niedziela, 21 kwietnia 2013

Nowy Rok


Typowe. Myślała Hermiona wchodząc do klubu. Może i poszli do mugolskiego klubu, ale oczywiście do najlepszego w Londynie. Ech, ci Ślizgoni! Zajęli miejsca położone na uboczu. Tutaj nie było tak tłoczno jak w pobliżu sceny i barów. Kolorowe światła i lasery migotały, a muzyka dudniła w uszach. Hermiona bezwiednie szła tanecznym krokiem czując jak działa na nią muzyka. Hermiona usiadła obok Dracona, a naprzeciw nich zajęli miejsca Ginny i Blaise. Natychmiast podeszła do nich kelnerka ze spódniczką tak krótką, że aż trudno było stwierdzić, czy to na pewno ciuch, czy może jakiś pasek. Uśmiechnęła się zalotnie do Blaise’a i Dracona. Hermiona i Ginny niezauważalnie się skrzywiły. Ślizgoni zamówili sobie piwa, a Gryfonki drinki. Kiedy kelnerki odeszły Hermiona zadała nurtujące ją pytanie.
- Jak to możliwe, że pojawiliście się w salonie Gryffindoru?
- To proste. Spóźniałyście się i to bardzo, więc ja i Smok poszliśmy w stronę Wieży Gryffindoru. Zapytaliśmy pierwszą, lepszą i tępą Gryfonkę o hasło, a ta nam podała szczerząc się do nas jak idiotka.
- Nie powinny tak rozpowiadać hasła – wtrąciła się Ginny – Dobrze, że Hermiona jest Prefekt Naczelną i ma osobne dormitorium, bo to będzie chyba jedyne miejsce, w którym będziemy mogły mieć jedynie prywatność.
Malfoy zakrztusił się. Z niewielką pomocą Hermiony odzyskał mowę. Popatrzył na nią zdziwiony.
- Nie mówiłaś, że masz prywatne dormitorium.
- Jakoś o nim zapomniałam. Zdecydowanie bardziej wolę spać w jednym pokoju z Ginn. Jakoś tak raźniej, a ten pokój jest taki… pusty – skomentowała wyjaśniając sprawę – Ale nie teraz o tym! Więc po prostu podaliście hasło Grubej Damie i weszliście do środka?
- I wtedy spytaliśmy się oniemiałych Gryfonów, gdzie jesteście…
- Tak po prostu odpowiedzieli? – zdziwiła się.
- Noo, trochę groźby było, bo nie chcieli odpowiedzieć… - zaczął Blaise, a Ginny wywróciła oczami.
- W takim razie wszystko jasne – przerwała i wypiła drinka, który rozgrzał ją od środka. Siedzieli jeszcze chwilę popijając i rozmawiając wesoło, kiedy rozochocony już Blaise zaciągnął wesołą Ginny na scenę. Wystarczyła chwila, by zaczęli podbijać parkiet tańcząc jakieś dziwne tańce. Hermiona patrzyła w ich stronę śmiejąc się co jakiś czas z wymyślnych ruchów.
- Ślicznie wyglądasz – usłyszała głos Malfoya. Odwróciła się w jego stronę i zlustrowała wzrokiem. Miał czarną koszulę i granatowe, przetarte w niektórych miejscach spodnie.
- Dziękuję – odparła nieśmiało – Z tego, co widzę to ty też nieźle. W końcu nie byłbyś tak rozszarpywany wzrokiem.
- Zależy mi na opinii tylko jednej dziewczyny – uśmiechnął się szelmowsko i chwycił jej dłoń pod stolikiem. Odwzajemniła uścisk. Draco niewiele myśląc zaciągnął ją na parkiet.
- O nie! Nie, nie, nie! – próbowała się jakoś wymigać.
- Siedź cicho i tańcz tak, jak tańczyłaś na imprezie u Puchonów
I tańczyła. Tak jakby nic się nie zmieniło. To wciąż była impreza, wciąż lekko się denerwowała jego obecnością i wciąż była tą obecnością zadowolona. Jedyne, co się zmieniło to, to, że go kocha. Zakochała się w Malfoyu i ta myśl rozgrzewała ją od środka. Czuła jednak, że ta fascynacją Malfoya nią jest chwilowa. Że każdego dnia może ją porzucić. Ale przecież oni nie są parą. Nigdy nie byli i nigdy nie będą. Złudne marzenia. Czuła się jak głupia nastolatka zakochana po raz pierwszy. Przegrała zakład. Ciekawe, kiedy Malfoy się domyśli, że znalazła się w szeregach dziewczyn, które się w nim zakochały. Zdała sobie sprawę, że Malfoy zaczął tańczyć jakoś inaczej. Skupiła się na partnerze i zdała sobie sprawę, że wcale nie tańczy już z Malfoyem, ale z jakimś innym, starszym facetem cuchnącym tytoniem i alkoholem. Starała się nie skrzywić z obrzydzenia. Nienawidziła takich mężczyzn, którzy byli niezadbani, obleśni i upici. Szybko odszukała w tłumie znajomą twarz. Dostrzegła Zabiniego tańczącego z jakąś brunetką i niedaleko Ginny tańczącą z Malfoyem, który najwidoczniej szukał jej w tłumie. Podziękowała mężczyźnie za taniec starając się zbytnio nie poruszać ustami, by nie nawdychać się tego okropnego zapachu i ruszyła.
- Ej, laleczko, gdzie się wybierasz? – usłyszała jego głos za sobą. Przyśpieszyła i dotarła do Blaise’a.
- Pomóż mi – zwróciła się do niego błagalnie. Zabini z początku popatrzył na nią nierozumiejącym wzrokiem, ale po chwili już wiedział, o co chodziło, bo pijany mężczyzna wyszedł z tłumu idąc prosto w jej stronę. Blaise objął ją w talii i pocałował w policzek. Nie spodziewałaby się po Zabinim takiej czułości. Urocze. Mężczyzna przystanął i popatrzył na nich tępo.
- Jakiś problem? – spytał niby spokojnie Zabini, ale Hermiona wyczuła w jego głosie groźbę. Ten nic nie odpowiedział tylko zniknął w tłumie.
- Obrzydliwy – skomentowała.
- Pocałunek, ja, czy też ten facet? – uśmiechnął się czarnoskóry.
- Oczywiście, że ten facet, Diable. Pocałunek był uroczy, a ty jesteś świetnym kumplem… Dziękuję – odetchnęła. Zdała sobie sprawę, że wciąż są przytuleni. Odsunęła się od niego niezbyt zgrabnie.
- Zawsze do usług – roześmiał się – Chyba mamy kłopoty
- Co? Dlaczego?
