niedziela, 18 sierpnia 2013

Taniec Uczuć

            Jak się spodziewała tydzień minął zaskakująco szybko. Cały czas spędziła z Ginny, oprowadzając ją po mugolskim świecie. Były w muzeum figur woskowych, pokazała przyjaciółce Big Bena oraz przejechały się na London Eye, jedząc niebieską watę cukrową, którą Ginny była absolutnie zachwycona. Przez cały tydzień nie jadła właściwie niczego innego, gdy się spotykały. Młodej Weasley bardzo spodobał się ten świat. Była zafascynowana wszystkimi urządzeniami i expresem do kawy. Zupełnie jak pan Weasley. Nie dziwiła się więc, skąd u Rudej tyle zainteresowania.
            Szybko jednak nadszedł piątek. Siedziała w kuchni i dopijała kawę, jedząc ciepłe naleśniki. Miała jeszcze dziesięć minut do przybycia Malfoya, więc nie śpieszyła się zbytnio. Jej kufry były zapakowane i zniesione na dół, a ona sama przygotowana do podróży. Nagle usłyszała stukot obcasów na schodach i po chwili w kuchni pojawiła się mama. Ubrana była w delikatny, elegancki żakiet, włosy miała spięte w koka, a jej twarz zdobił skromny makijaż. Hermiona podniosła brew.
- Gdzie idziesz? – spytała.
- Idę na rozmowę o pracę – odpowiedziała mama, włączając express, by zrobić sobie kawy.
- Przecież pracujesz jako dentystka… - zauważyła.
- Ta praca nigdy mnie nie interesowała – stwierdziła Jean. – Twój tata zatrudnił mnie i obydwoje prowadziliśmy interes, ale postanowiłam w końcu zrealizować swoje marzenia.
- Przecież byliście w Australii… - Hermiona patrzyła na Jean dziwnie.
- Zawsze marzyłam, by pracować w teatrze.
Młoda Gryfonka zakrztusiła się ostatkami kawy.
- Słucham?! – zdziwiła się. Pani Granger roześmiała się wesoło i pocałowała córkę w czoło.
- Czy to takie dziwne?
- Kryzys wieku średniego? – domyśliła się Hermiona, a pani Granger spojrzała na nią wymownie.
            Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Przeraźliwie długi. Hermiona spojrzała przerażona, a mama stała jak spetryfikowana. Nagle brązowowłosa wybuchła śmiechem. Draco! To urocze jak nieporadny był w mugolskim świecie. Podeszła z mamą do drzwi, a dzwonek wciąż rozbrzmiewał.
- Pamiętaj, Miono, zachowujcie się w miarę normalnie…
- Mamo… - dziewczyna przewróciła oczyma.
- Jesteście dorośli, ale istnieją pewne hamulce…
- Proszę cię – Hermiona sięgnęła ręką do klamki.
- Nie zapomnijcie się zabezpieczyć – dodała Jean Granger na koniec.
- MAMO! – krzyknęła Hermiona oburzona i w jednej chwili otworzyła drzwi. Spojrzała na Dracona, który z wściekłą miną ciągle walił w dzwonek.
- Dlaczego to cholerstwo w ogóle nie reaguje?! – warknął pod nosem. Mama roześmiała się cicho.
- Witaj, Draco – powiedziała ciepło, a chłopak zrobił głupią minę. – Wystarczy nacisnąć raz, słyszałyśmy.
Hermiona, która od czasu uwagi matki wyglądała jak spetryfikowany gumochłon, otrząsnęła się. Draco w tym czasie pocałował jej matkę w rękę i wręczył jej kwiaty. Po jakimś czasie oboje zmniejszyli walizki Hermiony do rozmiaru pudełka zapałek i schowali do torebki dziewczyny, by po chwili wyjść i teleportować się na lotnisko.
- Ale z ciebie lizus – skomentowała Hermiona z uśmiechem, a w jej głowie wciąż utrzymywał się widok uśmiechniętej matki i gestów Dracona. On tylko posłał jej perskie oczko.
- Ma się to we krwi, skarbie.
Prychnęła.
- Oczywiście.
- Śmiesz wątpić?
- Kiedyś się nauczyłam, że nigdy w ciebie nie zwątpię – uśmiechnęła się delikatnie. Draco uśmiechnął się w ten jego porywający sposób.
- Nawet jeśli kiedyś zwątpisz, to mamy przed sobą całe trzy tygodnie sam na sam, Granger. – pocałował ją w policzek, specjalnie wymawiając jej nazwisko, po czym oboje skierowali się w stronę lotniska.

            - Nigdy więcej nie latam tym czymś – skomentował Draco, kiedy lecieli samolotem.
- A czegoś ty się spodziewał? – przewróciła oczyma, czytając książkę.
- Mugole są beznadziejni. Jak można żyć bez magii? – zbulwersował się.
- Przycisz się, kretynie – warknęła, bo jakaś bogata kobieta, również siedząca w pierwszej klasie spojrzała na nich jak na dziwaków. – Może jeszcze wstań i wykrzycz, że jesteśmy czarodziejami, a wywalą nas i wyślą do wariatkowa.
- Uspokój się – burknął.
- No właśnie ty się uspokój, bo cały czas marudzisz – odgryzła się i ponownie schowała za książką. Wywrócił oczyma i zatrzymał nadchodzącą stewardessę, by zamówić drinka. Lecieli parę godzin, a kiedy wydawało się, że Draco naprawdę wybuchnie, rozległ się głos, że dolatują na miejsce.
- W końcu! – krzyknął, czym znów nabawił się oburzonego spojrzenia bogatej kobiety.
- Cóż za niewychowany człowiek z pana. Nigdy pan nie podróżował? – spytała sucho starucha.
- A ciebie co to do cholery jasnej obchodzi? – warknął, wytrącony z równowagi, że ktoś nazwał go „niewychowanym”. Co jak co, ale był wychowany i nie życzył sobie takich słów pod swoim adresem. Kobieta spojrzała na niego naprawdę oburzona.
- I co się tak gapisz, mugo…
- DRACO! – syknęła wściekła Hermiona i zakryła mu usta dłonią. Zmusiła go do spojrzenia jej w oczy. – Albo się uspokoisz, albo nici z naszego wyjazdu, jasne?
- Niech ci będzie – warknął, ale kiedy tylko wyszedł za zewnątrz, ochłonął, a jego dobry humor wrócił. W końcu dotarli na miejsce.
- Tym razem się teleportujemy pod dom, który wykupiłem – oznajmił i nie dając jej nawet się odezwać, złapał ją za rękę i teleportował się w nieznane Gryfonce miejsce.

