Typowe.
Myślała Hermiona wchodząc do klubu. Może i poszli do mugolskiego klubu, ale
oczywiście do najlepszego w Londynie. Ech, ci Ślizgoni! Zajęli miejsca położone
na uboczu. Tutaj nie było tak tłoczno jak w pobliżu sceny i barów. Kolorowe
światła i lasery migotały, a muzyka dudniła w uszach. Hermiona bezwiednie szła
tanecznym krokiem czując jak działa na nią muzyka. Hermiona usiadła obok
Dracona, a naprzeciw nich zajęli miejsca Ginny i Blaise. Natychmiast podeszła
do nich kelnerka ze spódniczką tak krótką, że aż trudno było stwierdzić, czy to
na pewno ciuch, czy może jakiś pasek. Uśmiechnęła się zalotnie do Blaise’a i
Dracona. Hermiona i Ginny niezauważalnie się skrzywiły. Ślizgoni zamówili sobie
piwa, a Gryfonki drinki. Kiedy kelnerki odeszły Hermiona zadała nurtujące ją
pytanie.
- Jak
to możliwe, że pojawiliście się w salonie Gryffindoru?
- To
proste. Spóźniałyście się i to bardzo, więc ja i Smok poszliśmy w stronę Wieży
Gryffindoru. Zapytaliśmy pierwszą, lepszą i tępą Gryfonkę o hasło, a ta nam
podała szczerząc się do nas jak idiotka.
- Nie
powinny tak rozpowiadać hasła – wtrąciła się Ginny – Dobrze, że Hermiona jest
Prefekt Naczelną i ma osobne dormitorium, bo to będzie chyba jedyne miejsce, w
którym będziemy mogły mieć jedynie prywatność.
Malfoy
zakrztusił się. Z niewielką pomocą Hermiony odzyskał mowę. Popatrzył na nią
zdziwiony.
- Nie
mówiłaś, że masz prywatne dormitorium.
-
Jakoś o nim zapomniałam. Zdecydowanie bardziej wolę spać w jednym pokoju z
Ginn. Jakoś tak raźniej, a ten pokój jest taki… pusty – skomentowała
wyjaśniając sprawę – Ale nie teraz o tym! Więc po prostu podaliście hasło
Grubej Damie i weszliście do środka?
- I
wtedy spytaliśmy się oniemiałych Gryfonów, gdzie jesteście…
- Tak
po prostu odpowiedzieli? – zdziwiła się.
-
Noo, trochę groźby było, bo nie chcieli odpowiedzieć… - zaczął Blaise, a Ginny
wywróciła oczami.
- W
takim razie wszystko jasne – przerwała i wypiła drinka, który rozgrzał ją od
środka. Siedzieli jeszcze chwilę popijając i rozmawiając wesoło, kiedy
rozochocony już Blaise zaciągnął wesołą Ginny na scenę. Wystarczyła chwila, by
zaczęli podbijać parkiet tańcząc jakieś dziwne tańce. Hermiona patrzyła w ich
stronę śmiejąc się co jakiś czas z wymyślnych ruchów.
-
Ślicznie wyglądasz – usłyszała głos Malfoya. Odwróciła się w jego stronę i
zlustrowała wzrokiem. Miał czarną koszulę i granatowe, przetarte w niektórych
miejscach spodnie.
-
Dziękuję – odparła nieśmiało – Z tego, co widzę to ty też nieźle. W końcu nie
byłbyś tak rozszarpywany wzrokiem.
-
Zależy mi na opinii tylko jednej dziewczyny – uśmiechnął się szelmowsko i
chwycił jej dłoń pod stolikiem. Odwzajemniła uścisk. Draco niewiele myśląc
zaciągnął ją na parkiet.
- O
nie! Nie, nie, nie! – próbowała się jakoś wymigać.
