czwartek, 23 maja 2013

Przesłuchanie


Hermiona mocniej uścisnęła dłoń Malfoya. Zagryzła wargę lekko zestresowana. Jak miała wytłumaczyć Ginny całą sytuację? To nie było łatwe zwłaszcza, że Ron jest jej bratem. A najgorsze było to, że podobno o wszystkim dowiedziało się Ministerstwo Magii. Melodia, Malfoy, ona i jeszcze parę osób będzie się musiało wstawić na przesłuchanie. To absurdalne, żeby karać za takie coś jak użycie Imperiusa! Owszem, to zakazana formułka i niewybaczalna, ale w tej sytuacji wydaje się niczym. Hermiona biła się z myślami. Kiedy dostała list z Ministerstwa mówiący o przesłuchaniu, aż zaniemówiła. Najgorsze było to, że nigdzie nie widziała od tamtej pory Rona. Nawet na lekcjach. Zaczęła się o niego bać. To musi być dla niego okropne. Sama nie wiedziała, co by zrobiła będąc w takiej sytuacji. Zorientowała się, że wciąż jest w Skrzydle Szpitalnym. Usiadła na krawędzi łóżka Ginny i odparła.
- Chodzi o Rona… - znów zamilkła, ale szybko wzięła się w garść – To on zaplanował to wszystko, by rozdzielić mnie i Malfoya. Czeka go przesłuchanie w ministerstwie, bo użył zaklęcia niewybaczalnego.
Głos jej się złamał. Malfoy spojrzał na nią z uwagą. Czy ona się przejmowała losem tego kretyna? Była zdecydowanie zbyt dobra. Miał nadzieję, że na przesłuchaniu nie załamie się i uda im się pogrążyć Weasleya. Niczego bardziej nie pragnął. Zawsze działał mu na nerwy, a teraz całkowicie przesadził. Może i takie zachowanie nie było w porządku. Sam pamiętał to uczucie, kiedy siedział przed całym Wizengramotem skuty w kajdany i osądzony o śmierciożerstwo. Udało mu się jednak wybrnąć dzięki interwencji matki. Gdyby nie ona, byłby skazany na pięć lat w Azkabanie. Tak siedział tylko miesiąc. To był chyba najgorszy czas w całym jego życiu. Dementorzy, którzy chodzili niczym zbłąkane dusze w chłodnych korytarzach pełnych cel ze zwariowanymi ludźmi. Gdyby nie bliscy nie wytrwałby w tym miejscu, ale i tak więzienie nie wstrząsnęło nim tak jak innymi. Wrócił odmieniony. Chciał zacząć życie od nowa jako zwykły, korzystający z życia chłopak. Udało mu się, ale nigdy nie zapomniał o tym czasie. Nienawidził Weasleya z całego serca i miał nadzieję, że słono za to zapłaci. Ginny zrobiła duże oczy. Zaniepokoiła się o los brata, ale współczuła Hermionie i nie mogła uwierzyć, że Ron był do tego zdolny.
- Czy ja będę mogła być na przesłuchaniu? – zapytała. Hermiona spojrzała na nią uważnie.
- Myślę, że będzie cała wasza rodzina, więc tak – odparła ciężko. Będzie tam cała rodzina Weasleyów. Bardzo ich lubiła i bała się ich reakcji na to, co zrobił ich syn i gdy dowiedzą się, do czego doszło między nią a Ronem.
- Co z nim? – dopytywała się Ruda.
- Chciałam ci powiedzieć wczoraj wieczorem o wszystkim, ale byłaś nieprzytomna, kiedy Blaise nas tutaj zawołał. Dzisiaj dostałam list. Nie widziałam Rona nawet na lekcjach. Czy on w ogóle wie, że tu jesteś?
- Wie – odpowiedział ktoś za ich plecami. To był Ron. Był śmiertelnie blady na twarzy, która wyrażała zmęczenie. Kiedy dostrzegł Ślizgonów wokół łóżka Ginny na jego twarzy zagościł grymas. Nic jednak nie powiedział tylko usiadł przy łóżku siostry obok Hermiony. Gryfonka poczuła jak dłoń przystojnego Ślizgona zaciska się na jej barku.
- Chodźmy stąd, Granger – wycedził. Nie mógł patrzeć na rudzielca. Zabini właśnie pocałował delikatnie w usta Ginny i zbierał się do wyjścia. Hermiona spojrzała w szare tęczówki Malfoya.
- Idź z Blaisem, Malfoy. Przyjdę później.
- Zostajesz tutaj z tym… - nie dokończył, ponieważ Gryfonka zgromiła go wzrokiem.
- Tak.
Malfoy lekko zdenerwowany wyszedł ze Skrzydła Szpitalnego. Dlaczego ona chciała jeszcze tam zostać i patrzeć na twarz Weasleya? Czy ona nie ma go dość? Blaise najwidoczniej widział jak zaciska pięści, ponieważ powiedział.
- Czym się tak przejmujesz?
- Po co ona tam została?! – Blaise wywrócił oczami.
- Pewnie chce porozmawiać z rudym, to oczywiste – wzruszył ramionami.
- Że jeszcze nie ma go dość… Ja bym go zabił, gdybym mógł… - pieklił się Draco.
- Przejmujesz się taką błahostką – odparł Blaise.
- Błahostką? Jakim prawem w ogóle ona tam została?
- Czy ty jesteś zazdrosny? – uśmiechnął się delikatnie Blaise z błyskiem w oku.
- żebyś wiedział. I nigdy nie zostawię Granger sam na sam z facetem, a tym bardziej z jej byłym. Idę tam – i już go nie było. Blaise tylko pokręcił głową i krzyknął.
- Jesteś głupi!
Ale Draco tego nie usłyszał, bo już skręcał w korytarz i wpadł do Skrzydła Szpitalnego. Ginny spojrzała na niego dziwnym wzrokiem. Draco zauważył, że Weasleya i Granger nie ma i zmrużył oczy.
- Gdzie oni poszli? – jego głos wyrażał zdenerwowanie.
- Nie masz co się przejmować, wyszli porozmawiać – odpowiedziała Ginny, nagle jej ciałem wstrząsnęły dreszcze i syknęła. Zamknęła oczy i zbiła trzymaną w ręku szklankę. Woda i szkło rozleciały się po białej posadzce. Draco podbiegł do niej i bezskutecznie próbował ją przywrócić do rzeczywistości. Czoło dziewczyny pokrywały kropelki potu, a twarz zrobiła się blada jak prześcieradło. Rude włosy leżały w nieładzie na wygodnej poduszce.
- Hej, Wiewióro obudź się! – powtarzał. Rozerwał prześcieradło i zmoczył je w wodzie w dzbanku i przetarł twarz Ginny. Oddech dziewczyny powoli stawał się regularny, a Draco spokojniejszy.
- Już wszystko okej – mówił jakby do niej i do siebie. Ta mała napędziła mu stracha. Osuszył różdżką szmatkę i ponownie zmoczył ją w zimnej wodzie. Usiadł na łóżku i otarł twarz najmłodszej latorośli Weasleyów. Dziewczyna powoli otworzyła powieki i spojrzała na niego zdziwiona.
- Malfoy, co ty robisz? – czuła się nieswojo. I to bardzo. W końcu przed chwilą przy jej łóżku siedzieli Ron i Hermiona, a teraz Ślizgon jak nigdy nic siedzi obok niej – Gdzie Ron i Hermiona?
Draco zmarszczył brwi.
- Sama przecież powiedziałaś przed chwilą, że wyszli…
- Naprawdę? – zdziwiła się. Czyżby nie pamiętała?