            Hermiona przechadzała się po przecudownej, przytulnej willi Malfoya na wyspie. Oczywiście arystokrata nie mógł sobie odmówić takiej przyjemności jak wykupienie takiego cudeńka na Hawajach jakim była ta posiadłość. A była prześliczna. Wszędzie luksus, wygodne łóżka, hamaki, basen, świetne wyposażenie i mugolskie urządzenia, które jak widać nigdy nie były używane. Może w końcu, kiedy ona będzie w tym domu, to pozostaną jakoś wykorzystane?
            Minęło już pięć dni od ich przyjazdu na wspólne wakacje, a każdego dnia działy się przeróżne, cudowne rzeczy. Zawsze mieli razem dużo zabawy. Tym razem nie ograniczała ich szkoła. Chodzili na plażę, gdzie Hermiona się opalała, a Draco odkrył uroki surfingu, przez co wiele kobiet na plaży miało powody do wzdychania. Za każdym razem, kiedy nie chciała iść z nim kąpać się w oceanie, sypał na jej leżak mnóstwo piachu. Wiedział, że to ją bardzo denerwuje i dlatego nie mógł sobie tego odpuścić. Czasami chodzili na dyskoteki, gdzie tańczyli do upadłego, szaleli. Jedynie Hermiona nie piła dużo alkoholu. Wypijała tylko jedną czwartą drinka. Mówiła, że nie ma ochoty pić, ale Draco wiedział, że Hermiona czasami, gdy chciała się zabawić, potrafiła wypić całkiem sporo drinków. Coś było nie tak, ale nie naciskał.
            Hermiona opalała się na plaży, czytając jakąś grubą książkę i rozkoszując się promieniami słońca, które ogrzewały jej skórę. Wybrali jakiś oddalony od innych turystów skrawek plaży. Wysokie palmy rzucały przyjemny cień, a kolorowa roślinność, która rosła bardzo gęsto sprawiała, że czuli się jak w jakimś innym świecie. Delikatny wiaterek wiejący znad oceanu ogrzewał jej rozpalone od słońca ciało. Czasami widywała tutaj jakieś egzotyczne ptaki, które przelatywały, by skryć się w bardziej ukrytych i oddalonych od ludzi miejscach. Draco, który zakupił sobie laptopa, teraz odkrywał jego uroki i zachwycał się tym dziwnym sprzętem. Wyglądał naprawdę uroczo. Arystokrata z rodziny samych czarodziejów czystej krwi siedział na plaży obok dziewczyny z mugolskiej rodziny i wpatrywał się zafascynowany w coś tak prostego jak laptop. Roześmiała się cicho pod nosem i wróciła do lektury.
- Co cię tak rozbawiło? – spytał Malfoy zamykając urządzenie i odsyłając je za pomocą czarów z powrotem do ich domku na Hawajach.
- Książka – skłamała leciutko i wróciła do czytania, jednak Draco miał inne plany. Ku jej oburzeniu zamknął jej książkę przed oczami i ją również szybko odesłał do domu.
- Hej, czytałam! Jak mogłeś przerwać mi w takim momencie? – jej oburzenie było tak słodkie, że nie mógł się powstrzymać, by jej nie pocałować. Z początku udawała obrażoną i nic nie robiła. Wiedział jednak, że dłużej tak nie wytrzyma. I nie mylił się. Hermiona po paru sekundach odwzajemniła jego pocałunek i roześmiała się delikatnie.
- Jakiś ty jesteś głupi. Nie myśl, że wszystkie bez wyjątku tobie ulegną i na ciebie lecą – skomentowała i schowała za ucho parę kosmyków, które wymknęły się z jej koka. Draco podniósł się koca i wyciągnął do niej rękę, by pomóc Hermionie wstać. Dziewczyna popatrzyła na niego dziwnie, zastanawiając się, co też chce uczynić, ale ujęła jego dłoń. Draco w jednej chwili mocno pociągnął tak, że dziewczyna wylądowała w jego ramionach. Przyciągnął ją do siebie.
- Może i nie wszystkie, Granger, ale ty zdecydowanie na mnie lecisz – uśmiechnął się szelmowsko, a ta prychnęła.
- Naiwny – skomentowała jednym słowem.
- Ach tak? – spytał zaczepnie.
- Tak, moja tchórzofretko – pokazała mu język.
- Wredna jędza – burknął. Złapał ją za uda, by po chwili podnieść i zarzucić na siebie drobne ciało dziewczyny.
- Zostaw mnie natychmiast. Postaw na lądzie, albo nawet zrzuć, tylko mnie zostaw! – zaczęła krzyczeć, waląc go piąstkami po plecach. Jednak Draco najwyraźniej nie miał takich planów, a tym bardziej nie miał zamiaru się jej posłuchać. Nagle poczuła przeraźliwe zimno na swojej skórze.
- Tylko spró…
No i stało się. Draco wrzucił ją prosto do zimnego oceanu. Każdy por na jej skórze krzyknął przeraźliwie. Jej rozgrzana skóra źle to znosiła. Draco uśmiechnął się do niej wrednie.
- Nienawidzę cię za to – warknęła i zanurzyła się w wodzie, by przyzwyczaić się do zimna.
- Ja dopiero zacząłem swoją zemstę – uśmiechnął się do niej złośliwie. Zrobiła wielkie oczy.
- Co ty zamierzasz zrobić? – jej głos lekko drżał. Nie podobał jej się ten pełen zadowolenia, złośliwy uśmieszek Malfoya.
- Zobaczysz – powoli się do niej przybliżył.
- O nie. – wyrwało jej się i zanim chłopak zdążył cokolwiek zrobić, przemknęła obok niego i szybko próbowała wydostać z wody, kiedy chłopak złapał ją od tyłu.
- Wybierasz się gdzieś? – usłyszała jego zduszony śmiech.
- Malfoy, to wcale nie jest śmieszne – fuknęła wściekła.
- Ja się świetnie bawię – jego ramiona mocno ją obejmowały.
- Ale ja nie.
- Wiesz jak bardzo nie lubię, gdy ktoś mi przypomina o tej sytuacji, prawda? – spytał ją niby od niechcenia, ale Hermiona wiedziała, że coś kombinuje. Zdążyła go poznać z tej strony i to nie raz.
- No… tak – spróbowała ostrożnie.
- Przestaniesz mnie tak nazywać? – szepnął jej prosto do ucha. Zmrużyła gniewnie oczy.
- Nie, bo kocham cię denerwować – warknęła.
- Zła odpowiedź.
            Nim zdążyła cokolwiek zrobić, Draco szarpnął za sznurek od jej stanika, który z niej spadł. Pisnęła i od razu się zakryła. Chciała się do niego odwrócić, dać w twarz, bo niby co on sobie wyobrażał. Przecież ktoś mógł ich zobaczyć, a co wtedy by zrobiła?! Spaliłaby się ze wstydu!
- Ty! Ty kretynie jeden! – zaczęła się wyrywać, ale Ślizgon wciąż mocno ją trzymał. – Puść mnie, Malfoy! Nie pozwalaj sobie!
- Dlaczego jesteś tak nieznośna, Granger?! – warknął i odwrócił ją w swoją stronę, przyciągając bliżej tak, że ich ciała się zetknęły.
- A dlaczego z ciebie taki kretyn?!
- Nie jestem kretynem!
- Jesteś!
- Nie!
- Tak!
Spiorunowali się spojrzeniem. Draco złapał ją delikatnie za podbródek i próbował pocałować, ale wyrwała mu się.
- Nie chcę twoich pocałunków – burknęła i spojrzała mu prosto w oczy. Sama nie wiedziała, co sądzić o  tym spojrzeniu. Było tajemnicze, a w tych szarych oczach błyskały iskierki.
- Nie potrafisz się bawić – skomentował obojętnie.
- To wcale nie było dla mnie zabawą – wyłowiła swój stanik z czystej wody, wyszła na plażę i położyła się na kocu brzuchem. Nie uśmiechało jej się to, że Draco usiadł obok niej. Wyjęła ze swojej torebki olejek do opalania i – odwracając się tyłem do Malfoya – nasmarowała sobie nogi, brzuch i ręce. Położyła się z powrotem na brzuchu i z przyjemnością ułożyła twarz na miękkiej, małej poduszce, którą ze sobą wzięła.
- Draco? – spytała powoli. Mruknął, dając znać, że słucha. Wzięła głęboki oddech. Głupio jej było się o to pytać, bo przed chwilą na niego nakrzyczała, ale sama sobie nie poradzi.
- Mogę cię o coś prosić?
- A o co? – w jego głosie słychać było ciekawość.
- Posmarujesz mi olejkiem plecy? – zrobiła się czerwona na twarzy.
- Jak ja cię prosiłem o to, żebyś mnie więcej tak nie nazywała to powiedziałaś nie… - zaczął, a w jego głosie brzmiało zadowolenie.
- Ty wymuszałeś, a nie prosiłeś – od razu wtrąciła.
- Ale jednak…
- Dobra, zapomnij o tym, o co się prosiłam – odpowiedziała od razu.
- A czy ja powiedziałem  „nie”? – zdziwił się.
- Tak wywnioskowałam – westchnęła ciężko. Nie miała już ochoty rozmawiać z nim w taki sposób.
- No to źle wywnioskowałaś, ale zapominasz kim jestem, skarbie – mruknął, a na jego twarzy zagościł dziwny uśmiech.
- No tak, racja. Jesteś Draconem Malfoyem pseudonim fretka – zauważyła.
- No Granger! – warknął. Roześmiała się zadowolona z siebie. Jednak Draco nie dał się zbić z tropu. Usiadł na jej pośladkach i wyciągnął olejek, by spełnić jej prośbę. Hermiona była podwójnie zaskoczona tym, co się działo. Po pierwsze dlatego, że Malfoy nie zrobił jej nic za tę uwagę, a po drugie dlatego, że był… podniecony. Czuła to i przeraziła się, ale starała się tego po sobie nie pokazywać. Od razu domyśliła się, że chłopak robi jej to specjalnie. Smarował jej plecy, nogi, zahaczając przy okazji o bardziej intymne części jej ciała. Wiedziała, że to jest gorsze od jakiekolwiek innej zemsty i Draco bezczelnie to wykorzystywał. Wiedział, że najgorzej poczuje się wtedy, kiedy w końcu mu ulegnie po tym, jak wcale tego nie chciała i na niego nakrzyczała. Draco w pewnym sensie wciąż był w jakiś sposób jej wrogiem. Przeciwnikiem i kochankiem w jednym. To było… ekscytujące. Naprawdę dziwna myśl. I z pewnością nie pojawiłaby się w jej głowie, gdyby nie poczynania pewnego Ślizgona. Po jej ciele przechodziły dreszcze i już wiedziała, że zaczyna przegrywać.
- Wystarczy – jęknęła, a jej głos drżał. Draco uśmiechnął się z satysfakcją. Zszedł z Gryfonki i rozłożył na kocu cały zadowolony. Hermiona wzięła głęboki oddech, by się uspokoić. By uspokoić swoje myśli i przede wszystkim ciało. Nie mogła tak reagować za każdym razem na dotyk Malfoya. To nie było zdrowe. Tak nie powinno być. To dziwne, że przez jednego mężczyznę jej kobiece zasady mogły lec w gruzach. Zdawało jej się, że mur zasad jakie miała sekunda po sekundzie się rozpadał. Nie kochała się z Malfoyem od miesiąca i zdążyła trochę zapomnieć jakie to uczucie. Nie, nie chciała sobie przypominać.
- Co tak ci ciężko oddychać? – spytał Draco, starając się brzmieć normalnie, a nie jak ktoś komu właśnie coś się udało i był cholernie z tego dumny.
- Doskonale wiesz, o co chodzi, sadysto – podniosła się do pozycji siedzącej, zupełnie zapominając, że nie ma na sobie stanika. Patrzyła na niego z wyrzutem, za to, że tak się z nią droczył.
- I o to właśnie chodziło, Granger – również się podniósł. Zbliżył się do niej i pocałował. Tym razem się nie odsunęła, nie powiedziała, że tego nie chce. I o to właśnie chodziło. Do tego chciał doprowadzić i mu się udało. Nie czekał dłużej. Złapał ją za rękę i teleportował prosto do swojej sypialni.

Był Malfoyem i wszystko, co chciał, dostawał. Nawet Granger i tak cudowne chwile jakie mógł spędzić tylko z nią, a nie inną kobietą. Bo to ona była tym jedynym wyjątkiem. To ona go w sobie rozkochała, sama zaoferowała swoją miłość, rozumiała go i pragnęła. Nie w ten sposób jak wszystkie inne dziewczyny. On zawsze chciał jej dać jak najwięcej. Chciał sprawić, że każdy uśmiech jaki wywoła na jej ustach, był jeszcze lepszy od poprzedniego. By każdy śmiech był bardziej dźwięczny niż poprzedni. By łzy w oczach pojawiły się po raz ostatni. Pragnął, by każde chwile z nim były niezapomniane. Kochał ją. Kochał jej zachowanie, wygląd, oczy, które tak wiele wyrażały, usta, które posyłały mu najpiękniejsze uśmiechy, delikatne, urocze piegi na jej nosie. Kochał jak sprawiał jej nieziemską przyjemność, a ona była idealna i niezwykle naturalna w okazywaniu uczuć i tego jak się w danej chwili czuje.
Dlaczego więc na koniec nie miał innego wyboru jak tylko zranienie jej? Dlaczego do cholery nie miał innej drogi niż tylko droga, jaką wyznaczyli mu przodkowie? Czuł się jak największy oszust, wmawiając jej, że może być dobrze. Dając jej na wakacjach nadzieję, że wszystko się uda. Pokazywał jej swoją miłość, a ona była taka szczęśliwa. Mógł z nią zerwać już pod koniec roku, dać możliwość ułożenia sobie życia. Gdyby na samym początku roku, kiedy zaczynał z nią flirtować wiedział, że sprawy zajdą tak daleko, to… no właśnie. Wycofałby się? Nigdy. Nie zrezygnowałby z takiej dziewczyny jaką była Hermiona. To doskonale pokazywało jakim naprawdę był egoistą. Chciał jej dać wszystko, a prawda jest taka, że przez to właśnie będzie cierpieć najbardziej. Przeklinał siebie w myślach. Jak mógł krzywdzić taką dziewczynę?! Zaufała mu, oddała mu swoje ciało i duszę, a on najzwyczajniej w świecie porzuci to. Najchętniej chciałby przestać istnieć. Gdyby się nie urodził, wiele osób miałoby łatwiejsze życie, mniej osób by cierpiało.
Prawda była taka, że za każdym razem, kiedy chciał dobrze, kiedy chciał się stać lepszym człowiekiem, to i tak musiał zakończyć to jeszcze większym cierpieniem dla tej osoby. Chciał znów być tym podłym, zimnym sukinsynem, którego nic nie interesowały ludzkie uczucia. Życie byłoby wtedy znacznie łatwiejsze.