-
Siedź cicho i tańcz tak, jak tańczyłaś na imprezie u Puchonów
I
tańczyła. Tak jakby nic się nie zmieniło. To wciąż była impreza, wciąż lekko
się denerwowała jego obecnością i wciąż była tą obecnością zadowolona. Jedyne,
co się zmieniło to, to, że go kocha. Zakochała się w Malfoyu i ta myśl
rozgrzewała ją od środka. Czuła jednak, że ta fascynacją Malfoya nią jest
chwilowa. Że każdego dnia może ją porzucić. Ale przecież oni nie są parą. Nigdy
nie byli i nigdy nie będą. Złudne marzenia. Czuła się jak głupia nastolatka
zakochana po raz pierwszy. Przegrała zakład. Ciekawe, kiedy Malfoy się domyśli,
że znalazła się w szeregach dziewczyn, które się w nim zakochały. Zdała sobie
sprawę, że Malfoy zaczął tańczyć jakoś inaczej. Skupiła się na partnerze i
zdała sobie sprawę, że wcale nie tańczy już z Malfoyem, ale z jakimś innym,
starszym facetem cuchnącym tytoniem i alkoholem. Starała się nie skrzywić z
obrzydzenia. Nienawidziła takich mężczyzn, którzy byli niezadbani, obleśni i
upici. Szybko odszukała w tłumie znajomą twarz. Dostrzegła Zabiniego tańczącego
z jakąś brunetką i niedaleko Ginny tańczącą z Malfoyem, który najwidoczniej
szukał jej w tłumie. Podziękowała mężczyźnie za taniec starając się zbytnio nie
poruszać ustami, by nie nawdychać się tego okropnego zapachu i ruszyła.
- Ej,
laleczko, gdzie się wybierasz? – usłyszała jego głos za sobą. Przyśpieszyła i
dotarła do Blaise’a.
-
Pomóż mi – zwróciła się do niego błagalnie. Zabini z początku popatrzył na nią
nierozumiejącym wzrokiem, ale po chwili już wiedział, o co chodziło, bo pijany
mężczyzna wyszedł z tłumu idąc prosto w jej stronę. Blaise objął ją w talii i
pocałował w policzek. Nie spodziewałaby się po Zabinim takiej czułości. Urocze.
Mężczyzna przystanął i popatrzył na nich tępo.
-
Jakiś problem? – spytał niby spokojnie Zabini, ale Hermiona wyczuła w jego głosie
groźbę. Ten nic nie odpowiedział tylko zniknął w tłumie.
-
Obrzydliwy – skomentowała.
-
Pocałunek, ja, czy też ten facet? – uśmiechnął się czarnoskóry.
-
Oczywiście, że ten facet, Diable. Pocałunek był uroczy, a ty jesteś świetnym
kumplem… Dziękuję – odetchnęła. Zdała sobie sprawę, że wciąż są przytuleni.
Odsunęła się od niego niezbyt zgrabnie.
-
Zawsze do usług – roześmiał się – Chyba mamy kłopoty
- Co?
Dlaczego?
-
Malfoy nas widział. Pewnie już w tej jego tlenionej główce coś się ubzdurało
Rzeczywiście.
Draco Malfoy szedł ku nim z ewidentnie niezadowoloną miną. Kiedy do nich dotarł
od razu spojrzał na nich podejrzliwie.
-
Taki z ciebie kumpel? – spytał groźnie. Hermiona i Blaise nie mogli powstrzymać
się od śmiechu.
-
Wyjaśnij mu to. Ja idę ratować Ginny – odparł heroicznie i niczym rycerz na
koniu pobiegł do Rudej. Malfoy zwrócił na nią podejrzliwe spojrzenie.
- W
takim razie ty mi wyjaśnij, co to miało znaczyć.
- Och
– Hermiona starała się nie roześmiać, ale w jej głosie nie było nic prócz rozbawienia
– Poprosiłam Blaise’a o pomoc, bo jakiś pijany facet już się za mną uganiał i
chodził po tym jak nas chyba rozdzielono w tańcu – wytłumaczyła.
- Ale
dlaczego cię objął i pocałował w policzek?
-
Ojejciu no przecież musiało to wyglądać wiarygodnie, prawda?
-
Dlaczego nie poszłaś do mnie? – nie dawał za wygraną.
- Bo
Zabini był bliżej, a ja chciałam się jak najszybciej pozbyć tego faceta, bo był
obrzydliwy? – przewróciła oczami.
