej? – spytał. Nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła się pod nosem. Kiedy przechodziła obok stołu, Malfoy złapał ją w pasie i posadził na kolanach.
- Puszczaj! – zaczęła się wyrywać rozrzucając dookoła kolce jeżozwierza.
- Matko, Granger, jesteś nieznośna…
- Dziękuję – powiedziała nadal się szarpiąc. Malfoy złapał ją za ręce, kiedy próbowała użyć zdolności manualnych.
- Bez takich sztuczek. Nie odpowiedziałaś. I przestać się wyrywać!
- Dobrze, więc – oznajmiła i siedziała teraz uparcie milcząc.
- Hej, Granger, a gdzie odpowiedź? – ponaglił ją. Kiedy ta uparcie milczała dodał – Zawsze się wyrywasz na lekcjach jak oparzona, by odpowiedzieć, a teraz to nic?
- Nie – powiedziała po chwili z uśmieszkiem.
- Ale co nie? – spytał zdezorientowany. Hermiona wykorzystała okazję i wyrwała mu się wracając do pracy.
- Taka jest odpowiedź. Nie przeraża mnie perspektywa wieczorów z tobą. Pamiętaj, Gryfoni się nie boją.
- No nie powiedziałbym – dodał patrząc na nią.
- Co masz na myśli? – spytała i wstrzymała się z wykładaniem.
- Głębokość, otchłań bez dna… - zaczął powoli. Popatrzyła na niego wściekła. Machnęła ręką, powodując, że krzesło odjechało, a on wylądował na ziemi.
- Nawet nie próbuj mi przypominać. Bierz się cholera do pracy! – warknęła. Zrezygnowany zaczął wykładać z nią składniki na kamienny stół. Wyjął z szafki jakieś fioletowe kwiaty i położył je na jednym stosie. Nagle podeszła Hermiona z rogami dwurożca i spojrzała na jego pracę.
- Nie, Malfoy nie widzisz, że to jest tojad mocny zwany również mordownikiem, a te dwa to mołdawski i wiechowaty? – załamała ręce i szybko posegregowała kwiaty – Na przyszłość uważaj. Nie mam zamiaru sprawdzać jeszcze tego, jak wykonałeś swoje zadanie – odgarnęła za ucho brązowe kosmyki, które opadły jej na twarz.
- Erudyta się znalazła. Nudzi mnie ta robota, Granger – powiedział i oparł się o stół.
- Malfoy, nie zachowuj się jak dziecko. Wiem, że to jest nudne, ale zawsze mogło być gorzej. No i przypominam ci, że to twoja wina.
- Tak, jasne moja. Gdybyś się nie darła na pół klasy teraz nie mielibyśmy szlabanu.
- Było we mnie nie rzucać – wycedziła przez zęby i podała mu kolejną dostawę korzonków pomieszanych z jakimiś kolorowymi kwiatami. Draco odłożył to na stół. Na następny szlaban zabierze różdżkę. Musi jakoś wykiwać Slughorna, bo przecież będzie musiał tutaj siedzieć cały semestr słuchając zrzędzenia Granger. Swoją drogą nie byłby to taki zły pomysł, ponieważ lubił jej dokuczać, a ostatnimi czasy nawet go zaintrygowała. Wpatrywał się jak dziewczyna ze skupioną miną oddziela od siebie składniki.
- Mam pomysł – oznajmił.
- Jaki? – spytała nie odrywając się od pracy.
- Rzućmy to wszystko i chodźmy stąd
- Zwariowałeś – uśmiechnęła się do niego z wątpliwością.
- Ani trochę. Na następny szlaban zabieramy różdżki i wszystko pójdzie szybciej – powiedział.
- Przecież Slughorn zabierze je nam tak samo jak dzisiaj… - zaczęła.
- Drugie różdżki, Granger. Ja pożyczę od Blaise’a, a ty możesz od Pottera – Malfoy wydawał się podekscytowany swoim pomysłem. Mina Hermiony była za to przeciwnością jego.
- No nie wiem
- Granger, daj spokój. Czyżbyś bała się uciec nauczycielowi sprzed nosa? – spytał drwiąco.
- Oczywiście, że nie. Dużo razy łamałam zasady, Malfoy – zaprotestowała.
- Udowodnij – syknął. Popatrzył na twarz dziewczyny i wiedział, że wygrał. Rzucił jej wyzwanie, a Gryfoni nigdy nie tchórzą. Nigdy nie wiedział czy to głupota, czy odwaga.
- Niby jak? – zagryzła wargi i spojrzała mu prosto w szare oczy.
- Jak już mówiłem. Uciekamy stąd.
- A różdżki? – zapytała ciągle pełna wątpliwości.