            Tak jak codziennie obudziła się u boku Draco, jednak tym razem nie mieli na sobie żadnych ubrań. Uśmiechnęła się na wspomnienie tamtej cudowniej chwili. Chłopak jeszcze spał, więc ostrożnie wysunęła się z jego objęć i poszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic i narzuciła na bieliznę tylko koszulę Dracona. Nie wiedzieć czemu, uwielbiała chodzić w jego koszulach. Może dlatego, że przez cały czas czuła jego zapach, który później zostawał na jej skórze?
            Poszła do kuchni, by przygotować śniadanie. Nie była najlepszą kucharką, ale naleśniki zawsze wychodziły jej najlepiej. Nie było oczywiście mowy, żeby nie nabrudziła w kuchni. Już po chwili mąka walała się po całym blacie. Ale w końcu od czego miała różdżkę? Włączyła sobie cicho radio i nucąc beztrosko smażyła naleśniki. Nagle do kuchni wszedł Draco i usiadł przy barku, robiąc sobie kawy.
- Dzień dobry, kochanie – przywitała go delikatnym całusem i sama zrobiła sobie kawy. – Wyspałeś się?
- Niezbyt – mruknął.  Rzeczywiście pod jego oczami widniały delikatnie cienie.
- Coś nie tak?
- Nie, po prostu dużo myślałem – wyjaśnił.
- Ach, rozumiem – powiedziała, doskonale zdając sobie sprawę, co znaczy dużo myśleć przed zaśnięciem. Zastanawiała się, o czym Draco tak bardzo myślał, ale nie chciała się tak bardzo wypytywać. Każdy miał swoje sprawy no i w końcu ona też miała przed nim tajemnice.
            Nałożyła na talerze porcję naleśników z bananami i polała czekoladą oraz bitą śmietaną. Draco spojrzał na swój talerz dziwnie.
- Nie lubisz? – spytała Hermiona widząc jego wzrok.
- Szczerze? Nawet nie wiem jak to smakuje.
Hermiona wytrzeszczyła oczy. Takie danie było jej ulubionym. Mama zawsze robiła jej takie naleśniki, kiedy była mała. Musiała bardziej wprowadzić Malfoya w swoje życie. Zapoznać z urokami jej dzieciństwa, by on też mógł choć na chwilę tego zaznać. Wiedziała, że nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Może i miał wszystko, co można było kupić za pieniądze, ale nie miał takiej miłości i ciepłej atmosfery jaką miała ona. Przerażała ją ta myśl. Wspomnienia z dzieciństwa były czymś tak przyjemnym, że nie wyobrażała sobie o nich zapomnieć. Natomiast Draco pragnął inaczej. On chciał zapomnieć o przeszłości i zacząć nową przyszłość.
- Co ty taka zdziwiona? – uśmiechnął się, kiedy zauważył jej minę. Hermiona potrząsnęła śmiesznie głową i złapała widelec, by po chwili wepchnąć porcję naleśników w usta Malfoya.
- Musisz koniecznie tego spróbować! – zawołała podekscytowana. – To najlepsze jedzenie na świecie.
Draco musiał przyznać jej racje. Chciało mu się śmiać z jej zachowania, ale to było naprawdę urocze. Genialny widok. Zachowywała się jak mała dziewczynka.
            Jedli właśnie śniadanie, rozmawiając i śmiejąc się, kiedy Hermiona znieruchomiała. W jej oczach widniały łzy. Wstała od stołu i podeszła do radia. Ustawiła muzykę głośniej i wpatrywała się w okno. Draco nie rozumiejąc, podszedł do niej. Złapał ją delikatnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. Jej twarz błyszczała od łez.
- Co się stało, kochanie? – spytał.
- Ta piosenka… tak wiele wspomnień z wojny. – rozkleiła się jeszcze bardziej. Draco słuchał uważnie, kiedy opowiedziała mu jak Ron od nich odszedł i zostawił ją i przyjaciela samych. To jak ta piosenka dała jej i Harry’emu chwilę radości i oderwania się od tych mrocznych wydarzeń. Która dała im iskierkę nadziei w beznadziejnej sytuacji.
- Przepraszam – powiedziała. – To brzmi pewnie strasznie głupio…
- To wcale nie jest głupie… - wytarł łzy z jej rumianych policzków. Przytuliła się do niego i wyszeptała do ucha.
- Błagam, zatańcz ze mną tak jak tańczyłam z Harrym w tamtej chwili…
            Ta prośba mogła wydawać mu się głupia, ale wcale tak nie było. Sam wiedział jak ciężko było na wojnie i jak wiele znaczyła choćby iskierka nadziei. Pocałował delikatnie Hermionę i zaczął powoli tańczyć. Zauważył jak uśmiechnęła się delikatnie przez łzy. Chciał wywołać uśmiech na jej twarzy. Chciał zrobić to dla niej. Już po chwili Hermiona nie płakała. Uspokoiła się, uśmiechała. Już nie myślała o tamtych chwilach. Ta piosenka znaczyła dla niej teraz o wiele więcej. Teraz tańczyła do niej z Draco. Z kimś, kogo kochała. Z kim tyle przeżyła i komu podarowała swoje serce. Roześmiała się cichutko i przytuliła mocniej. Piosenka się skończyła, ale ona nie odsunęła się od niego. A on jej nie odepchnął. Pozwolił jej tak trwać, ponieważ wiedział, że potrzebowała tego. W tej poczuła jak wielkim jest dla niej wsparciem.
Pocałowała go delikatnie, wciąż się nie odsuwając.
Czuli się nieskończonością.

~~~~~~~~~~~~~~
Witam Was kochane! ;) Do końca zostały mi już 3 notki. Boże, chyba nie dam rady na sam koniec, ale w końcu sama tego chcę. Opowiadanie nie może ciągnąć się w nieskończoność. Zastanawiam się, co powiedzieć, ale jakoś nic nie mogę z siebie wyciągnąć. Ta piosenka wzbudza we mnie tyle emocji, że musiałam pokazać jak bardzo też jest ważna i dla Hermiony. Na pewno każda z Was kojarzy ten moment w 7 części filmu o Harrym Potterze. Wczoraj oglądałam i jakoś naszła mnie wena.
Pozdrawiam

Sheireen ♥

środa, 14 sierpnia 2013

Niespodzianka

Wsłuchiwała się w dźwięk kropli deszczu, spływających i odbijających od murów Hogwartu. Przewróciła się na drugi bok z ciężkim westchnięciem. Nie potrafiła usnąć. Myśl, że leży w tym łóżku po raz ostatni nie służyła jej dobrze. Mocno zaciskała powieki, by nie uronić ani jednej łezki.
            Powinna się przecież cieszyć. Jutro zakończenie roku, wszyscy jej znajomi z roku wchodzą w życie dorosłe. Tak samo jak i ona. Jednak nie potrafiła przyzwyczaić się do tej myśli. Nagle wszystko wydawało jej się tak bardzo bliskie sercu. Ten charakterystyczny podmuch wiatru w nocy, okrążający Wieżę Gryffindoru… Dormitoria, Pokój Wspólny, w którym przeprowadziła mnóstwo szczęśliwych jak i tych poważnych rozmów. Będzie jej brakować pohukiwania sowy i szeleszczenia drzew z Zakazanego Lasu. Odwiedzin u Hagrida…
Zagryzła mocno wargę i podniosła się z łóżka.
Nie mogła usnąć. Ale to dobrze. Nacieszy się tymi ostatnimi chwilami w Hogwarcie. W jej domu.
            Nie przebrała się, tylko narzuciła płaszczyk na starą sukienkę, która robiła jej za piżamę. Wyszła ze swojego dormitorium i skierowała się do dziury w ścianie. Jak się spodziewała, nie zastała żadnego nauczyciela na swojej drodze. Zapewne uznali, że każdy śpi w swoich łóżkach, by być wypoczętym w czasie podróży do domu.
Wyszła na błonia. Kiedy poczuła wodę na stopach, dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że wyszła boso. Delikatny deszczyk co jakiś czas obijał się o jej ciało. Hermiona zaczęła obchodzić jezioro. Musiała się przejść i powspominać. Pośmiać się z tych wszystkich, wesołych chwil. Opatuliła się mocniej płaszczykiem, a jej bose stopy zaczęły przemierzać mokrą trawę.
Wspomnienia jak żywe zaczęły przemykać jej przed oczyma. Znokautowanie górskiego trolla i przyjaźń z Harrym i Ronem. Kamień Filozoficzny, a później przygoda z Komnatą Tajemnic. Zaśmiała się cichutko, kiedy przypomniała sobie jak używała zmieniacza czasu i dziwiła tym Rona. Przypomniała sobie ten stres, kiedy musiała wraz z Harrym uratować Syriusza oraz Hardodzioba. .I oczywiście najlepsza pamiątka z trzeciej klasy… Uderzenie Malfoya. Uśmiechnęła się pod nosem. Pamiętała tą satysfakcję i zadowolenie, a także rozszarpujący ją gniew na tego osobnika. Merlinie, jak ona go nienawidziła!
Turniej Trójmagiczny i Wiktor Krum…
Swoją drogą ciekawe, co u niego? Dawno się do niego nie odzywała. Będzie musiała napisać. Nawet jutro.
Pamiętała Bal Bożonarodzeniowy i to, jak po raz pierwszy doskonale się czuła w swoim ciele. Nie lubiła zwracać na siebie uwagi i było to strasznie krępujące. Szczególnie wtedy, gdy…
Gdy Malfoy popatrzył się na nią z niedowierzaniem w oczach, a przez cały Bal mogła spostrzec jak co jakiś czas się na nią gapi.
Wtedy nie wiedziała, co o tym myśleć. Miała ochotę walnąć w niego zaklęciem i zamienić na zawsze w tchórzofretkę.
A później ta okropna baba, Umbridge. Aż się skrzywiła. Wtedy po raz pierwszy była zdolna, do aż takiego złamania regulaminu i to dla własnej przyjemności. Gwardia Dumbledore’a… do tej pory większość członków grupy się z sobą przyjaźniła lub przynajmniej kolegowała. To naprawdę miłe, że udało im się tak bardzo się ze sobą związać.
Szósta klasa nie była czymś zbytnio miłym. Ból, który zapewniał jej Ron. Voldemort, który rozsiewał strach i niepokój. Wtargnięcie śmierciożerców do zamku i zniszczenie go przez Bellatriks. To Malfoy wpuścił ich do środka. Jednak wolała już o tym nie myśleć.
Wojna była jeszcze gorsza. Napięta atmosfera. Ron, który od nich odszedł… tak bardzo go wtedy kochała. Oddałaby za niego życie. Wołała go, błagała, by wrócił, ale ten się jej nie posłuchał.
Ciała zmarłych…
Poczuła jak gorące łzy spływają jej po policzkach. Natychmiast przestała myśleć. Nie mogła przecież przez całe życie cierpieć z tego powodu. Ona musiała sobie ułożyć życie, bo w końcu ci, którzy już odeszli walczyli o pokój na świecie, w którym teraz żyła.
Wzdrygała się za każdym razem, gdy zagrzmiało. Zbierało się na burzę. I rzeczywiście deszcz zaczął padać coraz intensywniej. Postanowiła zawrócić. Kiedy doszła do zamku, pierwsza błyskawica rozdarła niebo. Szybko przemierzyła korytarze. Zatrzymała się tylko raz, kiedy spotkała po drodze Irytka. Jednak szczęście tym razem sprzyjało i udało jej się go wyminąć. Weszła do swojego dormitorium i zrzuciła z siebie mokry płaszczyk oraz piżamę, która przykleiła jej się do ciała. Zamknęła za sobą drzwi i weszła do łazienki. W ciągu tych dwóch tygodni zdążyła coś zauważyć.
Jej złe samopoczucie i zwracanie brało się z przemęczenia organizmu przed testami. Sama sobie to zagwarantowała. Jednak to nie oznaczało, że nie była w ciąży. Nie wiedziała, co o tym myśleć. Nie chciała tego dziecka, to oczywiste, jednak gdy chwilę później wyobrażała sobie, że nosi owoc miłości jej i Draco, to od razu się rozczulała.
To było ich dziecko.
Uśmiechnęła się delikatnie, ale natychmiast jej mina zrzedła.
Dziecko, o którym on nie miał zielonego pojęcia…
Jak zwykle musiała się w coś wpakować.
            Spojrzała na zegarek. Dochodziła druga w nocy. Westchnęła. Musiała się położyć. Potrzebowała odpoczynku. Tak mówiła jej Ginny. Ruda od tamtego czasu, kiedy dowiedziała się, w jakiej sytuacji jest Hermiona, nie opuszczała jej na krok. Wspierała ją. Zresztą Hermiona też była dla Ginny znaczną podporą. Wydawało im się, że te zdarzenia jeszcze bardziej je do siebie zbliżyły. Uświadomiły, że naprawdę mogą na sobie polegać. Hermiona nałożyła na siebie tylko zwykłą, starą koszulę Harry’ego i położyła się spać. Najwidoczniej nocny, godzinny spacer dobrze jej zrobił, ponieważ nie minęło pięć minut, a już zatraciła się w krainie Morfeusza.

            - Witam wszystkich zgromadzonych uczniów oraz nauczycieli w tej sali – głos profesor McGonagall rozniósł się po pomieszczeniu. – Chciałam Wam podziękować za to, że wszyscy razem staraliśmy się odbudować na nowo Hogwart po tej okrutnej wojnie. W tym roku widziałam nowe przyjaźnie, wrogości, a także rozkwitające miłości. Naprawdę bardzo miło jest nam wszystkim to zobaczyć. Bo o to właśnie chodziło. Walczyliśmy o to, by móc dalej normalnie żyć…
            Każdy słuchał w milczeniu, z wielką uwagą wyłapując każde słowo dyrektorki. Jej głos… mocny, stanowczy, ale przepełniony wewnętrzną radością i czułością, poruszył sercem Hermiony. Dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę, jak bardzo będzie jej brakować profesor McGonagall. Czarownica zawsze była dla niej wzorem do naśladowania. Silną, mądrą kobietą, która wie, czego w życiu chce. Ona natomiast po raz pierwszy nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić. Gdzie pójdzie, gdy za parę godzin stanie na stacji King Cross? Jak to wszystko będzie?
- … Uczniowie przychodzą i odchodzą z każdym rokiem. Podczas, kiedy wy, nasi najmłodsi czarodzieje, dopiero poznajecie tajniki magii i uczycie się życia, osoby na ostatnim roku już nigdy tutaj nie wrócą. Nie będą spać w tych samych dormitoriach. Na was, kochani – głos dyrektorki stał się lekko zachrypnięty, a oczy wilgotne – Czeka przyszłość, dorosłe życie. Zapewne większość z was jeszcze nie wie, co ze sobą zrobić, ale wierzcie mi… Niedługo każde z was znajdzie swoją drogę, którą podąży.
            Hermionie stanęły świeczki w oczach. Rozejrzała się po swoich rówieśnikach i stwierdziła, że oni też są poruszeni. Oni też to przeżywali. Może nawet mocniej niż ona. Nie potrafiła oderwać oczu od zaczarowanego sklepienia i świec unoszących się nad ich głowami. Przypomniała sobie codzienny szelest sowich piór, kiedy przynosiły pocztę.
Hogwart był cudowny.
Jeszcze nigdy wcześniej nie podziwiała go tak bardzo.
Nie doceniała tego tak mocno, że się w nim znalazła, że poznała takich cudownych ludzi.
- Wznieśmy toast za najstarszych uczniów, którzy odchodzą od nas i dalej sami idą swoją drogą – McGonagall podniosła puchar, a reszta Wielkiej Sali uczyniła to samo. Hermiona niemrawo również podniosła swój kieliszek. Wypiła łyk i ze zdziwieniem stwierdziła, że w środku znajduje się wino. Jednak trunek ten znajdował się tylko w pucharkach uczniów siódmych klas. A więc tak obchodziło się odejście ze szkoły. Ciekawie…
            Uśmiechnęła się i wypiła trochę wina ze swojego naczynia, a następnie odłożyła z powrotem na stół. Ginny szybko zabrała jej sprzed nosa czarkę i sama ją opróżniła.
- Sama wiesz, dlaczego nie wolno ci pić – mrugnęła do Hermiony, a ta wzruszyła ramionami zrezygnowana. Ginny była czasami aż nazbyt opiekuńcza. Wszyscy wstali od stołu i ruszyli w stronę wyjścia. Została tylko większość uczniów z siódmego roku. Hermiona powoli ruszyła się ze swojego miejsca. Podeszła niepewnym krokiem do profesor McGonagall, która rozmawiała z profesor Sinistrą.
- Pani profesor… - odezwała się nieśmiało dziewczyna. Dyrektorka Hogwartu spojrzała na swoją ulubioną uczennicę i podniosła się z krzesła.
- O co chodzi, panno Granger? – spytała i odeszła z Hermioną parę kroków dalej.
- Ja… chciałam podziękować za wszystko. Za możliwość nauki w tej szkole i za to, że była… jest… pani moim wzorem do naśladowania. Dziękuję za wszystko.
            Musiała to powiedzieć. Musiała w końcu wyznać tej kobiecie, że za wiele rzeczy była jej wdzięczna. Nie tylko za umiejętności, ale naukę życia, jaką czasami im dawała. Wiedziała, że na pewno kiedyś im wszystkim się to przyda. Zauważyła błysk ciepła w oczach dyrektorki, a po chwili McGonagall się uśmiechnęła. Hermiona musiała przyznać, że mimo jej wieku, Minerwa była piękną kobietą.
- Ja też powinnam podziękować niektórym uczniom, ponieważ oni też mnie czegoś nauczyli. Tak, Hermiono, ja wciąż się uczę. Człowiek uczy się przez całe życie. Dziękuję ci za to, że odezwałaś się przed odejściem.