- To
dlaczego później jeszcze się obejmowaliście?
-
Jakoś zapomnieliśmy, że wciąż mnie przytulał…
- Tak
dobrze wam było razem, co? – zironizował Draco.
-
Ależ jesteś zazdrosny – uśmiechnęła się lekko.
- Ani
trochę
-
Dzisiaj powiedziałeś, że jak zawsze – uśmiechnęła się szelmowsko.
-
Wygrałaś – poddał się i przyciągnął do siebie. Zaczęli tańczyć ponownie do
jakiejś szybkiej, skocznej piosenki.
-
Podoba ci się Blaise? – spytał po chwili tańczenia.
-
Cóż. Trudno powiedzieć, że nie. W końcu jest jednym z najprzystojniejszych
chłopaków, ale dla mnie to tylko kumpel i nie w moim guście.
- A
kto trafia w twój gust? – uśmiechnął się.
-
Domyśl się, Malfoy – roześmiała się. Podeszli do baru, gdzie siedziały jakieś
wystrojone pary. Widać było, że bawią się w jakimś snobistycznym towarzystwie.
Malfoy zamówił dla nich trunki.
- Kto
pierwszy wypije najwięcej? – wyzwał ją patrząc w jej brązowe oczy znad
kieliszka.
-
Nie, nie chcę się upić
-
Gryfonka tchórzy? – popatrzył na nią.
-
Myślisz, że jak mi walniesz gadkę o odwadze Gryfonów to dam się tak łatwo upić?
Nie jestem głupia – przejrzała jego plany. Draco uznał, że jest o wiele
bardziej mądra i potrafi rozszyfrować nawet tak przebiegłe plany, jakie on sam
wymyślał. Była trudnym orzechem do zgryzienia i dlatego tak go zauroczyła. To
dlatego się w niej zakochał. Bo była inna. Nie rzucała się na niego jak
wszystkie inne. Była mądra i nie lekceważyła nauki. Była piękna. I przede
wszystkim zakazana. Jej pocałunki były tak grzeszne. Dwa światy, które
połączyła miłość. Draco sam nie wiedział, że Granger go kocha. Założyli się. A
ona nigdy nie przegrywa. On też był pewien, że nigdy, ale to przenigdy niczego
nie przegra, a tutaj poległ. Chociaż chodziło o dziewczynę. Nigdy nie
pomyślałby, że może się zakochać, a tutaj jego serce zdobyła najmniej posądzona
o to dziewczyna. Gryfonka, Granger.
- Co
się tak patrzysz? – obrzuciła go uważnym spojrzeniem. Draco zdał sobie sprawę,
że wgapiał się w nią dobre paręnaście sekund.
-
Zamyśliłem się – odchrząknął wymijająco i wypił jednym haustem alkohol.
- O
czym to tak myślałeś? – zainteresowała się.
- Jak
cię upić i uwieść, wiesz? – uśmiechnął się paskudnie. Granger zakrztusiła się
drinkiem.
-
SŁUCHAM?! – niedowierzała.
-
Żartowałem – roześmiał się. Popatrzyła na niego niepewnie. Nagle obok niech
pojawili się Blaise i Ginny.
-
Chcieliśmy się pożegnać i życzyć wam szczęśliwego, nowego roku! – powiedział
poważnie Blaise jakby składał wyrazy ubolewania na pogrzebie. Ginny się
roześmiała tym samym psując poważną minę na twarzy Zabiniego, który również nie
wytrzymał.
-
Gdzie idziecie? – spytała, kiedy opanowała śmiech.
-
Zrywamy się stąd. Mam świetny pomysł, co do mnie i Wiewiórki, a wy niestety nie
jesteście w moich planach.
-
Chyba się popłaczę – stwierdził Draco udając, że ociera niewidzialną łzę.
-
Przykro mi, że do tego doprowadzę – teatralnie smutno odparł Zabini.
-
Naprawdę, kretynie, myślisz, że będę za tobą płakać? Szykuje mi się wieczór z
Granger sam na sam – żachnął się Draco pozywając się ubolewającego tonu.