- Malfoy nas widział. Pewnie już w tej jego tlenionej główce coś się ubzdurało
Rzeczywiście. Draco Malfoy szedł ku nim z ewidentnie niezadowoloną miną. Kiedy do nich dotarł od razu spojrzał na nich podejrzliwie.
- Taki z ciebie kumpel? – spytał groźnie. Hermiona i Blaise nie mogli powstrzymać się od śmiechu.
- Wyjaśnij mu to. Ja idę ratować Ginny – odparł heroicznie i niczym rycerz na koniu pobiegł do Rudej. Malfoy zwrócił na nią podejrzliwe spojrzenie.
- W takim razie ty mi wyjaśnij, co to miało znaczyć.
- Och – Hermiona starała się nie roześmiać, ale w jej głosie nie było nic prócz rozbawienia – Poprosiłam Blaise’a o pomoc, bo jakiś pijany facet już się za mną uganiał i chodził po tym jak nas chyba rozdzielono w tańcu – wytłumaczyła.
- Ale dlaczego cię objął i pocałował w policzek?
- Ojejciu no przecież musiało to wyglądać wiarygodnie, prawda?
- Dlaczego nie poszłaś do mnie? – nie dawał za wygraną.
- Bo Zabini był bliżej, a ja chciałam się jak najszybciej pozbyć tego faceta, bo był obrzydliwy? – przewróciła oczami.
- To dlaczego później jeszcze się obejmowaliście?
- Jakoś zapomnieliśmy, że wciąż mnie przytulał…
- Tak dobrze wam było razem, co? – zironizował Draco.
- Ależ jesteś zazdrosny – uśmiechnęła się lekko.
- Ani trochę
- Dzisiaj powiedziałeś, że jak zawsze – uśmiechnęła się szelmowsko.
- Wygrałaś – poddał się i przyciągnął do siebie. Zaczęli tańczyć ponownie do jakiejś szybkiej, skocznej piosenki.
- Podoba ci się Blaise? – spytał po chwili tańczenia.
- Cóż. Trudno powiedzieć, że nie. W końcu jest jednym z najprzystojniejszych chłopaków, ale dla mnie to tylko kumpel i nie w moim guście.
- A kto trafia w twój gust? – uśmiechnął się.
- Domyśl się, Malfoy – roześmiała się. Podeszli do baru, gdzie siedziały jakieś wystrojone pary. Widać było, że bawią się w jakimś snobistycznym towarzystwie. Malfoy zamówił dla nich trunki.
- Kto pierwszy wypije najwięcej? – wyzwał ją patrząc w jej brązowe oczy znad kieliszka.
- Nie, nie chcę się upić
- Gryfonka tchórzy? – popatrzył na nią.
- Myślisz, że jak mi walniesz gadkę o odwadze Gryfonów to dam się tak łatwo upić? Nie jestem głupia – przejrzała jego plany. Draco uznał, że jest o wiele bardziej mądra i potrafi rozszyfrować nawet tak przebiegłe plany, jakie on sam wymyślał. Była trudnym orzechem do zgryzienia i dlatego tak go zauroczyła. To dlatego się w niej zakochał. Bo była inna. Nie rzucała się na niego jak wszystkie inne. Była mądra i nie lekceważyła nauki. Była piękna. I przede wszystkim zakazana. Jej pocałunki były tak grzeszne. Dwa światy, które połączyła miłość. Draco sam nie wiedział, że Granger go kocha. Założyli się. A ona nigdy nie przegrywa. On też był pewien, że nigdy, ale to przenigdy niczego nie przegra, a tutaj poległ. Chociaż chodziło o dziewczynę. Nigdy nie pomyślałby, że może się zakochać, a tutaj jego serce zdobyła najmniej posądzona o to dziewczyna. Gryfonka, Granger.
- Co się tak patrzysz? – obrzuciła go uważnym spojrzeniem. Draco zdał sobie sprawę, że wgapiał się w nią dobre paręnaście sekund.
- Zamyśliłem się – odchrząknął wymijająco i wypił jednym haustem alkohol.
- O czym to tak myślałeś? – zainteresowała się.
- Jak cię upić i uwieść, wiesz? – uśmiechnął się paskudnie. Granger zakrztusiła się drinkiem.
- SŁUCHAM?! – niedowierzała.
- Żartowałem – roześmiał się. Popatrzyła na niego niepewnie. Nagle obok niech pojawili się Blaise i Ginny.
- Chcieliśmy się pożegnać i życzyć wam szczęśliwego, nowego roku! – powiedział poważnie Blaise jakby składał wyrazy ubolewania na pogrzebie. Ginny się roześmiała tym samym psując poważną minę na twarzy Zabiniego, który również nie wytrzymał.
- Gdzie idziecie? – spytała, kiedy opanowała śmiech.
- Zrywamy się stąd. Mam świetny pomysł, co do mnie i Wiewiórki, a wy niestety nie jesteście w moich planach.
- Chyba się popłaczę – stwierdził Draco udając, że ociera niewidzialną łzę.
- Przykro mi, że do tego doprowadzę – teatralnie smutno odparł Zabini.
- Naprawdę, kretynie, myślisz, że będę za tobą płakać? Szykuje mi się wieczór z Granger sam na sam – żachnął się Draco pozywając się ubolewającego tonu.
- Wiedziałem. Nikt nie tęskni za Blaisem… Ech…
- Och, biedactwo – Hermiona się uśmiechnęła i przytuliła Blaise’a jak małe dziecko. Chłopak wtulił się w nią i - ku niezadowoleniu Malfoya – szepnął coś do ucha. Hermiona pokryła się rumieńcem i uśmiechnęła niepewnie.
- Zajmij się tym dużym dzieckiem – powiedziała do Ginny i wkrótce potem oboje zniknęli w tłumie.
- Znów to samo – burknął Draco.
- Ale co?
- Przytuliłaś go. I co on ci takiego szepnął na ucho? Macie jakieś tajemnice?
- Siedź cicho, tleniona fretko! – ofuknęła go ze śmiechem – Nie mam żadnych tajemnic. Wkrótce wszystkiego się dowiesz.
- Mam nadzieję – udał naburmuszone dziecko. Tym razem nie doczekał się przytulenia przez Hermionę, więc z westchnięciem wstał.
- Zmywamy się stąd
- Gdzie? – zdziwiła się.
- Zobaczysz. To niespodzianka
Wyszli z klubu i skręcili w jakiś ciemny zaułek, by po chwili teleportować się z głośnym pyknięciem, które przestraszyło przechodzącego obok kota.