- Potrzebowałam tego, pani profesor.
- Zobaczysz, wszystko się ułoży. Pamiętaj o przyjaźni i przede wszystkim o miłości.
- Jeszcze raz dziękuję… - wyszeptała dziewczyna, a łzy wzruszenia zalśniły jej w oczach.
- Idź już. Przyjaciele na ciebie czekają – uśmiechnęła się delikatnie i wskazała ruchem głowy w stronę Harry’ego, Rona, Clemense, a także Ginny i Blaise’a. Ruszyła się z miejsca i podeszłą do nich. Pożegnała się z bliskimi jej osobami z innych domów, a także ze swojego domu, Gryffindoru. Wiedziała, że kiedyś na pewno jeszcze się spotkają. Każdy będzie już wtedy miał swoją rodzinę i dom. Każdy będzie mieć pracę i swoje życie. Wyściskała Hannę Abbot, Lunę i – o dziwo! – podeszła do niej Cho Chang. Pożegnała się z dziewczyną i obydwie wiedziały wtedy, że nieprzyjazny mur jaki się między nimi utworzył, został zburzony.
- Chodźmy już, Miona – odezwała się Ginny i wytarła jedną łzę z policzka.
- Gdzie Harry? – spytała Hermiona, widząc, że Wybrańca nie ma z nimi. Ginny uśmiechnęła się lekko i wskazała na Harry’ego, który stał w rogu Wielkiej Sali z jakąś dziewczyną. Od razu rozpoznała w niej Melodię. Dziewczynę-elfa. Musiała przyznać, że uroczo razem wyglądali. Oboje mieli kruczoczarne włosy i zielone oczy. Trochę się już pogubiła, bo… czy Harry kiedyś nie kręcił z Clemense? Poprosiła na stronę wilę, a ta roześmiała się, słysząc jej pytanie.
- To było przelotne zauroczenie. Ja od dawna byłam zakochana w Ronie. Już od wakacji. Harry… zbliżyliśmy się do siebie wtedy, kiedy Ron mnie zawiódł, a Harry cierpiał wciąż lekko po stracie Ginny.
            Kiwnęła ze zrozumieniem głową. Czy rzeczywiście była aż tak ślepa, że nie zauważyła tych wszystkich kwitnących miłości między jej znajomymi? Ron był tak szczęśliwy jak nigdy, Ginny też znalazła w końcu kogoś, kto naprawdę nie potrzebował tylu lat, by odwzajemnić jej miłość. Kto rozbawiał ją każdego dnia. Harry, jej najlepszy przyjaciel, z którym tyle przeżyła… Uśmiechnęła się przez łzy. Wciąż pamiętała tego jedenastoletniego chłopca, który uczył się wszystkiego i nie wiedział, czego w życiu chce. Teraz był mężczyzną. W końcu założy rodzinę, o której zawsze marzył. Nie czekając na Harry’ego, który najwidoczniej potrzebował jeszcze trochę czasu na pożegnanie z Melodią, ruszyli wszyscy razem w stronę błoni, gdzie Hagrid po raz ostatni miał ich odprowadzić na dworzec.
            Ktoś nagle złapał ją za ramię i odwrócił. Jakże wielkie było jej zdziwienie, kiedy stanęła oko w oko z Danielem Roswellem. Jej chłopakiem z samego początku roku. Dziwnie było go zobaczyć na sam koniec. Czuła się trochę, jakby utworzyło się koło. Mimo tych wszystkich wydarzeń, ona na sam koniec stanęła z chłopakiem naprzeciw siebie.
- Chciałem przeprosić za krzywdę, jaką ci zrobiłem i za to, że cię wyzywałem. Nie powinienem.
- Zapomnijmy o tym – uśmiechnęła się delikatnie, chociaż sytuacja była trochę krępująca. – No to… życzę ci powodzenia na dalszej drodze – wydukała.
- Ja również – powiedział i przytulił ją krótko. Hermiona stała jak sparaliżowana. Jednak po chwili się uspokoiła. Nie robili przecież nic złego.
- Kto wie… może nasze drogi jeszcze się kiedyś ze sobą spotkają? – mrugnął do niej przyjacielsko i odszedł.
- Może… - wyszeptała i dogoniła swoich przyjaciół. Wciąż jednak brakowało jej jednej osoby. Draco. Widziała go podczas uczty na zakończenie roku, ale kiedy wszyscy powstali, zniknął jej z oczu. Co jakiś czas ciągle rozglądała się, by wypatrzyć w tłumie tę blond czuprynę. Podeszła do Blaise’a i spytała się, gdzie on jest.
- Poszedł pomyśleć. Pobyć sam.
- Nie chce się pożegnać? Przecież już nigdy tutaj nie wrócimy…
Czarnoskóry wzruszył ramionami.
- Draco wie, że tak naprawdę nigdy tutaj nie pasował. Nie będzie tęsknić.
            Hermionę te słowa zasmuciły. Draco przecież zawsze panoszył się po tej szkole i traktował tak, jakby była jego. Bawił się dziewczynami i gadał z niektórymi chłopakami jak z kumplami. Zmarszczyła brwi. Odnalazła w tłumie Harry’ego, który właśnie żegnał się z Hagridem. Wiedziała, że to musi być dla niego ciężkie. To właśnie Hagrid był pierwszą osobą, która wprowadziła go do tego świata. Stanęła trochę na boku.
- Hermiona! – uśmiechnął się Hagrid i przywołał ją ręką. W jego czarnych jak żuki oczach lśniły łzy, które ginęły w gęstej brodzie. Przytulił ją tak, że poczuła jak jej żebra trzeszczą.
- To już koniec, nie? Aż się łezka w oku kręci, gdy pomyślę, cholibka, że już nigdy nie przyjdziecie do mnie na herbatkę – zawył i wydmuchał hałaśliwie nos w czerwoną chusteczkę podobną do obrusa.
- Na pewno cię odwiedzimy! W Hogsmeade na przykład – zaproponowała Hermiona i uśmiechnęła się, by go udobruchać.
- Życzę wam szczęścia – wydukał i odszedł, odprowadzając pierwszorocznych. Hermiona spojrzała na Harry’ego.
- Masz może Mapę Huncwotów do pożyczenia?

            Przejrzała szybko każdy skrawek wraz z przyjaciółmi. Hermiona szybko dostrzegła malutką kropkę oznaczoną napisem „Draco Malfoy”. Nie czekając dłużej, podziękowała im i ruszyła w stronę, gdzie widziała małą kropkę. Nie mieli dużo czasu. Wpadła na niego, gdy szedł korytarzem ku wyjściu.
- Gran… Hermiona? Co ty tu robisz? – zdziwił się.
- Szukam cię. – odpowiedziała. – Dlaczego nie przyszedłeś się pożegnać, tylko uciekłeś od wszystkich?
- Po co mam się żegnać? – skrzywił się. Hermiona nie dowierzała temu, co słyszy.
- Przecież już nigdy tutaj nie wrócimy. Patrzysz na te korytarze po raz ostatni.
- Zbyt szybko się do czegoś przyzwyczajasz i za bardzo to przeżywasz – złapał ją za rękę, ale ona się nie ruszyła, kiedy chciał iść. Przytuliła się do niego.
- Ja wiem, o czym myślisz. Myślisz, że tu nie pasujesz.
- Wcale nie…
- Nie kłam, Draco – zmrużyła oczy. Ślizgon przytulił ją mocniej i przyciągnął do siebie. Chciał ją czuć całym swoim ciałem. Nie chciał się z nią rozstawać.
- Prawda jest taka, Hermiono, że ja tutaj nie pasuję. Zawsze każdy będzie na mnie patrzył jak na śmierciożercę, który wpuścił popleczników Czarnego Pana do zamku, który przeszedł na złą stronę. Dziewczyny zwracały uwagę tylko na moją urodę i pieniądze. Nigdy nie poznały mnie takiego, jakim naprawdę jestem. Nie oszukujmy się. Nie mam po co się żegnać, bo nie mam z kim.
Było jej naprawdę przykro z tego powodu, że on tak myśli.
- Nieprawda – zaprzeczyła. – Masz przyjaciół, Draco. Masz Blaise’a, Ginny, Pansy, Melodię innych Ślizgonów, chłopaków z twojej drużyny. A przede wszystkim masz mnie. Uważasz, że my się nie liczymy?
- To wcale nie tak – zmieszał się. Nie sądził, że ktoś naprawdę mógł go pokochać tak jak ona go pokochała. Znała go takim, jakim jestem naprawdę i pokochała. Zawsze sądził, że to niemożliwe, a jednak.
- Chodźmy już – pocałowała go delikatnie i, wciąż idąc za rękę, przeszli przez błonia prosto do Expresu Hogwart.

            Podróż minęła zaskakująco szybko, czego nie przyjęła z wielkim entuzjazmem. Przez cały czas siedziała w przedziale z Ginny, Blaisem i Draco. Później doszła do nich jeszcze Pansy, która przyprowadziła Harry’ego. Chciała wyciągnąć też Clemense i Rona, ale rudzielec wciąż nie przepadał za Ślizgonami, a wila chciała spędzić jak najwięcej czasu z narzeczonym sam na sam, skoro nadarzyła się taka okazja. To dziwne jak bardzo więzy mogą się zacieśnić podczas jednej podróży. Harry i Draco pokłócili się o to, kto jest lepszym kapitanem, i że to Gryffindor powinien mieć Puchar Quidditcha cały dla siebie. Ostatni mecz rozegrany był remisem, przez co obydwoje odwiecznych wrogów jeszcze bardziej łypało na siebie groźnie. Każdy z nich uważał, że to jemu należy się puchar, ale w końcu uścisnęli sobie rękę na zgodę i zaczęli normalnie dyskutować z Blaisem o quidditchu. Dziewczyny natomiast gadały o wakacjach i planach na przyszłość. Okazało się, że Pansy chce znaleźć jakąś pracę z magicznymi stworzeniami. Pomagać im i zgłębiać wiedzę na ich temat. Ginny chciała widzieć się w jakiejś drużynie quidditcha lub na miejscu Uzdrowicielki. Hermiona natomiast myślała nad podjęciem pracy w szpitalu Morgany lub w Ministerstwie Magii. Może nawet udałoby jej się zostać aurorem. Przygody, adrenalina, wyłapywanie przestępców to coś, co ją kiedyś kręciło. Ale chyba wolałaby tą robotę zostawić Harry’emu i Ronowi, a sama zająć się ulepszaniem ministerstwa. Nawiązywanie kontaktów lub Prawo. A może Departament Tajemnic? Nie… z tym miejscem wiązało się wiele nieprzyjemnych wspomnień.
            Kiedy Express Hogwart się zatrzymał, poczuła pustkę w żołądku. Lekki strach i podniecenie opanowały jej ciało. Wstała, ale jej nogi były jak z waty. Draco pomógł jej zdjąć walizkę z półki i wszyscy wraz z uczniami wylali się na peron King Cross. Hermiona przeszła parę kroków dalej i miała zamiar poczekać na swoich przyjaciół jak i wszystkich Weasleyów. Nagle usłyszała jak ktoś ją woła.
- Hermiono! – znała ten głos. Jakby z oddali, nie mogła sobie przypomnieć, ale ten głos był bardzo bliski jej sercu. Zmarszczyła brwi i zaczęła się rozglądać po peronie.
- Tutaj, kochanie!
I nagle ich zobaczyła. Stała jak zamurowana. Przecież to niemożliwe… Szukała ich tyle czasu, a oni stali parę metrów od niej.
Jej rodzice. Machali do niej szczęśliwi, a na policzkach matki lśniły łzy szczęścia.
            Ktoś złapał ją w pasie i mruknął do ucha.
- Niespodzianka, skarbie – to był głos Dracona. Odwróciła na niego spojrzenie pełne niedowierzania i przypomniała sobie. Kiedy wrócił po całym dniu nieobecności, powiedział jej, że ma dla niej niespodziankę. Najwidoczniej pamiętał to jak mówiła o swoich rodzicach w czasie Nowego Roku. Odnalazł ich i przywrócił pamięć.
- Nie mam pojęcia, co powiedzieć. Dziękuję to zbyt mało… - wyszeptała, kiedy prowadził ją w stronę rodziców.
- Nie mów nic, twoje szczęście mi wystarczy.
            Hermiona padła w ramiona rodziców. Perfumy taty i miękkie włosy swojej matki. Te oczy, które patrzyły na nią z taką troską i miłością.
- Tak się cieszę, że możemy być na nowo rodziną, córeczko – uśmiechnęła się mama i ponownie ją przytuliła. Nie chciała wypuszczać z objęć swojego dziecka. Kiedy ten młodzieniec wpadł do ich domu w Australii i machnął jakimś kijem przed oczyma, przypomniała sobie wszystko. Pierwszą myślą była Hermiona. Jej malutka córeczka, która teraz była kobietą. Rozpoczynała własne życie.
- Jestem z ciebie taki dumny – oznajmił tata i popatrzył na swoją żonę, Jean Granger. To po niej Hermiona nosiła swoje drugie imię.
- Chciałabym wam kogoś przedstawić – uśmiechnęła się Hermiona i podeszła szybkim krokiem do Dracona, który rozmawiał z Blaisem i Rudą. Najwidoczniej właśnie tłumaczył Weasleyównej, skąd wzięli się na peronie rodzice Hermiony. Gryfonka podeszła do niego i złapała za rękę.
- Chodź, muszę cię komuś przedstawić – szepnęła rozradowana.
Kiedy szli w stronę jej rodziców, Draco był niepewny.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł.
- Zamknij się i chodź – warknęła, ale w jej oczach paliły się radosne iskierki. – Mamo, tato, to jest Draco Malfoy, mój… - spojrzała na niego niepewnie.
- Chłopak – dokończył za nią Draco i ucałował dłoń jej matki, która była najwidoczniej nim zachwycona, ale nie okazywała tego. Patrzyła rozbawiona na Hermionę, a na jej twarzy błąkał się tajemniczy uśmiech. Draco wymienił uścisk ręki z panem Grangerem.
- Czekaj, czekaj, ja cię skądś kojarzę – pan Granger przypatrzył mu się uważnie. – Czy ty kiedyś przypadkiem nie chodziłeś do mojego gabinetu dentystycznego?
Draco wyglądał w tej chwili na tak otępiałego, że Hermiona wybuchła śmiechem.
- Matthew – skarciła go Jean Granger. – To jest przecież Draco Malfoy, ten o którym Hermiona tak wiele opowiadała.
- Serio? – spytał się jej Draco, a Gryfonka poczerwieniała na twarzy.
- Ach, ten… jak to leciało? „Cyniczny, chamski dupek, który nie widzi nikogo innego poza sobą, bo jest takim egoistą i kretynem”? – zacytował tata, a pani Granger fuknęła.
- No dzięki, Granger – burknął Draco, a Hermiona się roześmiała.
- To było dawno – broniła się.
- Jeszcze mi za to zapłacisz – szepnął jej do ucha.
- Bardzo chętnie – uśmiechnęła się delikatnie i spojrzała głęboko w oczy.
- Hermiono, my idziemy. Pożegnaj się z przyjaciółmi i… chłopakiem i przyjdź do nas. Będziemy na parkingu. – powiedziała mama, chcąc zostawić ich samych. Chwilę później ich nie było. Przeszli do świata mugoli.

            Dziesięć minut później Draco odprowadził ją na parking. Zatrzymali się parę metrów dalej od samochodu jej rodziców.
- Nadal nie mam pojęcia jak ci się odwdzięczyć. – powiedziała i pocałowała go mocno w usta. Draco wsunął rękę w jej brązowe loki, by pogłębić pocałunek. Po chwili się od niej odsunął i wyjął jakąś kopertę z kieszeni.
- A to co? – spytała zaciekawiona.
- Otwórz to w domu i wtedy domyślisz się, jak możesz mi się odwdzięczyć – mrugnął do niej i odprowadził pod sam samochód. Otworzył jej drzwi, by wsiadła do środka, a następnie zamknął i z cichym pyknięciem się teleportował.

            Hermiona siedziała w swoim pokoju. W jej rodzinnym domu, który został zakupiony ponownie przez jej rodziców. Chcieli zacząć nowy rozdział w tym samym miejscu, gdzie go skończyli. Zapadła już noc. Cały dzień spędziła na mieście z rodzicami, a wieczór z bliskimi znajomymi, którzy mieszkali w mugolskim świecie. Teraz rozłożyła się na swoim łóżku w piżamie. Jej włosy były mokre i pachniały szamponem o zapachu mango. Obok łóżka stał nierozpakowany kufer szkolny. Trzymała w dłoniach białą kopertę. Jednym ruchem ręki rozpakowała ją i wyjęła zawartość. Był to bilet. Odrzuciła rozerwaną kopertę i zerknęła ponownie na skrawek papieru. Lot na Hawaje. Uśmiechnęła się leciutko. Kolejna niespodzianka Dracona. Miał rację, wiedziała już jak ma się mu odwdzięczyć. Miała polecieć z nim na Hawaje. Dokładnie za tydzień.
            Miała właśnie schować bilet z powrotem do koperty, kiedy dostrzegła kawałek pergaminu, który leżał w środku. Wyjęła go i przeczytała.

Zapewne już widziałaś bilet i już pewnie wiesz, o co mi chodziło.
Daję ci tydzień beze mnie, byś nacieszyła się rodzicami i znajomymi z twojego otoczenia.
Dokładnie w piątek o 9 będę pod twoim domem, by odebrać ciebie i walizki, a później teleportujemy się na lotnisko. Przygotuj się psychicznie, bo spędzimy ze sobą całe 3 tygodnie, do końca lipca.
Ja już zaczynam normalnie jakąś terapię, byśmy się nie pozabijali nawzajem.
Nie dziękuj, wiem, że jestem cudowny, Granger.

Draco

            Przewróciła oczyma, ale na jej twarzy rozkwitł piękny uśmiech. Miała spędzić z nim całe 3 tygodnie na Hawajach. Rzeczywiście dobrym pomysłem będzie przygotowanie się na ten wjazd psychicznie. Co jak co, Draco Malfoy może być jej chłopakiem, ale nigdy nie przestanie być… jak to leciało? „Cyniczny, chamski dupek, który nie widzi nikogo innego poza sobą, bo jest takim egoistą i kretynem”.
Roześmiała się i schowała pod kołdrę.
- Nox – szepnęła, a światło w jej pokoju zgasło.
Jutro rozpoczyna nowe życie.

