sobota, 19 stycznia 2013

Bestia


Hermiona siedziała w swoim pokoju na parapecie i czytała ostatnią z książek do siódmej klasy. Ostatnie dni lata były deszczowe i ponure. Jednak dziewczynie nawet nie przeszło przez myśl, by gdziekolwiek wychodzić. Przestudiowała wszystkie książki, jednak najbardziej zainteresowały ją książki z zaklęć i transmutacji. W poprzednich klasach dużo czytała o animagii i MZM ( Magiczne Zdolności Manualne) fascynowało ją przemienianie się ludzi w zwierzęta oraz poruszanie i sterowanie przedmiotami ręką. Ciągnęło ją do tych książek. Postanowiła, ze spróbuje opanować co najmniej jedną z tych dziedzin magii. Zaczęła tydzień temu, kiedy to wróciła z nieudanego pobytu na ulicy Pokątnej. Udało jej się opanować MZM, jednak z animagią miała lekki kłopot. Całymi dniami siedziała zamknięta w pokoju, który dzieliła z Ginny i próbowała skupić się na swoim ‘wewnętrznym zwierzęciu’ jednak marnie jej to wychodziło. Jednak wierzyła w swoje umiejętności i zawsze umiała to co chciała. A teraz chciała zostać animagiem. Wiedziała, że się nie podda. Trzy dni temu odniosła jednak krótkotrwały sukces. Kłóciła się z Ronem w jego pokoju. Niestety ostatnio bardzo często im się to zdarzało, co bardzo bolało Hermionę. Ona była twarda i nie dawała po sobie tego poznać. Poszło o to co zawsze. O cioteczną siostrę Fleur, która była wilą. Przyjechała w odwiedziny do Fleur, która na nieszczęście przyjechała na wakacje z Billem do Weasleyów. Nazywała się Clemense i jak wszystkie wile była mniejszym sobowtórem Fleur. Od tego czasu Ron nie odrywał od niej oczu. Przy posiłkach gadał tylko z nią. Na Hermiony nawet nie zwracał uwagi. Owszem Harry też się na nią gapił, ale nie tak często i natrętnie. Na dodatek Clemense była w ich wieku co jeszcze bardziej wkurzyło Hermionę. Trzy dni temu grali w quiddicha na podwórku Weasleyów. Oczywiście Hermiona nie grała. Zawsze bała się latać na miotłach, więc tylko obserwowała grę. Ron grał w drużynie z Clemense i wielce wychwalał jej talent.
- Wygląda na delikatną jak kwiat, ale jak odbije tłuczkiem w twoją stronę to można stracić przytomność. Byłaby świetnym pałkarzem. Mówie ci Harry, cud nie dziewczyna – powiedział do Wybrańca. Hermiona, która szła parę kroków dalej poczuła ucisk w sercu i gwałtowną złość. Kiedy Ron doszedł do swojego dormitorium wpadła tam jak burza z naelektryzowanymi włosami.
- Co to miało do cholery znaczyć?! – wybuchła trzaskając za sobą drzwiami. Ron popatrzył na nią zdziwiony.
- O co ci chodzi, opanuj się, Hermiona! – wyjąkał zmieszany.
- O co mi chodzi? O co mi chodzi?! Ty się jeszcze dopytujesz? Czekaj niech no sobie przypomnę. Jak to leciało? Ach tak! „Cud nie dziewczyna”! – wykrzyczała mu w twarz.
- Merlinie tylko o to ci chodzi? Uspokój się, za tymi słowami nic się nie kryło!
- Tak jasne! Tak samo nic się nie kryje za tymi twoimi gestami i spojrzeniami jakie jej wysyłasz. Myślisz, że jestem głupia?!
- Najwyraźniej skoro czepiasz się takich rzeczy – wykrzyczał Ron i roześmiał się. Hermiona nie wytrzymała. Jak on mógł tak po prostu śmiać się z tej sytuacji, teraz kiedy wyrzuciła z siebie wszystkie przyczyny ich wcześniejszych kłótni? Złość wypełniła całe jej ciało. Poczuła jak uwalnia się z niej Bestia, jej własne ‘wewnętrzne zwierze’. Nie wiedziała czemu zaczęła widzieć i słyszeć wyraźniej. Jej ciało stało się silniejsze i jakby zwinniejsze. Ron przestał się śmiać i popatrzył na nią. Widziała blade przerażenie rysujące się na jego twarzy. Nogi wrosły mu w ziemię. Nie wiedziała dlaczego, ale zadowolił ją ten widok. Przestał się w końcu śmiać, tyle że ona nie przestała być wkurzona do granic możliwości. Rzuciła się na niego z pięściami. Jednak poczuła, że nie koniecznie z nimi. Powaliła