- Naprawdę – odpowiedział – Jak się czujesz?
- Chy-chyba dobrze – wyjąkała. Nie chciała się przyznawać do tego, co przed chwilą zobaczyła i czym była bardzo zaniepokojona. Draco podniósł się z łóżka i położył ścierkę na etażerkę obok niego.
- Muszę znaleźć Hermionę – oznajmił – Trzymaj się. Nie zemdlej mi tutaj.
Uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Przewróciła się na prawy bok, kiedy Ślizgon wyszedł z pomieszczenia. Przerażało ją to, co zobaczyła w swoim… no właśnie, co to było? Sen? Wizja? Ta dziewczyna… Tak bardzo podobna do niej nawiedzała ją za każdym razem. Zamknęła oczy i pomyślała o tym, co ujrzała.

Wysoka dziewczyna odrzuciła na plecy swoje długie, rude włosy. Spojrzała na nią i uśmiechnęła się. Widać było, że przez cały czas czekała na Ginny.
- W końcu jesteś! – zawiesiła na niej swoje czarne, duże oczy.
- Mogę wiedzieć, co się tutaj dzieje? Dlaczego wciąż cię widzę? – zaniepokoiła się Ginny.
- To naprawdę nic poważnego, kochana – powiedziała wymijająco nieznajoma i szybko zmieniła temat – Co się stało z Remusem? Co u niego?
Ginny opuściła wzrok. Przypomniały jej się skutki II Bitwy o Hogwart. Ciała Freda, Tonks i Lupina mignęły jej przed oczami. Przełknęła łzy. To wciąż było bardzo bolesne.
- Nie żyje… - powiedziała cichutko – Jego żona też…
- Żona? – niedowierzała dziewczyna. Ginny pokiwała głową – Czyli o mnie zapomniał? Mówił coś o mnie?
- Nigdy. Mogę wiedzieć, kim jesteś? – spytała stanowczo Ginny.
- Galia – odpowiedziała szybko dziewczyna wciąż zamyślona – Czy Remus miał dziecko?
- Tak, chłopczyka. Teddy – Ginny cieplej się zrobiło na sercu na myśl o uroczym bobasie. Czuła się jednak nieswojo. Dlaczego ta dziewczyna ją nawiedzała?
- Galio – zaczęła ostrożnie – Nie wiem kim jesteś, ani dlaczego cię widzę, ale nie chcę tak dłużej.
Tym razem dziewczyna popatrzyła na nią z mściwym błyskiem w oku.
- To niemożliwe – uśmiechnęła się. Ten uśmiech nie spodobał się Ginny. Ani trochę.
- Jak to? Jesteś martwa… Ta wizja, którą widziałam… Widziałam twoją śmierć.
- Tym samym przyjmując mojego ducha – podły uśmiech nie schodził z ust dziewczyny.
- Słucham? – Ginny niedowierzała.
- Czekałam tyle lat na kogoś, kto mógłby przyjąć moją duszę. Aż w końcu pojawiłaś się. Jesteśmy do siebie podobne, jesteś jedyną córką w rodzinie, siódmym dzieckiem swoich rodziców. Zupełnie jak ja, Ginewro.
- Nie mów do mnie Ginewro! – oburzyła się ruda. Była zdezorientowana. Galia roześmiała się cicho.
- Wiem o tobie wszystko, wiem czego nie lubisz i co sprawia ci przyjemność. Wiem, czego się boisz i mogę to wykorzystać przeciwko tobie
- Nie…
Ginny zrobiło się ciemno przed oczami. Usłyszała czyjś głos. Jakby ktoś mówił przez grubą szybę.
- Hej, Wiewióro obudź się!
Rzuciła jeszcze krótkie spojrzenia na roześmianą twarz Galii i odpłynęła.

Hermiona i Ron wyszli ze Skrzydła Szpitalnego i znaleźli pusty korytarz nieopodal. Hermiona musiała z nim porozmawiać na poważnie. Nie chciała, by Ginny była przy tej rozmowie. Była wściekła na Rona i zarazem bała się o niego. Co z nim będzie? Musi czuć się okropnie. Wizja Rona siedzącego w sądzie przed ważnymi urzędnikami z ministerstwa, przyprawiała ją o dreszcze. Tak nie można. Wiedziała, że tutaj chodzi o jej sprawę, ale… Nie chciała dla niego czegoś takiego. Nie takiej zemsty pragnęła. Zastanawiała się, kto doniósł na Rona. Ministerstwo nie miało dostępu do tego, co się dzieje w szkole i nie mogli wiedzieć o tym, że chłopak użył zaklęcia niewybaczalnego.
- Dlaczego mnie tu ciągniesz? – spytał Weasley.
- Jak się czujesz? – wypaliła zanim cokolwiek zdążyła przemyśleć. Uśmiechnął się trochę drwiąco.
- Ze niby ciebie to interesuje. Stajesz się taka jak on, dlaczego miałabyś interesować się kimś innym poza sobą?
Hermiona zmrużyła gniewnie oczy.
- Żebyś wiedział, Ron, że mnie to interesuje. I nigdy nie będę taka jak inni Ślizgoni – syknęła.
- Syczysz zupełnie jak wąż – zauważył Ron. Hermiona zacisnęła pięści, ale starała się opanować. Rzeczywiście, ostatnio się zmieniła. Nie potrafiła zapanować nad swoimi odruchami. Kiedyś dokładnie musiała przemyśleć coś zanim to zrobiła, a teraz działała impulsywnie. Zupełnie jak Harry. Ale czy nabrała ślizgońskich cech? Nie wydawało jej się. Była stuprocentową Gryfonką i tak chciała być pamiętana, gdy skończy szkołę.
- Skończmy ten temat – opanowała buzujące w niej emocje – Wiem o przesłuchaniu.
- Trudno, żebyś nie wiedziała. Sama mnie w to wkopałaś ze swoim chłopakiem – odpowiedział, wypowiadając słowo „chłopak” jakby było czymś obrzydliwym.
- Draco nie jest moim chłopakiem – dodała pośpiesznie i odgarnęła włosy za ucho. Dziwiło ją to, że użyła imienia Ślizgona, a nie jak zwykle nazwiska – I nie ja cię w to wpakowałam, Ron.
- Czyżby? Może nawet ci się zaręczył? – wydrwił ją. Zapewne zauważył pierścionek na jej palcu – Gratuluję, będziecie świetną parą.
- Co? – Hermiona zakrztusiła się powietrzem.
- Swoją drogą szybko się zgodziłaś. On podsuwa ci drogi prezent pod nos, a ty już się na niego rzucasz. Wybacz, że ja ci tego nie zapewniłem – ciągnął z pogardą w głosie, która bardzo ją raniła.
- Zachowujesz się tak, jakbyś mnie nie znał. Doskonale wiesz, że nigdy nie leciałam na kasę – powiedziała z pretensją w głosie, który brzmiał trochę płaczliwie.
- Tak mi się wydawało, że cię znam. Prawdziwa Hermiona nigdy nie poleciałaby na Ślizgona. W dodatku nie na tą szuję – uśmiechnął się pogardliwie.
- Prawdziwy Ron nigdy nie zdradziłby mnie – warknęła. Ron popatrzył na nią uważnie. Hermiona spojrzała mu prosto w oczy – Prawdziwy Ron Weasley wciąż byłby przeze mnie kochany. Zmieniliśmy się oboje, Ron – dodała. Rudzielec zamilkł. Było tak, jakby nagle wszystko ucichło. Jakby nic nie istniało.
- Szkoda tylko, że ucierpiała na tym nasza przyjaźń – westchnęła – Harry również przez nas cierpi.