~~~~~~~~~~~~~~
Witam ponownie :D
Jeśli kogoś to obchodzi, to informuję, że Kicia (nazwałam ją Nox, no ale niestety musiałam ją oddać), znalazła nowy dom i już dzisiaj pojechała do nowej rodziny. Mam nadzieję, że będzie dobrze traktowana, bo inaczej zabiję bachora, do którego trafiła.
No, ale mniejsza xd
Na asku informowałam już, że do końca zostało jakieś 5 rozdziałów (łącznie z tym). Boże, nie mogę w to uwierzyć, że właśnie kończę swojego pierwszego bloga.
No, ale też wiecie, że zamierzam pisać kontynuację.
Co do notki, to sama nie wiem, czy mogę ją zaliczyć do udanych. Owszem, pisało mi się ją bardzo dobrze i swobodnie, ale wydaje mi się, że jest ona… nijaka i nudna. Tak naprawdę nic się w niej nie dzieje, ale jakoś musiałam opisać ten koniec roku (przeżywam bardziej niż Hermiona o.O).
Mam nadzieję, że z następnej notki będę bardziej usatysfakcjonowana. Mam już jej trochę napisanej i zamierzam pisać ją jeszcze dzisiaj dalej, więc kto wie, może już jutro dodam C:
A tymczasem pięknie wyraźcie swoją opinię, od komplementu do krytyki xd
Ściskam

