środa, 6 lutego 2013

Tymczasowe Pojednanie



Draco siedział wściekły przy stole Ślizgonów. Ignorował pytające spojrzenia kolegów. Nie chciał powiedzieć, dlaczego jest zdenerwowany. Zabini dał mu po krótkim czasie spokój. Wiedział, że jeśli przyjaciel nie powie mu czegoś z własnej woli, to nie ma co go do tego zmuszać. Pansy była jednak bardziej natrętna. Ciągle się go wypytywała i nie dawała spokoju. Miał jej dosyć. Strzepnął jej dłoń, kiedy położyła mu ją na ramieniu.  Nawet jeśli, to co on miał jej powiedzieć? Że jest zły nie tyle, co na Gryfonkę, ale na siebie? Owszem był na nią zły, ponieważ znów potraktowała go swoimi zdolnościami, ale wiedział, że miała do tego powody. Miała rację. Zachował się bezczelnie. Nie wiedział, co go podkusiło. W końcu nadal był Draconem Malfoyem, który nienawidził wszystkich szlam. Przypomniał sobie widok Granger w ciuchach mokrych od wody. Włosy miała lekko wilgotne. Spływały jej one kaskadami na opalone ramiona. Był na siebie zły, że pozwolił sobie na takie zachowanie wobec niej. I tak już dzisiaj dokuczył jej Weasley. Potraktował ją jak nic nie wartą osobę po tylu latach przyjaźni. Wczoraj spędził z Granger całkiem miły czas. Owszem, nie odzywali się do siebie, a kiedy już zaczęli zaczęła się kłótnia, ale sam fakt, że wystarczała mu tamtej nocy jej obecność. Wiedział, że jej też ona nie przeszkadzała. Nawet jeśli był wrogiem. Miał nadzieję, że po tym dniu jakoś się między nimi ułoży. Nie chciał ciągle znosić nienawidzącego i zarazem pięknego wzroku Granger. Może nawet i ona na to liczyła. Nie wiedział, ale nawet jeśli to przed chwilą doskonale pokazał jej to, co o nim myślała. „Jesteś bezczelny” ponownie zabrzmiały mu w uszach słowa Granger. Kiedy uczta się skończyła ruszył z Zabinim w stronę lochów, by po chwili znaleźć się w pokoju wspólnych Ślizgonów. Nie zdążyli uciec przed Pansy, która wpadła zaraz po nich i złapała go za rękę.
- Powiesz mi w końcu, co się z tobą dzieje? – spytała patrząc na niego wzrokiem bazyliszka.
- Pansy, nic się nie dzieje – odpowiedział i już miał iść, kiedy znów go zatrzymała.
- Nigdzie nie idziesz. Skoro nic się nie dzieje, to dlaczego stale mnie unikasz i zbywasz? Nie widzisz, że się o ciebie staram? Że mi zależy? – wycedziła ze złością ciągle patrząc mu w szare tęczówki, które tak kochała. Draco musiał przyznać, że lubił ją za jej szczerość i mówienie wszystkiego prosto z mostu. Nie musiał się wtedy zastanawiać, o co jej chodzi.
- Przykro mi, Pansy, ale musisz zrozumieć, że ja z tobą zerwałem i nie chcę dalej tego ciągnąć. Znajdź sobie kogoś innego, przepraszam cię – powiedział i wyrwał rękę z jej rozpaczliwego uścisku.
- Masz na oku inną? – spytała nagle z groźbą w głosie. Malfoy pomyślał przez chwilę i odwrócił się w jej stronę.
- Nie – powiedział. Ona jednak już wiedziała.
- Nie kłam.
- Nawet jeśli to co?! – wybuchnął nagle i ruszył w jej stronę zatrzymując się przed samą twarzą. Lubił tę dziewczynę, ale ona zaczynała go doprowadzać do białej gorączki swoimi pytaniami, gestami, wszystkim.
- Nigdy nie liczyłeś się z uczuciami innych, Draco – powiedziała ze złością i odeszła. Nie chciała dłużej stać przy tym chłopaku. Wiedziała, że nie oparłaby się i pocałowałaby go tylko po to, by zostać odtrąconą. Poszła do pokoju dla dziewczyn zostawiając go samego.  Zaszumiały mu w głowie jej słowa „Nigdy nie liczyłeś się z uczuciami innych, Draco” i szybko zniknęły zastąpione przez zupełnie inny, cieplejszy głos „Jesteś bezczelny”. Odetchnął głęboko i ruszył do dormitorium dla chłopców. Wziął prysznic i położył się. Nie mógł jednak zasnąć. Ciągle słyszał słowa obojga dziewcząt. Najbardziej jednak dokuczały mu słowa Granger i to jak na niego popatrzyła. Nie mógł tak tego zostawić. Nie wiedział, czemu mu zależy. Po prostu wiedział, że musi jakoś z nią to załatwić i przeprosić za swoje zachowanie. Zastanawiał się, jak Gryfonka przyjmie jego przeprosiny. Jeżeli w ogóle je przyjmie. Musi to zrobić. Co jak co, ale nadal pozostawał Draconem Malfoyem, który miał wdzięk do przekonywania innych ludzi i manipulowania nimi. Tyle, że tutaj chodziło o wredną Granger, która nigdy go nie znosiła. Tak czy inaczej przeprosi. Nawet jeśli miałby się upokorzyć nie chce mieć już w niej wroga. Przewrócił się na drugi bok i popatrzył na sierpowaty księżyc majaczący w oknie. Usnął z myślą, że Granger na pewno mu się podda.