Rona na ziemię jednym ruchem, bez problemu czego nigdy, by się po sobie nie spodziewała. Popatrzyła na swoje ręce, a raczej na coś, co wcześniej nimi było. Zamiast ich ujrzała wielkie, czarne łapy z wielkimi pazurami. Była zdezorientowana i przerażona. Cała jej złość ulotniła się, jakby nigdy nie nadeszła. Zeskoczyła z Rona i popatrzyła do lusterka. Nie mogła uwierzyć. Patrzyła na wielką, czarną i groźnie wyglądającą panterę. Wiedziała, że przemieniła się. Stała się animagiem pod wpływem złości. Zaczęła przepełniać ją duma. Odwróciła się i spojrzała na bladego jak prześcieradło Rona, który nie mógł wydusić ani słowa. Hermiona bez problemu przemieniła się z powrotem z człowieka. Przez krótką chwilę patrzyła jeszcze rudzielcowi w oczy i wyszła. Nie zamierzała przepraszać, za to, że go zaatakowała. Znając jego on też nie przeprosi. Tak czy inaczej, był to pierwszy raz, gdy udało jej się uwolnić bestię. Do teraz próbowała znów się zmienić. Nie udawało jej się, chociaż czasami byłą blisko. Przez krótki czas widziała wyraźniej, czuła jak mięśnie jej się napinają. Wszystko jednak szybko się kończyło. Postanowiła, więc wziąć się za naukę Magicznych Zdolności Manualnych. Bardzo szybko to opanowała. Zaczęła na skupianiu się na jednym obiekcie całym swoim umysłem. Po paru nieudanych próbach udało jej się w końcu przywołać do siebie książkę, bez zaklęcia Accio. Często zamykała jednym ruchem ręki drzwi za Rudą leżąc na łóżku. Była z siebie dumna. Mogła wszystko przesuwać, odsuwać, przywoływać itd. Oczywiście nie odmawiała sobie poużywania tego na Clemense. Kiedy wychodziła przez drzwi, Hermiona gwałtownie machnęła ręką. Drzwi zatrzasnęły się z ogłuszającym hałasem, a dziewczyna została wyrzucona do przodu. Sprawiłoby jej to satysfakcje, gdyby nie to, że Ron wybiegł jej na pomoc i pomógł wstać z pytaniem, czy nic jej nie jest. Mimo, iż miała do niego uraz i była obrażona po ostatniej kłótni bardzo ją to bolało. Dobrze było jej z Ronem. Pamiętała jak poczuła to dziwne uczucie. Jak pierwszy raz się w nim zakochała. Sprawiał jej tyle bólu. Pamiętała ich pierwszy pocałunek. Zawsze ta myśl rozgrzewała ją, ale teraz? Czuła się zgorzkniała i dziwnie samotna. Harry spędzał czas z Ginny. Wiedziała jak bardzo ją kochał i jak bardzo ona kochała jego. Cieszyła się, że się dogadują. Dlaczego ona nie potrafi dogadać się z Ronem? Nagle zaczęła się bać tego, że Ron ją zostawi i zostanie sama. Ale czy on byłby do tego zdolny? Na pewno. Bała się tego jak cholera. Bała się samotności. Wiedziała, że ma przy sobie Harry’ego i Ginny. Ale oni byli teraz razem. A ona nie zamierzała zwierzać im się z tego jak bardzo czuje się samotna. I z tego, że związek zaczyna jej się walić. Bo tak było. Krok po kroku, coraz bardziej czuła się zmęczona kłótniami, które Ron miał nadzwyczajnie w dupie. Niespodziewanie w jej myśli wtargnął obraz Malfoy’a. Zastanawiała się z jaką laską jest teraz. Zmieniał je jak rękawiczki, może nawet częściej. Był przystojny i bogaty, a one jak głupie na to leciały. Parę dni później kończyły ze łzami na policzkach żaląc się przyjaciółkom. Przypomniała sobie to jak Malfoy zachowywał się wobec niej na Pokątnej. Zawsze był oschły, arogancki i podły, a teraz? Żartował sobie i czasami starał się normalnie rozmawiać. Dlaczego zachowywał się tak dziwnie? Po raz pierwszy nie znała odpowiedzi na pytanie. Zdecydowanie wątpiła w to, że Malfoy chce naprawić kontakty po tym wszystkim. Musiał mieć w tym jakiś cel. W jej głowie zaszumiały natarczywie jego słowa „Teraz odejdę, ale nie myśl, że w przyszłości tak łatwo się mnie pozbędziesz”. Owszem te słowa ją zaniepokoiły. Jeśli będzie jej dokuczać jeszcze bardziej… Nie, ona już dawno przestała płakać z jego powodu. Powtarzała sobie, że jest silna, że nie warto zwracać an to uwagi. Jednak nie wydawało jej się, by Malfoyowi chodziło o dokuczanie. Ach zresztą dlaczego ona o tym myśli. Przeżyje ten rok starając się go unikać i nie wdawać się w niepotrzebne wymiany zdań. Nagle jej przemyślenia przerwało ponowne bębnienie kropel deszczu w okno. Zorientowała się, że wpłynęła we wspomnienia i niepotrzebne myśli i nadal siedzi z książką w ręku. W tym samym momencie wbiegła Ginny zakłócając jej spokój.