Sheireen ♥

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Kłamstwo

            Hermiona wpadła do swojego dormitorium i posłała rozpaczliwą wiadomość Ginny, by do niej przyszła. Nie minęło pięć minut, a do jej pokoju wpadła Ginny z wałkami na głowie. Kiedy zauważyła brązowowłosą od razu padła na łóżko obok niej. Hermiona miała czerwone, spuchnięte od płaczu oczy, a i tak po jej mokrych policzkach spływały, co nowe łzy. Wyglądała okropnie. I tak też się czuła.
- Boże, Miona, co się stało? – spytała Ginny.
- Ginny, mam do ciebie wielką prośbę…
- Mów, o co chodzi – powiedziała bez wahania Ruda. Była przerażona. Hermiona jeszcze nigdy tak nie płakała. Zastanawiała się, co mogło się stać. Umarł ktoś? Zerwała z Malfoyem? A może ją skrzywdził? Zmarszczyła gniewnie brwi. Jeśli rzeczywiście tak się stało, to dopilnuje, by ktoś go wykastrował za krzywdę, jaką zrobił Hermionie. Niech no ona dopadnie tego blond idiotę. Nagle odezwała się zapłakana Gryfonka, odrywając Ginny od myśli.
- Błagam cię, teleportuj się ze mną do niemagicznego świata i kup test ciążowy… - wyszeptała i odetchnęła głęboko, jakby wypowiedzenie tych słów sporo ją kosztowało.
            Ginny zamarła. Zrobiła się blada, a jej oczy powiększyły się natychmiastowo. Test… ciążowy?! Przecież to niemożliwe… nie, Hermiona Granger w ciąży?! Czy ona śni?
- Słucham? – wyksztusiła. - Co mam kupić?
- Nie każ mi tego powtarzać – jęknęła Hermiona i padła na poduszki, by stłumić szloch.
- Jesteś w ciąży?!
- Nie wiem, do cholery! Muszę to sprawdzić, Gin! – krzyknęła rozpaczliwie dziewczyna i jeszcze bardziej wcisnęła się w poduszkę. Ginny siedziała jak spetryfikowana. Jak Herm mogła być w ciąży? Przecież musiałaby się kochać z Malfoyem, a przecież nic takiego od panny Granger nie usłyszała. Zmrużyła oczy.
- Spałaś z Malfoyem?
Cisza mówiła sama za siebie, ale Ginny musiała naciskać.
- Odpowiedz, albo nie spełnię twojej prośby.
            Hermiona oderwała się od poduszki i spojrzała na nią z wyrzutem.
- Tak, spałam z Malfoyem i teraz mam za swoje, dlatego proszę cię, byś kupiła mi test ciążowy, bo ja się spalę ze wstydu – wyksztusiła z siebie i znów zalała się łzami.
Ginny spojrzała na nią ze współczuciem. Co z tego, że Hermiona jej o tym nie powiedziała… Biedaczka potrzebuje teraz pomocy. Wypłakuje oczy i nie może się pozbierać. Nie dziwiła jej się. Może i Hermiona miała 18 lat, prawie 19, ale wciąż była zbyt młoda na dziecko. Musiała jej pomóc. Była jej przyjaciółką i prawie siostrą. Ona zawsze była wtedy, kiedy jej potrzebowała. Przysunęła się bliżej Hermiony i przytuliła ją. Pogłaskała dziewczynę po brązowych lokach, by się uspokoiła i przestała płakać.
- Spokojnie, słońce, zobaczysz, wszystko będzie dobrze – szeptała, chociaż sama żyła nadzieją, że rzeczywiście tak będzie. Nawet jeśli Hermiona będzie w ciąży, to z chęcią jej pomoże. Będzie ciocią małego szkraba. Mimowolnie się uśmiechnęła. Przy okazji dokopie Malfoyowi, jeśli ten zostawi Hermionę samą.
- Powiedziałaś Draconowi? – spytała. Hermiona pokiwała głową.
- To on kazał zrobić test. Oznajmił, że nie zostawi mnie nigdy, ale Ginny… - załamała się.
- Dokończ, Miona. Przestań już się mazać. – odsunęła się od przyjaciółki i spojrzała jej prosto w oczy.
- Ja po raz pierwszy mu nie wierzę, Ginny. Przecież on musi się żenić w sierpniu.
- Jeszcze będzie dobrze – próbowała Ruda.
- Sama w to nie wierzysz – głos Gryfonki był niezwykle suchy i jednocześnie załamany. Ruda spuściła głowę i wstała z łóżka.
- Gdzie idziesz? – spytała się Hermiona.
- Pomagam ci – odpowiedziała i zniknęła w jej kominku, zostawiając za sobą tylko szmaragdowe płomienie i gryzący zapach proszku Fiuu.