Hermiona weszła do dormitorium i ujrzała w nim Clemense. Jeszcze nie za bardzo dotarło do niej, że będzie spać w jednym pomieszczeniu z tą dziewczyną. Przyrzekła sobie, że będzie starała się jej unikać najczęściej jak to możliwe. Bliskość tej dziewczyny doprowadzała ją do szału. Nie tylko tym, że odbiła jej chłopaka. Powoli zaczynała się z tym godzić, bo Ron pokazał, jaki jest. Doprowadzało ją do szału jej zachowanie. Pusta, piękna panienka. Wzięła z łóżka schludnie ułożoną piżamę, a raczej zwiewną, koronkową, białą sukienkę, która od dawna towarzyszyła jej, jako piżama w ciepłe noce. Hermiona nie miała serca wyrzucić tej sukienki, więc jako, że była wygodna i ledwo wyczuwalna używała jej podczas snu. Poszła do łazienki i wzięła odprężającą kąpiel w wannie pełnej kolorowych bąbelków. Była na siebie lekko zła, ponieważ ciągle myślała o Malfoyu. Zawiodła się trochę na nim. Po wczorajszej nocy myślała, że zależało mu na dobrych lub przynajmniej znośnych kontaktach z nią. Jakże się myliła. Nie wiedziała, po co była mu ta scena. Był podły w każdym calu i nie zmienił się ani o jotę. Może nawet miała cichą nadzieję, że przestanie być jej wrogiem. Wyszła z wanny i osuszyła się różdżką. Narzuciła na siebie białą, koronkową piżamę i otworzyła drzwi do łazienki ruszając w stronę łóżka. Była sama z Clemense. Ginny jeszcze gdzieś zniknęła z Harrym. W pokoju panowała grobowa cisza. Zachowywały się tak, jakby były same. Hermiona wzięła książkę z etażerki i ledwo usiadła na parapecie, kiedy odezwała się Clemense.
- Jak mogłaś przemalować włosy Ronowi i tak go upokorzyć?
- Spytaj się go lepiej, dlaczego rzucił we mnie Cruciatusa – powiedziała Hermiona zaskoczona i jednocześnie rozbawiona tym pytaniem. Przypomniał jej się na nowo kolor włosów Weasleya.
- Bawi cię to? Jak ja się z nim pokażę teraz?
- Skoro tak bardzo ci na nim zależy, to chyba nie powinnaś się go wstydzić – odparła i otworzyła książkę.
- A ty byś się nie wstydziła gdyby twój chłopak miał zielone włosy? Masz z niego zdjąć to zaklęcie! – wycedziła wojowniczo.
- Samo minie po jakimś miesiącu…
- Zdejmij je! – krzyknęła dziewczyna i uniosła różdżkę roztrzaskując szklankę z wodą obok łóżka Hermiony. Ta popatrzyła na nią groźnie.
- Chyba nie masz zamiaru i ty ze mną zadzierać?
- Mam zamiar!
- Nie żartuj sobie, proszę cię… - zaczęła Hermiona, gdy nagle zaklęcie uderzyło jej nad głową – Przegięłaś – dodała i odrzuciła od siebie książkę. Clemense stanęła w bojowej pozycji celując w Hermionę różdżką.
- Bierz różdżkę.
- Nie jest mi potrzebna.
- Jak chcesz – powiedziała wila i zdziwiła się lekko po słowach Hermiony. Już miała rzucić jakieś wyjątkowo paskudne zaklęcie, kiedy Hermiona wykonała odpychający gest rękami. Clemense została wyrzucona na tylnią ścianę i uderzyła w nią z hałasem. Podniosła się szybko z zaciętą miną. Hermiona była wkurzona. Jak ona śmie? Jeszcze raz, tyle że gwałtowniej poruszyła rękami i Clemense znów uderzyła się o ścianę. Nagle do pokoju wleciał Harry i Ron. Ten ostatni popatrzył na scenę, jaka się przed nim rozgrywała i podbiegł do Clemense, by pomóc jej wstać.
- Teraz jej chcesz zrobić krzywdę?!
- Pierwsza zaczęła – prychnęła Hermiona.
- Ja ci dam pierwsza zaczęła – powiedział Ron i ruszył ku Hermionie. Ta wyprostowała się i popatrzyła na niego wyzywająco. Nagle pomiędzy nimi stanął Harry.
- Hej, dość! Uspokójcie się! Ron zostaw Hermionę!
- Jesteś po jej stronie? – zapytał oburzony.
- W tej sytuacji akurat tak, Ron i nie dziw się – obaj popatrzyli na siebie wściekle. Nagle do dormitorium wpadła McGonagall, a za nią Ginny.
- Mogę wiedzieć, co się tutaj na Merlina dzieje?
- Nie mam zamiaru być z tą dziewczyną w jednym pokoju! – krzyknęła Hermiona. Po chwili zdała sobie sprawę, do kogo się zwraca i zniżyła głos.
- Przykro mi, panno Granger, ale nic nie mogę zrobić w tej sytuacji, która, proszę mi wierzyć, jest dla mnie zrozumiała – popatrzyła na Rona i Clemense z niechęcią.
- A to popieprzone – mruknął Harry.
- Słucham, panie Potter? – spytała profesor McGonagall.
- Nic takiego, pani dyrektor.
Hermiona popatrzyła na chwilę rozbawiona na Harry’ego, po czym zwróciła się do McGonagall.
- Naprawdę nic się nie da zrobić pani profesor?
- Niestety, panno Granger. Nie ma innych dormitorium dla dziewcząt na siódmym roku – popatrzyła na nią z litością – Współczuję – dodała ciszej i wyszła.
- Dobrze, koniec tego przedstawienia – powiedziała stanowczo Ginny i pocałowała Harry’ego na dobranoc. Ron również ucałował Clemense i wyszedł nawet się nie oglądając. Hermiona wskoczyła do łóżka i zakryła się baldachimem.
- Dobranoc, Ginny – powiedziała.
- Branoc… - usłyszała zza zasłony głos Rudej. Hermiona wpatrywała się jeszcze chwilę w aksamitną, czerwoną zasłonę, po czym zasnęła.

Draco usłyszał dzwonek, który zakończył nudny wykład profesora Binnsa i zarówno lekcje. Dowiedział się, że Gryfoni kończą godzinę później, co było mu na rękę, ponieważ miał czas na ułożenie jakiejś przemowy na przeprosiny dla Granger. Ruszył na główny dziedziniec i usiadł na rogu fontanny rwąc sobie włosy z głowy. Dlaczego tak trudno było mu skonstruować zdania? Granger na pewno nie nabierze się na jakąś głupią gadkę. Tak czy inaczej warto spróbować. Wyczekiwał z niecierpliwością dzwonka wpatrując się w błękitne niebo. Granger powinna niedługo tędy przechodzić wracając z zielarstwa. Nagle usłyszał wyczekiwany przez niego dźwięk. Nareszcie. Wstał z rogu fontanny i zobaczył w oddali uczniów wychodzących z cieplarni. Draco zaczął się denerwować. Później pewnie uzna to za śmieszne, ale teraz nie było mu do śmiechu. Zdecydowanie nie. Zobaczył jak grupa uczniów jest coraz bliżej. W końcu dostrzegł ją. Oparł się nonszalancko o posąg jakiegoś magicznego stworzenia i wpatrywał się w nią. Wyglądała bardzo dziewczęco. Włosy miała upięte w luźnego warkocza, którego związała u dołu niebieską wstążką, idealnie pasującą do rozkloszowanej błękitnej spódniczki. Dzisiaj była wyjątkowo ładna pogoda. Słońce grzało jak w lecie i wiał delikatny wiatr. Idealna pogoda na pogodzenie się. No, przynajmniej miał nadzieję. Granger szła w jego stronę. Wyglądała jakby była w innym świecie. Przez chwilę ich spojrzenia się spotkały i zobaczył jak mgła znika z jej oczu. Przyśpieszyła kroku i ruszyła w drugą stronę. Chciała go za wszelką cenę uniknąć. Nie pozwoli jej na to. Musi go wysłuchać. Ruszył w jej stronę szybkim krokiem.
- Granger, zatrzymaj się! – krzyknął. Ona jednak nie miała takiego zamiaru. Draco przeklął ją w myślach i jeszcze bardziej przyśpieszył kroku. W końcu był na tyle blisko, by zastąpić jej drogę. Popatrzyła na niego buntowniczym wzrokiem. Draco dostrzegł w nich też mieszaninę strachu i zmieszania. Może wczoraj tak to wyglądało, ale przecież on nie chciał jej nic zrobić.
- Czego chcesz?
- Czasu, Granger. Musisz mnie wysłuchać.
- Pamiętaj, Malfoy, ja nic nie muszę – powiedziała i spróbowała go wyminąć. Nie pozwolił jej odejść.
- Granger, proszę wysłuchaj mnie! – krzyknął. Nigdy nie był zmuszony do tego, by prosić. To nie było w jego naturze. Hermiona podniosła brew.
- Draco Malfoy prosi? A to ciekawe, chyba zacznę słuchać – wycedziła z sarkazmem – Mów lepiej nie mam zamiaru tracić na ciebie wolnego czasu.
- Chciałem przeprosić
- Zadziwiasz mnie. Najpierw prosisz, teraz przepraszasz. Mogę przynajmniej dowiedzieć się, za co?
- Za wczoraj. Zachowałem się jak kretyn.
- Owszem, zachowałeś. Rozumiem, że tyle miałeś do powiedzenia? – spytała.
- Nawet nie wiesz ile mnie to kosztowało! – powiedział oburzony.
- Nie podnoś na mnie głosu!
- Przepraszam!
- Nadal krzyczysz!
- Przecież przeprosiłem!
- Właśnie widzę, ile znaczy dla ciebie to słowo!
- Działasz mi na nerwy!
- Cieszę się, bo ty mi też!
- No i pięknie! – krzyknął Malfoy. To się właśnie dzieje, kiedy ma dobre intencje. Kolejna kłótnia. Warknął na uczniów, którzy przyglądali się tej scenie. Od dawna było wiadomo, że ci dwoje się nienawidzą.
- A właśnie, że nie! Co jak co, Malfoy, ale mnie nie zależy na tym, by mieć wokół siebie wrogów! Ale ty po prostu nie dajesz mi wyboru! Jak mam na ciebie nie wrzeszczeć skoro ty jesteś bezczelny, chamski, zadufany w siebie… - krzyczała obrzucając Dracona najbardziej jadowitymi przekleństwami. No nie, on nie wytrzyma! Jak długo kobiety mogą tak wrzeszczeć?
- Ochłoń, dziewczyno!
- Nie mam zamia…! – nie dokończyła. Draco potrzebował tylko tego jednego słowa, jakim było „nie”. Złapał Gryfonkę i zarzucił ją sobie na plecy ruszając w stronę błoni.
- Co ty do cholery jasnej robisz?! Puszczaj mnie i to natychmiast! Nie pozwalaj sobie idioto! – krzyczała wyrywając mu się i kopiąc. Draco nie zważał na krzyki dziewczyny i dziwne spojrzenia uczniów.
- Dobrze, że przynajmniej Gryfonów nie ma w pobliżu, bo już bym nie żył – pomyślał i ruszył dalej przed siebie.