- Hermiono, spakowałaś się już do Hogwartu?
- Tak, jeszcze tylko parę książek.
- Po co je wyciągnęłaś z powrotem? – spytała Ruda
- Uczyłam się
- Dziewczyno ogarnij się – przewróciła oczami Ginny – pewnie przestudiowałaś i nauczyłaś się na pamięć każdej z nich?
Hermiona nic nie odpowiedziała lecz kiwnęła głową potakując.
- Zazdroszczę chęci – odparła Ginny i rzuciła się na łóżko. Po chwili wzięła poduszkę i zdzieliła nią nic nie spodziewającą się Hermionę.
- Osz ty! – roześmiała się dziewczyna i odpłaciła się przyjaciółce. Kiedy w pokoju było pełno pierza usiadły na podłodze i zaczęły plotkować. Nagle do pokoju weszła pani Weasley z miną drapieżcy.
- Wiecie, która godzina? Natychmiast do łóżek, bo jutro nie wstaniecie, a przecież nie chcecie się spóźnić na pociąg co?
- Przepraszamy pani Weasley – odparła szybko Hermiona i wstała z podłogi. Machnęła różdżką zbierając pióra z podłogi i wsypując je z powrotem do poduszki. Szybko wzięła piżamę i szczoteczkę i wlazła pod prysznic. Poczuła jak gorące krople wody uderzają o jej ciało zmywając wszystkie troski, smutne myśli i gniew. Jak mogła jak potraktować Rona? Przecież byli przyjaciółmi, a teraz są parą. Wyszła z pod prysznica, umyła zęby i wyszła z łazienki. Ruszyła do pokoju chłopców. Miała nadzieję, że jeszcze nie śpią i nie myliła się. Spod drzwi zauważyła delikatne światło. Zapukała i weszła.
- Mmm, hej, mogę na chwilę? – stanęła w progu drzwi.
- Jasne – powiedział Harry. Ron popatrzył na nią nic nie mówiąc. Weszła i usiadła na rogu łóżka rudzielca. Harry domyślił się, że chcą pogadać na osobności i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
- Po co przyszłaś? – spytał chłodno. Hermina poczuła jak zabolało ją serce.
- Chciałam przeprosić… - wyjąkała.
- Rzuciłaś się na mnie w postaci jakiegoś zwierzęcia i mnie przepraszasz? – zapytał oschle. Kolejny ból.
- A co innego mogę zrobić – odparła.
- Wiesz co, Hermiono? Myślę, że bardziej powinnaś myśleć zanim coś zrobisz.
- Nie zrobiłabym tego, gdybyś mnie nie wyśmiał. – powiedziała cicho
- Ach, a więc teraz to moja wina, tak? Oczekujesz ode mnie przeprosin? – uśmiechnął się drwiąco. Następne ukłucie. Ból.
- Myślę, że nawzajem powinniśmy się przeprosić
- A to niby czemu?
- Ron nie widzisz, co się dzieje? Ciągle się kłócimy, nie możemy dojść do porozumienia…
- I wszystko przez ciebie – przerwał jej – ty cały czas odgrywasz jakieś chore sceny zazdrości
- Nie pomyślałeś, że może mam ku temu powody? – powiedziała, czując, że jej zamiary pogodzenia się z Ronem zaczynają lec w gruzach.
- Może jeszcze powiesz, że to ja je stwarzam? – spytał Ron ironicznie – Wiesz co Hermiona? Wyjdź. Przemyśl to jeszcze raz. I wiedz, że ja przepraszać nie będę – to powiedziawszy odwrócił się do niej plecami i zakrył kołdrą. Hermiona poczuła jak zaczynają ją piec oczy. Chciała dobrze. Teraz jednak nie będzie się bardziej poniżać. Ron potraktował ją jak powietrze. Jakby mu nie zależało.
- A może już mu nie zależy? – pojawił się natrętny głosik w jej głowie.
Wstała powstrzymując łzy i wyszła z pokoju. Po drodze minęła Harry’ego, który próbował ją zatrzymać i porozmawiać. Ona jednak przyśpieszyła i weszła do pokoju Ginny. Rzuciła się na łóżko i pozwoliła łzom popłynąć. Wszystko poszło na nic.