Zmaterializowali się w jakimś nieznanym jej miejscu. Do jej uszu doszła słodka muzyka, która tak bardzo ją zauroczyła podczas jednych wakacji. Francja. Otworzyła oczy i aż oniemiała. Znajdowała się niedaleko Wieży Eiffla. Wystrojeni ludzie biegali w tą i z powrotem śmiejąc się i popijając darmowego szampana. Nie mogła uwierzyć, gdzie w ogóle się znajduje. Paryż – miasto zakochanych. Ugh. Dziwnie to brzmi. Zwłaszcza, że z tej dwójki tylko ona była zakochana. Hermiona zapięła ciepły, jasnoróżowy sweterek pasujący do szpilek, ponieważ noc była chłodna. Wieża Eiffla była cudownie oświetlona. W ogóle wszystko było tutaj cudowne.
- Podoba ci się? – usłyszała jego głos i aż się wzdrygnęła.
- Tutaj jest… cudownie. Magicznie! Uwielbiam to miasto!
Draco poczuł zadowolenie, widząc jej uśmiech na twarzy i zachwycone spojrzenie.
- Chodźmy – wziął ją za rękę i razem podeszli ku wysokiej budowli. Tutaj pary tańczyły na wielkiej scenie, na stoiskach rozdawany był darmowy szampan i jakieś przekąski. Hermiona wzięła wielką, soczystą truskawkę oblaną czekoladą. Przepyszne. Śmiejąc się i rozmawiając Draco zaciągnął ją na parkiet. Nie protestowała. Czuła się najszczęśliwszą kobietą na świecie. Nie mogła sobie wyobrazić lepszego Sylwestra. Tańczyli w parze do jakiejś francuskiej muzyki.
- Skąd ten pomysł, by zabrać mnie akurat do Paryża? – spytała.
- Kiedyś na pewnej przerwie rozmawialiśmy o tym, gdzie chciałabyś pojechać. Powiedziałaś, że do Paryża.
- I zapamiętałeś? – Hermiona nieźle się zdziwiła, ale to było urocze. Malfoy zapamiętał jej słowa.
- Oczywiście. Byłaś wtedy tak rozmarzona, że trudno zapomnieć taki widok.
Gryfonka nie zważając na jego reakcję przytuliła się do niego. Ludzie wokół wirowali w wesołym tańcu, ale oni nie odczuwali takiej potrzeby. Tak im było dobrze.
- ODBIJANY! – usłyszeli wesoły głos i już po chwili zostali oddzieleni. Draco tańczył z jakąś młodą Francuzką, a ona sama trafiła w ramiona wesołego Francuza. Po jakiś dziesięciu minutach w końcu trafili do siebie cali roześmiani.
- Ci ludzie są przemili – skomentowała Hermiona wciąż patrząc na rozbawiony tłum. Malfoy wziął dwa kieliszki szampana od przechodzącego kelnera i podał jej.
- Masz ochotę się wyrwać gdzieś dalej? – spytał.
- Z dala od tłumu?
Malfoy właśnie coś powiedział, ale nie usłyszała go, ponieważ wszyscy nagle zaczęli odliczać.
- 5! 4! 3! 2! 1!
Nagle petardy wystrzeliły i nad Wieżą Eiffla niebo rozbłysło. Ludzie zaczęli wiwatować i stukać się kieliszkami życząc sobie szczęśliwego, nowego roku. Petardy dudniły w uszach, kiedy rozbryzgiwały się na granatowym niebie. Hermiona była zachwycona. Poczuła jak Malfoy wsuwa swoją dłoń w jej i po chwili znaleźli się na jakimś pustym moście nad rzeką niedaleko Wieży Eiffla. Z dala od tłumu i hałasu. Tylko woda niosła wesołe krzyki ludzi jakby z oddali. Popatrzyła na niego zdziwiona.
- Najlepszego, Nowego Roku – mruknął i przysunął ją do siebie.
- Z pewnością będzie najlepszy skoro się tak zaczyna – uśmiechnęła się i już po chwili Malfoy złożył na jej ustach słodki pocałunek. Poczuła jak się rozpływa. Zastanawiała się jak przeżyła tyle dni bez tego uczucia. On był jak narkotyk, a jego pocałunki i dotyk były tak słodkie i grzeszne. Uwielbiała je. Poczuła jak Malfoy ją podnosi i usadza na grubym, kamiennym obramowaniu mostu. Kiedy sam wskoczył i usadowił się obok niej. Odwrócili się w stronę wody. Hermiona położyła głowę na jego ramieniu, a od objął ją w pasie. Ta chwila była taka romantyczna i nieprawdopodobna. A jednak to wszystko się działo.
- Jesteś najcudowniejsza – szepnął odgarniając loki za jej ucho.
Popatrzyła na niego i uśmiechnęła się. Draco zauważył jednak, że jej oczy były bardzo smutne.
- Powiedziałem coś nie tak? – zaniepokoił się.
- Nie…
- To o co chodzi?
Westchnęła.
- To wszystko jest takie cudowne. Miejsce, noc, wszystko – zaczęła – Czuję się najszczęśliwszą kobietą na świecie, ale jednocześnie czuję, że mi czegoś brakuje… - po raz pierwszy nie potrafiła odpowiedzieć. Wiedziała czego jej brakuje. Jego miłości. Był uroczy, cudowny, jedyny w swoim rodzaju. Ale był poza jej zasięgiem. Nie była głupia i wiedziała, że oni nigdy nie będą razem. Przełknęła łzy.
- Dziwne, bo ja czuję to samo, Granger – stwierdził. Zastanawiał się, czy rzeczywiście Gryfonka może mieć takie same myśli i czy rzeczywiście tylko tej najważniejszej rzeczy jej brakuje. Nie. On musi jej powiedzieć. Nie bał się wypowiedzieć tego, kiedy czekała na swoją duszę, więc dlaczego teraz na się bać? Może to urok tego cholernego miasta tak na niego wpłynął? Nieważne. Musi jej to powiedzieć, bo nie może żyć w niepewności, co do jej uczuć. Miał gdzieś to, że może go wyśmiać. Chociaż bał się, że przestraszy się i zacznie go unikać. Że już nigdy nie wróci. Zebrał całą swoją odwagę.
- Granger?
Popatrzyła na niego brązowymi, ciepłymi oczami na znak, że słucha.
- Ja. Nie wiem jak ja mam to powiedzieć… Wiem, że to może ci się wydać dziwne…
CHLUP!
- Cholera! – zaklęła Hermiona. Idealnie gładka tafla wody wzburzyła się w jednym miejscu.
- Co się stało? – zirytował się. Nie łatwo mu było mówić, więc nic nie powinno mu przerywać, a tutaj proszę.
- Pantofelek mi wpadł do wody – westchnęła. Draco niezauważalnie przewrócił oczami. Te kobiece problemy!