- Gdzie są wszyscy Gryfoni, kiedy ich potrzebuję?! – Hermiona klęła w myślach na swoich kolegów, przyjaciół i wszystkich obecnych na dziedzińcu uczniów. Najbardziej jednak przeklinała Dracona Malfoya. I to nie tylko w duchu! Nie wiedziała, gdzie ją niesie, ale na pewno nie miał dobrych intencji! On chciał przeprosić?! To jakiś żart! Była tak zajęta wyzywaniem go i kopaniem, że nie widziała nawet gdzie z nią idzie. Nagle poczuła jak wpada do zimnej wody jeziora. ZABIJE GO! Wypłynęła na powierzchnię wody i zaczerpnęła powietrza.
- DLACZEGO TO ZROBIŁEŚ?! ZABIJĘ CIĘ ROZUMIESZ?! – krzyczała wściekła patrząc na rozbawioną twarz Malfoya.
- Mówiłem, żebyś ochłonęła. Na przyszłość mnie słuchaj – powiedział spokojnie z nutą zadowolenia w głosie. Wiedział jednak, że łatwo nie będzie, gdy Granger wyjdzie z wody.
- Mówiłam już, że cię zabiję? – powiedziała z groźbą w głosie.
- Nawet krzyczałaś – uśmiechnął się podle. Hermiona obrzuciła go wzrokiem bazyliszka. Nie zabije go, nie chce siedzieć przez kogoś takiego jak Malfoy. Wpadła na pewien pomysł. Podpłynęła do drewnianego mostu, na którym stał Ślizgon i udawała, że nie może wyjść.
- Wiedziałem, że nie dasz sobie beze mnie rady – roześmiał się i wyciągnął do niej rękę. Tylko na to czekała. Wsunęła swoją dłoń w jego i pociągnęła z całej siły. Po chwili Malfoy znalazł się już obok niej w wodzie. Wynurzył się i spojrzał na nią ze złością i nieskrywanym podziwem. Hermiona bez problemu usiadła na moście zanurzając stopy w wodzie.
- Zaskoczony? – po raz pierwszy od dłuższego czasu roześmiała się serdecznie.  Malfoy’owi bardzo spodobał się ten dźwięk. Mógłby go słuchać całymi dniami. Obserwował jak wyciska wodę z długiego warkocza.
- Nie powiem, że nie Granger. Ciebie pewnie rozpiera satysfakcja – powiedział i podpłynął do niej opierając się o most. Popatrzyła na niego z wesołymi iskierkami w oczach.
- To oczywiste. Ślizgoni nie mają żadnych szans z Gryfonami – odparła i spojrzała mu wyzywająco w oczy. Malfoy ugodzony tą uwagą złapał ją za kostki i pociągnął w dół. Dziewczyna znów wylądowała w wodzie. Nie skrywała oburzenia.
- Co masz zamiar tym osiągnąć?
- Jeszcze zobaczysz – powiedział i złapał ją w talii, mimo głośnych protestów dziewczyny. Zaczął wypływać z nią na środek jeziora. Hermiona starała się zachować twarz, ale czuła jak zaczyna narastać w niej panika. Nienawidziła głębokich wód. Zawsze robiło jej się słabo, na widok czarnych otchłani bez dna. Jezioro było bardzo głębokie. Czytała o nim w „Historii Hogwartu”. Kiedy byli już daleko od lądu coś w niej krzyczało, by błagać chłopaka. Nie zrobiła tego. Jej duma była zbyt wielka. Dawno przestała się wyrywać. Wcześniej może i miała szansę na to, że jeśli się wyrwie to dopłynie do brzegu, ale teraz? Siedziała spokojnie i zamknęła oczy rozpaczliwie zaciskając zęby.
- Czyżby Gryfonka się bała? – usłyszała usatysfakcjonowany szept Malfoya.
- Nigdy w życiu – powiedziała słabym głosem na darmo starając się dodać mu choć nuty odwagi. Co za upokorzenie! Dlaczego musiała pokazywać swoją słabość najpodlejszemu ze Ślizgonów? Rozejrzała się rozpaczliwie dookoła. Zobaczyła drewniany most, który teraz wydawał się być zaledwie czarnym punktem w oddali. Zaczęło jej się kręcić w głowie. Popatrzyła w dół. Widziała tylko swoją błękitną spódniczkę unoszącą się wokół niej na tle czarnej otchłani. Strach zwyciężył. Przybliżyła się do Malfoya. Zrobi wszystko, byle tylko znaleźć się znów na lądzie.
- Płyń z powrotem na ląd – szepnęła słabo.
- Przecież Ślizgoni nie mają żadnych szans z odważnymi Gryfonami. Gdzie się podziała twoja odwaga i zadarty nos, Granger? – powiedział wrednie, jednak przyciągnął Hermionę bliżej do siebie. Ewidentnie widział jej przerażenie. Chciał ją tylko nastraszyć. Nie wiedział, że tak bardzo boi się głębokości.
- Płyń z powrotem na ląd – powtórzyła Hermiona ledwo słyszalnie. Przez chwilę trwała krótka cisza przerywana tylko szybkim oddechem dziewczyny. W końcu nie wytrzymała.
- Proszę… - jęknęła błagalnie. Draco nie kazał sobie dwa razy powtarzać. Hermiona miała zamknięte oczy i modliła się w duchu o to, by Malfoy posłuchał.
- Możesz już otworzyć oczy – powiedział. Hermiona posłuchała i zobaczyła, że znajduje się obok mostka. Rozluźniła ciało i natychmiast się wyrwała Malfoy’owi. Tak bardzo jak niedawno się bała tak bardzo była teraz wściekła.
- Nienawidzę… cię… jesteś… podły… w każdym… calu! – krzyczała i przy każdej przerwie waliła Malfoya z bezsilności. Pokazała mu swoją słabość i bardzo jej to teraz ciążyło.
- Opanuj się! – ponownie złapał ją na nadgarstki. Hermiona przestała się wyrywać. Malfoy puścił ją. Podpłynęła do drewnianego mostu i wskoczyła na niego. Tym razem nie dotykała wody nawet stopami. Siadła na moście wyczerpana. Woda i strach wyciągnęły z niej resztki energii. Zobaczyła jak Malfoy wychodzi z wody i siada obok niej. On też był wyczerpany. Mokra koszulka uwydatniała jego umięśniony tors. Hermiona jęknęła w duchu na ten widok.
- Przepraszam, Granger nie wiedziałem
- Teraz będziesz jeszcze mi wypominać?
- Nie, naprawdę przepraszam. Obiecuję, że to się nie powtórzy
- Dlaczego mam ci wierzyć? – popatrzyła na niego czekoladowymi oczami.
- Nie musisz. Po prostu zależy mi na tym, by nie być już z tobą w takich relacjach – odparł i popatrzył jej szczerze w oczy. Zdziwiła się, ale jednocześnie i uśmiechnęła do siebie w duchu. Jemu też zależało.
- Obiecujesz?
- Tak – powiedział, a w jego głosie usłyszała zdecydowanie. Westchnęła.
- Nie wiem, czemu to robię, ale wierzę ci. Tylko pod jednym warunkiem
- Jakim? – spytał Malfoy z ciekawością w głosie.
- A takim, że nadal będę mogła się z tobą przekomarzać - rzekła i położyła się na moście wpatrując w niebo. Popatrzyła przez chwilę na Malfoya i uśmiechnęła się lekko. Od nie pozostał jej dłużny. Położył się obok Granger i również zaczął wpatrywać się w niebo. Zaczęli rozmawiać tak, jakby nigdy nic między nimi nie było. Czasami zerkał w jej stronę widząc spokój wymalowany na jej twarzy. Nigdy nie będzie już przez niego płakać. Przyrzekł sobie, że nigdy jej nie skrzywdzi.