piątek, 18 stycznia 2013

U Madame Malkin

Draco stał przez chwilę w miejscu odprowadzając wzrokiem Granger. Zmieniła się od ostatniego czasu. Zaczęła nosić szpilki i spódniczki, które podkreśliły to jak zgrabne i długie ma nogi. Włosy miała upięte w wysoki, długi i puszysty kucyk. Taka fryzura odsłaniała jej zgrabną szyję, na której widniał ledwo widoczny, złoty łańcuszek. Zaczęła się też malować. Nie wyzywająco ani mocno. Lekkie kreski na oczach i mała warstwa pomadki. Szczerze mówiąc był zszokowany, że ta wredna kujonka Granger zrobiła na nim tak wielkie wrażenie. Na dodatek jak idiota pokazał to po sobie, co pewnie dało jej wielką satysfakcje. A może nie wiedziała dlaczego tak się zachował? Właśnie. Jak on się w ogóle zachował? Drażnił się z nią, ale nie dlatego, żeby odnieść satysfakcje z jej złości i powyżywać się. On nawet nie był tak wredny jak ostatnio. I powiedział do niej słońce. Sam nie wiedział dlaczego tak powiedział. Owszem, mówił tak do większości dziewczyn, bo miał ich bardzo dużo, ale co go do jasnej cholery napadło, by mówić tak do Granger? Na dodatek była Gryfonką.
- O Merlinie – powiedział do siebie – o czym ja myślę.
Westchnął i złapał się za głowę. Dopiero po dłuższym czasie zdał sobie sprawę, że stoi w tym przejściu dobre 5 minut i patrzy się w tłum niewyraźnym wzrokiem. Nogi miał dziwnie wrośnięte w ziemie, ale szybko ruszył ulicą Pokątną. Nieświadomie rozglądał się w tłumie chcąc zobaczyć Gryfonkę. A jeśli nie ją to przynajmniej tego rudzielca Weasley’a. Co ona w nim widziała? Był biedny, mało dziewczyn na niego leciało, chociaż on leciał na wszystkie. Po bitwie bardzo przechwalał się, że to on pomógł Harry’emu w jakże niebezpiecznej przygodzie w pokonaniu Czarnego Pana. Tak jakby to on był bohaterem. Prychnął. Wchodził i wychodził ze sklepów z coraz większym bagażem rzeczy potrzebnych do Hogwartu. Mimo, iż jego myśli zajmowało już coś innego nie przestawał bezwiednie szukać w tłumie dziewczyny z puszystym kucykiem na głowie. Popatrzył na kartkę. Musiał kupić jeszcze szaty oraz strój na uroczyste okazje. Z okazji wygranie II Bitwy o Hogwart szkoła urządzała bal.
- Żałosne – przemknęło mu przez myśl.
Otworzył drzwi do sklepu Madame Malkin witany przyczepionym do drzwi dzwoneczkiem.