            Hermiona padła na poduszki i od razu zasnęła. Jutro znów mieli egzaminy. Postanowiła zrobić test dopiero po nich, by się nie denerwować, jeśli prawda okaże się taka, że jednak będzie w ciąży. Musiała przyznać, że po raz pierwszy nie wiedziała, czy może ufać Draconowi. Jak zareagowałaby Narcyza? Czy gdyby dowiedziała się, że będzie miała dziecko z jej synem, to odpuściłaby? A może próbowałaby zrobić wszystko, by Hermiona odeszła od Dracona z ich dzieckiem i nigdy nie pokazywała się na oczy. Lub co gorsza usunęła ciążę?
Nigdy.
Jeśli ma dziecko, to nigdy nie zrobi aborcji. To bestialskie. Nieludzkie. Krzywdzić niewinną istotę. Zresztą byłoby to dziecko jej i Draco. Za nic nie pozwoliłaby mu umrzeć. W końcu byłaby matką. Miała nadzieję, że jednak wszystko się ułoży, mimo iż jakoś w to nie wierzyła.

            W końcu piątek. Nareszcie koniec egzaminów i nauki. Wszystkie egzaminy były dla niej łatwe, ale i tak dawała z siebie wszystko, by uzyskać jak najlepsze wyniki. Liczyła się przyszłość. Jednak z wynikami będzie musiała czekać do końca roku szkolnego. Dopiero wtedy będzie całkowicie pewna, że się postarała na tyle, by jej świadectwo było idealne. Hermiona wyszła na błonia razem z Draco, by nacieszyć się tymi luźnymi chwilami. Chcieli się odprężyć i zapomnieć o problemach choć na chwilę. Jednak nie zapowiadało się, by i Draco tak chciał.
- Zrobiłaś już test?
Hermiona westchnęła. Pytał się o to codziennie, mimo iż powiedziała mu, że zrobi dopiero po egzaminach. Może zachowywała się głupio, ale bała się. Odwlekała odpowiedź na dręczące ich pytanie. Nie zachowywała się fair, ale musiała odetchnąć i dopiero wtedy dowiedzieć się prawdy. Gdyby wszystko zwaliło się na nią w jednym momencie, to nie byłaby pewna, czy dałaby radę się pozbierać. Owszem, była silną dziewczyną, ale wiedziała, że nie poradziłaby sobie w takiej sytuacji.
- Zrobię dzisiaj wieczorem – odpowiedziała krótko.
- Przyjdę do ciebie – oznajmił i rozłożył się na kocu, który Hermiona wyczarowała.
- Nie! – zerwała się szybko z odpowiedzią, a kiedy zobaczyła jego zdziwioną minę, od razu się zreflektowała. – To znaczy, ja do ciebie przyjdę i powiem wszystko – wytłumaczyła. Wzruszył ramionami.
- Okej, niech ci będzie.
Zapadła cisza, a co najdziwniejsze było to to, że była ona krępująca dla nich obojga. Hermiona siedziała na kocu i wpatrywała się w krajobraz Hogwartu. Było pięknie. Chciała się nacieszyć każdym calem tego miejsca, ponieważ będzie się uczyła w tej szkole jeszcze niecały miesiąc. Musiała przyznać, że to uczucie bolało.
Uczucie pustki.
Tęsknoty.
I jednocześnie jakiegoś tajemniczego piękna.
Po raz pierwszy zaczęła się zastanawiać, czy nie chciałaby uczyć w szkole. Widywałaby ten krajobraz codziennie, mogłaby przekazywać swoją wiedzę młodym uczniom. Jednak prawda była taka, że była na to za młoda. Musiałaby przynajmniej skończyć 23 lata, by kandydować na stanowisko nauczycielki. Przez ten czas co niby miałaby robić? Musi sobie ułożyć życie.
Spojrzała na Dracona i westchnęła. Uśmiechnęła się delikatnie i położyła obok niego. Zgarnął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Uwielbiała leżeć obok niego i nie myśleć o niczym innym niż o tym, że jest obok niej. Uwielbiała rozkoszować się smakiem jego ust i zapachem jego ciała. Uwielbiała wpatrywać się w jego rysy twarzy i te szare tęczówki. Tak samo i on. Kochał czuć jej drobne ciało przy sobie i smakować tych malinowych ust. Zatracać się w czekoladowych oczach i czuć na policzku miękkość jej puszystych włosów.
Jego ręka spoczęła na jej brzuchu. Wzdrygnęła się. Tam może znajdować się ich dziecko. Owoc ich miłości. Jeśli los przypisał jej życie u boku Draco, to mogłaby mieć to dziecko i cieszyłaby się z niego bardzo mocno.
- O czym myślisz? – szepnął jej do ucha.
- O tobie – szepnęła szczerze. Draco uśmiechnął się.
- Czyli jak zawsze – oznajmił i mrugnął do niej, kiedy na niego spojrzała. Przewróciła się na brzuch i podparła rękami twarz.
- To przecież oczywiste – powiedziała z sarkazmem i delikatnie go pocałowała. Miała zamiar się odsunąć, ale Draco jej nie pozwolił. Odgarnął jej lśniące loki z policzka i powiedział tuż przy uchu.
- Pamiętaj, że nigdy cię nie opuszczę. A tym bardziej nie wtedy, kiedy możesz nosić nasze dziecko.
Hermiona opuściła wzrok i zagryzła wargę.
- Wiem, tylko co z twoją matką, Astorią i ślubem? – spytała nieśmiało.
Milczał. Sam nie wiedział.
- Co, jeśli dowiedzą się o dziecku? – kontynuowała.
            Draco musiał przyznać, że obawiał się reakcji matki na tą wiadomość. Ale lepiej będzie jej o tym powiedzieć. Może zmiękłoby jej serce, gdyby dowiedziała się, że Hermiona nosi jej wnuka lub wnuczkę? Przecież nie była oziębłą jędzą. Zawsze była opiekuńcza jeśli o niego chodziło. Może udałoby się coś tym osiągnąć?
Wszystko zależało od tego, jaka jest odpowiedź.
Musieli czekać do wieczora.

            Hermiona wzięła test ciążowy, który został zakupiony przez Ginny. Ruda musiała się tłumaczyć Zabiniemu, który znalazł go w jej bluzie. Chłopak z początku był tak oszołomiony, że po raz pierwszy nie mógł nic z siebie wydobyć. Nawet najmniejszego dźwięku. Nie spali przecież ze sobą, więc pierwsze, co przyszło mu na myśl, to zdrada Ginny, ale w końcu Hermiona i Draco wszystko mu wytłumaczyli. Teraz chodził w świetnym humorze.
- Zaklepuję sobie miejsce chrzestnego – oznajmił z dzikim uśmiechem – A Wiewióra będzie chrzestną. Mały Dramione będzie musiał mieć zrytą psychikę! Ja już tego dopilnuję, by był taki jak wujcio Blaise! – mówił.
            Hermiona nie wiedziała wtedy, czy się śmiać, czy też płakać. Siedziała teraz z testem ciążowym w ręce. Wiedziała, co robić. Przeczytała nawet instrukcję, by opóźnić odpowiedź, ale wiedziała, że w końcu musi to zrobić. Draco na nią czekał. Miał nadzieję, że przyniesie mu dobre wieści. Wiedziała, że starał się być silny, ale po prostu wymiękł w takiej sytuacji. Starał się być dla niej oparciem. Chciał ją podnieść na duchu, a przecież sam się bał. Sam się obawiał.
            Ginny siedziała obok niej i trzymała jej dłoń na ramieniu.
- Po prostu idź do tej łazienki i zrób to, co masz do zrobienia. – powiedziała Ruda, a Hermiona pokiwała głową. Wstała z łóżka i zniknęła za drzwiami łazienki.
Ginny wiedziała, że to trochę potrwa. Podejrzewała, że Hermiona musi się pozbierać, by to zrobić. Nie myliła się.
            Minuty ciągnęły się niemiłosiernie długo. Leżała na łóżku oczekując, by Hermiona w końcu wyszła z tej łazienki. Dźwięk tykającego zegarka rozrywał głuchą ciszę, przypominając o upływającym czasie. Czekała. Draco czekał. Zastanawiała się, jak Hermiona ma zamiar powiedzieć o tym wszystkim swoim innym przyjaciołom. Jak zareaguje Harry? I w końcu jak zareaguje Ron? W końcu jej brat był niegdyś chłopakiem Hermiony. Jej miłością. Jak Ron będzie się czuł, gdy dowie się, że jednak Hermiona będzie mieć dziecko z jego największym wrogiem, a nie nim? Ginny wiedziała, że Ron podczas wojny chciał żyć z Hermioną. Mieć z nią dzieci i założyć rodzinę. Wszystko wszystkim teraz był z Clemense. Zaręczył się jej i byli szczęśliwi. Więc chyba nie zaboli go to, gdy się o wszystkim dowie, prawda?
            Usłyszała dźwięk tłuczonego szkła, który brzmiał jak wybuch z armaty w tej głuchej ciszy. Przestraszyła się i podeszła szybko do drzwi łazienki. Zapukała.
- Hermiono, co się dzieje? – zaniepokoiła się.
- N-nic, Gi-inny – stłumiony głos Hermiony dochodził zza drzwi. Następnie cisza. Długa i nieprzerywana. Ginny walnęła pięścią w drzwi, wściekła.
- Miona, gadaj, co się stało! Mów, do cholery jaka jest odpowiedź!
            Drzwi otworzyły się gwałtownie i stanęła w nich zapłakana Hermiona. Ginny stanęło serce. Brązowowłosa rzuciła jej się w ramiona i mocno przytuliła. Wypłakiwała słone łzy w ramię przyjaciółki.
- Dlaczego, Ginny? Dlaczego akurat ja?
Ginny zacisnęła mocno powieki, ale i po jej policzkach potoczyły się łzy. Nienawidziła, gdy silna Gryfonka, panna Granger, płakała.
- Pomożemy ci, Miona. Nie jesteś sama, pamiętaj.