~~~~~~~~~~~~~~
Notka miała się pojawić dopiero jutro, ale zdecydowałam się, że wkleję ją dzisiaj. Wyszła bardzo długa i miałam zamiar podzielić ją na dwie części, ale zostałam wyprowadzona z tego pomysłu. Ja osobiście jestem z niej zadowolona, jak nigdy przedtem z moich notek, ale wasze zdanie może być odmienne. Mam nadzieję, jednak, że Wam również się spodoba i nie zawiodłam Was na całej linii  :)
Pozdrawiam
Sheireen ♥

poniedziałek, 4 lutego 2013

Przyjaciółka

Rozdział chciałabym zadedykować przyjaciółkom, 
które potrafią mnie pocieszyć nawet w najgorszych chwilach. 
Dziękuję za to, że jesteście.

Hermiona wpadła rozwścieczona do klasy. Co za cham! Nigdy nie pomyślałaby, że Ron jest do tego zdolny. Owszem pokłócili się i upokorzyła go na oczach innych już drugi raz, ale wszystko wszystkim kiedyś byli przyjaciółmi. No a później parą. Chodziła dookoła klasy nie mogąc się uspokoić. Zdjęła ze stołu szklany flakonik i rzuciła nim w ścianę. Rozległ się huk tłuczonego szkła. Hermiona usiadła na ławce i złapała się za głowę. Co się z nią działo? Co się ogólnie działo? Przyjaźń, którą wspólnie budowali tyle lat rozpadła się stopniowo w ciągu miesiąca. Podniosła różdżkę i z czystej bezsilności zaczęła wybijać po kolei szybki z dużych okien Hogwartu widząc w nich twarz Rona. Jedyną satysfakcje sprawiało jej to, że zaklęcie farbowania włosów było na tyle mocne, że utrzyma się przez najbliższy miesiąc. Ron będzie miał za swoje. Do opuszczonej sali, przez wybite okno zaczęło wpływać świeże, jesienne powietrze. Muskało lekko twarz Hermiony i poruszało delikatnie jej brązowymi lokami. Po chwili uspokoiła się i wypuściła różdżkę, która upadła na drewnianą podłogę. Hermiona podkuliła nogi i objęła je ramionami wpatrując się przez wybite okno w majaczący w dali Zakazany Las. Parę ptaków pokazało się nad czarnymi wierzchołkami drzew, by po chwili znów ukryć się w niezmierzonej gęstwinie. Nagle usłyszała zgrzyt otwieranych drzwi. Obróciła się w tamtą stronę i ujrzała w nich Ginny. Dziewczyna weszła do klasy i zamknęła za sobą drzwi. Podeszła do ławki, na której siedziała Hermiona i zajęła miejsce obok niej. Przez chwilę wpatrywała się w kawałki szkła leżące na ziemi oraz stłuczone okno. Do pomieszczenia wleciały małe promienie słoneczne nadając pomieszczeniu ciepłego koloru.
- Nieźle, prawda? – usłyszała obok siebie cichy głos Hermiony.
- Nie mogę uwierzyć, że mój brat to taka świnia i kretyn zarazem – powiedziała Ginny i tak jak Hermiona zaczęła wpatrywać się w krajobraz rozciągający się przed nimi.
- Już dawno udowodnił, że nim jest. Inaczej nie zdradziłby mnie na oczach wszystkich. Nie spodziewałam się jednak, że będzie w stanie posunąć się aż do zaklęcia niewybaczalnego. Wiem, że ja też byłam podła upokarzając go…
- A ja uważam, że bardzo dobrze z nim postąpiłaś. Zabiłabym go, gdyby nie fakt, że pozostaje moim bratem – przerwała jej Ginny.
- Nie musisz wybierać, między mną a nim – odparła Gryfonka.
- Ale chcę, Hermiona. Już dawno podjęłam decyzję. Nie opuszczę cię nigdy rozumiesz?
Hermiona popatrzyła na nią z wdzięcznością.
- Boję się, Ginny. Nie wiem jak to teraz będzie. Kiedy na nowo nastąpił pokój po bitwie miałam nadzieję na to, że stanę przed ołtarzem w białej sukni i będę najszczęśliwsza na świecie. Marzyłam o własnym domu i założeniu rodziny. A teraz? Między mną i Ronem jest wszystko skończone. Nie wiem, czy będę w stanie na nowo komuś zaufać.
- Hermiona, Ron na ciebie nie zasługuje. Nigdy nie zasługiwał. Świat nie kończy się na jednej osobie. Myślę, że powinnaś skorzystać z tego, że możesz być jeszcze ten jeden rok w Hogwarcie i poszukać kogoś, komu mogłabyś zaufać – powiedziała Ginny.
- Dziękuję – powiedziała Hermiona ledwo słyszalnie przerywając ciszę. Ginny popatrzyła na nią i uśmiechnęła się.
- Swoją drogą Malfoy miał rację – powiedziała Ruda.
- Że co proszę? – powiedziała Hermiona odrywając niezrozumiały wzrok od okna.
- Stanął w twojej obronie po tym jak poszłaś. Sama się zdziwiłam, ale tak było.
- Jak to? – Hermiona odgarnęła włosy za ucho i popatrzyła na przyjaciółkę.
- On też nie mógł uwierzyć w to, co zrobił Ron. Zapytał się, jakim cudem nazywa się mężczyzną.
- Nie wierzę, że to powiem, ale zgadzam się z nim.
- To nic takiego. Powiedział, że jest ślepy, bo dał się uwieść jakiejś głupiej wili i… słuchaj teraz uważnie… jest głupkiem, bo pozwolił odejść takiej dziewczynie – Ginny uśmiechnęła się i podniosła brew patrząc na Hermionę, która zdziwiła się słysząc jej słowa, a raczej słowa Malfoya.
- Ale to jeszcze nie koniec – kontynuowała Ginny z wyraźnym zadowoleniem na twarzy – Ron powiedział, że w tobie nie ma nic wyjątkowego i żeby lepiej sobie porównał ciebie z Clemense, a Malfoy powiedział, że to oczywiste, iż wybrałby ciebie, bo uroki wili na niego nie działają. No i nazwał się kocicą… Nie wiesz może dlaczego? – odparła i posłała jej uśmiech, który wcale nie spodobał się Hermionie.
- Nie mam zielonego pojęcia – odpowiedziała Hermiona – Nie patrz tak na mnie, Gin!
- Okej, szkoda – odparła Ruda.
- Słucham?
- Nic takiego.
- Mówił coś jeszcze? – spytała Hermiona z ciekawością w głosie, za którą się zganiła.
- O tak! – zagdakała ucieszona Ginny – Ron był jeszcze święcie przekonany, że do niego wrócisz, gdy nie uda mu się z Clemense…
Hermiona prychnęła.
- Ale słuchaj, kochana. Malfoy powiedział żeby się nie zdziwił, bo leci na ciebie bardzo dużo osób, co – jak sądzę – powinno być bardzo dobrą wiadomością dla ciebie.
- Dlaczego? – spytała Gryfonka? Nie byłaby sobą gdyby tego nie zrobiła. Ginny przewróciła oczami.
- Dlatego, że Ron to skończony rozdział, a ty szukasz kogoś nowego…
- Tego nie powiedziałam – przerwała jej.
- Ale ja to wiem – Ginny puściła jej oczko, a uśmiech nie schodził jej z twarzy – No, ale ty ciągle mi przerywasz, co tam jeszcze mówił Malfoy? Ach tak. Ron spytał się go jeszcze, czy przypadkiem on nie chcę się na ciebie zabrać, skoro cię tak broni i mówi, że na pewno nie będziesz na niego czekać.
- Serio? I co on na to? – spytała Hermiona.