- Nie mam różdżki
- Ja też nie. Chciałam spędzić tego Sylwestra z dala od magii. Jak prawdopodobnie moi rodzice – jej głos znów się załamał.
- Gdzie oni teraz są? – spytał cicho.
- Jeżdżą po świecie – powiedziała udając normalny ton, ale nie dało się go oszukać. Cierpiała – Kiedy musiałam wyruszyć z Harrym i Ronem na poszukiwanie horkruksów wyczyściłam im pamięć. Nie chciałam, by byli zagrożeni ze strony Voldemorta, a niestety sporo zdążyłam im opowiedzieć o Harrym – westchnęła – Teraz myślą, że nazywają się Wendell i Monika Willkins, których życiową ambicją jest przeprowadzka do Australii. Nawet nie wiedzą, że mają córkę…
Malfoy nie wiedział, co odpowiedzieć. Hermiona jakby nie miała rodziców. Nie pamiętali jej. Żeby ich ratować przed torturami i śmiercią ze strony Voldemorta potrafiła poświęcić swoje szczęście. Czuł się przy niej jak tchórz. Czy on potrafiłby pozbyć się swojego szczęścia dla ratowania innych? Teraz - tak. Wcześniej - nie.
- Co będziesz robić po ukończeniu szkoły? – spytał ją.
- Sama nie wiem. Na początek będę musiała kupić skromną kawalerkę, bo dom rodziców został sprzedany, a ja sama nie mam pieniędzy na normalny dom. Następnie postaram się znaleźć jak najlepszą pracę. A później jakoś życie się potoczy, prawda?
- Nie mogłabyś zamieszkać u Weasleya? Lub Pottera? – ledwo zadał to pytanie zdał sobie sprawę jak głupio musiało zabrzmieć.
- Ron zdecydowanie dał mi do zrozumienia, że nie chce mnie widzieć pod swoim dachem – odparła z goryczą – Zresztą po tym, co mi zrobił i tak bym nie chciała. A co do Harry’ego to nie wiem. Jakoś nie lubię być od kogoś zależna. A ty co będziesz robić? – położyła się na jego kolanach i spojrzała w oczy.
- Z pewnością nie mam zamiaru mieszkać w Malfoy Manor. Może uda mi się wyjechać za granicę i zacząć jakieś fajne życie z dobrą pracą.
Milczeli wpatrując się w spokojną rzekę i oświetloną Wieżę Eiffla. Oboje nie widzieli w swojej przyszłości siebie i to ich najbardziej bolało.
- Chrzanie to – odpowiedziała nagle Hermiona.
- Słucham? – spytał zdumiony Draco.
- Jesteśmy młodzi. Wyszalejmy się, bawmy! – powiedziawszy to zdjęła buta, którego para pewnie została poniesiona przez rzekę i rzuciła przed siebie w ciemną toń. Zeskoczyła w murku śmiejąc się. Draco nie mógł się nie uśmiechnąć. Cudowna.
- Take me to Paris. Let's go there and never look back – zaczęła się drzeć biegnąc boso, a loki powiewały za nią na wietrze.
- Zwariowałaś?! – zawołał za nią.
- Chyba tak! Odbiło mi, prawda? – zaczęła tańczyć przy słupie latarni. Nadzwyczajny widok.
- Jesteś szurnięta – skomentował – Gdzie nauczyłaś się tańcu na… hmm rurze?
Roześmiała się.
- Nie tam gdzie myślisz – pokazała mu język – Podczas wakacji były zajęcia na plaży dla kobiet i dziewczyn
Malfoy złapał ją za rękę i już po chwili tańczyli pod rozgwieżdżonym niebem lśniącym od fajerwerków.
- Gdyby ktoś mi powiedział, że siódmą klasę skończę mając romans z tobą to bym go wyśmiał – powiedział.
- Ja bym zrobiła to samo – pocałowała go. Malfoy mocniej ją objął w pasie i znów zaskoczył ją teleportacją. Znaleźli się pod sklepem z alkoholami. Draco wszedł do środka zostawiając rozszalałą Hermionę na zewnątrz, która śpiewała i tańczyła na środku ulicy. Po chwili wyszedł z butelkami najlepszego w swoim rodzaju wina. Ponownie wziął dziewczynę pod rękę i się teleportowali.
- W takim tempie to ja chyba zwiedzę całą Francję – stwierdziła rozglądając się. Przed nią szumiało wielkie morze, a ona sama wstała w jakiejś odległej części plaży. Fale szumiały wesoło rozbijając się o wystające klify i delikatnie znikając na piaszczystym terenie.
- Gdzie jesteśmy? – spytała.
- Cote des Basques. Plaża we Francji – odpowiedział jej i oboje usiedli na piasku otwierając dwie butelki wina. Hermiona bez zastanowienia wzięła jedną i wypiła łyk prosto z butelki.
- Zamierzasz się sama upić bez mojej pomocy? – spytał.
- Już mi pomagasz – zauważyła.
- Ja?
- Nie kupiłbyś tylu butelek na raz dla nas dwojga
- Niby racja – pociągnął ze swojej butli.
Hermiona położyła się na piasku nie zważając na ubranie. Utkwiła wzrok na rozgwieżdżonym niebie.
- Życie jest piękne nie sądzisz?
- Ty się już upiłaś – odpowiedział jej. Roześmiała się.
- Może. Sama nie wiem…
Rozmawiali śmiejąc się i pijąc. Hermiona uznała, że nawet jeśli nie będą razem, to Malfoy jest świetnym przyjacielem. Mogła mu powiedzieć dosłownie wszystko bez obaw, że coś może wyjść na jaw. Popatrzyła na niego ilustrując uważnie. Ubranie choć całe w piasku nadal było szykowne, włosy ułożone jak zwykle w artystycznym nieładzie. Nie wiedziała, czy była już tak pijana, czy już naprawdę tego chciała, ale po prostu rzuciła się na niego, popchnęła na piasek i usiadła okrakiem, by po chwili wpić się w jego usta, które smakowały drogim winem. Malfoy całkowicie zaskoczony tą sytuacją poddał się dziewczynie z największą rozkoszą. Uśmiechnęła się wciąż go całując. Chwilę później odsunęła się od niego na tyle, by dobrze widzieć jego twarz i szare tęczówki.
- Kocham jak mnie zaskakujesz
- Zawszę będę to robić – mruknęła i położyła się obok na piasku.
- Właściwie to skąd to nagłe przedstawienie?
Bo cię kocham jak cholera! Pomyślała.
- Nie myślę normalnie – odrzekła – Nie panuję nad odruchami. Chyba dobrze wyjaśnione?
Położył się na boku, by ją lepiej widzieć.
- Co się tak gapisz? – burknęła, bo jego spojrzenie dziwnie na nią działało.