-
Wiedziałem. Nikt nie tęskni za Blaisem… Ech…
-
Och, biedactwo – Hermiona się uśmiechnęła i przytuliła Blaise’a jak małe
dziecko. Chłopak wtulił się w nią i - ku niezadowoleniu Malfoya – szepnął coś
do ucha. Hermiona pokryła się rumieńcem i uśmiechnęła niepewnie.
-
Zajmij się tym dużym dzieckiem – powiedziała do Ginny i wkrótce potem oboje
zniknęli w tłumie.
-
Znów to samo – burknął Draco.
- Ale
co?
-
Przytuliłaś go. I co on ci takiego szepnął na ucho? Macie jakieś tajemnice?
-
Siedź cicho, tleniona fretko! – ofuknęła go ze śmiechem – Nie mam żadnych
tajemnic. Wkrótce wszystkiego się dowiesz.
- Mam
nadzieję – udał naburmuszone dziecko. Tym razem nie doczekał się przytulenia
przez Hermionę, więc z westchnięciem wstał.
-
Zmywamy się stąd
-
Gdzie? – zdziwiła się.
-
Zobaczysz. To niespodzianka
Wyszli
z klubu i skręcili w jakiś ciemny zaułek, by po chwili teleportować się z
głośnym pyknięciem, które przestraszyło przechodzącego obok kota.
Zmaterializowali
się w jakimś nieznanym jej miejscu. Do jej uszu doszła słodka muzyka, która tak
bardzo ją zauroczyła podczas jednych wakacji. Francja. Otworzyła oczy i aż
oniemiała. Znajdowała się niedaleko Wieży Eiffla. Wystrojeni ludzie biegali w
tą i z powrotem śmiejąc się i popijając darmowego szampana. Nie mogła uwierzyć,
gdzie w ogóle się znajduje. Paryż – miasto zakochanych. Ugh. Dziwnie to brzmi.
Zwłaszcza, że z tej dwójki tylko ona była zakochana. Hermiona zapięła ciepły,
jasnoróżowy sweterek pasujący do szpilek, ponieważ noc była chłodna. Wieża
Eiffla była cudownie oświetlona. W ogóle wszystko było tutaj cudowne.
-
Podoba ci się? – usłyszała jego głos i aż się wzdrygnęła.
-
Tutaj jest… cudownie. Magicznie! Uwielbiam to miasto!
Draco
poczuł zadowolenie, widząc jej uśmiech na twarzy i zachwycone spojrzenie.
-
Chodźmy – wziął ją za rękę i razem podeszli ku wysokiej budowli. Tutaj pary
tańczyły na wielkiej scenie, na stoiskach rozdawany był darmowy szampan i
jakieś przekąski. Hermiona wzięła wielką, soczystą truskawkę oblaną czekoladą.
Przepyszne. Śmiejąc się i rozmawiając Draco zaciągnął ją na parkiet. Nie
protestowała. Czuła się najszczęśliwszą kobietą na świecie. Nie mogła sobie
wyobrazić lepszego Sylwestra. Tańczyli w parze do jakiejś francuskiej muzyki.
-
Skąd ten pomysł, by zabrać mnie akurat do Paryża? – spytała.
-
Kiedyś na pewnej przerwie rozmawialiśmy o tym, gdzie chciałabyś pojechać.
Powiedziałaś, że do Paryża.
- I
zapamiętałeś? – Hermiona nieźle się zdziwiła, ale to było urocze. Malfoy
zapamiętał jej słowa.
-
Oczywiście. Byłaś wtedy tak rozmarzona, że trudno zapomnieć taki widok.
Gryfonka
nie zważając na jego reakcję przytuliła się do niego. Ludzie wokół wirowali w
wesołym tańcu, ale oni nie odczuwali takiej potrzeby. Tak im było dobrze.
-
ODBIJANY! – usłyszeli wesoły głos i już po chwili zostali oddzieleni. Draco
tańczył z jakąś młodą Francuzką, a ona sama trafiła w ramiona wesołego
Francuza. Po jakiś dziesięciu minutach w końcu trafili do siebie cali
roześmiani.
- Ci
ludzie są przemili – skomentowała Hermiona wciąż patrząc na rozbawiony tłum.