- A on na to, że nawet jeśli to nie jego sprawa. Nie wiem, co się dzieje Hermiona, ale Malfoy ewidentnie pojawia się zbyt często i to na dodatek w dość dobrych intencjach wobec ciebie.
- Oj tak – westchnęła Hermiona – Właśnie muszę ci coś powiedzieć… - odwróciła się twarzą do Ginny i opowiedziała jej o wczorajszym incydencie z Malfoyem. Rudej oczy zalśniły, kiedy usłyszała jak Hermiona przemieniła się w panterę, a później siedziała uparcie na drzewie nie chcąc zejść. Roześmiała się serdecznie.
- W takim razie ja już naprawdę nie wiem, co mu się stało – powiedziała Ginny nadal się uśmiechając.
- Wiesz, co Ginny? Nie mam ochoty siedzieć tutaj cały dzień. Nie ma nic zadane, więc wyjdźmy pochodzić po błoniach. Zajrzałabym do Hagrida…
- Okej, chodźmy – odpowiedziała Ruda i wstały z ławki.
- Poczekaj, należałoby trochę tutaj posprzątać – odparła Hermiona i machnęła różdżką. Kawałki szkła od razu wróciły na swoje miejsce, a szklany flakon był jak nowy. Hermiona wzięła go i położyła z powrotem na zakurzonym biurku. Szkoda, że za pomocą czarów nie da się naprawić tego, co ostatnimi czasy legło w gruzach. Hermiona podeszła do przyjaciółki i po chwili schodziły już po głównych schodach prowadzących do wyjścia. Na szczęście na drodze nie było zbyt wielu uczniów.
- Tak właściwie, to co na to wszystko Harry? – spytała Hermiona przerywając między nimi ciszę. Ostatnio nie miała okazji do porozmawiania z Wybrańcem.
- Cóż. Bardzo nie spodobało mu się to, że potraktował cię w ten sposób. Właściwie to od wczoraj zamienił z nim zaledwie parę słów. Po pierwsze dlatego, że nie miał ochoty, a po drugie nawet jeśli chciał to Ron był zbyt zajęty…
- Clemense – dokończyła za nią Hermiona, a Ginny potaknęła głową. Że też ten głupek nie ma za grosz poczucia winy z tego, co zrobił – pomyślała Hermiona. Doszły do domku Hagrida, który siedział w ogródku i pielęgnował dynie. Powitały się z nim serdecznie i rozmawiały o minionych wakacjach. Hagrid nie poruszał tematu Rona. Jak każdy nauczyciel był obecny wczoraj na rozpoczęciu uczty i widział, co się wydarzyło. Hermiona dziękowała mu za to, że nie wnikał w to, co się między nimi działo. Wiedziała, że był przejęty. Tak jak i ona nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Posiedziały jeszcze chwile, dowiadując się, że dynie mają być przeznaczone na Dzień Duchów i poszły żegnając się. Ruszyły w stronę jeziora rozmawiając o wszystkim, a najbardziej o balu. Usiadły na drewnianym pomoście i zanurzyły stopy w ciepłej wodzie. Data balu nie była jeszcze wiadoma, ale Ginny i tak świergotała szczęśliwa. Po chwili zobaczyła minę Hermiony i powiedziała.
- Daj spokój, Miona. Na pewno kogoś znajdziesz. Do balu jeszcze sporo czasu.
- Szczerze mówiąc to nie przejmuję się tym tak bardzo. Zastanawiam się, czy w ogóle iść na ten głupi bal.
- Hej, o ile pamiętam byłaś jedną z najgłówniejszych osób, które pokonały Voldemorta. Pojawisz się na balu i tyle. Nawet jeśli nie znajdziesz kogoś wcześniej, to może akurat na balu znajdzie się ktoś odpowiedni.
- Matko, Ginny, dlaczego ty za wszelką cenę chcesz mnie z kimś swatać?
- Taka już rola przyjaciółki – powiedziała Ginny i pokazała jej język. Hermiona roześmiała się i oblała Rudą wodą z jeziora. Ta nie pozostała jej dłużna. Przez chwilę oblewały się wzajemnie, śmiejąc się radośnie. Hermiona miała mokre ubranie i lekko wilgotne włosy. Ginny była w podobnym stanie. Wieczór powoli zapadł i zrobiło im się chłodno, więc wstały z mostka i ruszyły w stronę Hogwartu na kolację. Szły głównym korytarzem przemoczone i uśmiechnięte, gdy nagle na ich drodze stanął nie kto inny jak Draco Malfoy. Popatrzył na Hermionę z lekkim uśmiechem na twarzy i podniósł jedną brew.
- No proszę, kogo ja tu widzę.
- Daruj sobie – powiedziała Hermiona i chciała wyminąć Malfoya, ale ten zastąpił jej drogę.
- Nie tak prędko, kotek.
- Malfoy, przepuść mnie – powiedziała i popatrzyła mu stanowczo w szare oczy.
- Nie sądzę – powiedział wrednie. Hermiona położyła mu ręce na klatce piersiowej, czując od razu to jak bardzo jest zbudowany i spróbowała go popchnąć. Ten chwycił jej ręce i przyciągnął do siebie.
- Nie pozwalaj sobie – powiedziała i zmrużyła oczy z wściekłości. Malfoy jeszcze mocniej ścisnął jej nadgarstki – Ałć, kretynie to boli – syknęła i spróbowała się wyrwać.
- Puść ją! – warknęła Ginny.
- Ty się nie odzywaj – odpowiedział Malfoy.
- Ginny, idź – wycedziła Hermiona – Niedługo przyjdę.
- Hermiona…
- Jestem pewna, Gin, idź do Wielkiej Sali. Ten idiota pożałuje tego, co robi.
Ginny popatrzyła niepewnie na Hermionę, po czym niechętnie poszła. Wierzyła przyjaciółce.
- Jestem bardzo ciekawy, jakie sztuczki masz mi do zaoferowania – powiedział Malfoy z drwiącym uśmieszkiem. Hermiona popatrzyła tylko na niego wzrokiem, który niezbyt mu się spodobał i po chwili zamknęła oczy. Przestała się wyrywać. Starała się skupić na Magicznych Zdolnościach Manualnych. Skoro Malfoy nie ustąpił była zmuszona użyć tego jeszcze raz. Trudno jej się było skupić. Bliskość Ślizgona źle na nią wpływała. Na dodatek doskonale czuła jego perfumy. Bardzo jej się spodobały. Szybko zganiła się za myśli.
- Rozumiem, że masz zamiar stać z zamkniętymi oczami? Spodobała ci się ta pozycja prawda?
- Jesteś bezczelny… - powiedziała i poczuła jak jej ciało przeszyła niezwykła energia. Wyrwała z całej siły ręce i popchnęła Malfoya tak, że się zatoczył. Nie czekała na jego reakcje. Wiedziała, że nie byłaby ona zbytnio pozytywna. Ruszyła szybko po schodach i wpadła do Wielkiej Sali. Zajęła miejsce obok Ginny, która popatrzyła na nią troskliwie.
- O co mu chodziło? I jak sobie poradziłaś?
- Magiczne Zdolności Manualne – odpowiedziała tylko Hermiona, a Ginny spojrzała na nią ze zrozumieniem. Zobaczyły jak Malfoy wszedł do Wielkiej Sali i idzie do stołu Ślizgonów przy okazji obrzucając Hermionę wściekłym spojrzeniem. Ta jakby nigdy nic nalała sobie kompotu do szklanki. Odczuwała pewien niepokój, jednak wiedziała, że jest na tyle wykształcona, że da sobie radę. Jak nie normalnie to za pomocą czarów. To ona była silniejsza. Pociągnęła parę łyków ze szklanki i uśmiechnęła się do siebie z zadowoleniem.