~*~
            Hermiona ściskała test ciążowy i spojrzała na niego. Serce jej stanęło. Zacisnęło mocno powieki i zagryzła wargi, aż do krwi.
Nie.
Tylko nie to.
Błagam!
Spojrzała jeszcze raz na test. Pozytywny. Obrzuciła go ze złością i wstała gwałtownie, tym samym rozbijając szklankę stojącą na wannie. Była zrozpaczona. Nie wiedziała, co zrobić. Nagle dobiegł ją głos Ginny.
- Hermiono, co się dzieje?
- N-nic, Gi-inny – powiedziała, a po jej policzkach spłynęły łzy.
Znów płakała. Znów była słaba. Nienawidziła tego uczucia. Bezradności. Nienawidziła chwil, w których nic nie mogła zrobić. Złapała się na głowę i oparła o zimne kafelki. Wypłakiwała łzy, jakby coś mogło jej to pomóc. Miała nadzieję, że przez to poczuje się lepiej, ale przeliczyła się. Czuła się okropnie. Wiedziała, że nie ma dla niej ratunku.
Ale przecież ma przyjaciół. Obiecali, że pomogą.
Otworzyła drzwi i spojrzała na przestraszoną Ginny. Padła jej w ramiona. Potrzebowała bliskości osoby, która ją rozumiała. Dziękowała Bogu, że zesłał jej taką osobę jak ta ruda osóbka. Może i była mała, ale była silna i była wielka w środku. Radziła sobie. Nawet w najgorszych chwilach. Chciała być taka jak ona. Teraz potrzebowała jej pomocy. Wiedziała, że musi jej się jakoś odwdzięczyć. Ginny przytuliła ją mocniej. I w tej chwili Hermiona wiedziała, że będzie z nią w tych trudnych chwilach.
~*~

Draco czekał w swoim dormitorium, a jego myśli nie potrafiły się skupić na niczym innym, tylko na myśli „Gdzie ona do cholery jest?”.
Popijał nerwowo Whiskey. Jak zwykle musiał odreagować za pomocą alkoholu. Nie był to najlepszy sposób, ale pomagał. I dlatego nie potrafił się odzwyczaić. Spojrzał na zegarek. Dochodziła 22 i ani śladu po Hermionie. Wstał z fotela i gniewnie odstawił szklankę z trunkiem. Huknęło, kiedy uderzyła o stół. Draco poderwał się i podszedł do kominka. Idzie do niej. Nie ma zamiaru czekać tak długo na odpowiedź. Był cierpliwy, ale bez przesady. Czekał tutaj od jakiejś godziny. Jedyne, co mogła zrobić Hermiona, to utopić się w tej łazience. Roześmiał się cicho, ale szybko spoważniał. To przecież było możliwe.
Miał właśnie wrzucić proszek Fiuu do kominka, kiedy zmaterializowała się w nim Hermiona. Wyraz jej twarzy był nieodgadniony. Dracona aż ścisnęło w środku. Za chwilę się dowie. W końcu dowie się prawdy po tylu dniach czekania.
Hermiona usiadła na łóżku, a Draco niecierpliwie usadził się obok niej.
- No więc? – spytał. Zauważył tajemniczy błysk w jej oczach. Serce biło mu szybko, a kiedy Hermiona otworzyła usta, momentalnie stanęło.
- Nie jestem w ciąży – powiedziała i uśmiechnęła się. Odetchnął z ulgą i przytulił ją mocno. Tak się cieszył. Spadł z niego wielki obowiązek. Nie mieli już kłopotów. Pocałował mocno Hermionę, a ta się odwdzięczyła tym samym.
- Mam ochotę trochę odetchnąć – powiedział i poruszył sugestywnie brwiami. Hermiona roześmiała się cicho, ale po chwili powiedziała.
- Nie mam zamiaru znów zachodzić w ciążę – odparła. Wszystko wszystkim czuła się jak największy kłamca. Już miała wyrzuty sumienia. Okłamała go, ale widziała jak wielką ulgę mu sprawiła wiadomością o tym, że nie będą mieli dziecka. Przynajmniej on tak myślał.
- Nie martw się, tym razem załatwiłem eliksiry i mamy zaklęcia – pocałował ją ponownie. Hermiona po chwili się zgodziła. Ona też potrzebowała chwili zapomnienia. Nie wiedziała, jak to wszystko dalej się potoczy. Przecież nie będzie mogła ukrywać wiecznie ciąży przed Malfoyem.
Łyknęli eliksir i po chwili ich delikatne pieszczoty przerodziły się w coś o bardziej namiętnego. Draco położył Hermionę na łóżku, a sam zaczął zdejmować z niej bluzkę. Hermiona nie protestowała. Ich ubrania szybko znalazły się na podłodze, a oni sami zatracili się w otchłani pożądania. Draco jeszcze nigdy nie pragnął tak bardzo innej kobiety. Jeszcze żadna nie wzbudzała w nim takiego pożądania i emocji. Robili to już drugi raz, a mimo wszystko był on tak samo magiczny jak ten pierwszy. Hermiona wydała z siebie seksowny pomruk, kiedy brał w posiadanie jej usta i piersi. Tym razem pozwolili sobie na trochę więcej zabawy i odważniejszych ruchów. Dogadzali sobie nawzajem, a chwile, które przeżywali, były tak cudowne, że nie potrafili przerwać.
            Kiedy stali się jednością, Hermiona nie popłakała się tak jak za pierwszym razem. Ucieszyło go to, że tym razem nie będzie zbędnego bólu. Jego uszy radowały się głośnymi jękami młodej Gryfonki, a oczy penetrowały każdy skrawek rozpalonego ciała. Hermiona przyciągnęła go do siebie i pocałowała z żarem podobnym do tego, który zawładnął jej ciałem. Wplotła palce w jego włosy i cieszyła jego bliskością.
            Skończyli dopiero wtedy, kiedy Hermiona osiągnęła orgazm po raz trzeci. Byli już zbyt zmęczeni i tylko opadli na rozwaloną pościel. W pokoju słychać było ich głośne oddechy, a po chwili odgłos pocałunków. Hermiona przytuliła się do torsu blondyna, a jej myśli znowu nawiedziła myśl, że go okłamała. Zastanawiała się, czy nie powiedzieć mu teraz wszystkiego, ale coś ścisnęło jej gardło. Nie potrafiła.
- Tak bardzo cię kocham, Hermiono – pocałował ją mocniej i nakrył ich ciała prześcieradłem. Hermiona rozpływała się pod dotykiem jego dłoni, które jeszcze przez jakiś czas błądzili po jej ciele, dopóki nie zmroczył ich sen.

            Ginny stała przed nią wściekła. Wymachiwała rękami na wszystkie strony i patrzyła na nią z niedowierzaniem.
- Okłamałaś go?! – krzyknęła.
- Tak, ale…
- Hermiono, jak mogłaś! To ojciec twojego dziecka!
Hermiona załamała ręce i ukryła twarz w dłoniach. Przecież wiedziała, że postąpiła źle. Przecież miała wyrzuty sumienia. Dlaczego jeszcze Ginny musiała na nią krzyczeć i się wyżywać? Owszem, nie postąpiła słusznie wobec niej. Ale dla niej to było jedyne dobre rozwiązanie tego problemu.
- Masz mu powiedzieć prawdę! – rozkazała Ruda. Hermiona gwałtownie potrząsnęła głową.
- On nie może się dowiedzieć, Ginny! – powiedziała.
- Mogę wiedzieć, dlaczego? – syknęła i spiorunowała Hermionę wzrokiem.
- Może dlatego, że bierze ślub w sierpniu? Może dlatego, że jego matka traktuje mnie jak śmiecia i gdyby dowiedziała się o ciąży, to próbowałaby jeszcze bardziej zniszczyć mi życie? Albo może dlatego, że próbowałaby pozbyć się mojego dziecka?! – ostatnie zdanie wykrzyczała Ginny w twarz.
Prawie nigdy się nie kłóciły, więc było jej ciężko. Nie była przyzwyczajona do tego, że jej przyjaciółka na nią krzyczy i jest wściekła. Kiedy Ginny była zła, to każdy mądry czarodziej zwiałby w obawie, że dostanie upiorogackiem. Jednak teraz kłóciły się dwie najlepsze przyjaciółki, w dodatku Gryfonki. Mocne w buzi i obydwie uparte. Każda broniąca swojej racji.
- A nie pomyślałaś o tym, że może dziecko coś zmieniłoby w zachowaniu Narcyzy? – warknęła Ginny.
- Że niby to miałoby ją złamać? – syknęła Granger. – Nie przeszkadzało jej skazanie mnie na krzywdę i zesłanie na mnie Notta, więc niby miałaby oszczędzić moje dziecko?!
- Nie zapominaj, że to jest też dziecko Malfoya oraz wnuk Narcyzy! – krzyknęła Ginny. – Miałaby skrzywdzić dziedzica?! Kogoś ze swojej rodziny?!
- Przecież to jest Narcyza Malfoy! MALFOY, Ginny! Ta rodzina nigdy nie tolerowała szlam ani osób półkrwi. Czysta krew to ich idea! Wychwalają ją ponad wszystko! To dziecko od razu zostałoby wyrzucone z tej rodziny!
- Nie chcesz nawet spróbować! Nie chcesz dać sobie szansy na to, by być szczęśliwą! – wtrąciła Ginny.
- Mam tego wszystkiego dość, rozumiesz?! Jak mogę być szczęśliwa, do cholery?!
- Masz przyjaciół i chłopaka, który kocha cię nad życie, dziewczyno!
- Zapomniałaś o tym, że nie mam rodziców, a Draco żeni się z tą suką Astorią! – Hermiona przeklęła wkurzona do reszty. Ginny wyglądała jak żywy ogień. Prychnęła.
- To dlaczego nie walczysz?!
- Walczę, Gin! Ale jak mam walczyć z tradycją liczącą tysiące lat?!
- Jesteś silna, a poddajesz się walcząc o miłość?! – krzyknęła. – Ty masz szanse, a Blaise może umrzeć w każdej chwili! Ja się boję, Miona! Boję się cholera, bo mogę go stracić! – rozkleiła się i otarła gwałtownie łzy. Hermiona zamilkła.
- Jak to, Blaise może umrzeć…? – powiedziała słabym głosem.
- Jest chory. Poważnie chory.
- Co się stało? Od kiedy?
- Właściwie to od młodszych lat. Choroba rozwinęła się przed początkiem roku szkolnego… - powiedziała słabo Ginny.
- Skąd to wiesz?
- Podsłuchałam. Blaise o tym nie wie, ale wyjeżdżam razem z nim. Nie zostawię go w takiej sytuacji samego – wydmuchała hałaśliwie nos, a Hermiona wzięła ją za rękę i usadziła na łóżku.
Kolejna zła wiadomość.
Czy już nigdy nie będzie dobrze?
Kiedy to wszystko w końcu się ułoży i da im spokój?
Kiedy los w końcu przestanie z nich kpić?
Westchnęła. Czasami wydawało jej się, że Bóg gra z nią w jakieś gierki. Spogląda na nią z nieba, śmieje się i obserwuje, ile będzie jeszcze w stanie znieść.

~~~~~~~~~~~~~~
Skończyłam :D wiem, że rozdział miał być wczoraj, ale jego pisanie przedłużyło mi się prawie do pierwszej w nocy. Ale wiele godzin dzisiaj spędziłam na bawieniu się z malutkim, czarnym kotkiem, którego moja siostra przygarnęła, gdy przybłąkał się do niej przy stacji benzynowej.
Slytherinie, jest taki cudowny i śliczny! *.*
Jaram się nim jak Zgredek skarpetą Harry’ego, ale co ja poradzę.
Kocham zwierzęta ♥
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
Niezwykle Przesłodzona Przez Widok Małego Kotka –

Sheireen ♥