Znów weszła na ten temat. Na temat ich zatraconej przyjaźni. Przełknęła łzy. Nie zniesie tego. Dlaczego była tak słaba? Nie mówiąc nic więcej po prostu odeszła. Jak najszybciej się dało. Ron próbował ją zawołać, ale ona się nie odwróciła. Nie chciała, by widział łzy w jej oczach. Schowała się w pierwszym lepszym pomieszczeniu, które okazało się łazienką dla mężczyzn. Oparła się rękami po dwóch stronach umywalki i spojrzała w lusterko. Tak bardzo chciała, by dzieciństwo wróciło. Poszłaby do mamy, która by ją pocieszyła, a na koniec dała cukierka. Przyrzekła sobie, że po szkole ich odnajdzie. Odnajdzie rodziców i zrobi wszystko, by przywrócić im pamięć. Kochała ich. To dzięki nim czuła się bezpiecznie. Byli dla niej jednymi z najważniejszych osób w jej życiu. Zdała sobie sprawę, że to ona odsunęła się od jej najbliższych. Zmodyfikowała pamięć rodzicom, pokłóciła się Ronem tym samym odsuwając się od Weasleyów, odsunęła się od Harry’ego. Już nie miała z nim tak dobrych kontaktów. Tylko Ginny została. Bała się o jej stan. Zacisnęła palce na umywalce i spojrzała w lustro. Łzy rozmyły jej delikatny makijaż. Odkręciła wodę i oblała nią twarz. Żeby tak wszystkie troski spłynęły po niej jak ten głupi tusz do rzęs. Oblała jeszcze raz twarz wodą i wytarła ją w czerwony sweterek. Nagle ktoś wszedł do toalety. Zawiesiła głowę, by nie pokazywać swojej twarzy. Dostrzegła w lusterku odbicie zdziwionego chłopaka. Miała właśnie wyjść, kiedy odezwał się.
- Wszystko w porządku? Jak chcesz to wyjdę… - Hermiona zatrzymała się z ręką na klamce i spojrzała na twarz chłopca.
- Nie, okej. Ja wyjdę.
- Wszystko będzie dobrze – zapewnił ją – Nawet jeśli życie daje ci niezłego kopniaka – dodał z miną znawcy. Hermiona spojrzała na niego uważnie.
- Jak się nazywasz? – spytała.
- Bill, a ty?
- Hermiona – uśmiechnęła się delikatnie.
- Ach, no tak! Gryfonka – podał jej rękę. Uścisnęła ją niepewnie, a chłopak ucałował jej dłoń. Mile się zdziwiła. Takie maniery są bardzo rzadko spotykane.
- A ty z jakiego domu jesteś? – spytała.
- Slytherin – odpowiedział chłopak. Hermiona znów się zdziwiła. Już wiadomo skąd te maniery. Zapewne kolejny arystokrata czystej krwi. Ciekawe, czy wie, że właśnie dotknął szlamę. Bill najwyraźniej zauważył jej wyraz twarzy.
- Zdziwiona? Istnieją wyjątki u nas w domu i niektórzy bywają mili – uśmiechnął się ponownie.
- Och, nie, po prostu… No dobrze, może troszkę jestem zdziwiona, ale wiem, że istnieją mili Ślizgoni – odpowiedziała szybko – Dobrze ja już sobie idę, w końcu siedzę w toalecie dla mężczyzn – roześmiała się krótko.
- Pamiętaj, będzie dobrze – pocieszył ją i również się uśmiechnął.
- Dziękuję… Bill – powiedziała i wyszła z łazienki. Przed chwilą czuła się okropnie, a teraz już nie odczuwała tego wszystkiego. To dziwne, że czasami wystarczy rozmowa. Pocieszenie od drugiej osoby. Nawet nieznajomej. Hermiona coraz bardziej utrzymywała się w przekonaniu, że Ślizgoni może wcale nie są tacy źli, za jakich ich uważała od samego początku. Szła rozmyślając, zupełnie nieświadoma swoich kroków.

Draco i Hermiona siedzieli na dworze pod wielkim drzewem. Koniec lutego był naprawdę ciepły i przyjemny. Jednak uczniowie wychodzący na dwór wciąż zakładali na siebie ciepłe kurtki. Hermiona wertowała każdą stronę tematów jutrzejszych lekcji i starała się zapamiętać jak najwięcej. Draco opracowywał strategię gry w quidditcha. Nadchodził kolejny mecz i bardzo chciał go wygrać. Spojrzał na Hermionę, która była tak pochłonięta książką, że nie odczuła tego, iż chłopak się na nią patrzy.
- Naprawdę nie wiem jak może cię to interesować – zagadnął ją. Spojrzała na niego nieprzytomna, ale szybko odpowiedziała.
- Interesuje mnie to tak samo jak ciebie quidditch.
- Tyle, że w quidditchu są jakieś emocje, rywalizacja, a tutaj? – wyrwał jej książkę z rąk i przeczytał fragment, by po chwili oddać gruby tom dziewczynie – Same głupoty.
- Takie, jak ty to mówisz „głupoty” przydadzą mi się w dorosłym życiu, a quidditch?
- Może zamierzam zostać światowym graczem? – przerwał jej. Podniosła brew i miała coś powiedzieć, kiedy się rozmyśliła i wróciła do czytania.
- No dokończ, Granger – zachęcił ją ciekaw, jaką też uwagę chciała rzucić.
- Tym razem się do drużyny nie wkupisz – odpowiedziała. Do Malfoya dopiero po chwili dotarł sens jej słów.
- Jesteś podła.
- Szczera.
- Udowodniłem ci wiele razy, że potrafię grać – oznajmił wciąż urażony jej słowami.
- Niby – powiedziała wymijająco.
- Niby?! – teraz już całkowicie go ugodziła. Spojrzała na niego, a w jej oczach dostrzegł bezgraniczne rozbawienie – Pokażę ci jeszcze, Granger, zobaczysz! Nikt nie będzie mi wmawiać, że nie potrafię grać – nakreślił plan strategii.
- Nie mogę się doczekać – odpowiedziała z ironicznym uśmieszkiem. Chyba jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Wciąż ją zaskakiwał. Ale to dobrze. Życie z nim może nie będzie takie złe. Wyprostowała się gwałtownie przerażona swoją myślą. Życie z nim?! Nie, ona na pewno tak nie pomyślała. Przecież to niemożliwe. Ona i Malfoy. Pff. Jego matka nie cierpi osób z nie magicznej rodziny.
- Idziesz jutro na przesłuchanie w sprawie Weasleya? – z rozmyślań wyrwał ją jego głos.
- Oczywiście, że tak.
- Nie mogę się doczekać – oznajmił z mściwym uśmieszkiem. Hermiona obrzuciła go czujnym spojrzeniem. Czy Malfoy coś knuje? Miała nadzieję, że nie. Jednak ta mina… Ten uśmiech i te błyski w oku. To wciąż Ślizgon, który nienawidzi Rona. Hermiona zraziła się swoimi myślami.
- Mam nadzieję, że to całe przedstawienie szybko minie – odparła i odłożyła książkę. Wyciągnęła różdżkę i wyczarowała malutki płomyczek, który zamknęła w również wyczarowanym słoiczku. Przed chwilą zerwał się dość mroźny wiatr i potrzebowała się ogrzać.
- Chodźmy lepiej do zamku – powiedział widząc jak dziewczyna ogrzewa ręce przy płomyczku.
- Nie, możemy siedzieć – powiedziała jako iż to Malfoy chciał wyjść na dwór.
- Daj spokój, Granger – odpowiedział zbierając swoje rzeczy – Jeszcze mi się przeziębisz na początek wiosny. Zabrali z ziemi ostatnie rzeczy i razem ruszyli w stronę zamku.