Malfoy wziął dwa kieliszki szampana od przechodzącego kelnera i podał jej.
-
Masz ochotę się wyrwać gdzieś dalej? – spytał.
- Z
dala od tłumu?
Malfoy
właśnie coś powiedział, ale nie usłyszała go, ponieważ wszyscy nagle zaczęli
odliczać.
- 5!
4! 3! 2! 1!
Nagle
petardy wystrzeliły i nad Wieżą Eiffla niebo rozbłysło. Ludzie zaczęli
wiwatować i stukać się kieliszkami życząc sobie szczęśliwego, nowego roku.
Petardy dudniły w uszach, kiedy rozbryzgiwały się na granatowym niebie.
Hermiona była zachwycona. Poczuła jak Malfoy wsuwa swoją dłoń w jej i po chwili
znaleźli się na jakimś pustym moście nad rzeką niedaleko Wieży Eiffla. Z dala
od tłumu i hałasu. Tylko woda niosła wesołe krzyki ludzi jakby z oddali.
Popatrzyła na niego zdziwiona.
-
Najlepszego, Nowego Roku – mruknął i przysunął ją do siebie.
- Z
pewnością będzie najlepszy skoro się tak zaczyna – uśmiechnęła się i już po
chwili Malfoy złożył na jej ustach słodki pocałunek. Poczuła jak się rozpływa.
Zastanawiała się jak przeżyła tyle dni bez tego uczucia. On był jak narkotyk, a
jego pocałunki i dotyk były tak słodkie i grzeszne. Uwielbiała je. Poczuła jak
Malfoy ją podnosi i usadza na grubym, kamiennym obramowaniu mostu. Kiedy sam
wskoczył i usadowił się obok niej. Odwrócili się w stronę wody. Hermiona
położyła głowę na jego ramieniu, a od objął ją w pasie. Ta chwila była taka
romantyczna i nieprawdopodobna. A jednak to wszystko się działo.
-
Jesteś najcudowniejsza – szepnął odgarniając loki za jej ucho.
Popatrzyła
na niego i uśmiechnęła się. Draco zauważył jednak, że jej oczy były bardzo
smutne.
-
Powiedziałem coś nie tak? – zaniepokoił się.
-
Nie…
- To
o co chodzi?
Westchnęła.
- To
wszystko jest takie cudowne. Miejsce, noc, wszystko – zaczęła – Czuję się
najszczęśliwszą kobietą na świecie, ale jednocześnie czuję, że mi czegoś
brakuje… - po raz pierwszy nie potrafiła odpowiedzieć. Wiedziała czego jej brakuje.
Jego miłości. Był uroczy, cudowny, jedyny w swoim rodzaju. Ale był poza jej
zasięgiem. Nie była głupia i wiedziała, że oni nigdy nie będą razem. Przełknęła
łzy.
-
Dziwne, bo ja czuję to samo, Granger – stwierdził. Zastanawiał się, czy
rzeczywiście Gryfonka może mieć takie same myśli i czy rzeczywiście tylko tej
najważniejszej rzeczy jej brakuje. Nie. On musi jej powiedzieć. Nie bał się
wypowiedzieć tego, kiedy czekała na swoją duszę, więc dlaczego teraz na się
bać? Może to urok tego cholernego miasta tak na niego wpłynął? Nieważne. Musi
jej to powiedzieć, bo nie może żyć w niepewności, co do jej uczuć. Miał gdzieś
to, że może go wyśmiać. Chociaż bał się, że przestraszy się i zacznie go
unikać. Że już nigdy nie wróci. Zebrał całą swoją odwagę.
-
Granger?
Popatrzyła
na niego brązowymi, ciepłymi oczami na znak, że słucha.
- Ja.
Nie wiem jak ja mam to powiedzieć… Wiem, że to może ci się wydać dziwne…
CHLUP!
-
Cholera! – zaklęła Hermiona. Idealnie gładka tafla wody wzburzyła się w jednym
miejscu.
- Co
się stało? – zirytował się. Nie łatwo mu było mówić, więc nic nie powinno mu
przerywać, a tutaj proszę.