- Stawimy się u Slughorna dokładnie za piętnaście dziesiąta, by je odebrać
- Ale tutaj prawie nic nie jest zrobione… - zaczęła.
- Tchórzysz? – przerwał jej i popatrzył z podłym uśmieszkiem. Hermiona podniosła brew i wyprostowała się rzucając składniki na blat.
- Nigdy. Ale masz mnie nie zawieść z tymi różdżkami, bo inaczej…
- Mówiłem ci już, żebyś nigdy we mnie nie wątpiła
- W takim razie chodźmy – odparła z uśmieszkiem i ruszyła ku drzwiom. Malfoy był bardzo zadowolony z siebie, kiedy zobaczył z jaką pewnością kieruje się na korytarz. Szczerze to już myślał, że mu się nie uda, ale chyba nie poznał się na Granger. Poruszali się cicho po korytarzach,  gdy nagle usłyszeli czyjeś kroki. Hermiona złapała Malfoya za rękę i pociągnęła go za posąg jakiegoś czarodzieja. Nagle zza rogu wyszedł…
- Daniel? – spytała dziewczyna nie wierząc własnym oczom i zapominając o tym, że jest ukryta za rzeźbą. Krukon rozejrzał się i zobaczył Hermionę.
- Hermiona? Nie powinnaś być przypadkiem na szlabanie? - popatrzył na nią.
- Dzisiaj szlaban został odwołany – skłamała lekko Gryfonka. Nie chciała, by Daniel dowiedział się, że po prostu zwiała. Chciała dobrze wypaść w jego oczach. W końcu co jak co, ale znana jest jako przykładna uczennica. Kto by pomyślał, że może uciec ze szlabanu na dodatek ze Ślizgonem? – Co ty tu robisz? – zapytała.
- Wracam z wieży Gryffindoru – zobaczył zdziwioną minę Hermiony i dodał – Chciałem ci oddać płaszcz, bo zostawiłaś go dzisiaj na błoniach, kiedy się przechadzaliśmy – mówiąc to wyciągną w jej stronę kremowy płaszczyk.
- Och, dziękuję Danielu. Szukałam go dzisiaj zastanawiając się gdzie jest.
- Nie ma sprawy. Wiesz, Hermiono tak sobie pomyślałem, że skoro nie masz szlabanu, to dasz się gdzieś wyciągnąć? – spytał. Draco, który od dłuższego czasu przypatrywał się tej scenie odezwał się, kiedy zobaczył, że Granger otwiera usta, by się zgodzić na propozycję Krukona.
- Wybacz, stary, ale ja i Hermiona właśnie wychodzimy razem – złapał Hermionę za rękę i przyciągnął do siebie, patrząc przy tym wyzywająco na twarz chłopaka.
- Okej, jasne – odrzekł dziwnym głosem, po czym zwrócił się do Hermiony – Jeśli będziesz chciała gdzieś wyjść to wiesz gdzie szukać – puścił jej oczko i ruszył dalej korytarzem. Gryfonka stała jak spetryfikowana. Trochę jej zajęło, kiedy ponownie się ocuciła. Popatrzyła na Malfoya z nieukrywaną wściekłością.
- Co ty zrobiłeś?! Chciałam z nim wyjść! – syknęła wyrywając się z jego uścisku.
- Przypominam ci, że trwa szlaban, Granger.
- Z którego uciekliśmy chciałeś też dodać – powiedziała sucho.
- Właśnie. Uciekliśmy. Razem, Granger. Ten czas jest zarezerwowany dla nas – uśmiechnął się w ten typowy dla niego sposób. Hermiona nienawidziła go. Był taki pociągający i zarazem drwiący. I przede wszystkim bardzo przekonujący.
- Ten czas, będzie wieczną torturą.
- Przesadzasz. Przynajmniej normalnie rozmawiamy – dodał, a Hermiona popatrzyła na niego powątpiewająco – No, całkiem normalnie.
Dziewczyna uśmiechnęła się na ten komentarz i wskoczyła na pobliski parapet. Malfoy oparł się o ścianę obok niej.
- Swoją drogą, to dlaczego chciałaś z nim pójść? – spytał.
- Myślisz, że usłyszysz ode mnie odpowiedź na ten temat?
- Nie myślę, tylko to wiem.
- A wiesz może, że Draco Malfoy jest zbyt pewny siebie?
- Nie powiedziałbym. On po prostu jest przystojnym i fajnych chłopakiem
- Na dodatek ma zbyt wysokie mniemanie o sobie – dodała Hermiona uśmiechając się i zagryzając wargę.
- A wiesz, że Hermiona Granger jest bardzo pyskata i wredna? – Draco spojrzał na nią, a w jego oczach znów tańczyły te dziwne, nieznane jej iskierki.