Hermiona patrzyła w lustro. Mierzyła właśnie czwartą z kolei sukienkę. Miała ona granatowy kolor z ramiączkami opadającymi na ramiona tak, że tworzyło linię prostą z dekoltem.Od pasa do kolan była rozkloszowana. Popatrzyła na nią krytycznym wzrokiem. Nie było zachwycona, ale chciała zaczerpnąć porady Ginny, która również wybierała sukienkę.
- Hej Gin? – Hermiona wychyliła się z przymierzalni szukając wzrokiem Rudej. Nigdzie nie było jej widać. Westchnęła ciężko widząc, że nie ma jej też w pobliskiej przymierzalni, w której zostawiła torebkę. Hermiona podniosła brew.
- Brawo Ginny, na pewno nikt jej nie ukradnie – powiedziała i wziąwszy torebkę zaczęła szukać przyjaciółki. Znalazła ją nieopodal przy wieszakach z sukniami.
- Hej Ginny, co sądzisz o tej?
Ruda odwróciła się, a oczy jej zalśniły.
- Jest cudowna. Wyglądasz prześlicznie Hermiono.
- Serio tak sądzisz? Ja jakoś nie jesteś do niej przekonana – odparła.
- Hermi bierz ją  jest śliczna
Hermiona spojrzała na sukienkę, gdy nagle zza jej pleców usłyszała głos.
- Nie radzę jej brać
Dziewczyny podskoczyły i odwróciły się w tamtym kierunku. Za nimi stał Draco Malfoy mierzący szykowny garnitur. Hermiona musiała przyznać, że wyglądał świetnie.
- Co ty tu robisz? Śledzisz mnie?
- Nie mam takiej potrzeby, Granger. Twoje włosy wyglądają jak szczotka. Są widoczne wszędzie.
- Twoje wcale nie są lepsze.
- Może – powiedział i przeczesał i tak już potargane włosy palcami – a wracając do tematu, to nie radzę brać tej sukienki.
- Ciebie o zdanie nie pytałam – warknęła.
- Okej, jak chcesz. Po prostu uważam, że do ciebie nie pasuje.. Wybrałbym jakąś o delikatnych kolorach – powiedział i wskazał na wiszącą nieopodal suknię.
Dziewczyny spojrzały w tamtym kierunku, a oczy im rozbłysły. Sukienka z przodu była przed kolana i powoli robiła się coraz dłuższa, więc tył był po kostki. Od pasa w dół była rozkloszowana, a góra pomarszczona i podkreślała talię. Dekolt miała w ‘serduszko’ . Była cała beżowa. Dół sukienki był lśniący od malutkich kryształków. Hermiona otrząsnęła się. Ta sukienka bardzo jej się podobała, jednak nie miała się co oszukiwać. Nie było ją na nią stać, więc musiała przestać marzyć w tej chwili.
- Modnisia się znalazła –znów odgryzła się blondynowi. Ginny bierzemy tę granatową i wychodzimy.
- Zdawało mi się albo przed chwilą mówiłaś, że nie jesteś do niej przekonana – wtrącił Malfoy.
- Podsłuchujesz nas?! – spytała wkurzona.
- Nie, po prostu stałem blisko i usłyszałem waszą rozmowę.
- Tak jasne, byłeś tak PO PROSTU na tyle blisko, by podsłuchać o czym rozmawiamy.
- A co nie można? – spytał z drwiącym uśmiechem na twarzy.
- NIE! – warknęła Hermiona i odwróciła się.
- Oj, Granger. Nawet nie można dać ci męskiej porady?
Prychnęła.
- Jak będzie chciała to spyta się Rona, Malfoy odwal się – wtrąciła Ginny.
- Z tobą nie rozmawiam, ale jak już się odezwałaś to możesz też wyjawić ile twoja rodzina musiała głodować, by zaoszczędzić na nowe szaty? – spytał podle. Nie lubił wszystkich Weasleyów i mimo, że szanował kobiety, nie okazywał tego Ginny. Dziewczyna spłonęła po cebulki włosów i już miała coś powiedzieć, kiedy odezwała się Hermiona.
- Malfoy, ty podły, zadufany w sobie, pieprzony arystokrato… Jesteś zwykłą świnią i jeśli możesz to odwróć się i weź swoją dupę w troki. Gdybyś obraził mnie to jeszcze bym darowała, ale nie wasz się obrażać moich przyjaciół, jasne? – zapytała groźnie Hermiona, a oczy były zimne, mimo swojego ciepłego, brązowego koloru.
- Jak chcesz, Granger. Teraz odejdę, ale nie myśl, że w przyszłości tak łatwo się mnie pozbędziesz – powiedział chłodno Ślizgon i odszedł.
- Dziękuję – wyjąkała Ginny i w tym samym momencie z przymierzalni wyszli Harry i Ron. Popatrzyli na czerwoną Ginny i zdenerwowaną Hermionę.
- Co się stało, pokłóciłyście się, czy co? – spytał Ron.
- Nie, oczywiście, że nie – odparła Hermiona.
- To o co chodzi?
- Oj nikt, a raczej nic ważnego… - powiedziała i poszła się przebrać. Następnie wyszła z przymierzalni i odłożyła sukienki na miejsce. Nie miała ochoty żadnej z nich kupować ani przymierzać. Malfoy zepsuł jej jak zwykle humor. Najwidoczniej będzie musiała go znosić jeszcze następny rok, bo skoro kupował szatę to pewnie jedzie do Hogwartu. Nie ma co. Zapowiada się baaardzo ciekawie. Zagryzła wargi i wyszła wraz z przyjaciółmi ze sklepu.