-
Pantofelek mi wpadł do wody – westchnęła. Draco niezauważalnie przewrócił
oczami. Te kobiece problemy!
- Nie
mam różdżki
- Ja
też nie. Chciałam spędzić tego Sylwestra z dala od magii. Jak prawdopodobnie
moi rodzice – jej głos znów się załamał.
-
Gdzie oni teraz są? – spytał cicho.
-
Jeżdżą po świecie – powiedziała udając normalny ton, ale nie dało się go
oszukać. Cierpiała – Kiedy musiałam wyruszyć z Harrym i Ronem na poszukiwanie
horkruksów wyczyściłam im pamięć. Nie chciałam, by byli zagrożeni ze strony
Voldemorta, a niestety sporo zdążyłam im opowiedzieć o Harrym – westchnęła –
Teraz myślą, że nazywają się Wendell i Monika Willkins, których życiową ambicją
jest przeprowadzka do Australii. Nawet nie wiedzą, że mają córkę…
Malfoy
nie wiedział, co odpowiedzieć. Hermiona jakby nie miała rodziców. Nie pamiętali
jej. Żeby ich ratować przed torturami i śmiercią ze strony Voldemorta potrafiła
poświęcić swoje szczęście. Czuł się przy niej jak tchórz. Czy on potrafiłby
pozbyć się swojego szczęścia dla ratowania innych? Teraz - tak. Wcześniej -
nie.
- Co
będziesz robić po ukończeniu szkoły? – spytał ją.
-
Sama nie wiem. Na początek będę musiała kupić skromną kawalerkę, bo dom
rodziców został sprzedany, a ja sama nie mam pieniędzy na normalny dom.
Następnie postaram się znaleźć jak najlepszą pracę. A później jakoś życie się
potoczy, prawda?
- Nie
mogłabyś zamieszkać u Weasleya? Lub Pottera? – ledwo zadał to pytanie zdał
sobie sprawę jak głupio musiało zabrzmieć.
- Ron
zdecydowanie dał mi do zrozumienia, że nie chce mnie widzieć pod swoim dachem –
odparła z goryczą – Zresztą po tym, co mi zrobił i tak bym nie chciała. A co do
Harry’ego to nie wiem. Jakoś nie lubię być od kogoś zależna. A ty co będziesz
robić? – położyła się na jego kolanach i spojrzała w oczy.
- Z
pewnością nie mam zamiaru mieszkać w Malfoy Manor. Może uda mi się wyjechać za
granicę i zacząć jakieś fajne życie z dobrą pracą.
Milczeli
wpatrując się w spokojną rzekę i oświetloną Wieżę Eiffla. Oboje nie widzieli w
swojej przyszłości siebie i to ich najbardziej bolało.
-
Chrzanie to – odpowiedziała nagle Hermiona.
-
Słucham? – spytał zdumiony Draco.
-
Jesteśmy młodzi. Wyszalejmy się, bawmy! – powiedziawszy to zdjęła buta, którego
para pewnie została poniesiona przez rzekę i rzuciła przed siebie w ciemną toń.
Zeskoczyła w murku śmiejąc się. Draco nie mógł się nie uśmiechnąć. Cudowna.
- Take me to Paris. Let's go there and never look back – zaczęła się
drzeć biegnąc boso, a loki powiewały za nią na wietrze.
-
Zwariowałaś?! – zawołał za nią.
-
Chyba tak! Odbiło mi, prawda? – zaczęła tańczyć przy słupie latarni.
Nadzwyczajny widok.
-
Jesteś szurnięta – skomentował – Gdzie nauczyłaś się tańcu na… hmm rurze?
Roześmiała
się.
- Nie
tam gdzie myślisz – pokazała mu język – Podczas wakacji były zajęcia na plaży
dla kobiet i dziewczyn
Malfoy
złapał ją za rękę i już po chwili tańczyli pod rozgwieżdżonym niebem lśniącym
od fajerwerków.
-
Gdyby ktoś mi powiedział, że siódmą klasę skończę mając romans z tobą to bym go
wyśmiał – powiedział.