- Och, ta dziewczyna jest taka tylko dla pewnych osób – powiedziała z przekąsem.
- To nie zmienia faktów, że jest bardzo pyskata, a ładne dziewczyny nie powinny być takie – odparł, a ona uniosła brew z lekkim uśmiechem.
- A Draco Malfoy ma tendencję do wyolbrzymiania niektórych rzeczy – zeskoczyła z parapetu.
- On po prostu lubi się drażnić z pewną, ładną Gryfonką.
- Koniec gry – roześmiała się i uniosła ręce na znak poddania.
- Szkoda, już się rozkręcało – odezwał się Malfoy i obserwował jej sylwetkę jak idzie korytarzem – A ty gdzie?
- Nie mam pojęcia – powiedziała i zjechała elegancko po poręczy schodów zatrzymując się na parterze – Chyba na błonia – dodała po chwili i ruszyła w stronę głównego korytarza. Draco poszedł za nią. Szkoda, że jutrzejszy szlaban nie będzie wyglądać tak, jak teraz. Byłoby całkiem ciekawie. Chciał poznać tę dziewczynę i choć trochę ją zrozumieć. Ciągle go zaskakiwała. Raz flirciara. Drugi raz wojownicza kobieta. A czasami po prostu delikatna i krucha. Każda jej natura była bardzo intrygująca. Dogonił ją i ruszyli ramię w ramię przez korytarz, w którym gdzieniegdzie przechadzali się pojedynczy uczniowie. Otworzył główne drzwi, które nie były jeszcze zamknięte przez Filcha i puścił Granger przodem. Wieczór był ciepły, a księżyc jasno świecił na niebie. Z nad jeziora dochodził ich rechot żab oraz cykanie świerszczy. Z lasu dochodziło hukanie sowy. Hermiona zarzuciła płaszcz na plecy. To dziwne, ale nigdy nie pomyślałaby, że tak może skończyć się jej dzisiejszy dzień. Była przygotowana na użeranie się z Malfoyem na szlabanie w wilgotnych lochach, a teraz przechadza się z nim dookoła jeziora w przyjemny wieczór i całkiem dobrze się im rozmawia. Żałowała trochę, że nie może być teraz z Danielem. Ten chłopak był bardzo przyjemny i zabawny i chyba go w jakiś sposób polubiła. Nie wiedziała jeszcze tylko w jaki. Spodobało jej się wzajemne wymienianie uwag na temat nauki i zainteresowań. Nigdy nie miała okazji, by porozmawiać o tym z jakimś uczniem, a tym bardziej z chłopakiem. Zawsze myślała, że jedyny przedmiot jakim są zafascynowani to quiddich. Harry i Ron ciągle o tym rozmawiali. Rozmowy z Danielem były dla niej nowością i bardzo przyjemnym doznaniem. Obiecała sobie, że wynagrodzi mu za dzisiaj i wyjdzie z nim gdzieś jutro. Odpowiedziała na pytanie Malfoya nieprzytomnie nadal pogrążona w rozmyślaniach. Właśnie. Malfoy znów bardzo dziwnie się zachował. Dlaczego zachowywał się tak przy Danielu? Dlaczego chciał za każdym razem go spławić? Te pytania kotłowały jej się w głowie. Zauważyła, że przy Krukonie mimowolnie wykonywał ruchy, których ogólnie nie stosował. Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że może chce, by Krukon się od niej odczepił. Nie, to absurdalne. Nie miał powodów, by to robić. A nawet jeśli o to mu chodzi to nie uda mu się. Hermiona ceniła sobie znajomość z Danielem i nie chciała, by przez Malfoya zaczął sobie stroić jakieś dziwne domniemania. Jeszcze by pomyślał, że jest z Malfoyem! Tego, by nie zniosła, ale odruchy Malfoya za każdym razem, gdy byli razem na to wskazywały. O zgrozo! Musi bardziej uważać na to, co się wokół niej od pewnego czasu dzieje!
- Granger, czy ty mnie w ogóle słuchasz?! – usłyszała jak przez zasłonę zdenerwowany głos Malfoya.
- Tak, oczywiście – powiedziała niedostępnym głosem. Nagle poczuła szarpnięcie i leżała na mokrej od wieczornej rosy trawie. Malfoy pochylał się nad nią najwyraźniej zdenerwowany.
- Malfoy, co ty robisz?! – spytała zdezorientowana.
- Nie słuchałaś mnie!
- Dobra, przepraszam, po prostu myślałam
- O kim?
- O Dan… o niczym takim, co by cię zainteresowało – powiedziała szybko rugając się w myślach, że chciała tak szybko odpowiedzieć.
- O Danielu, powiadasz… - zaczął, a w jego szarych oczach szalała burza.