 ~~~~~~~~~~~~~~ 
Tak jak i mówiłam nowa notka pojawiła się po 3 dniach. I tak jak obiecałam pojawiła się w nich Ginny. Może nie koniecznie i Harry, ale jego opinię możemy poznać z ust Rudej.Notka jest dość krótka i nie ma w niej zbyt wielu nowych i ciekawych rzeczy, więc od razu za to przepraszam :) Wszystko wszystkim mam nadzieję, że się spodoba.
Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednią notką. Naprawdę miło mi się zrobiło, kiedy przeczytałam, że mam naprawdę duży talent jak na mój wiek oraz to, że mam szansę wydać książkę.
Sheireen ♥

piątek, 1 lutego 2013

Wspomnienia


Draco bez przeszkód wrócił do pokoju wspólnego Ślizgonów. Panowały w nim całkowite ciemności, które gdzieniegdzie oświetlane były słabym światłem lamp. Za oknem widać było małą ławicę świecących w ciemności, srebrnych ryb. Draconowi od razu spodobało się to, że pokój był umieszczony pod jeziorem. Może i nie oglądali światła dnia tak jak inni uczniowie, ale on odkąd pierwszy raz postawił nogę w tym domu został oszołomiony i oczarowany widokiem na podwodny świat. Rozłożył się wygodnie na kanapie w czarnej skóry i wpatrywał się w powoli gasnący ogień w kominku. Rozmyślał o tym, co wydarzyło się w ciągu tych dwóch godzin z Granger. Po co stracił tyle czasu, by siedzieć z nią na mokrym konarze drzewa? Kiedyś w ogóle by go to nie interesowało, że siedzi gdzieś tam na dworze i płacze. Nawet by się z tego cieszył. Przez te 7 lat wzajemnej niechęci, a nawet nienawiści do siebie obserwował jak z grzecznej, przykładnej dziewczynki zmienia się w kobietę, która zmierzyła się z największym złem i niewygodami, które pojawiły się podczas podróży. Pamiętał jak obserwował jej sylwetkę walczącą w bitwie o Hogwart. Była niczym demon i nie wydawało się, by ktokolwiek mógł jej wtedy zrobić krzywdę. Aż do czasu pojawienia się na jej drodze  Bellatriks Lestrange.