- Ja
bym zrobiła to samo – pocałowała go. Malfoy mocniej ją objął w pasie i znów
zaskoczył ją teleportacją. Znaleźli się pod sklepem z alkoholami. Draco wszedł
do środka zostawiając rozszalałą Hermionę na zewnątrz, która śpiewała i
tańczyła na środku ulicy. Po chwili wyszedł z butelkami najlepszego w swoim
rodzaju wina. Ponownie wziął dziewczynę pod rękę i się teleportowali.
- W
takim tempie to ja chyba zwiedzę całą Francję – stwierdziła rozglądając się.
Przed nią szumiało wielkie morze, a ona sama wstała w jakiejś odległej części
plaży. Fale szumiały wesoło rozbijając się o wystające klify i delikatnie
znikając na piaszczystym terenie.
-
Gdzie jesteśmy? – spytała.
- Cote
des Basques. Plaża we Francji – odpowiedział jej i oboje usiedli na piasku
otwierając dwie butelki wina. Hermiona bez zastanowienia wzięła jedną i wypiła
łyk prosto z butelki.
-
Zamierzasz się sama upić bez mojej pomocy? – spytał.
- Już
mi pomagasz – zauważyła.
- Ja?
- Nie
kupiłbyś tylu butelek na raz dla nas dwojga
-
Niby racja – pociągnął ze swojej butli.
Hermiona
położyła się na piasku nie zważając na ubranie. Utkwiła wzrok na rozgwieżdżonym
niebie.
-
Życie jest piękne nie sądzisz?
- Ty
się już upiłaś – odpowiedział jej. Roześmiała się.
-
Może. Sama nie wiem…
Rozmawiali
śmiejąc się i pijąc. Hermiona uznała, że nawet jeśli nie będą razem, to Malfoy
jest świetnym przyjacielem. Mogła mu powiedzieć dosłownie wszystko bez obaw, że
coś może wyjść na jaw. Popatrzyła na niego ilustrując uważnie. Ubranie choć
całe w piasku nadal było szykowne, włosy ułożone jak zwykle w artystycznym
nieładzie. Nie wiedziała, czy była już tak pijana, czy już naprawdę tego
chciała, ale po prostu rzuciła się na niego, popchnęła na piasek i usiadła
okrakiem, by po chwili wpić się w jego usta, które smakowały drogim winem.
Malfoy całkowicie zaskoczony tą sytuacją poddał się dziewczynie z największą
rozkoszą. Uśmiechnęła się wciąż go całując. Chwilę później odsunęła się od
niego na tyle, by dobrze widzieć jego twarz i szare tęczówki.
-
Kocham jak mnie zaskakujesz
-
Zawszę będę to robić – mruknęła i położyła się obok na piasku.
-
Właściwie to skąd to nagłe przedstawienie?
Bo
cię kocham jak cholera! Pomyślała.
- Nie
myślę normalnie – odrzekła – Nie panuję nad odruchami. Chyba dobrze wyjaśnione?
Położył
się na boku, by ją lepiej widzieć.
- Co
się tak gapisz? – burknęła, bo jego spojrzenie dziwnie na nią działało.
- A
co nie można?
- Na
mnie mogą się patrzyć tylko wyjątkowe osoby
- W
takim razie mogę się gapić ile mi się podoba bez strachu, że zostanę
aresztowany – zażartował.
-
Masz wysokie mniemanie o sobie, Draconie – powiedziała wyniosłym tonem.
-
Które jest jak najbardziej na miejscu, bo jest się czym zachwycać
Roześmiała
się szczerze. Zmrużył oczy.
- Tak
cię to śmieszy?
-
Nawet bardzo – nie przestawała chichotać.
- To
zobaczymy, co zrobisz teraz – powiedziawszy to usiadł na jej udach i zaczął
łaskotać. Dziewczyna zaczęła się wyrywać i śmiać się do łez.
-
Przestań! – piszczała – Słyszysz?! Bo zmienię cię w fikuśną fretkę
To
był błąd. Przypominanie Draconowi o tym zwierzęciu nie było dobrym
rozwiązaniem. Zaczął jeszcze bardziej łaskotać dziewczynę. Nagle wyrwała ręce z
jego uścisku i całą siłą, wykorzystując swoje zdolności manualne przetrzymała
jego ręce.