_________________________________________________________________________

Oto i drugi rozdział. Pomyśłów mam wiele i mam nadzieję, że z czasem będę miała więcej czytelników. Jak na razie mam jedną, ukochaną czytelniczkę, która zawsze mnie i wspiera i to właśnie jej dedykuję ten rozdział, ponieważ wyczekiwała go bardzo długo i niecierpliwie ♥
Pozdrawiam
Sheireen

wtorek, 15 stycznia 2013

Ulica Pokątna

Do nowo przybyłych czytelników!
Zauważyłam, że ten blog wciąż cieszy się popularnością, dlatego mam do Was parę słów. Powstał on po to, abym poprawiła swoje umiejętności pisarskie, więc sporo rozdziałów nie jest najwyższej jakości pod względem interpunkcji. Można mnie oskarżać o różne głupie pomysły i czasami brak kanonu, ale czytałam Harry’ego Pottera z 10 razy. Są momenty tak bardzo zmieniające postać, że sama się tego wstydzę, ale pisałam to trzy lata temu (tak, próbuję się tłumaczyć xd). 
To tyle ode mnie ;)
Zapraszam do czytania i na mojego nowego bloga 
http://dramione-violent-love.blogspot.com/?m=1
Sheireen 


Dziurawy Kocioł zawsze był miejscem, które tętniło życiem. Pojawienie się Voldemorta sprawiło, że stało się ono ponure i rzadko odwiedzane. Jednak wojna o Hogwart skończyła się parę miesięcy temu i wszystko wróciło do normalnego stanu.
Hermiona weszła właśnie do pubu, by dostać się na ulicę Pokątną. Musiała zakupić wszystkie książki do klasy siódmej, jako iż zdecydowała się kontynuować naukę i skończyć szkołę. Przechodząc obok baru przywitała się z Tomem, bezzębnym barmanem i grzecznie odmówiła proponowanego trunku. Wyszła z pubu kierując się w stronę muru otwierającego przejście na ulicę Pokątną. Wyjęła różdżkę i zastukała w cegły. Zdziwiła się, gdy mur, ani drgnął. Spróbowała drugi raz, trzeci i czwarty. Mur pozostał taki jak był. Zaczęła się niecierpliwić. Popatrzyła na zegarek. Wskazywał 12:05. Zaklęła pod nosem. Umówiła się razem z Harrym, Ronem i Ginny na 12, by wspólnie kupić książki. Z gniewem zastukała jeszcze raz w cegły. Gdy przejście się nie otworzyło kopnęła ze złością w mur. Nie wiedziała jednak, że ktoś ją obserwuje.