Draco siedział na chłodnej ławce w pomieszczeniu obłożonym ciemnymi kafelkami. Ministerstwo Magii. Przesłuchanie Weasleya. Lepiej być nie mogło. W końcu rudy dostanie za swoje. Poprawił swój krawat i wygładził marynarkę. Hermiona siedziała obok niego zdenerwowana.
- Dlaczego musimy tak długo czekać? – patrzyła niespokojnie na zegarek.
- Sama chciałaś tak wcześnie przyjść, by się nie spóźnić – wzruszył ramionami – Dlaczego Ginny nie przyszła do brata?
Hermiona jeszcze bardziej się nachmurzyła na myśl o przyjaciółce.
- Od wyjścia ze Skrzydła Szpitalnego zrobiła się jakaś cicha. Ciągle siedzi w dormitorium i czyta książki.
- To dla ciebie nienormalne? – spytał – Przecież ty też cały czas siedzisz z nosem w książce.
- Ja to ja, ale Ginny nigdy tak bardzo się nie interesowała lekturą – odpowiedziała – Z ciekawości przejrzałam to, co wypożyczyła. Wszystko ma związek z duchami, opętaniem  i zjawami.
- Nieźle – zagwizdał.
- Niepokoję się o nią. Nie chce ze mną porozmawiać na ten temat – odgarnęła za ucho kosmyki włosów, które wyparły jej z koka. Miała na sobie elegancką, białą koszulę, czarną spódniczkę i czarne szpilki na niezbyt wysokim obcasie. Chciała wyglądać nienagannie. Zresztą nie wypadało iść do ministerstwa na przesłuchanie w codziennym ubraniu. Miała szczęście, że nie musiała tego tłumaczyć Malfoyowi. Potrafił się ubrać na każdą okazję, a Harry najchętniej włożyłby zwykłą koszulę i jeansy. Draco objął ją w pasie, a ona splotła swoje palce z jego.
- Denerwuję się – zagryzła wargę.
- Nie masz czym – dodał jej otuchy, ale sam nie czuł się pewnie. Zwłaszcza, że w tej samej Sali był przesłuchiwany i oskarżony o śmierciożerstwo. W końcu usłyszeli kroki sporej ilości osób i z korytarza wyłonili się urzędnicy, a za nimi cała rodzina Weasleyów oprócz Ginny, Harry i Melodia. Dziewczyna miała na sobie dość dziwne ubranie. Czarna sukienka wyglądała jakby była utkana z liści i po dłuższym przypatrzeniu się Hermiona uznała, że rzeczywiście tak jest. Melodia spięła włosy w wysokiego kucyka, który odkrywał jej szpiczaste, elfie uszy. Hermiona podniosła się z ławki i razem ze wszystkimi weszła do sali. Ron usiadł na samym środku. Był blady na twarzy i Hermiona poczuła wyrzuty sumienia. Może gdyby inaczej rozstrzygnęła tę sprawę z Ronem, to nie doszłoby do tej sytuacji? Słuchała w skupieniu zarzutów wobec chłopaka. Groził mu miesiąc w Azkabanie. Kiedy chłopak to usłyszał wyglądał jakby ktoś wypompował z niego całe powietrze. Skulił się na krześle. Hermiona miała ochotę podejść do niego i go pocieszyć, ale uprzedziła ją pani Weasley, która zatroskana podeszła do syna i stanęła obok niego, by po chwili zabrać go do siebie na ławkę, ponieważ Melodia jako pierwsza szła na świadka. Powiedziała o wszystkim. O jej dziwnym zachowaniu podczas zaklęcia Imperius i o tym, że wlewała Amortencję nieświadoma tego, co robi.
- Ten chłopak zasługuję ta karę – powiedziała mściwie, wlepiając jasnozielone oczy w Rona.
- Jest pani bardzo mściwa – zauważył ktoś z urzędników po prawej stronie.
- Moja rasa jest mściwa i zawsze oczekuje zapłaty w zamian za swoje cierpienie – odparła dumnie. Hermiona słuchała uważnie i coraz bardziej uważała, że to, co się dzieje jest chore! Owszem, nacierpiała się wiele przez skutek Imrepiusa, ale… Ukryła twarz w dłoniach.
- Dobrze się czujesz? – zaniepokoił się Draco. Hermiona okiwała głową, ale nie zabrała rąk z twarzy.
- Draco Lucjusz Malfoy na świadka, proszę! – rozległ się głos urzędnika i Draco musiał wstać. Jego miejsce zajęła Melodia, która pocieszyła Hermionę. W tym samym czasie Draco oczerniał Rona przed sądem.
- Co on wyprawia? – syknęła Hermiona słuchając oskarżeń Malfoya.
- Mówi prawdę – dziewczyna-elf wyprostowała się na krześle.
- Ale dlaczego tak bardzo go poniża? – zdenerwowała się.
- Draco po prostu chce, by Weasley dostał należytą karę.
Hermiona wpatrywała się z niedowierzaniem w Ślizgona. Mogła się spodziewać, że nienawiść i wrogość, która jest między nim a Ronem da o sobie znać. Pani Weasley obrzuciła ją dziwnym spojrzeniem. Nie mogła uwierzyć, że Hermiona naprawdę jest teraz z Draconem Malfoyem, który był dla niej tak wielkim wrogiem. I nie tylko dla niej. Malfoyowie zawsze byli największymi wrogami Weasleyów. Nawet sam Voldemort był im bardziej przyjazny.
- Dziękuję, panie Malfoy – rozległ się głos sędzi – Panna Granger, proszę!
Hermiona poczuła jak drętwieje. Dopiero Melodia przywróciła ją do życia. Wstała i doszła do krzesła na samym środku sali. Nogi miała jak z waty. Przełknęła ślinę.
- Proszę się przedstawić. Imię, nazwisko, zajęcie, wiek, status magiczny.
- Hermiona Jane Granger, lat 18, jestem na ostatnim roku w Hogwarcie – wydukała.
- Status magiczny? – dopytywał się sędzia. Hermiona poczuła obrzydzenie. A więc status wciąż jest ważny? Czy teraz, kiedy w końcu nie ma wojny, nie powinna być równość?
- Nie sądzę, by to było ważne – powiedziała twardo. Draco spojrzał na nią ze zdziwieniem, ale i z dumą.
- Przeciwstawia się pani sądu najwyższemu?
- Jestem czarownicą, czy to nie wystarcza? Czy status wciąż się liczy po upadku Voldemorta? Czy nikt nie jest równy niezależnie od pochodzenia? – mówiła z determinacją.
- Dość! – sędzia uderzył młotkiem o ladę. Był wściekły, że dziewczyna miała rację i że wypowiedziała imię Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. Głupia smarkula – Panno Granger, skończmy ten temat i przejdźmy do czegoś ważniejszego. A dokładniej do tego, co się działo.
Hermiona wyprostowała się i powiedziała wszystko na temat sprawy. Nic nie dodając ani nic nie odejmując.
- Jest pani za oczyszczeniem pana Weasleya z zarzutów, czy podziela pani zdanie pana Malfoya i drogiej Melodii z rasy elfów, by skazać oskarżonego na miesiąc w Azkabanie?