*

Draco stał na placu w samym środku Bitwy o Hogwart. Nie chciał walczyć z uczniami, których widywał czasami na korytarzach ani z tymi, z którymi od czasu do czasu rozmawiał. Nie miał jednak wyboru. Jego ojciec stanął po stronie Voldemorta tym samym zmuszając matkę i jego do podjęcia tej samej decyzji. Teraz w oczach uczniów był wrogiem, który nie jest już jednym z nich. Odparł atak z lewej strony. Chciał jak najszybciej dojść do murów zamku, by dogonić Pottera , który zmierzał do Pokoju Życzeń, by odnaleźć coś ważnego. Nagle zaatakowała go Parvati Patil. Gryfonka, która była zdruzgotana po śmierci Lavender Brown nie znała litości i chciała zemścić się na każdym wrogu. Jej czarne oczy płonęły nienawiścią, której nigdy by się nie spodziewał po tej łagodnej i cichej dziewczynie. Nie chciał tego robić jednak nie miał czasu. Wysadził w powietrze mur, a odłamki głazów runęły na dziewczynę przykrywając jej ciało. Nagle usłyszał rozpaczliwy krzyk i do głazów dobiegła Granger. Bezsilnie zaczęła odkopywać koleżankę i znalazła ją tam. Miała czoło pokryte krwią i wyglądała na martwą. Zamurowało go. Nie chciał. Nie chciał zrobić nikomu krzywdy, a tym bardziej zabić. Granger odwróciła się do niego, a na jej twarzy malowała się jeszcze większa nienawiść i cierpienie. Wiedział ilu bliskich już straciła.
- Ty… - powiedziała i wycelowała w niego różdżką – Ilu niewinnych ludzi zabiją jeszcze twoi przyjaciele? Wszyscy jesteście mordercami!
- Uspokój się, Granger i przepuść mnie, nie mam czasu na pogaduszki.
- Dla ciebie ludzkie życie to nic takiego? – powiedziała a z jej różdżki wystrzelił snop ognia. Draco odepchnął atak.
- Granger, nie chcę ci zrobić krzywdy, odsuń się!
- TY nie chcesz zrobić mi krzywdy – wyśmiała go, a w jej głosie brzmiała czysta histeria. Machnęła szybko różdżką, a Draco ledwo co zdołał obronić się magiczną tarczą. Oczy Granger zabłysły i wystrzeliła kolejną masą pocisków w jego stronę. Wiedział, że nic jej teraz nie powstrzyma. Zabił jej koleżankę, a słudzy Czarnego Pana, jej przyjaciół i bliskich. Kiedy Draco się przewrócił uniosła różdżkę, zmuszając odłamki muru, by powstały i poleciały w jego stronę. Ona nienawidziła go całym sercem. Wiedział, że jeśli jest w takim stanie, w stanie nienawiści i rozpaczy będzie potrafiła nawet zabić. Ostatnimi siłami uniósł różdżkę, aby uchronić się przed lecącymi w jego stronę głazami. Jego zaklęcie było na tyle silne, by spowolnić atak. Poczuł jak kawałki ściany przygniatają jego ciało i zaczął się odkopywać. Nagle zobaczył nad sobą Granger, która celowała w niego różdżką. Jej twarz nie wyrażała nic szczególnego. Była beznamiętna. W oczach dostrzegł jednak coś innego. Błagały o pomoc. Chciała się uwolnić od rozpaczy i bólu jaki w sobie nosiła.
- Nie, Granger nie chcesz tego zrobić – zaczął powoli, wiedząc, że igra z ogniem – Nie chcesz mnie zabić. Nie chcesz nikogo zabić.
- Co wiesz, co chcę, a czego nie chcę? Ratujesz tylko swój tyłek, Malfoy – powiedziała, a w jej głosie było słychać cierpienie.
- Nie chcesz czuć tego, co czuje człowiek, gdy zabija. I gdy patrzy później na swoją ofiarę martwą. Nie wiesz jak to jest i nie chcesz tego czuć, Granger.
- Zabijanie sprawia ci radość… - wycedziła przez zęby.
- Nigdy nie zabiłem z własnej woli rozumiesz?! – wykrzyczał. Wokół ciągle toczyła się bitwa, ale dla niego teraz to nie istniało – Właściwie to nigdy nie zabiłem! Do tej pory… - głos zaczął mu się łamać. Hermiona nadal patrzyła na niego twardo – Ty nie wiesz jak to jest, kiedy grożą ci, że zabiją twoją rodzinę i ciebie jeśli czegoś nie zrobisz! Nie mów mi, że mi to sprawia radość! Nienawidzę patrzeć jak oni wszyscy mordują w moim własnym domu! Tobie dom kojarzy się z bezpieczeństwem, przytulnością i kochającą się rodziną! A ja czuję jak duchy zmarłych błąkają się po domu szukając zemsty! Nie wiesz jak to jest, Granger. Nie chcesz zabić! – potok słów wylewał mu się z ust niepohamowanie. Czuł się jak idiota zwierzając się z tego wszystkiego osobie, która go nienawidzi. Ale on nie chciał, by ktoś czuł to samo. Zobaczył jak ręka Granger drgnęła i powoli zaczyna opuszczać różdżkę ku ziemi. Popatrzyła jeszcze na niego pełnym współczucia wzrokiem po czym odeszła. Draco wstał i obserwował jak biegnie w stronę zamku. Nagle buchnęło niebieskie światło i wszystkie mury wokół wybuchły. Usłyszał szaleńczy śmiech swojej ciotki Bellatriks. To ona kochała zabijać – przemknęło mu przez myśl. Zobaczył jak czarna sylwetka śmierciożerczyni kieruje się w stronę Granger, która leżała parę metrów dalej. W innym przypadku pobiegłyby dalej nie zważając na to, co się dzieję, ale teraz nie mógł. Nie po tym jak wszystko jej wyjawił, nie po tym jak darowała mu życie. Ruszył w tamtym kierunku. Granger podnosiła się powoli i ujrzała zbliżającą się do niej postać Bellatriks. Nie miała siły, wiedział to. Podniosła się jednak na nogi i zaczęła zabójczy pojedynek ze śmierciożerczynią. Obie kobiety walczyły bez wytchnienia. Zaklęcia sypały się na wszystkie strony, jednak Draco wiedział, że z jego ciotką nie da się wygrać. Po chwili buchnęło czerwone światło i Granger zaczęła zwijać się z bólu. Crucio.
- Nie! Przestań! – krzyknął i podbiegł do ciotki i wytrącił jej z dłoni różdżkę. Popatrzyła na niego wściekła.
- Co ty robisz, Draco? Chcesz uratować życie tej brudnej szlamy? Przyjaciółki Harry’ego Pottera, który jest wrogiem naszego pana? – szepnęła groźnie – Odpowiadaj! – wrzasnęła, gdy Draco milczał wpatrując się w sylwetkę Granger.
- To tylko szlama – powiedział – Nie uważasz, że nie należy marnować cennego czasu na nic nie warte osoby?
Bellatriks zmrużyła oczy i pognała dalej w wir walki. Draco natomiast podszedł do Granger, która patrzyła na niego nierozumiejącym wzrokiem. Miała bladą twarz. Podał jej rękę, by pomóc jej wstać.
- Po co miałbyś dotykać nic nie wartej szlamy? – spytała drwiąco i wstała chwiejąc się po czym pobiegła w stronę Hogwartu zostawiając go samego.

*

- Draco? – usłyszał za sobą głos dziewczyny, który wyrwał go z rozpamiętywania o tamtej chwili. Wytężył wzrok i dostrzegł w ciemnościach Pansy Parkinson.
- O co chodzi, Pansy? – powiedział zmęczonym głosem.
- Dlaczego nie kładziesz się spać? Jest po północy. W ogóle gdzie byłeś? Czekałam na ciebie – szepnęła, jednak głos miała stanowczy. Draco wiedział, że jeśli nie odpowie, nie zazna spokoju.
- Byłem na błoniach, wróciłem… - popatrzył na zegarek – Godzinę temu.
- Po co tam poszedłeś? – spytała. Za chwile jednak w jej oczach dostrzegł błysk zrozumienia. Popatrzyła na niego twardo – Byłeś z Granger.
- Tak – odpowiedział. Nie było sensu kłamać.
- Dlaczego? Czyżby ci na niej zależało? Co cię interesuje to, co się między nimi dzieje?
- Nie, Pansy, nie zależy mi na Granger – złapał się na głowę.
- Dlaczego tam tyle siedziałeś? – spytała sucho.
- Pansy, proszę cię, czy ty naprawdę myślisz, że poszedłem Granger pocieszać? Co mnie interesuje wredna szlama? – powiedział i popatrzył prosto w zielone oczy Ślizgonki.
- Dobrze już, przepraszam – szepnęła i usiadła obok niego kładąc głowę na jego ramieniu – Po prostu nie pozwolę, by jakaś dziewczyna mi ciebie odebrała.
- Pansy, zerwaliśmy ze sobą… - zaczął. Dziewczyna zdjęła głowę z jego ramienia i popatrzyła mu prosto w oczy.
- To nic nie znaczy.
- To wiele znaczy – powiedział i już miał wstać, kiedy złapała go i pocałowała. Odsunął ją od siebie.
- Nie waż się mnie odrzucać! – krzyknęła i poprawiła kosmyk czarnych włosów, który opadł jej na rozwścieczoną twarz. Draco odwrócił się i poszedł do dormitorium dla chłopców. Rzucił się na łóżko i szybko zasnął.