- A co nie można?
- Na mnie mogą się patrzyć tylko wyjątkowe osoby
- W takim razie mogę się gapić ile mi się podoba bez strachu, że zostanę aresztowany – zażartował.
- Masz wysokie mniemanie o sobie, Draconie – powiedziała wyniosłym tonem.
- Które jest jak najbardziej na miejscu, bo jest się czym zachwycać
Roześmiała się szczerze. Zmrużył oczy.
- Tak cię to śmieszy?
- Nawet bardzo – nie przestawała chichotać.
- To zobaczymy, co zrobisz teraz – powiedziawszy to usiadł na jej udach i zaczął łaskotać. Dziewczyna zaczęła się wyrywać i śmiać się do łez.
- Przestań! – piszczała – Słyszysz?! Bo zmienię cię w fikuśną fretkę
To był błąd. Przypominanie Draconowi o tym zwierzęciu nie było dobrym rozwiązaniem. Zaczął jeszcze bardziej łaskotać dziewczynę. Nagle wyrwała ręce z jego uścisku i całą siłą, wykorzystując swoje zdolności manualne przetrzymała jego ręce.
- I co teraz? – zaszczebiotała patrząc mu bezczelnie w oczy.
- Już się boję – twardo patrzył w jej oczy. Hermiona popchnęła go z całej siły na piasek i zaczęła nim obsypywać Ślizgona.
- Masz za swoje łaskotki! To jest prawie jak gwałt!
- Wymyślasz! – oburzył się, ale szybko zamknął buzię, bo nasypał mu się piach – Osz ty!
Całymi siłami podniósł się i unieruchomił dziewczynę, której nawet magiczne zdolności manualne nie pomagały, i wrzucił ją do wody. Wynurzyła się cała mokra. Spojrzała na niego wściekła.
- No nie! – podbiegła do niego wściekła, by się rzucić z pięściami, ale Draco zręcznie złapał jej ręce i zarzucił sobie za szyję, by pocałować Gryfonkę. Poczuł zadowolenie, kiedy złość dziewczyny przerodziła się w namiętność. To normalne. Zawsze tak miała i wiedział jak to wykorzystywać.
- Ja przez ciebie zwariuję – powiedziała poprzez pocałunki.
- Już jesteś nienormalna – stwierdził.
- Niby dlaczego? – oderwała się od niego i spojrzała w szare oczy.
- Kto normalny drze się na cały głos w nocy, tańczy na ulicach i przy latarni, śpiewa, wypija całą butelkę wina i rzuca się na chłopaka?
Roześmiała się.
- Rzeczywiście to musiało dziwnie wyglądać
Zmęczeni swoją bitwą i pocałunkami położyli się na mokrym piasku. Leżeli w ciszy myśląc o przyszłości i o nich. Chociaż czy naprawdę można powiedzieć oni? Nie byli razem i to właśnie było główną myślą tej dwójki. Nagle niebo zaczęło barwić się na różowo.
- Chyba na nas pora – westchnęła.
- Masz rację.
Wstali i otrzepali się z piachu.
- Nie chcę wracać. Tutaj jest tak cudownie – rozejrzała się tęsknie po krajobrazie.
- Kiedyś jeszcze tutaj wrócimy – dodał jej otuchy – Jak będę miał ochotę spędzić dzień w towarzystwie słodkiej, pięknej i denerwującej wariatki to będziesz pierwsza.
- No ja myślę – roześmiała się. Chwycili się za dłoń i Hermiona teleportowała się prosto do dormitorium Ślizgona. Pożegnali się krótkim pocałunkiem i Hermiona weszła w szmaragdowe płomienie. Gdy znalazła się w pustym Pokoju Wspólnym Gryffindoru, które wyglądało jakby przeszło przez nie stado rozszalałych słoni, weszła do dormitorium i zrzuciła z siebie ciuchy. Różdżką usunęła z siebie cały piasek i zmęczona padła na łóżko. Nie dane było jej jednak odpocząć. Drzwi otworzyły się z hukiem i stanęła w nich Ginny. Miała na sobie dziwne, kolorowe ubrania. Wyglądała na wstrząśniętą.
- Coś się stało? – spytała nieprzytomnie.
- Hermiono, chyba się zakochałam…!

~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję, dziękuję, dziękuję :* Wasze komentarze podniosły mnie na duchu i teraz w ogóle nie myślę ani o zawieszeniu, ani o usunięciu! Brr, co ja bym zrobiła bez tego bloga i bez Was! Macie za to długaśną notkę na siedem stron ;) Mam nadzieję, że się podoba, bo ja nie narzekam. Kocham Paryż i cudownie mi się ją pisało słuchając piosenki o tym miejscu. Świetnie się bawiłam pisząc ją *.* Wiem, że notka strasznie szybko jak na mnie, ale Wasze komentarze bardzo pobudziły moją wenę. 
Pozdrawiam i ściskam
Sheireen ♥
INFORMUJĘ!
Jeśli chcecie być informowani o nowych notkach to piszcie na ten numer GG - 42183150 ;)
Zapiszę każdego kto napisze i będę informować o nowościach na blogu. 
Sheireen ♥

sobota, 20 kwietnia 2013

Konflikt

Informacja
Może ważną informację dam na sam początek, a nie zamieszczę na końcu tak jak zawsze. Wiem, że nie pisałam prawie cały tydzień. Można powiedzieć, że zdałam sobie sprawę i zauważyłam, iż moje rozdziały są coraz słabsze i nawet pod ostatnią notką ktoś Anominowy mi o tym napisał. Można powiedzieć, że przez ten cały czas myślałam nad zawieszeniem, a nawet nad usunięciem bloga. Mój zapał osłabł, ale dzisiaj pomyślałam, że nawet jeśli piszę coraz gorzej to pozostaje jeszcze ta część osób, które mnie czytają. Nie mam serca Was opuszczać i będę pisała nawet dla jednego czytelnika, który będzie komentował.
Przepraszam, że Was zawodzę, ale postaram się zrehabilitować.
Pozdrawiam i całuję wszystkich, którym podobają się moje widocznie słabsze notki, i dla których odnajduję sens w pisaniu
Sheireen ♥

~~~~~~~~~~~~~~~
 
Hermiona zeszła na śniadanie i usiadła przy stole Gryfonów tuż obok Ginny. Sięgnęła po kanapkę i nalała sobie herbaty do szklanki. W tym czasie obok niej dosiedli się Harry i Ron, którzy powitali ją ciepło. Można nawet powiedzieć, że jeśli chodzi o Rona to aż za ciepło. Hermiona miała mętlik w głowie po wczorajszym incydencie. Sama nie wiedziała czy się cieszyć, czy też nie. Niby pogodziła się z Ronem, ale i doszło do czegoś, co nie powinno mieć miejsca. Niezauważalnie się skrzywiła, kiedy Ron usiadł obok niej. Upiła łyk herbaty i uznała, że jest za mało słodka.