Hermiona zagryzła wargę. Spojrzała najpierw na twarz Malfoya i Melodii, którzy oczekiwali od niej skazania Rona. Czyż nie tego chciała? Zemsta jest słodka i mogłaby się nią delektować. Mogła żyć myślą, że jest szczęśliwa, kiedy Ron siedzi przestraszony w Azkabanie. Spojrzała na drugą stronę, gdzie Weasleyowi patrzyli na nią wyczekująco. Ron odwrócił wzrok, by na nią nie patrzeć. Domyślał się, co powie. Napotkała spojrzenie Harry’ego. Wiedziała, czego od niej oczekiwał. Harry miał nadzieję, że Hermiona będzie sobą. Ale to była jej decyzja. To ona ją podejmie i to sama. Pani Weasley popatrzyła na nią błagalnie. Matka, której syna dopadł wilkołak. Matka, która straciła kolejne dziecko. Teraz jej najmłodszy syn miał iść do więzienia. Do najgorszego miejsca w całym świecie czarodziejów.
- Panno Granger, czekamy. Winny, czy nie? – ponaglił ją sędzia.
Hermiona przemyślała wszystko. Czuła się rozdarta. Nie była mściwym człowiekiem, ale zemsta byłaby cudowna. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Znała odpowiedź i podjęła decyzję.
Otworzyła usta, a cała sala zastygła w napięciu.

~~~~~~~~~~~~~~~ 
Notka na razie bez czujnego oka bety, ale jutro z Natalią wynajdziemy wszystkie błędy. Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale notkę pisałam drugi raz, bo mi się usunął cały tekst i byłam wściekła. Tak czy inaczej nie jestem zadowolona, bo drugi raz nigdy nie jest tak dobry jak pierwszy jeśli chodzi o ponowne pisanie notki. Mam nadzieję, że nie jest najgorzej. Kolejna notka pewnie będzie za 4 dni. 
Pozdrawiam
Sheireen ♥

sobota, 18 maja 2013

Walentynki cz.II


Hermiona przez chwilę wpatrywała się w znikającą parę. Zerknęła również na Rona, ale gdy tylko chłopak na nią spojrzał, odwróciła wzrok. Rozłożyła gazetę, by się zakryć przed natrętnymi brązowymi oczami, ale nie czytała za długo, ponieważ dosiadł się do niej Puchon, Ernie. Hermiona zauważyła, że znacznie urósł od ostatniego czasu. Na jego twarzy widniał lekki zarost.
- Co tam, Hermiono? Jak ci mija ten rok szkolny? – uśmiechnął się.
- Nie jest tak źle, a tobie?
- U mnie całkiem dobrze, chociaż żałuję, że to już mój ostatni rok.
- Oj tak, ja już tęsknię za tymi murami. Uwielbiam Hogwart – rozmarzyła się, lekko się uśmiechając.
- Jeszcze tak niedawno płynęliśmy po raz pierwszy łodzią przez jezioro – wspominał Ernie. Hermiona znów się uśmiechnęła na to wspomnienie. Pamiętała, co jej powiedziała Tiara Przydziału. Inteligencja, spryt, odwaga, dobre serce. Tiara wahała się między Gryffindorem a Ravenclawem, ale w końcu Gryffindor wygrał. Często zastanawiała się jakby wyglądało jej życie, gdyby nie przyjaźń z Harrym i Ronem. Cóż. Z pewnością byłoby nudne. Ale czy teraz tak jest? Owszem brakuje jej przygód i rozwiązywania łamigłówek, ale nie narzekała na swoje życie. Miała Ginny i Harry’ego. Oni zawsze będą wtedy, kiedy będzie ich potrzebować.
- A co z tobą i Draconem Malfoyem? – spytał Ernie. Hermiona chcąc nie chcąc obrzuciła go nieco chłodnym spojrzeniem.
- Jak to co ze mną i z nim?
- Noo… Ten pocałunek na środku klasy podczas eliksirów… - zaczął, ale Hermiona zgromiła go wzrokiem. Chłopak natychmiast zamilkł.
- To nie było nic ważnego. Zwykła wpadka przy pracy.
- Chciałem tylko wiedzieć, czy wy…
- Nie – powiedziała stanowczo. Nie odchodziło jej to, że jest niemiła i oschła. Niech się nie wtrącają w jej życie prywatne. Niech każdy zajmie się swoimi sprawami.
- Dobra, to przepraszam – odpowiedział Ernie i lekko speszony opuścił jej stolik. Hermiona ponownie wzięła gazetę i zaczęła ją czytać. Dość gwałtownie przewracała strony. Ona i Malfoy. Pocałunek na środku klasy. Dobre sobie! Żałowała, że ludzie ją wtedy widzieli. Teraz są skłóceni i ludzie pewnie pomyślą, że Malfoy zabawił się z nią jak z każdą inną. Że też musiało ją to spotkać. Za jakie grzechy? Właśnie czytała jakiś niezwykle interesujący artykuł o nowym gatunku zwierząt odkrytym przez czarodziejów na Alasce. Drzwi do pubu otworzyły się skrzypiąc głośno. Rozejrzała się dookoła i zobaczyła Malfoya. No tak, to jej szczęście. Nie widywała go przez cały ten czas, ale oczywiście dane go było jej zobaczyć w czasie Walentynek. Cholernego dnia zakochanych! Och, Hermiono chyba nie masz dzisiaj dobrego humoru. Ukryła się za gazetą, by Ślizgon jej nie zobaczył. Nikt jednak jej nie przeszkodził, więc zaczytała się znów w artykule na temat nieznanego stworzenia. Nagle usłyszała jak ktoś dosiada się do jej stolika. Zacisnęła zęby, ale nie odłożyła gazety.
- Wolne? – usłyszała głos Malfoya – Granger, wiem, że to ty – dodał po chwili. Hermiona z gracją odłożyła gazetę i spojrzała na niego beznamiętnie.
- Zajęte – odpowiedziała krótko. Malfoy nie ruszył się z miejsca - Powiedziałam, że zajęte – warknęła.
- Ktoś będzie musiał sobie znaleźć inne miejsce, bo teraz to ja, je zająłem – upił łyka grzańca. Hermiona obrzuciła go dłuższym spojrzeniem. Wszystko się w niej gotowało. Ta jego nonszalancja, to że miał wszystko gdzieś i te jego włosy i kosmyki opadające na jego przystojną twarz.
- No wiem, Granger, że dawno mnie nie widziałaś, ale to nie oznacza, że masz mnie rozbierać wzrokiem – mrugnął do niej. Jej twarz jednak została niewzruszona. Nie chciała, by wydało się to, o czym przez chwilę myślała. Opuściła wzrok. Usłyszała to, co powiedział Ron. Miała niezbity dowód, że to on przyczynił się do tego, że doszło do takich wydarzeń. Będzie musiała o tym porozmawiać z Malfoyem, ale jakoś nie była na to gotowa. Pewnie później będzie ciągle jej wytykać to, że on miał rację, a ona mu nie uwierzyła. Czuła się nie fair, bo oskarżała chłopaka o zdradę nie przyjmując do wiadomości innych rozwiązań. Ale czy jest tutaj się czego dziwić? Od dawna się tego bała, a później miała niezbity dowód na to, że ją zdradzał i nie był z nią szczery. Dla zajęcia się czymkolwiek wypiła trochę piwa kremowego.
- Gdzie zgubiłeś Melodię? – nie mogła się powstrzymać. Draco spojrzał na nią uważnie.
- Dlaczego miałbym się włóczyć z przyjaciółką w dzień zakochanych?
- Z przyjaciółką? – powtórzyła Hermiona i udała, że przegląda gazetę.
- Tak. Z przyjaciółką i nikim więcej – odparł. Nastała długa, niezręczna cisza. Hermiona stawała się coraz bardziej niepewna. Czuła na sobie wzrok chłopaka, ale perfekcyjnie zdawała się udawać, że jest pochłonięta artykułem.