Draco Malfoy kierował się właśnie do Dziurawego Kotła,  by wejść na ulicę Pokątną. On też postanowił kontynuować naukę w Hogwarcie. Przez ostatni rok siedział w Malfoy Manor i wykonywał chore misje dla Voldemorta. Szedł zatłoczoną ulicą patrząc z pogardą na kręcących się mugoli. Nagle zauważył Granger.  Trudno było jej nie rozpoznać. Gęste, brązowe włosy dostrzegał nawet z daleka. Naszła go znienacka ochota na zdenerwowanie jej. Przyśpieszył, by wyminąć po chwili Granger, wejść do pubu i szybko znaleźć się pod ceglaną ścianą. Teraz obserwował jak dziewczyna zmaga się z murem, który dzięki jego zaklęciom nie otwierał się. On sam ukrył się w ciemnym zaułku. Zobaczył jak Granger bezsilnie próbuje dostać się na Pokątną. Była pewna swoich możliwości i wiedziała, że to z murem jest coś nie tak. Nagle dziewczyna kopnęła w cegły i złapała się za stopę z bólu. Draco nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem, tym samym ujawniając się. Granger odwróciła się w ułamku sekundy. Gdy tylko go zobaczyła jej twarz ściągnęła się ze złości, włosy naelektryzowały, a źrenice zamieniły się w wąskie szparki.
- Malfoy… - wycedziła – Mogłam się spodziewać, że to jakaś dziecinna sztuczka.

Patrzyła na niego ze złością, gdy podszedł bliżej. Popatrzył na nią i przystanął ze zdziwieniem i osłupieniem. Hermiona również mu się przyjrzała. Urósł i stał się bardziej zbudowany, jego włosy nie były już ulizane – wręcz przeciwnie – były w nieładzie. Oczy miał szare niczym chmury burzowe. Stał się przystojny, o tak i to cholernie. Hermiona zganiła się za myśli.
- Na co się gapisz? Rusz się i otwórz mi to cholerne przejście! – krzyknęła – I tak już jestem spóźniona… - mruknęła po chwili pod nosem.
Malfoy’a to otrzeźwiło. Głupia mina zniknęła mu z twarzy, zastąpiona przez szyderczy uśmiech.
- A od kiedy to ja mam się ciebie słuchać, Granger?
- Od teraz, Malfoy! Otwórz mi nie mam czasu na rozmowy. Na dodatek z tobą... – syknęła.
- Oj, Granger daj spokój, a gdzie to się tak śpieszysz?
- A co cię to obchodzi?
- Jeśli mi nie powiesz to nie otworzę bramy – uśmiechnął się.
- Malfoy, może i nie mogę jej otworzyć, ale pamiętaj, że w ręku nadal mam różdżkę – pomachała mu przed nosem.
- Nie sądzę – powiedział i szybkim ruchem wyrwał jej różdżkę z ręki.
- Malfoy ty idioto oddawaj to!
- Jak mi powiesz to oddam
- Oddaj różdżkę – wycedziła.
- Jak mi powiesz
- Malfoy, do cholery oddaj ją!
- Nie oddam, póki nie powiesz, słońce – powiedział z podłym uśmieszkiem.
Hermiona nabrała powietrza w usta. Nienawidziła tych określeń. Ruszyła na Malfoy’a z pięściami.
- Hej, hej Granger, wiem, że jestem pociągający, ale żeby od razu na mnie lecieć? – spytał niewinnie oddając jej różdżkę. Trudno mu było skrywać uśmiech. Udało mu się ją rozzłościć.
- Z czego się cieszysz idioto? Otwieraj to przejście. JUŻ! – powiedziała oglądając różdżkę z każdej strony, by sprawdzić czy nie ucierpiała. Malfoy westchnął i zastukał w cegły, które od razu ustąpiły ukazując przejście. Hermiona popatrzyła na zegarek. Wskazywał 15 po 12.
- A niech to, ale Ron się wkurzy…
- Więc to z nim się spotykasz? – zapytał Ślizgon, a Hermiona usłyszała w jego głosie urazę.
- Niekoniecznie, a teraz spadaj i dzięki za jakże miłą rozmowę – odparła z sarkazmem – Pieprzony arystokrato – dodała cicho pod nosem.
- Że co proszę?
- Nic – powiedziała i szybko zniknęła w tłumie z lekkim uśmiechem na twarzy. Odwróciła się. Malfoy jej nie gonił.
- Kretyn  - pomyślała i ruszyła na spotkanie z przyjaciółmi.

__________________________________________________________

Okej, jest to moja pierwsza notka, jak i zarówno mój pierwszy blog, więc proszę o wyrozumiałość. Mam nadzieję, że rozdział pierwszy choć trochę zachęcił do czekania na kolejne. Postaram się pisać jak najczęściej, jednak już informuję, że szkoła nie daje za wygraną i czasami nie będę mieć czasu. Jednak będę informować na bierząco.
Pozdrawiam
Sheireen ♥