- Harry, mógłbyś mi podać cukier? – spytała wskazując na miseczkę obok jego ręki. Czarnowłosy właśnie podniósł naczynie, ale Ron szybko mu je wyrwał i podał pod nos Hermionie. Ginny i Harry popatrzyli na niego podnosząc brwi. Hermiona też była zdziwiona widząc to zachowanie, ale nie okazała tego.
- Dziękuję, Ronaldzie – odchrząknęła sypiąc sobie cukru do herbaty.
- Nie ma za co, Hermiono – uśmiechnął się do niej. Hermionie nagle mignęła przed oczami jasna czupryna i natychmiast odwróciła się w stronę drzwi do Wielkiej Sali. Zobaczyła Malfoy’a, który również spojrzał się w jej stronę. Nawet z takiej odległości zauważyła, że posłał jej perskie oczko. Uśmiechnęła się. Ron widząc jej reakcję spojrzał w tamtą stronę i przymilny uśmiech od razu zniknął z jego twarzy. Malfoy zobaczył rudzielca i ironiczny uśmieszek wpłynął na jego twarz, a następnie jakby nigdy nic usiadł przy stole obok Zabiniego. Harry również się przyglądał tej scenie z niemałym zdziwieniem. Ginny jedynie uśmiechała się lekko. No cóż. W końcu tylko ona o wszystkim wiedziała.
- Co to miało być? – spytał Ron, a Hermiona usłyszała w jego głosie groźbę – Myślałem, że ten tleniony idiota już się od ciebie odczepił
- Och, dajcie spokój – przewróciła oczami widząc miny swoich przyjaciół – Ja i Dr… Malfoy – poprawiła się szybko – Dawno się pogodziliśmy
- Chyba, aż za bardzo – burknął Ron.
- Co masz na myśli? To, że się z nim po prostu przywitałam… - zaczęła.
- To nie było normalne przywitanie – przerwał jej.
- Ron, o co ci chodzi? Ja i Malfoy po prostu się tolerujemy. Nie jesteśmy już dziećmi, więc szczeniackie odpyskowywanie sobie nic nie daje. Harry też w pewny sposób się z nim pogodził, prawda? – spojrzała na Harry’ego tak, że ten nawet gdyby to nie była prawda i tak przyznałby jej rację.
- Owszem. Ron, ja i Hermiona po prostu nie chcemy mieć na swojej drodze wrogów. Nie ma nic dziwnego w tym, że się przywitali.
- Ale ty nie zwracasz na niego uwagi! – podniósł głos Weasley – Wy się do siebie nie odzywacie i to jest wasza zgoda. Unikacie się nawzajem, bo i tak za sobą nie przepadacie!
- No… racja – przyznał mu Harry.
- Właśnie! – Ron zwrócił się w jej stronę już widocznie oburzony – A ty i on ewidentnie coś do siebie macie.
- Nawet jeśli to co? – brązowowłosa spojrzała na niego z pretensją.
- Nie podoba mi się to. Żaden Gryfon nie powinien bratać się ze Ślizgonem
- Kto tak powiedział? – usłyszeli za sobą chłodny głos. Hermiona aż podskoczyła i oczy czwórki przyjaciół spojrzały na opanowanego Malfoya.
- A ty tu czego?! – burknął Ron czerwieniejąc na twarzy. Malfoy nawet na niego nie popatrzył pięknie go ignorując, tylko skinął głową Potterowi. Chłopak odpowiedział tym samym. Nagle u jego boku pojawił się Zabini. Ten natomiast przywitał się tylko z Hermioną posyłając jej przyjazny uśmiech i puścił oczko do Ginny, która natychmiastowo spłonęła, aż po cebulki włosów. Tym razem i Harry nie wytrzymał.
- Mogę wiedzieć, co się tutaj dzieje? – spytał chłodno.
- Przyszedłem porozmawiać z Hermioną – odpowiedział tym samym tonem Malfoy podkreślając jej imię.
- Hermioną? – wycedził prze zęby Ron – A od kiedy ona jest Hermioną, a nie szlamą dla ciebie?
- Odkąd się pogodziliśmy, co nie, śliczna? – posłał jej szelmowski uśmiech. Hermiona wiedziała już, w co pogrywa Malfoy i miała ochotę załamać ręce – Za to ty Weasley zawsze będziesz dla mnie tylko rudym, bezmózgim idiotą.
- Uważaj na słowa, Malfoy – warknął Harry.
- Ooo, Potter! Z tobą się nie chcę znów kłócić, bo weszliśmy na pokojową ścieżkę, więc lepiej się zamknij, by znów nie wywołać wojny.
Harry posłał mu zabójcze spojrzenie.
- Ej, a wy gdzie? – podniósł się gniewnie widząc, że Ginny wychodzi razem z Blaisem z Wielkiej Sali.
- Eee… - Ginny unikała jego wzroku.
- Spokojnie. Chcę tylko zamienić z nią słowo – i nie czekając na reakcję czarnowłosego wyprowadził Rudą z pomieszczenia.
- Nie obrazisz się jak i ja cię porwę? – szepnął jej do ucha Malfoy. Para zielonych i brązowych oczu natychmiast na nią popatrzyły.
- Nie, ale szybko – odpowiedziała tylko tak, żeby Ślizgon ją usłyszał i wyszli z Wielkiej Sali. Malfoy specjalnie objął ją delikatnie w pasie, co nie umknęło uwadze dwóch Gryfonom i wszystkim zgromadzonym fankom Dracona na w tym pomieszczeniu. Hermiona policzyła do dziesięciu starając się nie wybuchnąć. Kiedy jednak tylko znaleźli się w pustym korytarzu natychmiastowo popchnęła go wściekła na ścianę.
- W co ty do jasnej cholery pogrywasz?! – warknęła.
- Wkurza mnie Weasley. Na dodatek jak się tak na ciebie patrzył i płaszczył. Idiota – uśmiechnął się ironicznie Ślizgon.
- Czy ty wiesz, co ty zrobiłeś? – powiedziała rozpaczliwie Hermiona – Ja się z nim pogodziłam. I teraz znów pewnie będzie źle po tym, co zobaczył!
- Zauważyłem, że się z nim pogodziłaś. Zapomniałem już jak wygląda ten kretyn, gdy patrzy na ciebie z wywieszonym językiem
- Zazdrosny? – Hermiona bezbłędnie odczytała jego ton.