- Jak ci idzie zaliczanie testów próbnych? – spytała Hermiona, by przerwać ich rozmyślania. Malfoy zdziwił się słysząc jej głos. Myślał już, że się nie odezwie do niego ani słowem.
- Świetnie. Jak dotychczas mieliśmy pięć testów to dwa zaliczyłem na W, a ty? – odpowiedział jej. Chciał ciągnąć tę rozmowę jak najdłużej.
- Ze wszystkich W. Oczywiście jak dotychczas – dodała po chwili. Westchnęła ciężko i spojrzała w okno, przez które widać było zaśnieżone wieże Hogwartu i czyste, niebieskie niebo.
- Co ci tak ciężko?
- Nie chcę opuszczać Hogwartu - odpowiedziała. Nie wiem jak sobie dam radę…
- Jesteś Gryfonką i się załamujesz? – zapytał zdziwiony – Dałaś sobie z nich wszystkich najbardziej radę podczas szukania horkruksów.
Uśmiechnęła się lekko. W oczach Malfoy błysnęły wesołe iskierki.
- To nie to samo. Nie wiesz jak bardzo zmieniło się moje życie w tym roku.
- Znając życie, ja pewnie zmieniłem je najbardziej – Malfoy obrzucił Weasleya chłodnym spojrzeniem, bo rudzielec akurat patrzył się w ich stronę.
- Jakbyś zgadł – odparła z sarkazmem.
- Przejdziemy się? – zaproponował po dłuższym czasie. Hermiona przez chwilę się zastanawiała, ale w końcu odpowiedziała.
- Jasne – nałożyła kurtkę i razem z Malfoyem wyszli z pubu odprowadzeni wzrokiem przez większość uczniów, a w szczególności przez Rona i Erniego. Hermiona nie miała się co dziwić widząc minę Puchona. Jeszcze przed chwilą powiedziała, że między nią a Malfoyem nic nie jest, a teraz wychodzą razem z Trzech Mioteł. Lekki wiaterek rozwiewał jej włosy, kiedy wyszli z knajpy. Poszli do sklepu Zonka, by popatrzeć na jakieś nowe, ciekawe rzeczy. Zdziwiło ich to, że było tak mało osób. Okazało się, że jeszcze tak niedawno był tutaj ciekawy pokaz fajerwerków, który wystraszył połowę klientów Ruszyli więc do Miodowego Królestwa, gdzie kupili pełne paczki słodyczy. Całkowicie rozluźnili się w swoim towarzystwie jakby te wszystkie kłótnie i nieporozumienia poszły w niepamięć.
- I jak smakuje? – spytała Malfoya.
- Mięta z czekoladą, dobre. Chcesz spróbować? - podsunął jej płynną czekoladę. Wzięła od niego kubek, a Draco skorzystał z okazji i obsmarował jej całą twarz słodkościami.
- Cham! – roześmiała się i wytarła czekoladę z twarzy – A może spróbujesz tego, co?
Tym razem to Malfoy miał całą uwaloną twarz w słodyczach. Oboje zanosili się śmiechem.
- Może zajdziemy tutaj? – zaproponował Malfoy wskazując kawiarnię pani Puddifoot.
- W porządku – odparła, ale gdy tylko weszła od razu stwierdziła, że to zły pomysł. Wszędzie siedziały całujące się i przytulające pary. Zajęli wolny stolik przy ścianie. Z sufitu zaczęły na nich zlatywać kolorowe (w większości różowe i czerwone) konfetti w kształcie malutkich serduszek.
- Już nie lubię tego miejsca – odpowiedziała Hermiona strzepując z włosów konfetti. Podeszła do nich wysoka kobieta o przyjaznym wyrazie twarzy. Miała na sobie różową, zwiewną sukienkę, która pachniała kawą i słodyczami.
- Ach, nowa para! Moja kawiarnia zawsze przyciąga w ten dzień tyle osób! – zaświergotała. Hermiona uśmiechnęła się, ale wyszło jej to dość krzywo.
- Chcecie coś zamówić, młodzi kochankowie? – spytała. Hermiona zwróciła spojrzenie na Malfoya mówiące „ratuj”. Ślizgon widząc to uśmiechnął się pod nosem.
- Dwie gorące czekolady – odpowiedział, by tylko pozbyć się kelnerki.
- Już się robi! Ach tak i jeszcze coś – miała już odejść, kiedy zawróciła – Mamy takie małe niespodzianki dla par. Proszę sobie wylosować karteczkę – podsunęła im pod nos miseczkę z karteczkami. Hermiona zrobiła litościwą minę i nawet nie ruszyła ręką. Natomiast Malfoy dla świętego spokoju wyjął pierwszą lepszą karteczkę.
- Zobacz, drogi młodzieńcze, co też jest na niej napisane! – zwróciła mu uwagę, kiedy odłożył zwitek papieru na stole. Malfoy odwinął karteczkę. W oczach błysnęły mu ogniki. Hermiona spojrzała na niego z lekkim strachem. Co też tam takiego przeczytał?
- I…? – dopytywała się pani Poddifoot z ciekawością w głosie.
- Pocałuj ją – odpowiedział pewnym głosem Malfoy i spojrzał na Hermionę. Miał ten sam szelmowski i irytujący ją uśmiech. Hermionie szybciej zabiło serce. Och, nie!
- No dalej – ponagliła ich kobieta.
- Naprawdę, obejdzie się – próbowała jakoś odkręcić sytuację Gryfonka.
- Hermiono, ale co w tym złego, żeby zrobić to teraz? – spytał czule Malfoy. Spojrzała na niego jak na wariata. Zabije go. Udusi własnymi rękoma, ale najpierw sprawi, żeby się nacierpiał. Widziała jak w duchu się z niej śmieje. Draco był zadowolony z sytuacji. Ten pomysł z karteczkami i ta cała kawiarnia to coś naprawdę głupiego, ale czemu nie odwrócić tego w zabawę? Granger tak słodko się peszyła.
- No dobrze – odpowiedziała dziewczyna. Draco zdziwił się jej odpowiedzią – Ale tylko w policzek – podkreśliła.
Przybliżyła się do niego i cmoknęłaby go w policzek, gdyby nie to, że chłopak specjalnie przekręcił głowę tak, że trafiła na jego usta. Gryfonka speszona i zła odsunęła się od niego.
- Co tak słabo? – zdziwiła się kobieta – Teraz ty, młodzieńcze! Pokaż jej jak bardzo ją kochasz!
Hermiona zacisnęła pięści.
- Wystarczy – odpowiedziała stanowczo, patrząc na kobietę – Nie powinna pani nas do tego nakłani…
Nie dokończyła, bo poczuła jak Malfoy wychyla się do niej i całuje w usta. Gorąco i namiętnie. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, ale po chwili szybko je zamknęła. Poddała się mu i nawet sama pogłębiła pocałunek. Nad ich stolikiem wybuchły malutkie petardy. Pochłonięci sobą nie zauważyli, jak właścicielka odchodzi od nich zadowolona. Jej specjalnością było łączenie młodych ludzi w pary. Hermiona zorientowała się i natychmiast się odsunęła. Wbiła się w oparcie krzesła. Malfoy mrugnął do niej z zadowolonym uśmieszkiem.
- Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! – Hermiona zaczynała się nakręcać – Co za baba! Ja wychodzę! – miała właśnie wstać,  kiedy nagle dostrzegła dość niezwykle zjawisko. A dokładniej Harry’ego i Clemense siedzących w kawiarni pani Puddifoot. Niezwykły widok. I nie zachowywali się wcale jak przyjaciele czy znajomi. Wyglądali jak para. Clemense tryskała radością, a Harry chyba też był zadowolony.