- Wcale tak nie powiedziałam – broniła się.
- Ale chciałaś.
- Może i tak, nie powinno cię to obchodzić. Złaź ze mnie! – warknęła.
- Bo co? – spytał i spojrzał jej prowokująco w oczy z podłym uśmieszkiem na twarzy.
- Bo ja tak mówię i tyle.
- Ja się nie słucham innych, Granger – odparł. Hermiona popchnęła go z całej siły zrzucając go na bok i błyskawicznie wstała.
- Jesteś podły! – ruszyła w stronę zamku, a trawa szeleściła jej pod stopami.
- Nie pozwalaj sobie! – syknął Malfoy.
- A właśnie, że będę! Nie będę miała wobec ciebie żadnych granic, tak jak ty nie masz żadnych wobec mnie! Ty też sobie czasami za dużo pozwalasz! – wykrzyczała cały czas idąc w stronę Hogwartu. Draco ledwo za nią nadążał. Parła naprzód z prędkością błyskawicy.
- Gdzie masz zamiar iść?
- A co ciebie to obchodzi? – rzuciła mu gniewne spojrzenie.
- Jesteśmy na wspólnym szlabanie.
- Ja mam gdzieś taki szlaban! Już wolałabym iść sama do Zakazanego Lasu do gniazda akromantuli, niż siedzieć z tobą w lochach przez następne miesiące!
- Przesadzasz! – warknął.
- Nie ma już żadnych granic – powiedziała tylko i otworzyła jednym pchnięciem wielkie drzwi i pobiegła w stronę lochów, by po chwili stanąć przed gabinetem profesora.
- Chyba nie masz zamiaru nam wejść?! – szepnął Malfoy zdenerwowany.
- Owszem mam! Powiem mu, że się słabo czuję, i że przepraszam! – syknęła i szybko zapukała do drzwi, by Malfoy jej nie przeszkodził. Nagle w drzwiach pojawił się Slughorn.
- Tak wcześnie? Macie jeszcze pół godziny… - zaczął.
- Panie profesorze nie dam dzisiaj rady. W jednej z szafek był wyciąg z mordownika. Fiolka była pęknięta i opary uwolniły się na zewnątrz. Strasznie jest mi teraz słabo i chciałam się zapytać, czy mogłabym pójść do pielęgniarki.
- O-oczywiście panno Granger, wyciąg z tojadu mocnego jest niezwykle trujący. Trzeba skonfiskować tę ampułkę.
- Już to zrobiliśmy – dodał Malfoy słuchając kłamstw Granger. To dziwne jak doskonale potrafi grać.
- W takim razie, panie Malfoy proszę odprowadzić pannę Granger do skrzydła szpitalnego. Nie chcemy przecież, żeby nam zemdlała po drodze.
- Nie trzeba… - jęknęła cicho Hermiona.
- Oczywiście panie profesorze. Chciałem się spytać czy możemy odzyskać nasze różdżki? – powiedział Malfoy zagłuszając Hermionę.
- Tak, proszę macie je tutaj – podał Malfoyowi różdżki – Lećcie szybko do Poppy. Dzisiaj wystarczy, jesteście zwolnieni ze szlabanu – zamknął drzwi, a Hermiona przestała udawać i uśmiechnęła się pod nosem z wygranej. Poszła szybko na górne piętro.
- Miałem cię odprowadzić, Granger.
- Nie trzeba, dam sobie radę. I dzięki za współprace – rzuciła mu krótkie cześć i pomknęła po schodach do wieży Gryffindoru. Podała Grubej Damie hasło i wpadła do pokoju dla dziewczyn. Ginny ściszyła radio i popatrzyła na Hermionę zdziwiona.
- Nie powinnaś być z Malfoyem na szlabanie?
- Powinnam, ale dużo by opowiadać
- W takim razie siadaj i opowiadaj. Mamy dużo czasu.
Hermiona uśmiechnęła się do przyjaciółki i usiadła po turecku na jej pościeli. Zakryły się baldachimem i rzuciły Muffliato, by zapobiec podsłuchaniu rozmowy przez osoby trzecie. Hermiona popatrzyła na skupioną twarz Ginny i parsknęła śmiechem.
- To naprawdę nic poważnego – powiedziała – Raczej… - dodała po chwili i zaczęła opowiadać o dzisiejszym dniu Rudej. 

~~~~~~~~~~~~~~~
Nową notkę mam już za sobą ;) Następna pojawi się zapewne za 3 dni, może 4. Zależy czy będę miała wenę i ciekawe pomysły :) Jeśli chcielibyście coś zobaczyć w następnej notce, to bardzo proszę o propozycję w komentarzach :)  
Pozdrawiam
Sheireen ♥