- No oczywiście, Granger. Jak zawsze – uśmiechnął się szelmowsko. Hermiona pokręciła głową. Przypomniała sobie o pocałunku Rona i spojrzała na Ślizgona. Zdała sobie sprawę, że ostatni raz pocałowali się wtedy w Zakazanym Lesie, kiedy miała oddać życie. Malfoy najwidoczniej pomyślał o tym samym, bo przyciągnął ją do siebie delikatnie. Dziewczyna zarzuciła mu ręce na ramiona i już stawała na palcach, kiedy nagle w korytarzu pojawił się Blaise z Ginny. Hermiona natychmiast odskoczyła od Malfoya, unikając spojrzeń dwójki przybyłych. Widziała już w wyobraźni ich miny i porozumiewawcze spojrzenia i uśmiechy.
- Powiecie nam w końcu, po co nas wyciągnęliście z Wielkiej Sali? – odezwała się Ginny.
- Oczywiście, Wiewióro, ale nie jestem już pewien, czy ta dwójka będzie chciała iść z nami, czy też zostać tej nocy samymi.
- Mniejsza. Mówcie, o co chodzi – odezwała się Hermiona.
- Wiecie, co dzisiaj jest?
- Eee, niedziela? – odpowiedziała Ginny.
- A dzień?
- 31 grudnia! – odpowiedziała Hermiona.
- Właśnie, panno Granger! 5 punktów dla Gryffindoru! – odpowiedział Blaise naśladując głos profesor McGonagall – Chcieliśmy razem z Draconem zaprosić was do jakiegoś klubu z okazji Nowego Roku.
- Świetnie – oczy Ginny zabłysnęły – Idziemy
- Czekaj! – przerwała jej Hermiona – Nie zapomnijmy, że jutro jest poniedziałek.
- Przecież nauczyciele dadzą nam wolne – odparł Malfoy – Nie opuścisz żadnej lekcji, Granger.
- No dobrze – zgodziła się – A kto jeszcze idzie?
- Tylko my.
- Świetnie, to o której się spotykamy?
- 19 w moim prywatnym dormitorium. Stamtąd teleportujemy się do jakiegoś mugolskiego klubu – odpowiedział Malfoy.
- Mugolskiego? – zdziwiła się Hermiona.
- A co, źle? – spojrzał na nią Malfoy.
- Nie, oczywiście, że nie, ale nigdy bym nie pomyślała, że takie arystokratyczne, czysto krwiste dupki jak wy chodzą do pomieszczeń pełnych szlamu.
- Daj spokój, Granger. Jasne, że chodzimy.
- I wcale nie jesteśmy dupkami – zaprzeczył Zabini z oburzoną miną dziecka.
- Niech wam będzie przystojne dupki – roześmiała się Hermiona. Blaise posłał jej zawadiacki uśmiech i bez pożegnania zniknęli razem z Ginny. Przez chwilę patrzyła jeszcze na pusty korytarz. Z lekkim ociąganiem spojrzała na Malfoya.
- To widzimy się o 19? – spytała.
- Tak. Granger? – spytał.
- Hmm?
- Masz zamiar się nadal przyjaźnić z Weasleyem i odbudować waszą świętą trójcę?
Spojrzała na niego uważnie po czym kąciki jej ust lekko drgnęły.
- Nie sądzę, by to się jeszcze dało odbudować. Ale kolegować się można. Nie myśl jednak, że mam zamiar porzucić tych, którzy tak wiele dla mnie zrobili w tym roku – to powiedziawszy uśmiechnęła się do niego ciepło i nie czekając na jego odpowiedź zniknęła mu z oczu.

Ginny latała po pokoju jak opętana.
- Gdzie jest szczotka do włosów? – krzyczała przeszukując kufer z ciuchami. Hermiona westchnęła i nie przerywając robienia makijażu odparła.
- Zapewne w łazience przed lusterkiem
Ginny bez słowa szybko pobiegła do łazienki, by po chwili wyjść zadowolona ze szczotką do włosów wplątaną już w rude pasma. Hermiona właśnie skończyła kręcić na lokówkę włosy, które teraz układała we wspaniałą fryzurę rodem z lat 60. Pomalowała usta różową pomadką i zrobiła grube kreski. Była bardzo zadowolona z efektu. Ledwo zeszła z krzesła przed toaletką Ginny zajęła jej miejsce i zaczęła tapirować włosy. Przetrząsała swoją szafę wyjmując co nowe sukienki. Nagle dostrzegła białą, prostą sukienkę. Wyjęła ją. Przypomniała sobie jak nałożyła ją na pierwszą randkę z Wiktorem Krumem. Oczywiście sukienka wydawała się jak na dziewczynkę, a nie na kobietę, ale Hermiona już wiedziała, jak chce ją przerobić. Za pomocą różdżki wycięła głęboki, długi dekolt i równie głębokie wycięcia po bokach. Plecy zostawiła zakryte. Wyczarowała jeszcze białą kokardę, którą wszyła w pasie białej sukienki. Na koniec sprawiła, że dół stał się bardziej rozkloszowany. Była bardzo zadowolona z efektu. Jednym ruchem nałożyła na siebie przerobioną sukienkę. Może i wycięcia były głębokie, ale to w końcu był Sylwester i nie zamierzała nakładać sukienki, która zakrywałaby jej atuty. Ginny, która skończyła tapirować włosy założyła czarną, krótka i koronkową sukienkę, która bardziej odsłaniała niż zakrywała. Sukienka bowiem składała się z samej koronki, a czarny materiał zasłaniał jedynie biust i dolną część ciała. Nałożyła czerwone szpilki, które miały największy obcas.
- Zabijesz się w nich – skomentowała Hermiona.
- Nieważne. Chcę przynajmniej raz nie dać satysfakcji Zabiniemu z mojego wzrostu. Która godzina?
Hermiona zerknęła na budzik obok jej łóżka.
- Za dziesięć minut mamy być u nich – odparła. Podniosła się niechętnie z łóżka i nałożyła jasnoróżowe szpilki. Wykorzystały jeszcze parę minut na drobne poprawki i wyszły z dormitorium. Hermiona bardzo nie lubiła być w centrum uwagi, więc od razu poczuła dyskomfort, gdy wszystkie spojrzenia utkwiły na niej i na Ginny.
- Hermiona! Ginny! – usłyszały głos Rona i Harry’ego dobiegający z ich dormitorium – Chodźcie na chwilę.
- Nie mamy czasu – syknęła Ginny do Hermiony, ale ta już poszła do dormitorium chłopców, w którym odwiecznie były porozrzucane ciuchy i niepościelone łóżka.
- O co chodzi? – spytała.
- Wychodzicie? – odpowiedział pytaniem na pytanie Ron wpatrując się w Hermionę. Gryfonka zaczęła się zastanawiać, czy te wycięcia rzeczywiście były dobrym pomysłem.