- Nie no nie wierzę – Hermiona przyglądała się jak Harry bierze rękę Clemense i łączy ze swoją.
- Widzisz? Pottera i wili nie trzeba było namawiać tyle czasu.
Nawet na niego nie spojrzała wciąż przypatrując się nietypowej parze.
- Granger, nie pakuj się w sprawy innych – Malfoy przyciągnął ją i usadził sobie na kolanach.
- Ale jak to możliwe…? – spytała jakby bardziej siebie. Malfoy zastanawiał się, czy w ogóle wiedziała, że siedzi na jego kolanach.
- Później się ich zapytasz. Chciałabyś być podglądana przez kogoś w takiej sytuacji?
- Nie – odpowiedziała natychmiast.
- No właśnie – odparł Malfoy.
- Czekaj… - zmarszczyła brwi i spojrzała na niego uważnie – Dlaczego ja siedzę u ciebie na kolanach?
Ślizgon się roześmiał.
- Ależ ty jesteś spostrzegawcza – przesunął dłoń na jej biodro.
- To nie zmienia faktu, że masz to wykorzystywać. Ja chcę wyjść
- Ale dlaczego?
Dziewczyna przekręciła oczami.
- Bo już zdążyłam znielubić tę kawiarnię – warknęła i wysunęła się z jego objęć. Ruszyła stanowczo do drzwi, ale zatrzymała się w połowie drogi – I nie chcę, by ktoś nas widział w tej kawiarni. To żenujące.
I już jej nie było. Malfoy rzucił na stół banknoty i, wziąwszy swoją kurtkę, wyszedł za Gryfonką. Z samego rana skreślił ten dzień i zaliczył go do nieudanych, ale teraz zmienił zdanie. Dogonił Hermionę, która rozpięła swoją kurtkę, bo na niebo zawitało lekkie słońce. Śnieg na drzewach topniał i skapywał z gałązek. Chodzili sobie po Hogsmeade, aż w końcu usiedli na murku. Przez chwilę panowała niezręczna cisza, ale napięcie szybko wygasło. Pogoda zrobiła się naprawdę przyjemna. Jedli słodycze i gadali w najlepsze. Draco był bardzo zadowolony chociaż nie miał pojęcia skąd ta nagła zmiana u Hermiony. Dziewczyna spięła włosy w luźnego koczka. Miała rumiane policzki. Słońce zachodziło na niebie i chowało się za górami. Hermiona odetchnęła głęboko świeżym, wieczornym powietrzem. Cieszyła się, że zima się już kończyła. Ale chyba nic nie poprawiało jej humoru tak bardzo jak to, że miała przy sobie ukochanego chłopaka, z którym w końcu zaczęła się dogadywać. Na dworze już się zrobiło ciemno. Wydawało się jakby wszystko ucichło. Oni siedzieli i rozmawiali. Czuli, że należy nadrobić te wszystkie stracone dni bez siebie, kiedy to byli skłóceni. Hermiona cały czas biła się z tematem o Ronie. W końcu uznała, że musi go poruszyć.
- Malfoy? – zaczęła powoli. Pokazał, że słucha – Chciałam porozmawiać o tej sytuacji, która zaistniała między nami. Chodzi o to, że ci wierzę – odpowiedziała na jednym wydechu. Malfoya bardzo to najwidoczniej zdziwiło. Nie spodziewał się tego.
- Cieszę się, ale skąd ta zmiana?
- Dzisiaj podsłuchałam rozmowę Harry’ego i Rona… Ron przyznał się, że użył Imperiusa.
- Czyli miałem rację. Dalszą część odegrała Amortencja – Draco zrobił cwaną minę. Hermiona wywróciła oczami.
- Masz zamiar się teraz przechwalać, że to ty miałeś rację? – spytała. Nie wiedząc czemu położyła mu się na kolanach. Ślizgon poczuł satysfakcję, gdy to zrobiła, ale nie okazał tego po sobie.
- Widzisz, Granger? Lgniesz do mnie sama – roześmiał się.
- Och, dajmy teraz spokój – odparła – Zostawimy to tak?
- Chcesz zemsty? – Draco podniósł brew. Hermiona przez chwilę się wahała. Nie była mściwym człowiekiem, ale coś w środku pragnęło, by Ron zapłacił za to, co im zrobił. Kiwnęła głową.
- Zadziwiasz mnie – zacmokał arystokrata – Jaką karę mu wymyślisz?
- Zastanawiałam się, czy nie pobawić się jego uczuciami tak, jak on mi to zrobił…
- Bardzo dobry pomysł, ale będę zazdrosny – wtrącił.
- … Uważam jednak, że to nie jest dobry pomysł – dokończyła – Nie można bawić się czyimiś uczuciami. Nigdy. To najgorsze, co może być – westchnęła. Draco bawił się jej lokami, okręcając je wokół palca.
- Wydaje mi się, że już wiem, co zrobić – w jego głosie dosłyszała się nutki grozy.
- Co?
- Tajemnica – oczy błysnęły mu tajemniczo – Zostaw to mnie.
- Ale Malfoy… - wstała z jego kolan i spojrzała uważnie – Proszę cię, nie rób mu wielkiej krzywdy – dziewczyna zaniepokoiła się o los dawnego przyjaciela. Była zła na siebie, że wciąż w pewnym sensie boi się o Rona i chce jego bezpieczeństwa.
- Na pewno nie będzie to krzywda fizyczna – jego blada twarz kontrastowała się z czarnym, nocnym niebem. Hermionie szybciej zabiło serce. Ślizgon przysunął się do niej i podniósł jej podbródek.
- Jesteś taka piękna… Tęskniłem, Hermiono.
Po plecach Gryfonki przeszły dreszcze, kiedy powiedział jej imię. Mogła słuchać tego głosu wiecznie. Pocałowała go delikatnie. Najchętniej zostałaby tutaj i nigdy nie wracała. Był jednak już wieczór i musieli wracać. Właściwie to która była godzina?
- Myślę, że powinniśmy już wracać – oznajmiła Hermiona odklejając się od Dracona. Oboje niechętni zeskoczyli z murka. Doszli do bramy Hogwartu w ciszy. Hermiona odczuwała niepokój. Coś w głębi serca podpowiadało jej, że nadchodzą kłopoty. Draco doszedł do bramy i z przerażeniem uznał, że jest zamknięta.
- No nie! Znowu! Najpierw drzwi, teraz brama… - załamała się Hermiona.
- Coś wymyślimy – powiedział Malfoy chociaż w rzeczywistości w ogóle nie miał pojęcia, co robić.
- Pewnie dostaniemy szlaban w szkole. Powinniśmy być na czas, a my sobie to najzwyczajniej w świecie olaliśmy – Hermiona chodziła w kółko trzymając się za głowę i przeklinając swoją głupotę i nieuważność. Malfoy przyglądał się jej ze znudzeniem.
- Zrób coś, a nie tak stoisz! – warknęła na niego.
- Co ja mam niby zrobić, co? – odparł sucho.
- Nie wiem. Cokolwiek! Inaczej zostaniemy tutaj na noc!
- Mnie to nie przeszkadza. Na jeden pokój z łóżkiem dwuosobowym mi wystarczy – wzruszył ramionami.
- Nie bierzesz pod uwagę tego, że ja mogę być z tego powodu niezadowolona – potrząsnęła bramą jakby to miało jej coś dać. Oparła się o czarne, zimne pręty. Nagle coś jej wpadło do głowy. Nie miała ochoty tego powtarzać, ale to dla nich jedyne wyjście. Zdążą przed zamknięciem głównego wejścia do Hogwartu, jeśli zaczną działać teraz.