- I
co teraz? – zaszczebiotała patrząc mu bezczelnie w oczy.
- Już
się boję – twardo patrzył w jej oczy. Hermiona popchnęła go z całej siły na
piasek i zaczęła nim obsypywać Ślizgona.
-
Masz za swoje łaskotki! To jest prawie jak gwałt!
-
Wymyślasz! – oburzył się, ale szybko zamknął buzię, bo nasypał mu się piach –
Osz ty!
Całymi
siłami podniósł się i unieruchomił dziewczynę, której nawet magiczne zdolności
manualne nie pomagały, i wrzucił ją do wody. Wynurzyła się cała mokra.
Spojrzała na niego wściekła.
- No
nie! – podbiegła do niego wściekła, by się rzucić z pięściami, ale Draco
zręcznie złapał jej ręce i zarzucił sobie za szyję, by pocałować Gryfonkę. Poczuł
zadowolenie, kiedy złość dziewczyny przerodziła się w namiętność. To normalne.
Zawsze tak miała i wiedział jak to wykorzystywać.
- Ja
przez ciebie zwariuję – powiedziała poprzez pocałunki.
- Już
jesteś nienormalna – stwierdził.
-
Niby dlaczego? – oderwała się od niego i spojrzała w szare oczy.
- Kto
normalny drze się na cały głos w nocy, tańczy na ulicach i przy latarni,
śpiewa, wypija całą butelkę wina i rzuca się na chłopaka?
Roześmiała
się.
-
Rzeczywiście to musiało dziwnie wyglądać
Zmęczeni
swoją bitwą i pocałunkami położyli się na mokrym piasku. Leżeli w ciszy myśląc
o przyszłości i o nich. Chociaż czy naprawdę można powiedzieć oni? Nie byli
razem i to właśnie było główną myślą tej dwójki. Nagle niebo zaczęło barwić się
na różowo.
-
Chyba na nas pora – westchnęła.
-
Masz rację.
Wstali
i otrzepali się z piachu.
- Nie
chcę wracać. Tutaj jest tak cudownie – rozejrzała się tęsknie po krajobrazie.
-
Kiedyś jeszcze tutaj wrócimy – dodał jej otuchy – Jak będę miał ochotę spędzić
dzień w towarzystwie słodkiej, pięknej i denerwującej wariatki to będziesz
pierwsza.
- No
ja myślę – roześmiała się. Chwycili się za dłoń i Hermiona teleportowała się
prosto do dormitorium Ślizgona. Pożegnali się krótkim pocałunkiem i Hermiona
weszła w szmaragdowe płomienie. Gdy znalazła się w pustym Pokoju Wspólnym
Gryffindoru, które wyglądało jakby przeszło przez nie stado rozszalałych słoni,
weszła do dormitorium i zrzuciła z siebie ciuchy. Różdżką usunęła z siebie cały
piasek i zmęczona padła na łóżko. Nie dane było jej jednak odpocząć. Drzwi
otworzyły się z hukiem i stanęła w nich Ginny. Miała na sobie dziwne, kolorowe
ubrania. Wyglądała na wstrząśniętą.
- Coś
się stało? – spytała nieprzytomnie.
-
Hermiono, chyba się zakochałam…!
~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję, dziękuję, dziękuję :* Wasze komentarze podniosły mnie na duchu i teraz w ogóle nie myślę ani o zawieszeniu, ani o usunięciu! Brr, co ja bym zrobiła bez tego bloga i bez Was! Macie za to długaśną notkę na siedem stron ;) Mam nadzieję, że się podoba, bo ja nie narzekam. Kocham Paryż i cudownie mi się ją pisało słuchając piosenki o tym miejscu. Świetnie się bawiłam pisząc ją *.* Wiem, że notka strasznie szybko jak na mnie, ale Wasze komentarze bardzo pobudziły moją wenę.
Pozdrawiam i ściskam
Sheireen ♥
INFORMUJĘ!
Jeśli chcecie być informowani o nowych notkach to piszcie na ten numer GG - 42183150 ;)
Zapiszę każdego kto napisze i będę informować o nowościach na blogu.
Sheireen ♥