- Tak. A wy?
- Same? My też, dlatego was chcemy zaprosić, by pójść razem.
- Nie uważasz, że pytasz się za późno? – wtrąciła się Ginny patrząc na Harry’ego.
- Daj spokój. Przecież jesteśmy parą Ginny. Zeszliśmy się… - zaczął.
- Nie podobnego! – zaprzeczyła z oburzeniem.
- Przecież kiedy prosiłem cię o jeszcze jedną szansę to się zgodziłaś – chłopak popatrzył na nią gniewnie – Pewnie idziecie z Malfoyem i Zabinim?! – wkurzył się.
- Tak, a co?! – odpyskowała Ginny zanim Hermiona zdążyła cokolwiek wymyślić.
- O nie, nie pozwolę, by moja siostra poszła na zabawę z nieodpowiednim towarzystwem! – warknął Ron.
- Przecież ja tam będę, Ron! – zaperzyła się Hermiona.
- Ty, Hermiono też nie jesteś odpowiednia. To, że upadłaś tak nisko, nie oznacza, ze masz jeszcze wciągać w to Ginny! – krzyknął. Hermiona podeszła do niego gniewnie i stanęli blisko siebie twarzą w twarz.
- Jak możesz tak mówić? – syknęła cicho.
- Hermiono, ja chcę dla ciebie jak najlepiej…
- A kim ty jesteś, by mówić mi, co jest dla mnie najlepsze, a co nie? – nagle rozpętała się kłótnia między Harrym a Ginny.
- JAK ŚMIESZ TAK O NIM MÓWIĆ?! – krzyknęła Ginny – ZABINI JEST ŚWIETNYM PRZYJACIELEM!
- Ginny, ale to jest Ślizgon! Nie widzisz, że on chce mi cię sprzątnąć sprzed nosa?!
- Bredzisz! – wyśmiała go. Ron szybko zaprowadził Hermionę do łazienki nie zważając na jej protesty.
- Mogę wiedzieć, co to ma znaczyć? – spytała gniewnie, kiedy znaleźli się już w łazience.
- Hermiono, musisz zerwać wszelkie kontakty z Malfoyem! – powiedział.
- Słucham? – zachłysnęła się z niedowierzania.
- Nie widzisz, że on wszystko niszczy? Rozbił naszą przyjaźń, namieszał ci w głowie, a ten jego przygłupi przyjaciel wciąga w to i Ginny, a ty nic sobie z tego nie robisz!
- O przepraszam! To TY rozbiłeś naszą przyjaźń! To ty mnie zdradziłeś! I nawet taki Malfoy zrozumiał jak podle mnie potraktowałeś! I kiedy ty bezczelnie sprawiałeś mi ból, całując się z Clemense na moich oczach on był przy mnie i pocieszał!
- Ciekawe w jaki sposób – zakpił Ron – Może cię uwiódł?
- Twierdzisz, że od razu się z nim puściłam?! Nie jestem tobą! – krzyknęła Hermiona i podeszła do drzwi, ale Ron szybko jej zagrodził drogę.
- WYPUŚĆ MNIE! – popatrzyła mu w oczy.
- Powiem ci coś…
- Nie chcę cię słuchać – przerwała mu. Z dormitorium dobiegły ją huki i wściekłe wrzaski Ginny.
- Zakochałem się w tej łagodnej, przemądrzałej Hermionie Granger. Zauważyłem, że się zmieniłaś. Jesteś jakby bardziej oschła i pyskata
- Zależy dla kogo! Może ja zawsze taka byłam, a Malfoy pomógł mi przejrzeć na oczy, kto tak naprawdę zasługuje na takie zachowanie z mojej strony?! – wpadła mu w słowo.
- Może i racja. Może i się zmieniłaś, ale ja cię wciąż kocham, Miona.
Hermiona była tak zaskoczona, że przestała oddychać.
- Co prawda nie lubię jak kobiety są górą i są takie pyskate, ale to mogę w tobie szybko zmienić – stwierdził Ron i pocałował ją z całej siły. Hermiona z początku nie wiedziała, co tak właściwie się dzieje. Przez jakieś trzy sekundy odwzajemniała pocałunek, ale szybko zdała sobie sprawę, co też robi.
- Puść! – próbowała się wyrwać.
- Hermiono, ty pewnie wciąż mnie kochasz! Zobacz jak do siebie pasujemy! Naszym przeznaczeniem jest być razem!
- Co?! Co ty do jasnej cholery wygadujesz?! PUSZCZAJ! – jej próby wyrwania się szły na nic. Ron był zbyt silny i jego ramiona wcale nie sprawiały, że czuła się bezpieczna. Wręcz przeciwnie. Zaczynała się bać. Nagle drzwi wypadły z zawiasów i ktoś oderwał od niej Rona. Była przerażona. Malfoy rzucił Rona na ścianę i uderzył wściekły.
- Jak mówi puść, to uszanuj jej słowo, śmieciu! – warknął i jeszcze raz uderzył rudego, który nieprzytomny osunął się po kafelkach. Hermiona objęła się za ramiona. Malfoy podszedł do niej i objął. Jeszcze przed chwilą, kiedy siła tak bardzo ją przerażała, teraz poczuła się bezpieczna jak nigdy. Jak ona go kochała. Bała się mu o tym powiedzieć. Wyśmiałby ją. Postanowiła zachować to dla siebie. Chłopak wyprowadził ją z łazienki i weszli do dormitorium, gdzie na łóżku leżał oszołomiony Harry, a cały pokój wyglądał tak, jakby przeszło przez niego tornado. Blaise trzymał wyrywającą się Ginny, która paskudnie klęła na Pottera.
- Chodźmy już lepiej – powiedział Draco.
- Nie mam już ochoty na zabawę – odparła słabo Hermiona.
- Daj spokój. Wyglądacie ślicznie. Odsapniemy trochę. Po co o tym myśleć.
Przekonał ją. Potrzebowała odrobiny zabawy, by zapomnieć o jej dawnych przyjaciołach. Stali się takimi podłymi dupkami. A Ron już w ogóle. Jak śmiał jej mówić, że ma zerwać kontakty z Malfoyem po tym, co jej zrobił? Draco przy niej był nawet jak go odtrącała i wyzywała. Teraz mu była za to bardzo wdzięczna. W ciszy dotarli skrótami do prywatnego pokoju Ślizgona, a następnie teleportowali się. Znaleźli się w jakiejś ciemnej, opuszczonej, mugolskiej uliczce. Z oddali słychać było głośną muzykę. Cała czwórka odetchnęła świeżym, zimowym powietrzem i ruszyli w stronę ulicznego zgiełku.