- Mam pomysł – oznajmiła rozpromieniona.
- Słucham, jaki? – spytał Draco beznamiętnie.
- Nie słuchaj tylko chodź za mną! – pociągnęła go ku jego zaskoczeniu za rękę i poprowadziła na skraj miasteczka Hogsmeade. Biegła, ciągnąc go przez las, z którego dochodziły odgłosy leśnych zwierząt i pohukiwanie sów. Zbiegali właśnie po stromym zboczu,, kiedy Draco zorientował się, że biegną prosto do Wrzeszczącej Chaty. Zatrzymał się gwałtownie.
- Czy ty jesteś normalna? Chcesz spać w tym szałasie? – popatrzył na nią jak na wariatkę – Mówiłem już, że mogę wynająć pokój. Mogę nawet spać na podłodze!
Hermiona się roześmiała.
- Nie o to chodzi, Malfoy – popatrzyła na niego rozbawiona – Nie mam zamiaru tam spać.
- A co?
- Nie gadaj tylko chodź – i sama zbiegła po stoku. Dobiegła do drzwi nawiedzonego domu i otworzyła je jednym pchnięciem. Draco musiał przyznać, że się bał, bo w środku panowały egipskie ciemności. A niech ją szlag! Ta odwaga u Gryfonów to nie odwaga! To choroba psychiczna! Hermiona złapała go za rękę, by się nie rozdzielili i kierowała się instynktem. Opierała się drugą dłonią o ścianę, aż w końcu wyczuła chłód kamienia. Weszli do tunelu. Szli i szli. Dla Hermiony to była wieczność. Miała nadzieję, że uda im się dojść na czas. W końcu uderzył ją zapach świeżego powietrza, który zmieszał się ze stęchlizną panującą tutaj w środku.
- Nad nami rośnie Wierzba Bijąca – oznajmiła Draconowi.
- Słucham?! Jesteś nienormalna – zaczął krzyczeć. No pięknie. Hermiona trzasnęła go w ramię.
- Zamknij się i słuchaj. Musimy po prostu szybko wybiec, zanim to drzewo się zorientuje, że tu jesteśmy. Gotowy?
- Wariatka…
- Teraz! – wybiegła z tunelu i razem z chłopakiem szybko znaleźli się w odpowiedniej odległości. Wierzba wymachiwała groźnie, bo udało im się uciec. Hermiona nie zatrzymała się, tylko szybko pobiegła w stronę drzwi wejściowych. Ku jej niezmierzonej uldze otworzyły się. Oparła się o ścianę i odetchnęła po męczącym biegu. Malfoy spojrzał na nią i podniósł brew.
- Skąd znasz to przejście?
- Znam Harry’ego, znam wszystkie tajemnice Hogwartu, czy to jasne? – uśmiechnęła się. Przez chwilę panowała cisza.
- Musimy iść zanim Filch się zjawi
- Chodź przez kominek w moim dormitorium. Będzie szybciej i bezpieczniej – odpowiedział. Hermiona zgodziła się. Razem ze Ślizgonem wtargnęli do Pokoju Wspólnego Slytherinu. W środku nie było nikogo. Po cichu weszli do dormitorium Malfoya.
- Może zostaniesz? – zaproponował.
- Nie, dzięki – podeszła do kominka i rozpaliła ogień jednym machnięciem różdżki.
- Przecież nie na noc – zdjął i powiesił kurtkę, a następnie rzucił się na łóżko – Co za dzień.
Spojrzał na nią i poklepał miejsce na łóżku obok siebie. Hermiona przez chwilę się wahała, ale w końcu zdjęła kurtkę. Była dopiero 18. Usiadła na łóżku.
- Wiesz co, Granger? – Malfoy podniósł się z łóżka – Myślałem, że nie będę miał okazji powiedzieć tego dzisiaj, ale myliłem się. Mam dla ciebie prezent – oznajmił. Hermiona się zaczerwieniła.
- Nie musiałeś
- Ale chciałem – wstał i otworzył etażerkę. Wyjął z niej malutkie, czarne pudełeczko i usiadł obok niej. Wręczył jej pudełko. Ręce jej lekko drżały. Otworzyło powoli i zaniemówiła. W środku widniał przepiękny, rzeźbiony pierścionek z dwoma brylantami i czerwonym oczkiem pośrodku.


 Był przepiękny. Jednak musiał kosztować majątek. Nie była przyzwyczajona do tak drogich prezentów i zawsze źle się czuła, gdy owe dostawała. Zagryzła wargę. Dla Malfoya to był zły znak.
- Chciałem wybrać jakiś ze szmaragdowym oczkiem, ale pomyślałem, że za bardzo będzie się to wiązać ze Slytherinem. Chciałem podkreślić to, że jesteś najcenniejszą i najpiękniejszą dla mnie Gryfonką.
Hermiona milczała. To cudowny gest z jego strony. Ale to takie typowe dla Malfoya. Dawać rzeczy materialne. Ona pragnęła tylko jego miłości. Tej nie można już kupić.
- Nie podoba ci się? – spytał.
- Jest przepiękny, ale… ja nie mogę go przyjąć – wydukała i odłożyła pudełeczko na szmaragdową pościel. Malfoy wyjął pierścionek i ujął jej dłoń.
- Ja naprawdę nie mogę…
- Zrób to dla mnie – przerwał jej. Spojrzała mu w oczy. Dłoń lekko jej drżała, kiedy nałożył pierścionek na jej smukły palec. Pasował idealnie. Hermiona zauważyła, że pierścionek znajduje się na palcu, na którym zwykle nakłada się obrączki ślubne i zaręczynowe.
- Ale to nie jest pierścionek zaręczynowy? – uśmiechnęła się – Bo możesz podstępnie się mi oświadczyć i co ja wtedy biedna zrobię?
- Jeszcze nie – Malfoy uśmiechnął się do niej szelmowsko i pochylił się nad nią, by złożyć namiętny pocałunek. Roześmiała się.
- Jeszcze? Kiedy mam się zacząć bać? – zażartowała i odwzajemniła pocałunek.
- To niespodzianka…
- W takim razie już się boję
Malfoy pocałował ją w szyję. Nagle drzwi się otworzyły z hukiem i do pokoju wleciał rozgorączkowany Blaise. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że owa dwójka jest w takiej sytuacji. Odsunęli się od siebie.
- Co się stało? – spytała zaniepokojona Hermiona. Jeszcze nigdy nie widziała Blaise’a w takim stanie.
- Ginny… - wydukał tylko.
Hermiona nie dała mu dokończyć. Tyle jej starczyło. Chodziło o jej przyjaciółkę. Zapewne o coś bardzo poważnego. Zerwała się na równe nogi i odparła.
- Prowadź.
 
~~~~~~~~~~~~~~~
 Sami zawalczyliście, a później zdecydowaliście o tym, kiedy ma się pojawić nowa notka ^^ Więc nie chcąc Was katować oczekiwaniem wstawiłam już dzisiaj. Mam nadzieję, że Wam się podoba i nie jest zbyt cukierkowato xd Pozwoliłam sobie wstawić też zdjęcie pierścionka, bo nie potrafiłam go opisać tak cudownie jak cudnie jest zrobiony *.* Ostrzegam, że nie sprawdzałam przed wstawieniem! Ech, te moje smętne gadaniny pod każdą notką. Nie przedłużając chcę Wam podziękować za masę komentarzy. Gdybyście nie byli tak wiernymi czytelniczkami, to na pewno nie komentowałybyście z takim zapałem. Dziękuję Wam za wszystko. Oraz za wyświetlenia dobijające do 100000 :*
Pozdrawiam
Sheireen ♥