Hermiona obudziła się, gdy pierwsze promienie słoneczne oświetliły jej twarz. Pierwszy dzień szkoły. Ten, którego się obawiała. Zsunęła się z łóżka i poszła do łazienki, by po chwili wyjść umyta i uczesana. Włosy związała w lekkiego warkocza i nałożyła krótkie spodenki i zwykłą, czarną bluzkę. Zeszła szybko na dół do Wielkiej Sali. Było w niej zaledwie 7 osób. Ucieszyła się, że udało jej się wstać tak wcześnie, by przynajmniej podczas śniadania unikać wzroku innych uczniów. Nalała do szklanki mleka i zjadła tosty z dżemem. Do sali zaczęło wpływać coraz więcej uczniów, jednak sprawę śniadania miała już za sobą, więc poszła się spakować na dzisiejszą lekcję. Dostała już swój plan zajęć. Pierwszą lekcją było zielarstwo z Puchonami. Wrzuciła do torby potrzebne książki i narzędzia i ruszyła do cieplarni na błoniach. Po chwili zaczęła się lekcja. Poczuła na sobie wzrok uczniów. Starała się o tym nie myśleć i wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Pod koniec podała profesor Sprout donicę z wielkim kwiatem we wszystkich kolorach tęczy.
- Brawo, panno Granger! Ten kwiat ma wszystkie odcienie tęczy. 15 punktów dla Gryffindoru – powiedziała i uśmiechnęła się do Hermiony. Dziewczyna zobaczyła w jej oczach współczucie i wyszła z lekkim uśmiechem, by pokazać profesorce, że ta poprawiła jej humor. Następne lekcje minęły jej szybko. Nie patrzyła na Rona ani na Clemense. Nie wdawała się w rozmowę z Harrym. Od czasu do czasu zamieniała słowo z Ginny, która też była już na 7 roku. Na lekcji była aktywna dzięki czemu zebrała swojemu domowi już ponad 40 punktów. Kiedy skończyła się ostatnia lekcja, a były nią zaklęcia, myślała, że udało jej się przetrwać dzień całkiem dobrze, i że teraz będzie mogła ukryć się w ciemnym kącie biblioteki, by odrobić lekcje. Zobaczyła jak Ron wychodzi z Clemense z klasy. Nie udało jej się zaklęcie zmieniające kolor włosów i przybrały one kolor błota. Hermiona roześmiała się złośliwie.
- Do śmiechu ci jest? – zapytał wojowniczo Ron.
- A co nie może? – powiedziała nadal spoglądając złośliwie na Clemense – Ślicznie wygląda – uśmiechnęła się szyderczo.
- I tak lepiej niż ty – warknął.
- Czar wili jest bardzo przekonujący – powiedziała z przekąsem – Jesteś ślepy, ale właściwie to się cieszę, że zerwałam z tak nic nie wartą osobą. Ładny siniak na policzku – dodała po chwili. Ron popatrzył na nią wściekły.
- Jeszcze będziesz błagać, bym do ciebie wrócił!
- Chyba śnisz! W porównaniu do ciebie mam swoją godność – powiedziała i odwróciła się.
- Pożałujesz – wycedził Ron. Hermiona popatrzyła w jego stronę i zobaczyła jak wycelował jej różdżką w plecy. Nie mogła uwierzyć.
- Na dodatek tchórz. Boisz się stanąć ze mną twarzą w twarz, więc celujesz w plecy tak?! – warknęła. Znów przyglądała im się cała klasa.
- W takim razie pokaż co potrafisz w praktyce, a nie z teorii – syknął i rzucił pierwsze zaklęcie. Hermiona odparła bez trudu pierwszy raz, drugi, trzeci. W końcu nie wytrzymała i sama zaczęła rzucać zaklęcia. Ron nie miał szans. Jej zaklęcia były tak potężne, że posadzka zaczęła drżeć pod ich stopami, kiedy odbijały się od ścian. Obok nich zebrał się już ciekawski tłum, który przybiegł sprawdzić, kto wstrząsa całym korytarzem na 3 piętrze. W końcu Ron upadł na podłogę, a Hermiona wycelowała w niego różdżkę i rzuciła zaklęcie. Wszyscy zobaczyli jak włosy Rona zaczynają zmieniać kolor z płomiennorudych na zielone. Nagle uczniowie wybuchnęli niekontrolowanym śmiechem, a wraz z nimi Hermiona. Ron czerwony i wściekły na twarzy popatrzył na nią z nienawiścią i podniósł różdżkę.
- Crucio – krzyknął. Hermiona instynktownie uchroniła się przed zaklęciem i popatrzyła na niego z niedowierzaniem i wściekłością. Jak on mógł?! Popatrzyła na czarodziejów, którzy nie mogli uwierzyć własnym oczom. Hermiona wściekła ruszyła przed siebie i weszła do najbliższej, nieużywanej klasy trzaskając z całej siły drzwiami.

- Draco szybciej musisz to zobaczyć – powiedział podekscytowany Zabini i pobiegł zanim Draco zdążył o cokolwiek zapytać. Ruszył biegiem za przyjacielem, a posadzka drżała pod jego stopami. Nagle wpadł na spore zbiorowisko uczniów. Podszedł bliżej, by zobaczyć co się dzieje. Na środku sceny stała i Granger i Weasley. Gryfonka rzucała w nimi zaklęciami tak szybko, że chłopak nie nadążał się ochraniać. Draco zdał sobie sprawę, że to uroki Granger wywołują te trzęsienia. Nagle Weasley runą na ziemię, a dziewczyna uniosła różdżkę. Po chwili zobaczył jak rude włosy Weasleya zmieniają swój kolor na zgniłozielony. Roześmiał się i popatrzył na Granger, która też zaczęła się śmiać i odwróciła się. Nagle błysk czerwonego światła i wszyscy umilkli. Draco nie mógł uwierzyć, że Weasley posunął się do zaklęcia Crucio. Zobaczył wściekłość na twarzy Granger, która ruszyła przed siebie. Tłum rozstąpił się, gdy przechodziła obok. Weasley wstał wściekły i poszedł. Malfoy nie mógł się powstrzymać, by nie zabrać głosu w tej sprawie.
- I ty się nazywasz facetem, Weasley? – powiedział szyderczo. Ron odwrócił się.
- Nie wtrącaj się, Malfoy!
- Jak mogłeś wycelować w dziewczynę zaklęciem niewybaczalnym?
- Zamknij się!
- Nie rozumiem jak można pozwolić odejść takiej dziewczynie tylko dlatego, że oczarowała się jakaś wila. Spójrzmy prawdzie w oczy, gdyby nie to, że ma w sobie krew tych wiedźm, nie spojrzałbyś na nią – nie wiedział, czemu to mówi. Chciał do żywego dopiec Gryfonowi. I udało się. Odwrócił się wściekły i natarł na niego z pięściami.
- Nie obrażaj Clemense, Malfoy! A w Hermionie nie ma nic wyjątkowego! Porównaj sobie ją z Clemense!
- To oczywiste, że wybrałbym Granger. Uroki wili na mnie nie działają. A Granger to prawdziwa kocica – powiedział delektując się każdą chwilą wściekłości Weasleya.
- Skoro tak, to dlaczego nikt prócz mnie jej nie chciał?!
- Nawet nie wiesz ilu osobom się podoba – uśmiechnął się pogardliwie.
-Tak czy inaczej Hermiona będzie na mnie czekać. Zawsze odstawia takie scenki, a tak naprawdę wypłakuje oczy w samotności. Gdy tylko do niej podejdę od razu mi wybaczy.
- Żebyś się nie zdziwił – odparł Draco nie wierząc w głupotę Gryfona.
- Nie wtrącaj się w to co się dzieje, Malfoy. Ciebie to nie dotyczy. I zobaczysz, że jeśli z Clemense się nie uda, Hermiona zawsze wróci.
- Naiwny jesteś, skoro tak twierdzisz. Wydawało mi się, że tyle lat przyjaźni wystarczyło na poznanie Granger chociaż trochę. Najwidoczniej do twojego pustego mózgu nic nie dociera.
- A może to ty chcesz się zabrać za Hermionę, co? Na pewno od razu zarzuci ci się na szyję po tylu latach kpin – powiedział pogardliwie Ron.
- Nawet jeśli to ciebie to nie dotyczy – powiedział cytując słowa Weasleya – A tak na marginesie, ładny kolor włosów - i odszedł z pogardliwym uśmiechem na twarzy, zostawiając Weasleya samego.

~~~~~~~~~~~~~~ 
W końcu piątek. Nareszcie mogłam oddać się całkowicie pisaniu i stworzyć nową notkę. Mam nadzieję, że następny tydzień też minie tak szybko jak ten, ponieważ z niecierpliwością oczekuję ferii. Wtedy już będę miała o wiele więcej czasu na pisanie, więc sądzę, że rozdziały będą pojawiać się jak zwykle, czyli co jakieś 3-4 dni.
Pozdrawiam wszystkich czytelników i życzę udanego weekendu.
Sheireen ♥